Miłość czy biologiczne macierzyństwo - co ważniejsze dla kobiet

Co jest ważniejsze dla kobiet: Miłość czy biologiczne macierzyństwo?

Trudno mieć za złe kobiecie, że niechętnie podejdzie do związku, gdy okaże się, że to ON jest niepłodny, choć żaden facet z pewnością na pierwszej randce jej tego nie powie. Droga do macierzyństwa z takim partnerem będzie wszak długa i trudna, a często niestety zupełnie ślepa. Co kobiety myślą o niepłodnych mężczyznach?

Ktoś mnie zapytał, jak mi się wydaje – co myślą o niepłodnych facetach kobiety? W tym czasie, jaki upłynął do dziś od diagnozy, miałem trochę czasu, aby się nad tym zastanowić. Nigdy nie pytałem o to kobiet, więc są to wyłącznie moje wyobrażenia. Sądzę, że całkiem sensowne byłoby zapytanie samych kobiet, co o tym myślą.

Co myśli żona o niepłodności?

Wracając jednak do moich własnych wyobrażeń na ten temat. Generalnie od samego początku interesowała mnie opinia na ten temat wyłącznie jednej kobiety – mojej żony. Od dnia diagnozy miałem zresztą spory problem, aby nie utożsamiać moich wyobrażeń, na temat tego, co myśli moja żona, z tym, jaka moja żona jest i co faktycznie myśli.

Odnoszę wrażenie, że życiu tak jest generalnie. Im gorzej myślimy o sobie, tym łatwiej ulec przeświadczeniu, że inni myślą tak samo. Jednocześnie z większą wrażliwością traktujemy opinię innych na własny temat.

I ja też nie jestem wyjątkiem. Na początku niezwykle trudno było mi zaakceptować siebie z niepłodnością. Jednocześnie wszystkie moje lęki i negatywne oceny projektowałem na wyobrażenia mojej żony. Pewnie ma do mnie żal, że nie możemy mieć dzieci, myślałem. Nie wiem, czy ode mnie nie odejdzie, obawiałem się. Prześladowała mnie też myśl, że będę dla mojej żony obciążeniem, że lepiej i prościej będzie dla niej ułożyć sobie życie z kimś innym. I na samym początku byłem przekonany, że ona faktycznie tak właśnie myśli. Nie dlatego, że dała mi to jakkolwiek do zrozumienia. Takie myśli rodziły się same w mojej głowie.

Ten felieton powinna napisać właśnie moja żona. Nie jestem pewien, czy z całej naszej przygody z in vitro najtrudniejsze dla niej nie było zderzenie z moimi lękami i uprzedzeniami na temat własnej niepłodności. Kiedy już zaakceptowałem to, że ona mnie chce takim, jakim jestem, na dobre i złe, było już w jakimś sensie z górki.

Z obawy o to, co może myśleć kobieta o niepłodnym facecie, takim jak ja, trudno mi przewidzieć, jakbym się zachował, gdybym znał diagnozę zanim poznałem swoją żonę. Ponieważ kłamanie idzie mi bardzo źle, to prawdopodobnie przyznałbym się przy okazji rozmowy o „dzieciowych” planach na przyszłość.

Co myślą kobiety o niepłodności?

Gdybym miał natomiast spekulować na temat tego, co myślą inne kobiety o niepłodnych facetach, to cóż… Z obawy o to, co mogą sobie myśleć, na pewno nie pochwaliłbym się niepłodnością na pierwszej randce. Znam pary, które wydają się zdecydowane, że nie chcą mieć w ogóle dzieci. Pieluchy i porysowane kredkami ściany są dla nich wyłącznie życiową komplikacją. Sądzę, że kobiety zdecydowane na taki model związku mogą uznać niepłodność nawet za zaletę. Podobnie zresztą jak kobiety, które mają już dzieci z innego związku i nie chcą mieć ich więcej. Pod warunkiem, oczywiście, że niepłodności nie utożsamiają z impotencją, bo ta już raczej za zaletę nie będzie uznawana.

Z niepłodnością jest jak z różnymi innymi chorobami. Żaden facet, który poznaje fajną babkę, nie chce się przyznać do swoich zdrowotnych słabości z obawy przed brakiem akceptacji. Nieważne, czy ma wrzody, czy cukrzycę. Niepłodność jest przy tym taką chorobą, która bardzo mocno uderza w samo serce związku, w jego najintymniejsze struny (choć w mojej prywatnej opinii nie dorasta do pięt złośliwym nowotworom albo stwardnieniu rozsianemu, przy których zegar tyka jeszcze szybciej).

Generalnie trudno mi wyobrazić sobie dwudziestokilkulatkę, która z otwartymi ramionami przyjmuje do swojego życia niepłodnego faceta. Nawet jeśli dziś jest ona zajęta studiami albo karierą, wiążąc się z niepłodnym, musi przewidywać, że droga do rodzicielstwa będzie trudna, a może nawet zupełnie ślepa. Trudno mieć za złe kobietom, że niechętnie będą się wiązać z niepłodnymi, bo niektóre z życiowych planów może być ciężko zrealizować.

To są oczywiście jedynie moje wyobrażenia. Bardzo byłbym ciekaw opinii samych pań. Przykładowo – jakie cechy musiałby mieć facet, aby dały mu szansę, gdyby przyznał się do własnej niepłodności na pierwszej lub drugiej randce? Czy potrafiłyby traktować serio takiego faceta, czy uznałyby go jedynie za chwilową przygodę? Albo – czy kobiety są skłonne zrezygnować z biologicznego macierzyństwa w imię romantycznej miłości do niepłodnego faceta? Wszak moje wyobrażenie na temat kobiecych wyobrażeń może być bardziej błędne niż mi się wydaje…

Któraś z pań odpowie?


POLECAMY TAKŻE:

Ksiądz Czendlik: A za co mam krytykować in vitro?! Ja dziękuję Bogu za ten cud

Komentarze: 1

Dowiedzieliśmy się o chorobie męża już po ślubie, chociaż wcześniej coś podejrzewał, to chyba bał się zrobić badania. Może właśnie z obawy, żebym go nie zostawiła. Na początku oczywiście było mi przykro i byłam zła, że dlaczego mnie się tak przytrafiło, ale potem pomyślałam jak jemu musi być z tym ciężko. Dowiedzieć się, że nigdy nie będzie mógł dać dziecka kobiecie. Ale przecież ciągle był tym samym facetem. Tym, którego pokochałam za to jaki jest na co dzień a nie za to, że kiedyś będziemy rodzicami. Doceniłam też to, że mamy tylko siebie. Wierzę, że dzięki mojemu leczeniu kiedyś nam się uda. Bo dla mnie nie musi być biologicznym ojcem naszego dziecka, by być dla niego dobrym tatą. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *