In vitro- wasze relacje

Zarejestruj się

Witaj w Kawiarence Płodności. W czym możemy Ci pomóc?

W naszej Kawiarence dostaniesz wszystko, czego potrzebujesz, by spełnić marzenie o Dziecku. Rozgość się i znajdź „stolik” dla siebie. Serwujemy wiedzę najlepszych ekspertów, wsparcie psychologów, pomoc na każdym etapie starań o ciążę. U nas poczujesz się swobodnie i bezpiecznie – bez oceniania i hejtu. Poznasz tu ludzi, którzy w pełni Cię zrozumieją. Pamiętaj, u nas nie ma złych pytań na temat (nie)płodności – wszystkie są ważne i na wszystkie dostaniesz odpowiedź. Zadawaj je naszym Ekspertom śmiało! Zapraszamy do środka – zawsze, kiedy potrzebujesz.

Partnerzy merytoryczni

Zapraszam

prof. Rafał Kurzawa
Dyrektor Medyczny TFP Fertility Poland

Viewing 8 reply threads
  • Autor
    Wpisy
    • #34187
      Avatar
      Monikax
      Participant

      Założyłam ten wątek bo wiem jak wiele osób zmaga się z brakiem wsparcia i trudnościami przy podejściu do in vitro. O emocjach i abyście wiedzialy ze nie jesteście same. Swoją historię opowiem w kolejnym poście.

    • #34188
      Avatar
      Monikax
      Participant

      Z mezem staramy się o dziecko juz 4 lata. Na początku wykonywałam podstawowe badanie hormonalne i były ok oprocz lekko podwyższonej prolaktyny, lekarz nie wiedział jak sobie poradzić, poszłam do innego lekarza zrobil krzywa cukrowa bo podejrzewal pco. No okazało się że mam insulinoopornosc. Bylam u diabetologa, zapisany mam metformax 3×500, ale biorę go teraz tylko 1×500 po obiedzie. Schudłam 15kg po metformaxie, teraz waga stoi w miejscu nie zdziałam cudow bez diety. Prolaktyne i lekko podwyższony testosteron zbiłam ovarinem. Następne lata prob i nic. Trafiliśmy wreszcie do kliniki leczenia niepłodności pol roku monitoring cyklu po metformaxie wrocily mi owulacja, pęcherzyki pękały, a ciazy brak. Mialam zrobione hsg, na sali pani doktor stwierdziła że jeden jajowod nie bardzo byl drozny, a drugi byl ok, jednak na karcie wypisowej pisalo ze plyn swobodnie przeszedl przez jajowody, a gdy pytalam Pani doktor to mnie zbyla. Męża seminogram ok według androloga, tzn on ma 250mln plemników i z tego jest ponizej normy tych prawidłowych, ale lekarz stwierdził, że przy tej ilosci jaka ma to nie jest źle. Lekarz zaproponował inseminacje, ale nie wierzylismy ze się uda, potem finanse i w końcu zrezygnowaliśmy. Następnie dowiedziałam się o poradni diagnostyki nieplodnosci, ktora otworzyli na nfz w Opolu. Wybraliśmy się tam mieliśmy zrobione badania hormonalne, witaminy D, genetyczne, kariotyp, ana, ogólnie wszystko ok oprocz tego że stwierdzili u mnie mutacje mthfr 677 i 1298 hetero oraz pai1. Lekarz powoedzial ze jak zakde w ciaze będę musiała na pewno acard przyjmować. Dużo czytałam o tych mutacjach no i czytałam ze dużo lekarzy przepisuje heparyne bo na samym acardzie nie znalazłam ani jednej, która by donosiła ciaze. W każdym razie mialam kolejny monitoring kolejne stymulavje i nadal brak ciazy, nie mogłam dalej się leczyć czy wykonywać bezpłatnych badań bo nfz zrezygnowal z finansowania poradni… Minęło kilka miesięcy i dowiedzieliśmy się o dofinansowanie do in vitro miejskich oczywiście. Po rozmowie z mezem stwierdziliśmy, że musimy cos zrobic. Więc ciach, wzięliśmy kredyt i poszliśmy do kliniki leczenia niepłodności gdzie chodziliśmy wcześniej, lekarz od razu stwierdził że szkoda czasu na inseminacje, ze warto teraz wykorzystać te dofinansowanie i skorzystać z in vitro. No tak nie napisałam ile mam lat w lutym skończyłam 35, maz 32. Załapaliśmy się do programu. Kolejne badania wirusologiczne, stymulacja, zastrzyki. Przeszłam przez to i dałam rade, nie było tak źle. Punkcja – zasnęłam nie wiem kiedy, a po wybudzeniu się bylo po wszystkim. 7 komórek pobranych, 6 zaplodnionych, 5 się zaplodnilo, a 4 zostały i osiągnęły stadium blastocysty. 22.02 podana jedna, ale transfer byl straszny, za dużo chyba tej wody wypiłam, pecherz zaczął mnie bolec po około 20 minutach walki lekarza z wprowadzeniem cewnika, na usg wyglądało, ze nie powinno być problemu, a jednak byl. W końcu uzyli innego cewnika i się dostal, bolalo mnie wszystko chyba przez ten pełen pecherz lekarz pozwolił mi wstać i iść do toalety, ulga. W dzien transferu i na kolejny dzień mialam lekkie brązowe plamienie. Przyszedł dzien bety, czułam ze nie jesteś w ciąży mialam huśtawkę nastrojów, bylam nerwowa, a za chwile płakałam, wiedziałam. No i faktycznie beta nie drgnęła. Lekarz nam powiedzial, ze moja szyjka była ulozona nie tak jak myslal ze będzie ulozona z pełnym pęcherzem. Taka patologia po prostu. Postanowiliśmy iść na ciosem, kolejny transfer w kolejnym cyklu, teraz chcemy mieć podane dwa zarodki.Jeden zarodek nam zostanie, ale na jego transfer juz nie będzie nas stać. Wiec ten transfer to juz ostatnia taka nasza nadzieja. Wyczerpaliśmy mozliwosci kredytowe. Transfer mam miec w środę 24.03 jednak dzien wcześniej musze zrobić covida. Maz byl przeziębiona no i mnie się udzielilo. Leze weekend w łóżku, aby się wykurować, by nie zaszkodziło to transferowi i by w ogóle mogl się on odbyć. A jakie są wasze historie? Moze w kupie będzie sila i będziemy mogly się wspierać na każdym etapie. Może któraś z was tez miala trudny transfer?

    • #34228
      Avatar
      Pogodna_Aga
      Participant

      Cześć

      Bardzo długa i zawiła historia. Jesteś bardzo dzielna – ty i mąż/partner, że przechodzicie przez to wszystko! Brawo!

      Życzę owocnego transferu dla Was i mam nadzieję, że te dwa zarodeczki zwiększą Waszą szansę na powodzenie.

      Ja obecnie czekam na punkcję, która prawdopodobnie będzie w sobotę. Jutro mam monitoring. Niestety mam niską rezerwę jajnikową i słabo reaguje na stymulację, także pęcherzyków jest malutko. Na mrozaczki nawet nie liczę.

      Pozdrawiam ciepło!

      Trzymam swoje kciuki za Twój transfer 🙂

    • #34231
      Avatar
      Monikax
      Participant

      Jak to powiedzial ostatnio na webinarze dr. Niemczyk nie jest ważna ilosc a jakość. Może być jeden czy dwa zarodki a szczęśliwie zajdziesz w ciaze z czego Ci bardzo życzę. Dzis mialam transfer ale się przygotowałam inaczej niż ostatnio. Nie miałam tak bardzo pełnego pęcherza, a przed transferem 15 minut wzielam nospe. Transfer byl problematyczny i trwal 40 minut, ale udalo się i nie byl bolesny. Malo tego po ostatnim transferze w dzien transferu oraz dzien po mialam plamienia brązowe teraz nie mam wiec liczę na to ze wreszcie się uda, mam taka nadzieje przynajmniej. Trzeba walczyć. I tobie się uda zobaczysz 🙂

    • #34232
      Avatar
      Pogodna_Aga
      Participant

      Ja narazie chciałabym w ogóle dotrwać do transferu… No ale co będzie to się okaże.

      Faktycznie długi ten transfer.

    • #34237
      Avatar
      Monikax
      Participant

      Daj znac jak monitoring, ile pęcherzyków, jak się czujesz??

    • #34255
      Avatar
      Pogodna_Aga
      Participant

      Dobrze się czuje, dzięki.

      Punkcja jednak w sobotę.

      U mnie po prawo 1×21, 1×20, 1×16, 3×13 po lewo 1×18, 2×17, 1×16, 5×13. Generalnie może sensownych pęcherzyków będzie z 4 sztuki.

    • #34258
      Avatar
      Monikax
      Participant

      Mi lekarz mowil jak mialam wiecej takich malutkich pęcherzyków, ze i w takich moze byc dojrzala komorka jajowa, więc nic straconego i trochę ich moze byc. Polecam metodę picsi do zaplodnienia wybierają najlepszego plemnika, a skoro mozesz miec malo komórek to lepiej nie ryzykować

    • #34259
      Avatar
      Pogodna_Aga
      Participant

      No to chyba będzie to. Jakaś mikroiniekcja plemnika czy jak się to tam zwie. Nasienie u nas raczej OK wszystko raczej kwestia komórek…

Viewing 8 reply threads

Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.