statystyka płodności

Płodna statystyka

Statystyka - manipulacja danymi płodnych

Statystyka płodności, jest dostępna dla wszystkich, ale czy dane które są nam przekazywane powinny ujrzeć światło dzienne?

Statystyka płodności – dziś będzie o statystyce! 

Zapytano trzy osoby czy są zadowolone z życia. Dwie odpowiedziały, że tak, a jedna odpowiedziała, że nie. Gdy opublikowano wyniki badań statystycznych na temat zadowolenia z życia, okazało się, że 33% ludzi jest niezadowolonych z życia, a zaledwie dwie osoby są przeciwnego zdania.

To oczywiście tylko żart, który ma uzmysłowić Czytelnikom, mającym wstręt do nauk ścisłych, w jaki sposób można manipulować danymi statystycznymi, aby wykazać z góry założoną tezę.

Niepłodna manipulacja

Od czasu do czasu w sieci pojawiają się publikacje, których brzydzę się linkować. Jednym z takich artykułów jest opublikowany na portalu Rodak Press Magazyn (z dopiskiem politycznie niepoprawny, co w otaczającej nas rzeczywistości politycznej brzmi jak niskich lotów dowcip) o wdzięcznym tytule: Przemysł śmierci. Osoby o mocnych nerwach mogą tekst odszukać przy użyciu ulubionej wyszukiwarki i zapoznać się z nim w całości. Ja skupię się tylko na aspekcie statystycznym, bo na tym się trochę znam.

Autorem artykułu jest dr hab. n. med. Andrzej Lewandowicz. Publikacje Pana Lewandowicza są skrajnie tendencyjne i odzwierciedlające światopogląd autora. Jako Andrzej Lewandowicz autor może oczywiście wyrażać każdy pogląd, który jest bliski jego sercu, natomiast jako dr hab. n. med. manipulując danymi czyni to z pewnością w sposób świadomy.

In vitro głównie dla młodych

Artykuł Pana Doktora Lewandowicza myli się już w zasadniczej tezie, wokół której próbuje budować dalsze wnioski. (…) Większość ośrodków in vitro, cieszy się lukratywnym wzrostem napędzanym w dużej mierze przez stały napływ spanikowanych kobiet w wieku trzydziestu – czterdziestu lat, które z różnych przyczyn wierzyły, że opóźnianie macierzyństwa jest zarówno bezpieczne, jak i wykonalne. Zwracają się następnie do klinik po cud ‚ostatniej chwili’ [ang. last-minute], nie wiedząc, że dla kobiet powyżej 35. roku życia zdecydowana większość cykli sztucznego zapłodnienia in vitro zawiedzie (pisownia oryginalna, podkreślenie moje).

Dla tej tezy nie znajdziemy potwierdzenia w badaniach statystycznych. Pan Lewandowicz doskonale o tym wie, gdyż żadnych badań na ten temat nie przywołuje w swoim artykule. Dane statystyczne przeczą powyższej tezie i wskazują, że pacjentkami biorącymi udział w procedurze są w większości kobiety w wieku co najwyżej 30 lat.

Tendencyjnie o IVF

Najwięcej jednak wątpliwości wzbudza informacja: Dane z Europejskiego Towarzystwa Ludzkiego Rozrodu i Embriologii (ESHRE) wskazują, że całkowita częstość niepowodzeń procedury zapłodnienia pozaustrojowego in vitro wynosiła 77 proc. w 2012 roku, co daje 23-procentową skuteczność.

Po pierwsze – chętnie zapoznałbym się z tymi danymi. Niestety, publikacja Pana Lewandowicza nie ma charakteru naukowego, zatem próżno szukać przypisów, aby dane zweryfikować. Przyjmuję jednak, że gdybym zadał sobie trud odszukania opublikowanych badań, to faktycznie byłoby możliwe sformułowanie powyższego wniosku, dotyczącego 77% nieskuteczności IVF.
Warto przy tym zauważyć, że samo sformułowanie o częstości niepowodzeń jest tendencyjne. Nikt nie prowadzi w istocie badań nad nieskutecznością in vitro, tak jak nie prowadzi się badań nad nieskutecznością leków czy nad brakiem korelacji pomiędzy zjawiskami. Po prostu bada się coś, co jest, a nie coś, czego nie ma.

Po drugie, wynikające z pierwszego, co oznacza określenie całkowita częstość niepowodzeń. Nie wiemy niczego na temat metodologii badania. Czy jeśli jedna para podchodzi do procedury trzykrotnie i za trzecim razem uda się jej uzyskać ciążę, to mamy do czynienia z 66% częstością niepowodzeń? A może ze 100% powodzeniem, bo cel został osiągnięty? A może jeśli przy pierwszej procedurze in vitro, ale przy transferze drugiego zarodka zostanie uzyskana ciąża, to skuteczność jest 50%? A może wskaźnikiem jest nie liczba uzyskanych ciąż, ale liczba zdrowo urodzonych dzieci w stosunku do liczby procedur lub liczby zarodków albo liczby par, które były objęte badaniem statystycznym? A może liczba ciąż uzyskanych w ciągu roku względem liczby par?

Dużo tych może. Niestety, na te i wiele innych pytań próżno szukać odpowiedzi w publikacji. Czy można w ogóle ocenić, CO zostało zbadane, jeśli nie wiadomo JAK było badane?

In vitro skuteczniejsze niż seks?

Po trzecie – i to być może największy zarzut. Liczby są dokładnie tym, na co wyglądają, czyli liczbami.
Informacja pojazd ten porusza się z prędkością 50 km na godzinę nie mówi odbiorcy kompletnie nic. Nie wie on o jaki pojazd chodzi i nie ma pojęcia z czym to porównać. To może być samochód, pociąg albo hulajnoga.

Jeszcze gorzej, gdy autor pisze pojazd ten porusza się pomału, bo zaledwie z prędkością 50 km na godzinę. Nie informując odbiorcy o typie pojazdu, autor podaje gotowy wniosek, choć w przypadku hulajnogi 50 km na godzinę to całkiem szybko. Dopiero informacja ten rower elektryczny porusza się z prędkością 50 km na godzinę pozwala odbiorcy komunikatu ocenić samodzielnie czy to mało, czy dużo.

Próżno szukać takich punktów odniesienia w publikacji doktora Lewandowicza. Biorąc pod uwagę Wskaźnik Pearla skuteczność seksu bez zabezpieczeń wynosi 85%. Wartość ta odnosi się do rocznego okresu, czyli około 13 cykli. Przyjmując zatem, że w pierwszym miesiącu do zapłodnienia dochodzi średnio w 1/13 przypadków, skuteczność seksu bez zabezpieczeń na jeden cykl wynosi mniej niż 7%.

Czy to co obliczyłem jest jeszcze statystyką, czy już manipulacją? Czy 23-procentowa skuteczność IVF oznacza, że jest trzykrotnie bardziej skuteczne niż seks bez zabezpieczeń?
Same procenty są tylko liczbami. Bez rozsądnej interpretacji nie można na ich podstawie wysnuć żadnych sensownych wniosków.

Statystyka płodności – obiektywnie o skuteczności zapłodnienia pozaustrojowego

Po czwarte, należy pamiętać, że wiele par po uzyskaniu ciąży więcej nie pojawia się w klinice. Wyjątkiem są tu procedury finansowane ze środków publicznych, które podlegają bardziej restrykcyjnej kontroli. Generalnie przyjąć należy, że skuteczność metody in vitro jest nieco wyższa, niż wynika to z danych liczbowych. O niektórych próbach zakończonych sukcesem kliniki nigdy się nie dowiadują i brak jest kompletnych danych do uzyskania pełnej statystyki.

Po piąte wreszcie (last but not least), należy pamiętać, że in vitro jest procedurą ostatniej szansy, o czym pisałem nieraz. Dr Andrzej Lewandowicz zdaje się o tym zapominać i poleca jako alternatywę naprotechnologię (poświęciłem temu zagadnieniu osobny felieton, w którym pisałem, dlaczego naprotechnologia nie jest alternatywą dla in vitro).

Jeśli jest ściana i przy niej na podłodze leżą nieruchomo gwoździe, to jestem przekonany, że od wpatrywania się w te gwoździe, dokładnej obserwacji ściany oraz badania struktury gwoździ, żaden z nich sam się w ścianę nie wbije. Przyjmując, że w istocie skuteczność in vitro wynosi „zaledwie” średnio 23% (a „średnio” oznacza, że dla niektórych par będzie to szansa znacznie większa, dla innych in vitro po prostu zawiedzie), jest to o 23% więcej niż w przypadku naprotechnologii, dającej szanse na poziomie okrągłego zera. To 23% wbitych w ścianę gwoździ, które same by się nigdy nie wbiły. I zaklinanie rzeczywistości przez naprotechnologicznych magików nic nie da. Gwoździe nadal leżą. Ściana wciąż jest ścianą.

Za zabawne uważam wybiórcze stosowanie statystyki przez autora tekstu. Ochoczo powołuje się na wyniki badań dotyczące (nie)skuteczności in vitro, jednocześnie nie przytacza ani jednego badania, potwierdzającego (nie)skuteczność promowanej przez niego naprotechnologii. Zapytam retorycznie – czyżby ich nie było? Czyżbyśmy w skuteczność tej ostatniej musieli po prostu wierzyć?

Na gruncie społecznym można oczywiście dyskutować czy obecne wzorce zachowań, w istocie mocno promujące rozwój kariery zawodowej i spychające rodzicielstwo na dalszy plan, w pewnej mierze nie są odpowiedzialne za demograficzny kryzys Świata Zachodu. Niemniej jednak używanie tego rodzaju „miękkiej” argumentacji dla dowodzenia nieskuteczności metody zapłodnienia pozaustrojowego jest wysoce niestosowne i z całą pewnością bardzo nieprofesjonalne.

Niektórzy twierdzą, że istnieją kłamstwa, większe kłamstwa i statystyka. To nie statystyka kłamie. Kłamią ludzie, którzy za wszelką cenę próbują przy użyciu narzędzi statystycznych udowodnić coś, czego udowodnić nie sposób.

Statystyka jest narzędziem naukowym w ścisłym tego słowa znaczeniu. Oznacza to, że wymaga stosowania formalnych zasad, uniwersalnych dla wszystkich badań naukowych. Gdy o tym zapomnieć – faktycznie można udowodnić wszystko. Na przykład, że ja i mój pies mamy po trzy nogi.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *