Za marzenie o dziecku płaci się wysoką cenę. Czy 2017 rok będzie lepszy?

Mawia się, że marzenia nic nie kosztują. To nieprawda. Często za marzenia płaci się wysoką cenę. Cenę rozczarowania, opłacaną łzami. Wielu z was zapłaciła ją już niejeden raz, ale wasza wytrwałość może zostać nagrodzona. I tego też wam z całego serca życzę w nadchodzącym 2017 roku.

Wielkie wyzwania, wielkie radości

Jaki był ten rok dla mnie? Prywatnie było w nim wiele radości. Ale też sporo wyzwań.

To drugi rok życia naszej Myszki z in vitro. To pierwsze dni w żłobku, coraz więcej wypowiadanych słów, nieporadne próby budowania zdań. To pierwsze kocham! I pierwsze całusy. To wspólne układanie puzzli, stawianie bab nad morzem i zbieranie szyszek w lesie.

To samodzielne próby ubierania się i rozbierania, wiele godzin nad wanną podczas kąpieli. To też zarwane noce, anginy i 41-stopniowe gorączki, przepełnione nerwowym co robić? I wieczory spędzone na czytaniu bajek, kiedy mała nie może usnąć. Każdą z tych chwil będę z sentymentem wspominać przez resztę swojego życia.

W szerszej perspektywie ten rok był dla mnie dużo gorszy. Spoglądam wokół i odczuwam wielki smutek, związany z kierunkiem zmian. Polski, Europy i Świata.

Pamiętam ten pe-er-el

Kiedy w Polsce upadł komunizm, byłem mniej więcej w połowie podstawówki. Pamiętam większość absurdów lat osiemdziesiątych. Kartki na mięso, produkty czekoladopodobne i opakowania zastępcze. I wodę sodową sprzedawaną na ulicy, nazywaną gruźliczanką, gdyż wszyscy pili z tych samych, ledwie opłukiwanych szklanek. Kolejki pasażerów, oczekujących na taksówki na postojach. I naboje do domowego syfonu.

I papier toaletowy, który można było odbierać za makulaturę (zawsze było jej za mało) – nosiło się ją do skupu, podobnie jak butelki po sokach i occie. Piwo od trzynastej. Peweksy i cinkciarzy pod nimi. Niekończące się kolejki pod sklepem z AGD, bo ludzie nawet jak mieli kasę, to nie było czego za nią kupić (codziennie o 7:00 odczytywana była lista obecności – kogo nie było, ten wypadał z kolejki; widziałem to w drodze do szkoły). I jeszcze były paczki od rodziny z zagranicy. Z kawą (bo tej też nie było gdzie kupić), prawdziwą, w ziarnach. A każdy list przychodzący z zachodu miał przynajmniej jedną dziurkę, przez którą próbowano wyciągać waluty przy użyciu dwóch drutów.

I pierwsze telewizory kolorowe Rubin. Program w telewizji zaczynał się popołudniu o 16:00 czymś dla dzieci lub młodzieży („Tik-Tak”, „Pies Pankracy” i do dziś z sentymentem wspominany przeze mnie „Kwant”, który był tym dla młodzieży czym „Sonda” dla dorosłych). Ale telewizor włączało się piętnaście minut wcześniej, bo musiał się nagrzać, zanim pojawił się jakikolwiek obraz. I pierwszą prywatną telewizję we Wrocławiu też pamiętam, nadającą z nieistniejącego już budynku Poltegoru (dziś w tym miejscu stoi Sky Tower). Leciały tam bajki Disneya i nie tylko, bez polskiej ścieżki językowej – prawdziwe wyzwanie dla najmłodszych.

Później komunizm upadł. Nie trzeba było już zostawiać w zastaw dowodu osobistego, aby móc otrzymać paszport. Runął mur berliński. Pamiętam moją pierwszą podróż na zachód Niemiec (wówczas już nie było NRD i RFN, ale nadal była potężna różnica między wschodnimi i zachodnimi landami).

Miałem wtedy czternaście albo piętnaście lat. Oczy wychodziły mi z orbit. Samochody jeżdżące niekończącymi się autostradami po 200 km/h (jak dziś pamiętam, że zastanawiałem się, po co stawia się ograniczenia do 130 km/h, bo przecież nikt chyba szybciej nie jeździ). Supermarkety, w których była cała masa jogurtów owocowych i soków. Czekolada, cała masa czekolady i innych słodyczy – coś co dziś można kupić u nas w każdym dyskoncie. Wówczas o tym wszystkim opowiadało się po powrocie kolegom na podwórku – inny świat, inna rzeczywistość. I nieważne, że podróż autokarem trwała siedemnaście godzin, dach przeciekał, a o autobusach z toaletą nikt nawet nie marzył.

Od tego czasu minęło 25 lat. Polska najpierw trafiła do struktur NATO, później wstąpiła do Unii Europejskiej, wreszcie do strefy Schengen. Paszport stał się prawie zbyteczny. Z roku na rok miałem poczucie, że zmiany zmierzają w dobrym kierunku, że wreszcie doganiamy Zachód, nadrabiamy 50 straconych po wojnie lat. Wydawało się, że UE jest rzeczywiście wspólnotą. I najważniejsze – czułem się nie mniej Europejczykiem niż Polakiem, nie czułem się gorszy, kiedy odwiedzałem inne kraje Europy.

Mijający rok pokazał, że ten stabilny obraz był jedynie złudzeniem. Polska znów znalazła się na marginesie Europy i znów będziemy znani głównie z dowcipów (jak niegdyś, gdy Niemcy zachęcali: spędź urlop w Polsce, twoje auto już tam jest).

Unia Europejska wcale nie jest tak silną wspólnotą jak się wydawało, co udowodnili dobitnie Brytyjczycy. Odradzają się lokalne nacjonalizmy – Węgry, Czechy, Austria, Francja, Anglia i niestety Polska. NATO nie stanowi dla nas już gwarancji bezpieczeństwa, co łatwo wywnioskować z dotychczasowych wypowiedzi prezydenta-elekta Stanów Zjednoczonych. Jedynym gwarantem stabilności wydają się Niemcy (gdyż na bojówki Antoniego Macierewicza trudno będzie liczyć). Nawet strefa Schengen ma się słabo na skutek kryzysu imigracyjnego.

Prawda nie leży po środku

Oprócz tego widać uwstecznienie w wielu innych dziedzinach. Tym, co mnie boli najbardziej, jest nauka i medycyna. Lekarze się modlą zamiast ratować ludzkie życie, powołując się na klauzulę sumienia. Teoria ewolucji Darwina jest usuwana z ogólnego zakresu programowego w szkole podstawowej. Lobby pogrzebowe, czyli przeciwnicy szczepień, mają swoją reprezentację w parlamencie. W publicznych, tfu, narodowych mediach można głosić dowolne bzdury na ten temat, bo przecież każdy ma prawo do wyrażenia swojej opinii, a prawda leży pośrodku.

Rzecz w tym, że nauka jest fajna właśnie dlatego, ponieważ prawda leży po prostu tam, gdzie leży, a nie pośrodku. Ale czego oczekiwać po mediach, w których najambitniejszym programem popularnonaukowym jest parodia Sondy (wcale nie zdziwię się, jeśli któregoś dnia pojawi się odcinek Teoria płaskiej ziemi).

Nie lepiej jest w sprawach społecznych. Zarodek to człowiek (w przeciwieństwie do syryjskich uchodźców).

Polacy są lepszego i gorszego sortu. W parlamencie już przymierzają się do wypowiedzenia konwencji antyprzemocowej (wiadomo – gdy się baby nie bije, to jej wątroba gnije i może się zarazić gender, niecierpliwie oczekuję wypowiedzenia Konwencji Praw Człowieka). W radiu lecą reklamy zachęcające do brania paragonów, gdyż z podatków buduje się szkoły – szczególnie jedną, tę w Toruniu. Nie pamiętam, aby Polacy byli kiedykolwiek tak mocno podzieleni i tak bardzo pluli na siebie jadem. Dla mnie jest to przerażające. Jeszcze rok temu miałem w sobie więcej optymizmu i nadziei, że jakoś to po prostu przetrwamy, a później jakoś się to wszystko naprawi.

A było już lepiej…

Najsmutniejsze dla mnie jest poczucie, że lepiej już było. Przykre, że właśnie marnujemy polski dorobek ostatnich 25 lat i znów będziemy gonić Europę. Rozpoczynamy kolejny eksperyment, aby odkryć za pięć, dziesięć albo pięćdziesiąt lat, jak bardzo jest nieudany. A najbardziej mi przykro nie z mojego powodu. Ja już miałem to szczęście, że przeżyłem ćwierć wieku w wolnej Polsce i będę miał co opowiadać i co wspominać.

Najbardziej mi żal mojej córki, która może znać ten czas wolności i poczucia bezpieczeństwa tylko z opowieści swojego ojca. Gdyż na pewno nie dowie się tego w szkole z obecnej podstawy programowej, w której więcej jest religii niż wszystkich nauk przyrodniczych razem wziętych, a prezydent obiecuje naukę prawdziwej historii (wolnej od takich zdrajców jak Lech Wałęsa czy Władysław Bartoszewski, ale przepełnionej męczeńską śmiercią Lecha Kaczyńskiego, poległego pod Smoleńskiem w walce z zaciekłą rosyjską brzozą pancerną).

I w takim właśnie nastroju wejdę w ten nowy rok. Nie wierzę, że będzie lepszy, gdyż nic tego nie zapowiada. Mam tylko nadzieję, że ludzie będą pomału odzyskiwać rozum, rozejrzą się wokół i zadadzą sobie pytanie: co my, do cholery, robimy? Trzeba zawracać! Jaka fatalna pomyłka!

Tego wszystkim nam życzę. Szybkiego powrotu do normalności.

POLECAMY RÓWNIEŻ:

Co się wydarzy w 2026 roku?

Aleksander i Franciszek: podwójne szczęście z in vitro

Przestań czekać na owulację i zacznij kreatywnie starać się o dziecko

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *