Wyrodna matka pisze o niepłodności i sprawdza, co baby na wsi mówią o in vitro

Jakie pytania padły w ankiecie? I najważniejsze – jakie były wyniki? Domyślam się, że w ankiecie dotyczącej niepłodności wiele odpowiedzi może zaskoczyć.

To była pierwsza moja ankieta. Nie wiedziałam jeszcze wtedy, jakie pytania powinnam stworzyć. Dziś zrobiłabym ją nieco inaczej. Pytań miało być mało, bo sama nie lubię kiedy muszę odpowiadać na zbyt wiele, nudzę się w połowie i zamykam ankiety. Więc było ich pięć.

Pierwsze – ogólne, „czym jest niepłodność”? Osoby w wieku starszym odpowiadały z reguły, że to to samo co bezpłodność, zresztą w ankiecie tej mojej z zeszytu, te odpowiedzi padały najczęściej. W internecie jest łatwiej, odpowiadały osoby różne, często dotknięte niepłodnością, dlatego z ankiety prawidłowa odpowiedź zdobyła 78,9%. Nie jest to szczyt marzeń, ale lepsze to niż nic.

Niestety dalej są osoby, które twierdzą, że niepłodność dotyczy wyłącznie kobiet… Zaskoczyła mnie jednak świadomość ludzi o parach, które mają już potomstwo, bo ponad 90% ankietowanych zgodnie stwierdziło, że niepłodność dotyczy także ich (chodziło tutaj o niepłodność wtórną). Jedna ze starszych pań, z którymi rozmawiałam, powiedziała: „ja chyba do nich należę”, też nie mogła mieć więcej dzieci, mąż zmarł, córka wyjechała i tak 70-letnia kobieta została sama.

Nasze społeczeństwo ciągle nie zdaje sobie sprawy z tego, jak wiele par jest dotkniętych niepłodnością. W ich mniemaniu dotyczy ona 1 na 25 par, większość była w szoku, kiedy mówiłam im, że to jedna na pięć.

Na koniec zadawałam pytanie o in vitro. 80% zgodnie twierdziło, że jest w Polsce potrzebne, tutaj uwaga, wszystkie starsze panie, jak jeden mąż, mówiły, że jest potrzebne! Miałam ochotę je wtedy uściskać. Zgodnie twierdziły, że jeśli kobieta chce, to powinna mieć dziecko i tyle. A skoro świat idzie do przodu, to tym bardziej. Ważne, by nie wybierały sobie płci, koloru oczu itp. Wtedy ja tłumaczyłam im, na czym dokładnie polega in vitro, a one zdziwione odpowiadały, że nawet nie wiedziały do końca, bo (uwaga) ksiądz mówił inaczej. Jestem katoliczką, wierzę w Boga, ale wkurzam się niemiłosiernie, kiedy słyszę brednie, które księża rozpowszechniają.

Czy w odpowiedziach, które usłyszałaś było coś, co utknęło w pamięci? Co chciałaś pokazać poprzez tę ankietę?

Dwie odpowiedzi były dla mnie, może nie szokiem, ale dowodem, że dalej trzeba uświadamiać społeczeństwo:

  • „Nie spotkałam się nigdy z takim terminem, aż wstyd się przyznać. Jednak popieram próbę edukowania ludzi w tak ważnym temacie”.
  • „Nie spotkałam się z takim terminem, jestem zaskoczona, że niepłodność to nie to samo co bezpłodność”.

Najbardziej chciałam zobaczyć, ile jeszcze jest do zrobienia, powiedzenia czy naprawienia. Chciałam udowodnić innym (a może tylko sobie), że nie jest aż tak źle jak myślałam. Fakt, nie jest, ale wkurzam się, ze niepłodność to ciągle temat tabu. Ludzie na wsiach dalej dziwnie patrzą na te pary, które dzieci nie mają i lubią to skomentować. Niby współczują, a szpile wbijają, niby mówią „trzeba walczyć, bądźcie dobrej myśli”, a później twierdzą, że z in vitro nie powinno się korzystać. Hipokryci i tyle. Jeszcze 10 lat temu sama nic nie wiedziałam na ten temat, teraz jest dostęp do takich informacji.

Nie chcę czekać kolejnych dziesięciu lat, aż będzie się o tym głośno mówić i uczyć w szkołach konkretów. Tak jak wspomniałam wcześniej, moim zdaniem niepłodność to ciągle temat tabu, który trzeba obalić. Nie wiem jak jest w większych miastach, ale w tych małych nie mówi się o tym.

Nie wiem też, jak to jest teraz w szkołach. Czy dziewczynom tłumaczy się inaczej, czym jest płodność niż jak to było 15 lat temu. Na każdym stanowisku potrzeba ludzi chcących o tym nauczać. To tak jak z lekarzem, jeśli kocha to, co robi, będzie jednym z najlepszych lekarzy w mieście. Jeśli będzie lekarzem, bo rodzice tak chcieli, to dołączy do grona tych fachmanów od siedmiu boleści.

Z czego wynika takie podejście do niepłodności? Myślisz, że można jakoś “odczarować” in vitro?

W większych miastach ludzie nie mają czasu zajmować się życiem innych, nie obchodzi ich, w co ubrała się sąsiadka czy za co sąsiad kupił nowe auto. Tutaj jeszcze ten problem jest. Ludzie stoją pod drzwiami i nasłuchują, dlaczego sąsiadka drze się po dzieciach albo kogo przywiozła policja pod blok. Pary te nie chcą, by ci wszyscy „życzliwi” ludzie wypominali im lub ich dzieciom, że są inne.

Niestety, społeczeństwo nieuświadomione to społeczeństwo zacofane. To tak jak ze wszystkimi przesądami i zabobonami. Niby nikt w nie nie wierzy, a każdy spluwa na widok czarnego kota. Ludzie ciągle myślą, że jeśli ktoś będzie w ciąży poprzez in vitro, to urodzi cyborga odpornego na wszelkie choroby. Myślą, że na komputerze jest wybierany kształt nosa czy kolor włosów, a nawet skóry. Do tego, póki ludzie będą wierzyć w to, co ma do powiedzenia na ten temat kler i w jaki sposób o tym mówi, to w małych miejscowościach raczej nic prędko się nie zmieni.

Może można byłoby zorganizować jakieś otwarte dni w domu kultury, z darmowym ciastkiem i kawą czy herbatą, dobrze się przygotować i opowiedzieć tym wszystkim ludziom, o co tak naprawdę chodzi w in vitro. Wytłumaczyć im, że to nie tworzenie jakiś robotów, tylko podarowanie szansy, która jest na wyciągnięcie ręki.

Niepłodność to choroba, która powoli wyniszcza nasze społeczeństwo, jest nas coraz mniej, jedzenie jest nafaszerowane jakimiś dziwnymi substancjami, przez które za chwilę będziemy świecić w ciemności. Ta chemia i życie w stresie oraz choroby powodują, że coraz więcej ludzi cierpi z powodu niepłodności. To nie to samo, co świeżutkie mleko prosto od kozy, która pasła się spokojnie na łące, czy piękna marchew wyciągnięta prosto ze swojego ogródka.

Trzeba wytłumaczyć ludziom, że świat się zmienia, idzie do przodu, nie zatrzymamy tego. Musimy tylko się dostosować i tyle.

Rozmawiała: Paulina Ryglowska-Stopka

Polecamy także:

Nie taki diabeł straszny, czyli jak w praktyce wygląda in vitro

Gdy chcesz kolejne dziecko, a nie możesz – czym jest niepłodność wtórna?

Nie jestem bohaterką PiS, choć chcę urodzić dziecko z Zespołem Downa

 

  • Strony:
  • 1
  • 2
Paulina Ryglowska-Stopka

Autorka książki (jako Laura Lis) "Moje in vitro. Historia prawdziwa", w której pisze, że cuda się zdarzają i nigdy nie należy tracić nadziei.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *