Adopcja to nie casting na świętych. Jak w praktyce wygląda wybór dziecka?

1. Upragniony telefon

Kiedy zadzwoni telefon, trzeba jeszcze przez chwilę uzbroić się w cierpliwość. Nie od razu będzie wam dane zobaczyć się z długo wyczekiwanym i wytęsknionym maleństwem. Najpierw będziecie musieli poznać jego historię. 

2. Poznanie… teczki dziecka

Teczka dziecka to nic innego jak cała dokumentacja na jego temat, zgromadzona przez pracowników ośrodka. Zależnie od wieku dziecka, jego indywidualnej sytuacji oraz miejsca, w którym aktualnie przebywa – znajdą się tam mniej lub bardziej wyczerpujące informacje na temat jego rodziny biologicznej, stanu zdrowia czy rozwoju psychoruchowego. Całkiem możliwe, że będziecie mieli okazję zapoznać się także z opiniami opiekunów, którzy zajmują się maluszkiem na co dzień – natomiast raczej do rzadkości należą sytuacje, kiedy do niniejszej dokumentacji dołączone jest również zdjęcie.

3. Spotkanie

Kiedy już na podstawie wszystkich tych materiałów zdecydujecie się na pierwsze spotkanie – nastąpi ono w placówce albo rodzinie zastępczej.

Wyrażenie chęci jego odbycia tak naprawdę jeszcze do niczego was nie obliguje i nie jest wiążące.

W przypadku nieco starszych dzieci dość często ma miejsce w kilkuosobowej grupie. Proponowane wam dziecko w takiej sytuacji nie wie, że przychodzicie konkretnie do niego – nie będzie więc rozczarowane, jeżeli ostatecznie z jakichś przyczyn do kolejnych spotkań już nie dojdzie.

O ile kilkutygodniowe niemowlę najprawdopodobniej zareaguje na waszą obecność po prostu zaciekawieniem, będzie uradowane przywiezioną mu w prezencie grzechotką czy inną zabawką – o tyle w przypadku kilkulatka trzeba przygotować się na całe szerokie spektrum najróżniejszych reakcji. Wcale nie jest powiedziane, że dziecko będzie czekało na was z przysłowiowym „sercem na dłoni” i otwartymi ramionami. Mówiąc zupełnie szczerze – na tym początkowym etapie jesteście dla niego po prostu kompletnie obcymi, nigdy wcześniej nie widzianymi ludźmi. Nie bądźcie więc zdziwieni, jeśli się Was przestraszy, ucieknie przed Wami w najbardziej oddalony kąt sali albo będzie chowało się za plecami swojej placówkowej, dobrze znanej „cioci”.

Kilkulatek to nie jest już tabula rasa – ma swoją historię, swoje wspomnienia i swój bagaż doświadczeń, niekiedy bardzo traumatycznych i nakazujących mu wielką ostrożność w kontaktach z dorosłymi ludźmi. Po prostu dajcie sobie czas i nawiązujcie wzajemne relacje powoli, ostrożnie i bez gwałtownych ruchów – pamiętając, że być może stąpacie po bardzo kruchym i podatnym na pęknięcia lodzie…

Tekst: Karolina Szwabowicz-Mosica, autorka bloga Nasze Bąbelkowo

Polecamy także:

Adopcyjna mistyfikacja – jeśli chcesz adoptować dziecko, nie możesz tego robić

Czy z adopcją dziecka rzeczywiście trzeba się „pogodzić”?

Jak zostałam adopcyjną mamą: do szczęścia nie potrzebowałam brzucha, ale dziecka

 

  • Strony:
  • 1
  • 2
Komentarze: 2

Powinny ,byc domy dziecka dobrze z finansowane przez panstwo i spoleczenstwo ze taki dzieciak tez moze miec start w zyciu.Jeszcze malucha do 3 lat mozna adoptowac,po tym czasie nie powinno byc adopcji,Idzie ,potem taki wyrostek ,do kpgos do domu i w zlosci rzuca tekstem ,”bo wy nie jestescie moimi rodzicami,”..swietnie i nigdy nie chcielismy miec tej iluzji ,jestesmy tylko opiekunami , ale my nie przyczynilismy sie do jego nieszczescia,wiec niech skieruje zlosc tam gdzie powinien.To co od nas dostaje nie nalezy mu sie tez z urodzenia ,ale z naszej dobrej woli…..nikt jego nie zmusza do pobytu z nami…my nie tworzylismy mu nigdy iluzji

Zgadzam się ze wszystkim, co zostało napisane oprócz jednego. Sami z mężem jesteśmy po kursie kwalifikacyjnym i czekamy na adopcję, czekamy na dzieciaczka do 1 roku życia i wiemy jak w praktyce wygląda adopcja takich dzieci. Ustawiają się po nie kolejki par, bo najczęściej chcą właśnie jak najmniejsze dzieci, i dzieci proponowane są rodziców w kolejności według stażu oczekiwania. Nie mogę się więc zgodzić z tym, że ośrodki dobierają jak najlepszych rodziców akurat dla konkretnego dziecka a nie dziecka dla rodziców. Przede wszystkim nie znają jeszcze charakteru tak maleńkiego dzieciątka i niestety, choć wiele rodziców adopcyjnych tak bardzo chce wierzyć w to, że akurat to konkretne dziecko było im pisane, to nie do końca tak jest. Dostali je dlatego, bo przypadło im w kolejce, równie dobrze rodzicami tego samego dziecka mogliby zostać państwo X lub państwo Y i zapewne kochaliby je tak samo bardzo i myśleli o nim w ten sposób jak faktyczni rodzice adopcyjni. My mamy tę świadomość, ale oczywiście nie zmienia to faktu, że będziemy kochać dziecko, które nam przypadnie całym sercem, bo bez względu na to jakimi kryteriami doboru kierują się pracownicy ośrodków adopcyjnych, to maleństwo będzie ostatecznie właśnie NASZE.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *