Odpowiedz do: Pokój zwierzeń – pomoc psychologiczna – o emocjach na spokojnie

#31105
Avatar
AleksandraM
Participant

Dzień dobry,
Jesteśmy już przed drugą stymulacją ,ponieważ mimo 15 komórek ani razu nie udało Nam się uzyskać zarodka. Jeden transfer nieudany. Teraz jestem wyciszana a nie jak poprzednio miałam protokół krótki. W sumie leczymy się już rok. Ja mam 26lat i niedrożne jajowody a Mąż 30 i myśleliśmy,że jest problem z nasieniem ponieważ w badaniu rok temu wyszło tylko 3% prawidłowych plemników i teratozoospermia a teraz po roku i braniu witamin 100% poprawy czyli 6% prawidłowych i na dole wyniku zdanie ,,w normie ” co daje ogromną nadzieje.Zapłodnienie mieliśmy IMSI.
To tak pokrótce Nasza historia z in vitro.Nie ukrywaliśmy Naszych problemów zbyt długo czy to wśród znajomych czy też w pracy bądź w rodzinie bo nie dawaliśmy rady a bardziej ja ciągle udawać i odpowiadać na pytania kiedy dzieci,że my ich nie chcemy bądź najpierw dom potem dzieci. Z biegiem czasu wiem ,że był to ogromny błąd.Zaczęłam czuć się jak kosmita. Teraz zastanawiam się czy może to jest coś we mnie nie tak. Straciliśmy przyjaciół po 12 letnim stażu.Wiele czynników się na to złożyło.Nie wiedzieli oczywiście o in vitro,ale moje życie się przewartościowało od choroby Taty ,który zmarł półtora roku temu w sylwestra a potem dosłownie za chwile wiadomości o moich jajowodach. Dla nich ważne były rozmowy o nowych samochodach,ubraniach ich dziecku czy remoncie domu.Dodatkowo Ona była w stanie powiedzieć mi,że ktoś jej powiedział ,że na raka płuc mój Tata umrze w dwa lata (8 miesięcy). Dodatkowo pokłóceni byli z rodziną w domu na przeciwko,dokładnie z Jej bratem a my się z Nimi też przyjaźniliśmy.Kiedy się pogodzili i dowiedzieli o Naszym problemie jakby się odsunęli.Odzywają się raz na pół roku i mam wrażenie ,że nie mam już o czym z Nimi rozmawiać. Mieliśmy też innych znajomych,którzy również mieli problem i dopóki im się nie udało byliśmy potrzebni,wspieraliśmy i wg a potem tylko wiadomość ,że ,,nie jest dobrą kompanką do rozmów dla mnie” a było to w dzień mojego SHSG i nie miałaby problemu mówić,gdybym nie zapytała jej w wiadomości, przy wszystkich na sobotnim spotkaniu na które chcieliśmy się umówić. Mówiłam sobie ,że Ona robi to z troski po prostu ale jak wyżej gdybym jej nie zapytała musiałabym ukrywać łzy i udawać. Teraz wszyscy się razem się grilują ,wszyscy mają dzieci ,nawet znajomi ,z którymi nie było żadnej spiny wg się nie odzywają i spotykają z tymi co opisałam. Jest Nam ogromnie przykro,wyszliśmy na ludzi,z którymi nie warto się spotykać. Dodatkowo mam wrażenie,że to moja wina ,Mąż na pewno gdzieś tam w środku mnie obwinia. Męża Mama teraz też przyjechała na urlop to siedzi tylko u siostry Męża,która ma dziecko dwuletnie i buduje dom gdzie wszytko to było Męża marzeniem ale nie jesteśmy w stanie finansowo podchodzić do in vitro i jednocześnie budować domu. Z siostrą Męża też się już nie spotykam bo traktowała mnie jak pomagaczke.Ślub mieliśmy dzień przed chrzcinami Franka i zamiast zatrudnić fotografa a stać ją na to wymyśliła ,że to ja mam jej telefonem robić zdjęcia czyli tak jakbym nie była gościem a może to ja to źle rozumiem i sobie wmawiam? Grill na ich działce -narzeka ,że nic nie przygotowała ,że beznadziejnie jest i wg to mówimy z Mężem ,że mogła od rana sobie planować co chce zrobić to odpysknęła,że mogłam jej pomóc!,nie wytrzymałam i powiedziałam,że jeśli potrzebuje pomocy to mogła uprzedzić ja też mam swoje obowiązki,po za tym byłam po zmianie nocnej w pracy. Jest wiele więcej takich sytuacji i tak sobie myślę ,że może warto wyciągnąć rękę z mojej strony i pogodzić się ale dlaczego Ja?Czy to we mnie jest problem? Czy to wszystko to moja wina? Mam na każdym kroku pozwalać sobie na takie traktowanie? Ja naprawdę w środku czuję ,że sumienie nie pozwala mi na to żeby się przed wszystkimi płasczyć.
Proszę o poradę,ponieważ już sobie nie radzę.