Odpowiedz do: Pokój zwierzeń – pomoc psychologiczna – o emocjach na spokojnie

#31140
Avatar
Kojot
Participant

Dzień dobry. Mam 27 lat, od 3 lat staramy się o dziecko. Mąż ma bardzo kiepskie wyniki nasienia i w klinice szybko przeszliśmy do tematu in vitro, jako że pani doktor raczej nie widziała szansy w inseminacji, nie mówiąc już o spontanicznej ciąży. 6 kwietnia podeszliśmy do pierwszej próby, niestety nieudanej, zarodek nawet się nie zagnieździł. Po miesiącu zdecydowałam się na scratching endometrium a po kolejnym – 4 czerwca – doszło do drugiego transferu. 11 czerwca otrzymałam pierwszy w życiu pozytywny wynik bety. Byłam obstawiona lekami z każdej możliwej strony. Starałam się nie cieszyć, poczekać do 12 tygodnia ciąży, ale kiedy w 6 t. c. lekarz po badaniu stwierdził, że wszystko jest w porządku, uwierzyłam, że tym razem się uda. Niestety, na kolejnym USG w 8 t. c. okazało się, że nie ma czynności serca i otrzymałam skierowanie do szpitala na wywołanie poronienia. Przez dwa dni dostawałam tabletki, ale zupełnie nic się nie działo. To czekanie było najgorszym co w życiu przeżyłam. Czułam się jak wyrodna matka dążąca do wyrzucenia z siebie dziecka, które pragnie zostać w brzuchu… W końcu na 3 dzień szyjka była na tyle miękka, że lekarz zadecydował o łyżeczkowaniu. Oddaliśmy kosmówkę na badania genetyczne i po ustaleniu płci chcemy dokonać pochówku. Jestem załamana. Straciłam nadzieję, że kiedykolwiek się uda. Mamy jeszcze jeden zarodek, ale czuję nie dam rady przejść przez to kolejny raz. Dla mnie to było moje upragnione dziecko a nie tylko jakiś tam zarodek. Psycholog w szpitalu bardziej chciał ode mnie wyciągnąć ile zarabiam i ile zapłaciłam za in vitro niż mi pomóc. Nie chcę kolejny raz trafić na taką osobę. Jak mam sobie dać radę sama? Mam ogromne wsparcie że strony rodziny i męża, który też to wszystko bardo przeżywa, ale to nie wystarcza. Pozdrawiam.