niepłodność, in vitro, walka z niepłodnością, invitrowe mamy

In vitro w XXI wieku

Ostatnio spotkała mnie miła niespodzianka. Do tej pory sądziłam, że nasze społeczeństwo jest mocno zacofane w poglądach na temat in vitro, jednak po ostatnim wydarzeniu stwierdzam, że to tylko poszczególne jednostki buntują resztę i obrzucają innych głupotami wyssanymi z palca.

Jak pewnie wielu z Was, należę do jednej z grup na facebooku. Grupa jak grupa, żadnej konkretnej specjalizacji – po prostu zrzeszenie matek – polek w mojej rodzinnej miejscowości.

Jakiś czas temu jedna dziewczyna dodała na niej post: „Dziewczyny nie podchodźcie do in vitro, ponieważ z niego rodzą się dzieci chore genetycznie”. Dodam, że „szanowna Pani” nie jest invitrową mamą i osobiście nigdy nie miała do czynienia z niepłodnością. Bóg raczy wiedzieć, dlaczego to napisała, może chciała wywołać wokół siebie aferę. I w sumie to jej się udało, z tym, że pewnie nie spodziewała się takiego zakończenia sprawy. Ponad pięćdziesiąt osób wzięło udział w dyskusji (łącznie ze mną), z czego znacząca większość dosłownie „naskoczyła” na nią, mieszając jej teorię z błotem.

Cała akcja zakończyła się usunięciem „uprzejmej Pani” z naszej grupy, za wygadywanie głupot i obrażanie dzieci poczętych tą metodą. Było mi niezmiernie miło, że tak wiele osób stanęło w obronie dzieci z in vitro i nie musiałam być osamotniona w tej polemicznej walce. Daje to wielką nadzieję na to, że nasze społeczeństwo zaczyna wychodzić z epoki kamienia łupanego (jak to powiedział jeden z moich gości) i nareszcie dumnie wkracza w XXI wiek.

 

Paulina Ryglowska-Stopka

Autorka książki (jako Laura Lis) "Moje in vitro. Historia prawdziwa", w której pisze, że cuda się zdarzają i nigdy nie należy tracić nadziei.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *