Niepłodność oczami mężczyzny: Nie zawsze miałem siłę być wsparciem, bo sam upadałem

Mężczyzna i niepłodność to bardzo skomplikowane połączenie. Co czuje mężczyzna, który chce, a nie może dać ukochanej kobiecie dziecka i sam – choć bardzo pragnie zostać ojcem – nie może? Emocje, jakie szarpią facetem z siłą huraganu, często są jednak przez niego skrywane. Tylko dojrzały facet będzie potrafił zmierzyć się z tym wyzwaniem. I tylko dojrzały partner pomoże przejść ten czas także swojej partnerce.

Patrzysz na niego każdego dnia. Mówisz do niego. Przekazujesz mu swoje emocje. Ale czy wiesz, jak on się czuje? Czy wiesz faktycznie, jakie ma podejście do tematu in vitro? Tak, to twój partner i jego punkt widzenia.

Piotr zgłosił się do nas, by podzielić się tym, w jaki  sposób  patrzy na sprawę niepłodności i zabieg. Wraz z żoną po 10 latach mają synka.

Z natury mężczyźni są dość skryci i nie lubią dzielić się swoimi odczuciami, zwłaszcza jeśli dotyczą sfer intymnych. Dlaczego chcesz opowiedzieć o swojej historii?

PIOTR: Mężczyzna mimo przypisywanych wielu cech przywódczych, również zmienia się wraz z czasem i doświadczeniami. Fakt jest taki, że jesteśmy bardziej skryci i wiele rzeczy tłumimy w sobie. Mogę powiedzieć, że wiele sytuacji bierzemy na klatę i mamy chłodniejsze, a raczej mniej emocjonalne podejście do różnych spraw niż kobiety. Od dzieciństwa na każdym kroku pokazywany jest mężczyzna jako silna postać, która musi wziąć na swoje barki utrzymanie rodziny, odpowiedzialność za losy najbliższych, bycia liderem życia. Na szczęście zmienia się ten obraz mężczyzny i oczekiwań wobec niego, z silnego lwa do roli partnera, który w odpowiednim momencie jest wsparciem nie tylko fizycznym, finansowym, ale coraz częściej również i  psychicznym.

Znalazłeś nas na Facebooku, to znaczy, że temat niepłodności jest ci bliski.

Tak, zauważyłem wasz artykuł z portalu nieplodnirazem.pl. I pomyślałem, że chcę pokazać, jak to wszystko wygląda od strony mężczyzny. Zaznaczam jednak, że moimi odczuciami i moim doświadczeniem nie powinno się wskazywać na pozostałych mężczyzn, że następuje jakiś ogólny trend. Mężczyzna dojrzewa do pewnych rzeczy z czasem, ale niektórzy mężczyźni z mocno zakorzenionymi przekonaniami i swoim męskim światem (wysoki poziom ego), nawet na emeryturze nie dojrzewają emocjonalnie do różnych spraw.

Jak długo staraliście się z żoną o dziecko?

O synka staraliśmy się około 10 lat. Czas długi, emocjonalnie wyczerpujący. Jedna wspólna sprawa, a dwa różne podejścia. Ja starałem się być zachowawczym, spokojnie podchodzących do sprawy, mimo że wiele rzeczy „rodzi” się w głowie. Żona przeżywała każdą nieudaną próbę, wiele pytań i wątpliwości co do swojej roli w małżeństwie. Jak myślisz, co o sobie może pomyśleć facet, który ma rodzinę, a oczekuje dziecka, które nie przychodzi. W środowisku mężczyzn etos faceta zdobywcy kobiet, etos ojca 2-3 dzieci. Zobacz, jakie to proste „Jeden wieczór na imprezie, poznajesz kobietę i bach…..w końcu przed tym całe życie rodzice ostrzegali”. A ty nie możesz.

Dlaczego?

Jak wskazali sami lekarze, przyczyną niepłodności jest prawdopodobnie wrogi śluz. W skrócie można by powiedzieć, że moja żona nie powinna być tą kobietą, z którą powinienem zostać na całe życie. Niekompatybilne istoty pod kątem płodności. To szok! Ta diagnoza nie jest 100-procentowa, to jedynie przypuszczenia.
Człowiek bije się  z myślami, jak to możliwe, w końcu pod kątem zdrowotnym jednak wszytko jest ok. Po moich osobistych problemach zdrowotnych z dzieciństwa, dodatkowo taka sytuacja podcina skrzydła. Dodam, że problemy ze zdrowiem – z okresu jak byłem dzieckiem – nie mają nic do sytuacji niepłodności.

Wróćmy do sytuacji, kiedy miałeś po raz pierwszy oddać nasienia do badania. Co czułeś, bałeś się wyników?

Sytuacja dla mężczyzny jest dość intrygująca. Z racji tego, że w dzieciństwie wiele badań przechodziłem, dla mnie sama informacja jest czymś naturalnym. Jeśli trzeba sprawdzić i zbadać, to trzeba to zrobić. Fakt jest taki, że samo badanie nie boli. Mężczyzna musi oddać nasienie do pojemnika, czyli musi sobie sam poradzić w samotności. Sama sytuacja jest lekko stresująca, co może na początku powodować dyskomfort. Uważam jednak, że pewne rzeczy trzeba faktycznie załatwić i swoje ego lub oderwane od rzeczywistości myśli odrzucić. Wyniki miały być po tygodniu, więc nie ukrywam, że wiele myśli tych złych krąży po głowie.

Zdawałeś sobie sprawę z tego, że może się okazać, że jesteś bezpłodny?

Człowiek się zastanawia wówczas, co będzie, jeśli faktycznie okaże się bezpłodnym, jak to wpłynie na dalszą relację z żoną, czy to oznacza, że będziemy musieli się rozstać? Wyobraź sobie, że zastanawiasz się wówczas, że z jakąkolwiek kobietą w przyszłości  byś nie był, to żadnej nie dasz dziecka. To śmieszne, ale wówczas na twojej drodze wyobrażania sobie ciężkiej sytuacji stają twoi rodzice, którzy nie będą dziadkami. Ciężko na sercu, puls przyśpiesza z każdym dniem. Nie ukrywam, że modliłem się, żeby ta sytuacja nie wskazywała jednoznacznie na mnie, że to ja jestem niepłodny. Gdzieś w głowach jednak mężczyźni mamy mocno zakorzenione rolę postaci, dzięki której na świat wychodzi dziecko. Czujesz się tak, jak by od tego wyniku zależało życie nie tylko twoje, ale i twojej rodziny.

Jaki był wynik?

Pozytywny. Ulga. To wszystko jednak, co opowiedziałem, jednak trzymam w sobie. Żona mówi, że niezależnie od wyniku, będzie wszystko dobrze, poradzimy sobie. Cieszysz się, ale w środku cię ściska z emocji od tego wszystkiego.

Kobiety często boją się, że ich mąż, partner zostawi je dla innej, która będzie mogła dać mu dziecko. Czy u was też tak było? Usłyszałeś kiedykolwiek od żony, że się tego boi?

Faktycznie taka sytuacja miała miejsce i u nas. Sądzę, że większość par przeżywa takie rozterki i prędzej czy później dochodzi do rozmowy w tej sprawie. Kobieta pyta i oczekuje wsparcia, że bez względu na wszystko partner zachowa się racjonalnie. Dużą rolą w takiej sytuacji jest właśnie wsparcie partnera. Ja żonę uspakajałem, bo to nie była jednorazowa sytuacja, w zasadzie przy każdym niepowodzeniu, a potem nawet w trakcie leczenia żona mówiła: „znajdziesz sobie taką, która będzie w stanie dać ci dziecko”. Czasami to rozumiałem, zdarzało się, że budziło to we mnie lekko irytacje, bo mężczyzna jak coś powie i zadeklaruje, to wierzy, że druga osoba to przyjmie do wiadomości i temat zamknięty. Mężczyźni wiedzą jednak, że z kobietami nie jest lekko.

Ale udało się. Macie synka z in vitro. Możesz z czystym sumieniem powiedzieć, że zawsze podczas tych wielu lat walki byłeś wsparciem dla żony?

Czy zawsze? Chyba nie zawsze, bo sam miewałem swoje wewnętrzne konflikty i wolałem to stłumić niż okazywać emocje na zewnątrz. Uważam jednak, że stanąłem na wysokości zadania i w trudnych sytuacjach byłem całym sobą.

Jaki moment w całej tej długoletniej walce był dla ciebie najtrudniejszy?

Cały ten okres był trudny, bo w jakimś stopniu nie zależał ode mnie, tylko od zewnętrznych czynników. Jeśli na wszystko czekasz, na każde wyniki, decyzje, czy oczekujesz, że uda się coś albo nie uda, to nie ma okresu lżejszego. Jeśli uważałem, że w danym momencie jest lżej, to musiałem widocznie działać na wyższym poziomie emocji.

Czy kiedykolwiek miałeś chwile zwątpienia, chciałeś to wszystko rzucić i odpuścić?

Przychodzą chwilę zwątpienia z każdym niepowodzeniem, każdą stratą, każdą negatywną decyzją. Rozmawialiśmy z żoną nawet o adopcji, zdania mieliśmy podzielone. Żona mocno ukierunkowana była na to, by samemu urodzić dziecko metodą in vitro, ja zakładałem adopcję cudzego dziecka. To trudne sytuacje, ciężkie rozmowy. Brak doświadczenia w takich sprawach powoduje, że zwątpienie to jedna z dróg do ewakuacyjnego pozbycia się problemu. W partnerstwie najważniejsza jest siła. Znaleźliśmy ją wspólnie z żoną i razem stawialiśmy czoło każdemu zwątpieniu.

Jak wspominasz dzień, w którym dowiedziałeś się, że będziesz ojcem?

To bardzo ciekawa sytuacja, bo tyle lat czekałem na dziecko wraz z żoną i tego dnia nie odebrałem od razu od niej telefonu. Byłem w pracy, żona miała odebrać wyniki i dać znać. Poprzednie niepowodzenia troszkę uśpiły moją czujność. Dopiero jak oddzwoniłem, dowiedziałem się, jakim szczęściarzem jestem tego dnia. Nie muszę dodawać, że nie mogłem się już za bardzo skupić na swojej pracy i czekałem, aż przyjadę do domu. To piękny dzień dla mnie i na małżonki. Tego nie da się opisać, to trzeba przeżyć.

Mężczyźni boją się nie tylko mówić o niepłodności, ale także nierzadko również się badać, czy iść z partnerką do lekarza.

Są sytuacje, w której faktycznie trzeba być mężczyzną i być sobą. Taką sytuacją jest problem niepłodności. Jeśli mocno pragniesz mieć dziecko, to żadni koledzy, rodzina czy inne przeszkody nie zatrzymają cię przed badaniami, przed leczeniem, przed wizytą z partnerką w klinice. W tej konkretnej sytuacji jesteś tylko TY i ONA, czyli twoja partnerka, z którą jeśli tylko macie możliwość to walczcie o swoje lepsze życie, o życie z waszymi przyszłymi dziećmi.

Jeśli masz kolegów, którzy naśmiewają się z twojego problemu  – to nie są to osoby, z którymi warto prowadzić dojrzałą rozmowę, widocznie nie są dojrzali emocjonalnie lub mają własne ukryte i zakorzenione problemy, z którymi nie chcą się podzielić, a przy takiej okazji wolą być po stronie „psychicznych naganiaczy”. Jedno pytanie jest zasadnicze: „Czy życie chcesz przeżyć z kolegami, czy z twoją jedyną i najlepszą partnerką”.
Ja też w wielu kwestiach nie jestem idealny, mam swoje poglądy, ale w sprawach niepłodności idę w tym samym kierunku co moja żona – idziemy razem!

 

Paulina Ryglowska-Stopka

Autorka książki (jako Laura Lis) "Moje in vitro. Historia prawdziwa", w której pisze, że cuda się zdarzają i nigdy nie należy tracić nadziei.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *