Smutek nie jest najgorszy, najgorsza jest… Bardzo osobiście o męskiej depresji

Depresja to mało męska choroba. Jeśli kogoś ma dopaść, to z pewnością kobietę. A facet? Facet przecież nie ulega takim nastrojom jak smutek, obojętność, rozpacz, niechęć do życia. Chłopaki przecież nie płaczą. Ależ w błędzie są ci, którzy tak myślą. Jestem mężczyzną, który doświadczył czegoś, czego już nigdy doświadczyć nie chce. Przeżyłem, ale nie wszystkim się to udaje…

Pisząc depresja nie mam na myśli obszaru lądu, położonego poniżej poziomu morza. Nie myślę również o luźnej wymianie zdań podczas porannej kawy, gdy za oknem pada deszcz, a jedna pani do drugiej pani mówi, unosząc wzrok ku niebu: „Ale mam dzisiaj depresję”.

Pisząc depresja, myślę o poważnej chorobie, często śmiertelnej. To przeciągający się do kilku tygodni stan obniżonego nastroju, któremu towarzyszy bezsenność, utrata kontaktu z otoczeniem, nieracjonalne obniżenie poczucia własnej wartości.

Mniej więcej jedna osoba na dziesięć spośród dotkniętych depresją popełnia samobójstwo. Aż 80% chorych na depresję ma myśli samobójcze, a około połowa z nich podejmuje próbę odebrania sobie życia.

depreska-2

 

(Nie)męska choroba

Depresja często jest postrzegana jako babska choroba. Poniekąd słusznie, gdyż dwukrotnie częściej z jej powodu cierpią kobiety niż mężczyźni. Nie znaczy to, że mężczyzn ona nie dotyczy. Owszem, dotyczy. I faceci mają z nią nawet gorzej, bo facet nie może się rozklejać, facet musi się wziąć w garść. Facet słaby psychicznie to żaden facet – tak mówią.

Piszę, bo wiem, o czym piszę. Depresja w moim przypadku nie miała nic wspólnego z niepłodnością, ale myślę, że niepłodni mogą zapadać na tę chorobę częściej niż przeciętnie.

Mój świat zaczął się walić kilka lat temu. Ówczesny związek stał na skraju przepaści i tylko brakowało mi odwagi, żeby uczynić krok naprzód. Mojej pracy, którą traktowałem jako substytut życiowego spełnienia, poświęcałem  mnóstwo czasu. Niekiedy po dwadzieścia godzin na dobę. Zdecydowanie za dużo. Było źle i z każdym dniem gorzej.

SMUTEK

depresja

 

W końcu ją straciłem. Pracę, która była ostatnim punktem odniesienia w moim życiu. Któregoś dnia, wiedząc już, że zostało mi mniej niż  trzy miesiące do bezrobocia, doszedłem do wniosku, że już mi się nie chce rozmawiać. Tak po prostu. Właściwie tylko milczałem.

Wzruszenie ramionami to było wszystko, na co było mnie stać. I smutek. Smutek był wszędzie, niczym ciemność. Otaczający, wszechobecny i ponury. Miałem swój własny, wewnętrzny świat. A właściwie swoją własną, wewnętrzną pustkę, do której nikt inny nie miał dostępu. Przynajmniej ona była tylko moja, skoro nic innego mi nie pozostało. Jej nikt nie mógł mi odebrać.

OBOJĘTNOŚĆ

depresa1

 

Wreszcie nadszedł ten dzień, kiedy rano nie musiałem wstawać. Leżałem sobie na łóżku, gapiąc się tępo w sufit. Rozmawiać mi się nie chciało. Nigdy nie byłem szczególnie rozmowny. Jeść też mi się nie chciało. Mogłem nie jeść całymi dniami. Brak apetytu, mdłości. Noce bezsenne. Dni senne i ciągnące się w nieskończoność. Apatia. Kolejny papieros.

Mając depresję, wiedziałem, co się dzieje. Zdawałem sobie sprawę, że zachowuję się nienormalnie i potrzebuję pomocy. Jednocześnie nie miałem siły, aby po pomoc się zwrócić. Wszystko stało się obojętne.

To nie smutek jest najgorszy w depresji. Najgorsza jest właśnie obojętność. Smutek z czasem motywuje do działania. Wstajesz, otrzepujesz się, idziesz dalej.

Obojętność nigdy nie motywuje. Depresja zapewnia osiągnięcie stanu totalnego – przepraszam – zlewu na wszystko, znanego większości ludzi z okolic drugiej butelki wódki. To obojętność ostatecznie odrywa od rzeczywistości, od otaczającego świata. Ona sprawia, że ludzie nie widzą sensu, aby dalej żyć i któregoś dnia stają na krawędzi balkonu albo rzekomo zasypiają za kierownicą by uderzyć w przydrożne drzewo.

UCIECZKA

depresja42

 

Miałem kiedyś sąsiadkę z depresją. Najwyraźniej musiała mieć nawrót choroby i nie zdążyła się zwrócić o pomoc. Albo raczej nikt nie zorientował się w porę, że ona takiej pomocy potrzebuje. Mieszkała na piątym piętrze. Stanęła na krawędzi balkonu. Uderzyła o ziemię dokładnie pomiędzy dwoma zaparkowanymi samochodami, tak aby przypadkiem – nawet po śmierci – nikomu nie wyrządzić szkody.

Taka jest właśnie depresja. Ma twarz tysięcy ludzi z roztrzaskanymi o bruk głowami i ciałami zmiażdżonymi w serpentynie pogiętych blach samochodów.

POMOC

Człowiek z depresją nie potrafi się wyluzować. Nie potrafi wziąć się w garść, tak jak chory na grypę nie potrafi przestać gorączkować. Dobre rady – weź się w garść, nie przejmuj się tak, chodź się zabawić, wcale nie jest tak źle – nie  mają sensu.

Przy mnie znalazła się życzliwa osoba, która nakłoniła mnie do wizyty u psychiatry. Przez pewien czas brałem leki. Po dziś dzień, kiedy dopada mnie chandra, trwająca dłużej niż dwa, trzy dni, miewam obawy, czy to przypadkiem nie jest nawrót choroby. Ale nie, wciąż nie jest. Możliwe, że więcej mnie nie dopadnie. Mam taką nadzieję.

Depresja to choroba. Nie jest zaraźliwa, ale poprzez łatkę choroby psychicznej wszyscy czują wobec niej lęk. Ludzie boją się wariatów. Nieleczona – bywa śmiertelna. Proście o pomoc, gdy jeszcze macie siłę. Zanim będzie za późno.

Polecamy także:

Depresja to nie zawsze smutek: sprawdź, czy masz objawy

Jak sobie radzić ze światem

Przerwane oczekiwanie, czyli trauma po stracie dziecka

 

logo_nafoto_hor (4)POLUB NAS NA FACEBOOKU, a jeśli podobał ci się artykuł, UDOSTĘPNIJ go. Jeśli potrzebujesz wsparcia, NAPISZ do nas.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *