„Dzieci znajomych uczyły się mówić, chodzić, szły do przedszkola, szkoły... A my wciąż nic. 10 lat czekaliśmy.”

„Dzieci znajomych uczyły się chodzić, mówić, szły do szkoły… A my wciąż nic. 10 lat czekaliśmy.”

„Przez te lata, gdy my się wciąż staraliśmy o ciążę, w rodzinie i u znajomych urodziło się wiele dzieci. Uczyły się mówić, chodzić, jeździć na rowerze, szły do przedszkola, szkoły, a my nadal czekaliśmy…” 10 lat! Kasia dziś jest nareszcie szczęśliwą mamą, ale z perspektywy czasu mówi: „Powinniśmy szybciej pójść do specjalistycznej kliniki”, mimo że do dziś nie zna przyczyny niepłodności.

Ile lat staraliście się o dziecko?

Kasia Oziomek: Czekaliśmy na dziecko 10 lat.

Szmat czasu. Od czego rozpoczęliście swoją walkę?

Nasze starania zaczęliśmy 2 lata po ślubie. Zbliżał się koniec roku. Kilka tygodni wcześniej dowiedziałam się o ciąży przyjaciółki i kuzynki. Poczułam, że również jestem gotowa zostać mamą. Mój mąż zgodził się ze mną, że czas powiększyć naszą rodzinę.  Miałam wówczas 27 lat.

Z tego co wiem, w pierwszą ciążę zaszłaś dość szybko.

Zgadza się. W lutym byłam już w ciąży. Niestety, ciąża nie rozwijała się prawidłowo i w 8 tygodniu doszło do poronienia. Straciliśmy nasze dziecko. To był dla nas szok. Zupełnie się tego nie spodziewaliśmy.

Wiadomo co było przyczyną poronienia?

Badania niczego nie wykazały. Lekarz radził odczekać trzy miesiące i zacząć starać się na nowo. Mijały miesiące, ale nie udało mi się już zajść w kolejną ciążę. Zaczęły się wizyty u ginekologów i badania. Poziomy hormonów, monitoring cyklu, laparoskopia, histeroskopia. W między czasie próbowaliśmy ziół, mierzenia temperatury, testów owulacyjnych. Liczyliśmy, że jednak uda się nam zajść w ciążę naturalnie. Po 7 latach zdecydowaliśmy się na wizytę w klinice leczenia niepłodności.

Ile było podejść do in vitro?

Przeszliśmy 3 pełne procedury in vitro.

Czy wcześniej korzystałaś z jakichkolwiek metod wspomaganego rozrodu?

Nie skorzystaliśmy z innych metod wspomaganego rozrodu. Kiedy trafiliśmy do kliniki, miałam 35 lat. Czułam, że czas ucieka. Nie chcieliśmy  go więcej tracić i od razu podeszliśmy do in vitro.

Za którym podejściem się udało?

Udało się za piątym podejściem. To był też pierwszy transfer blastocysty.

Jak wspominasz dzień, w którym dowiedziałaś się o ciąży?

Przed badaniem beta hcg zrobiłam test ciążowy. Wyszedł pozytywny. Wpatrywałam się w niego oszołomiona. Zawołałam męża. Potwierdził, że widzi to, co ja. Baliśmy się jednak cieszyć. Czekaliśmy na wynik badania krwi. Pamiętam, że kiedy zadzwoniła do mnie Pani z kliniki i okazało się, że to prawda, że jestem w ciąży, ledwo mogłam wykrztusić z siebie jakieś słowa. Jak tylko odłożyłam telefon, rozpłakałam się ze szczęścia, a mój mąż razem ze mną.

Czy wiadomo, co było przyczyną niepłodności?

Mimo wielu badań, również genetycznych i immunologicznych, nie udało się ustalić, co jest przyczyną naszej niepłodności.

Jesteś świeżo upieczoną mamą. Czy tak właśnie wyobrażałaś sobie „idealne macierzyństwo”?

Idealne macierzyństwo… samo bycie mamą jest już idealnym dopełnieniem życia. Miałam masę obaw, jak sobie poradzę w roli mamy. Ciągle się uczę, ale myślę, że idzie mi całkiem dobrze. Oczywiście, bywam zmęczona, przewrażliwiona i czasem zestresowana, ale jestem mimo tego niesamowicie szczęśliwa. Staram się dawać z siebie jak najwięcej i celebrować każdą chwilę z  córką, gdyż zdaję sobie sprawę, że może zostać jedynaczką i to moja jedyna szansa na doświadczanie bycia mamą. Kiedy uśmiecha się do mnie, jestem tak niesamowicie wdzięczna, że pojawiła się w naszym życiu. Minęły już trzy miesiące, a ja nadal czasem w to szczęście nie mogę uwierzyć. Patrzę w jej oczy i cały mój świat zamyka się w tej małej istotce.

Macie jeszcze jakieś zamrożone zarodki?

Tak, mamy jeszcze jeden zamrożony zarodek z trzeciej doby.

Kiedy planujecie po niego wrócić?

Za około rok.

Co w całej tej walce było dla Ciebie najtrudniejsze?

Dla mnie osobiście najtrudniejsze było to, że nie znam przyczyny swojej niepłodności. Może to wydawać się dziwne, ale czekając na kolejne wyniki badań, miałam ogromną nadzieję, że wyjdą źle i cokolwiek się wyjaśni. Niestety. 

Były chwile zwątpienia?

Oczywiście bywały momenty załamania i wiara w to, że się uda, na chwilę gdzieś uciekała. Największy kryzys miałam po czwartym nieudanym transferze. Czułam, że muszę odpocząć. Postanowiliśmy, że do kolejnego transferu podejdziemy dopiero za rok.

Kto cię wspierał i dodawał siły do dalszej walki?

Dużo wsparcia dostałam od dziewczyn z grup in vitro, do których dołączyłam w internecie. Widziałam, jak walczą, jak im się udaje i żyłam nadzieją, że i na mnie przyjdzie czas. Tylko one potrafią tak naprawdę zrozumieć, co przeżywa inna kobieta. Walka z niepłodnością, bo tak to jest walka, jest ogromnie bolesna i stresująca. I to ciągłe czekanie – czy pęcherzyki urosną, czy komórki się zapłodnią, ile będzie zarodków i czy w ogóle jakieś będą. Potem najgorsze dni po transferze w oczekiwaniu na beta hcg. Nie wyobrażam sobie tego przechodzić bez dziewczyn i oczywiście męża.

Wiele par, którym długo nie udaje się zajść w ciążę, odsuwa się od rodziny, znajomych, którzy mają już dzieci. Nie potrafią sobie z tym poradzić. Czy ty również miałaś problemy z takimi rodzinnymi spotkaniami, unikałaś ciężarnych koleżanek ?

Wiem, że każda z walczących z niepłodnością kobiet radzi sobie z nią inaczej. Na swój sposób. Przez te lata wśród rodziny i znajomych urodziło się wiele dzieci. Uczyły się mówić, chodzić, jeździć na rowerze, szły do przedszkola, szkoły, a my nadal czekaliśmy. Mimo to cieszyłam się z każdej kolejnej ciąży. Zawsze starałam się być częścią życia tych dzieci. Jeśli nie mamą, to miałam okazję być choć najlepszą ciocią. Gdzieś w środku jednak czułam smutek, że to znowu nie moja kolej i być może nigdy nie będzie.

Jak radziłaś sobie z ciągłymi pytaniami o dziecko?

Oczywiście takich pytań przez te lata było mnóstwo, jak i propozycji, że może należy nam pokazać jak ,,TO” się robi. Zazwyczaj  nie wchodziłam w głębszą rozmowę, ucinając, że mam czas. Jedynie najbliższa rodzina i przyjaciele wiedzieli, jak naprawdę to u nas jest.

Niepłodność wystawia również związek na ciężką próbę. Wam udało się ją przetrwać. Jaką macie na to receptę?

Niepłodność i leczenie jej to ogromny stres. Odbija się na obojgu. Bywały ciężkie chwile w ciągu tych lat. Czułam się czasem niepełnowartościową kobietą. W chwilach zwątpienia mówiłam mężowi, że zrozumiem, jeśli odejdzie i znajdzie kobietę, która da mu dzieci. Szybko jednak wybijał mi takie myśli z głowy. Dużo rozmawialiśmy i myślę, że to  pomogło nam wytrwać. A mi dodatkowo poczucie, że on kocha mnie mimo wszystko. Tak więc myślę,  że trzeba rozmawiać i zwyczajnie zapewniać się o miłości. No i czasem dać sobie odpocząć od wizyt i badań. Wyjechać na wakacje lub choćby weekend.

Co chciałabyś powiedzieć tym, którzy wciąż walczą?

Z perspektywy lat widzę, iż zbyt długo zwlekaliśmy z  decyzją o skorzystaniu z pomocy kliniki leczenia niepłodności, tracąc czas na wizyty u ,,zwykłych ginekologów”. Moja rada zatem: nie zwlekać! Czas tu gra dużą rolę. I przede wszystkim walczyć, póki jest choć cień nadziei. Na moim przykładzie widać, że  czasem trzeba długo czekać, jednak warto wytrwać. Na końcu tej drogi, kiedy tuli się w ramionach upragnione dziecko, te wszystkie minione lata, załamania, wylane łzy zwyczajnie przestają już boleć.

 

Rozmawiała: Paulina Ryglowska-Stopka

 

POLECAMY TAKŻE:  Ciąża po 35 r.ż – wszystko, co powinnaś wiedzieć

Ciąża po 35 r.ż – wszystko, co powinnaś wiedzieć

Paulina Ryglowska-Stopka

Autorka książki (jako Laura Lis) "Moje in vitro. Historia prawdziwa", w której pisze, że cuda się zdarzają i nigdy nie należy tracić nadziei.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *