Za nią 6 lat mocnych kopniaków od losu, teraz już tylko "kopniaki" synka pod sercem

Za nią 6 lat kopniaków od losu, teraz już tylko „kopniaki” synka pod sercem

Jeszcze kilka miesięcy temu wątpiła, czy szczęście się kiedyś do niej uśmiechnie. Tymczasem już wkrótce na świat przyjdzie jej synek Bartuś – wyczekany cud. Dziś Beata czuje się szczęściarą, choć w trakcie długich starań nieraz waliła głową w mur i chciała wszystko rzucić. Los nie szczędził jej kopniaków, ale też nie poskąpił wsparcia. Teraz czuje pod sercem kopniaki swojego maleństwa. Gdyby nie mąż i przyjaciele mogłoby być inaczej. Niepłodność pokazała jej, że tych prawdziwych przyjaciół naprawdę poznaje się w biedzie.

Ciąża – nareszcie! Teraz już naprawdę możesz to powiedzieć. Który to tydzień?

Beata: Jestem w 32. tygodniu ciąży. 32 tygodnie niewyobrażalnego szczęścia!

Jak się czujesz? Przechodzisz te wszystkie ciążowe dolegliwości?

Czuję się bardzo dobrze i przez cały ten okres ominęły mnie wszelkie dolegliwości. Mam wrażenie, że funkcjonuje lepiej niż przed ciążą.

Powiesz, kogo tam nosisz? To będzie synek czy córka?

Będziemy mieli synka Bartusia.

Twoja ciąża jest wynikiem in vitro, przez co zaliczana jest do ciąż podniesionego ryzyka. Czy w związku z tym masz jakieś specjalne zalecenia od lekarza?

Do prowadzenia ciąży wybrałam lekarza z polecenia najbliższych koleżanek, specjalistę od trudnych ciąż, bo myślałam, że taką będę miała, zwłaszcza po tylu latach starań. Na szczęście, póki co, dziecko rozwija się książkowo, a ja czuję się doskonale i oby tak dalej. Leki na podtrzymanie brałam przez pierwszy trymestr, żadnych dodatkowych zaleceń nie otrzymałam, żyję więc normalnie, choć staram się dużo odpoczywać.

Powiedziałaś „zwłaszcza po tylu latach starań…” Cofnijmy się więc trochę w czasie. Pamiętasz ten dzień, w którym dowiedziałaś się o ciąży?

Odbierając wynik bety, byłam przekonana, że znów się nie udało, a gdy tylko zobaczyłam pozytywny wynik, to sprawdziłam kilka razy PESEL, czy na pewno jest mój (śmiech). Nie mogłam uwierzyć, że się udało. Byłam tak zakręcona po tej wiadomości, że idąc na przystanek, musiałam uważać, żeby nie potrącił mnie samochód.

Ale udało się dopiero za trzecim transferem. Poprzednie podejścia okazały się fiaskiem. Jak znosiłaś porażki?

Najgorzej wspominam swoją drugą porażkę.

Dlaczego?

Nie mogłam zrozumieć, dlaczego znów się nie udało. Lekarz cały czas dawał nam zielone światło. Mówił, że zarodki są dobre, wyniki badań również. Wszystko toczyło się wręcz książkowo. Skąd więc te porażki – nie byłam w stanie tego pojąć.

Czy kiedykolwiek miałaś moment zwątpienia, wycofania się z walki?

O tak. Nieraz myślałam, żeby dać sobie spokój i pogodzić z faktem, że już nigdy nie zostanę mamą.

Co Cię wtedy motywowało do dalszej walki?

Ogromne wsparcie miałam przede wszystkim w mężu, rodzinie i najbliższych przyjaciołach. Tylko dzięki nim podnosiłam się na nowo, dzwoniłam do lekarza i umawiałam na kolejną wizytę. To wielkie szczęście mieć kogoś takiego obok – nie wszyscy mogą liczyć na zrozumienie bliskich.

Ile miałaś pełnych cykli in vitro?

Można powiedzieć, że w całej tej sytuacji jestem szczęściarą, bo stymulację przechodziłam  tylko raz. Było naprawdę ciężko. Wszystkie te leki, zastrzyki bardzo źle na mnie działały. Były momenty, że z bólu chciałam walić głową o ścianę. Nie zdawałam sobie sprawy, że leki tak mogą działać na organizm.

Czy po trzecim udanym transferze miałaś jakiekolwiek objawy, które mogły sugerować, że tym razem się udało?

Nie miałam żadnych objawów i zero pozytywnego myślenia. Takie też przeczucie towarzyszyło mi podczas pierwszego nieudanego transferu. Tym razem jednak okazało się mylne.

Wasza przyczyna niepłodności nie została oficjalnie postawiona przez żadnego z lekarzy, czyli to niepłodność idiopatyczna. Masz jednak dość wysoki poziom AMH, bo na poziomie 7  ng/ml. O czym może świadczyć taki wynik?

Zdaniem pani doktor mogłam produkować dużo komórek jajowych, ale niekoniecznie były one dobre.

A masz jakieś zamrożone komórki czy zarodki?

Niestety, ale komórek nie mam żadnych. Mam tylko jeden zamrożony zarodek.

6 lat walki z niepłodnością spędzone na bieganiu od lekarza do lekarza, wieczne oczekiwanie na wizytę u lekarza, ciągły stres w oczekiwaniu na kolejny wynik bety. Do tego dochodzą niemałe pieniądze zostawiane w klinice i aptece. Ile kosztowały was te 6 lat leczenia?

Całe leczenie pochłonęło sporo pieniędzy. Myślę, że spokojnie możemy mówić tu o kwocie   około 40 tysięcy złotych.

Mogliście liczyć na refundację?

Niestety. Na żadną refundację nie mogliśmy liczyć i gdyby nie oszczędzanie oraz pomoc rodziny, nie wiem, jak dalibyśmy radę to osiągnąć.

In vitro to wciąż temat tabu – przynajmniej w Polsce. Z ust niektórych przeciwników tej metody, także polityków, pod adresem invitrowych dzieci już nieraz posypały się określenia, które wstyd cytować. Nie boicie się napiętnowania?

Wkurza mnie fakt, że Państwo nie chce nam pomóc, a wręcz potępia takie metody leczenia niepłodności. Niejednokrotnie siedząc w poczekalni i patrząc na te tłumy smutnych par, miałam łzy w oczach, że musimy liczyć tylko na siebie i żadna instytucja nie jest nam w stanie pomóc finansowo.

A jak w waszym najbliższym otoczeniu podchodzi się do kwestii in vitro?

Osobiście spotkałam się z wielką empatią rodziny i znajomych. Nikt nawet przez chwilę nie skomentował tego, w jaki sposób zaszłam w ciążę. Wszyscy bardzo trzymają kciuki i czekają na nasz cud.

Niepłodni często wycofują się z życia towarzyskiego, chcąc uniknąć niewygodnych pytań na temat dzieci. I odwrotnie – część naszych dotychczasowych znajomych z czasem odsuwa się od nas, ponieważ mają już swoje dzieci i nie jesteśmy dla nich odpowiednim kompanem do rozmowy. Czy was również spotkała taka sytuacja?

Na szczęście nie mieliśmy znajomych, którzy odsunęli się od nas z powodu podejścia do in vitro. Były jednak momenty, gdzie ja unikałam spotkań z koleżankami, często młodszymi, które zachodziły w pierwsze i kolejne ciąże, a u nas nie działo się nic. O ile ludzie wiedzieli o naszym problemie, o tyle często nie potrafili odpuścić tematów związanych z dziećmi i wciąż opowiadali o nich godzinami – i z detalami, które niekoniecznie mnie interesowały. Dla mnie było to mało empatyczne i wiem, że nie postąpiłabym podobnie.

Rozmawiała: Paulina Ryglowska-Stopka

 

Wygrałaś z niepłodnością? Nareszcie jesteś w ciąży? Zapraszamy Cię do zamkniętej grupy na Facebooku stworzonej specjalnie dla mam i przyszłych mam, które mają za sobą czas długich starań o dziecko. Poproś o dołączenie, klikając TUTAJ. Czekamy na Ciebie. 


POLECAMY TAKŻE:

„Po 10 latach starań usłyszałam bijące serduszko.” Co pomogło Magdzie?

Paulina Ryglowska-Stopka

Autorka książki (jako Laura Lis) "Moje in vitro. Historia prawdziwa", w której pisze, że cuda się zdarzają i nigdy nie należy tracić nadziei.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *