Pokojowy Nobel dla WOŚP, ale nie dla Owsiaka? „Ale kosmos!”

Jubileuszowy 25. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy za nami. Ale to nie koniec – wszak Owsiak gra do końca świata i o jeden dzień dłużej. Do tego jeszcze ta wiadomość o Pokojowej Nagrodzie Nobla. Należy mu się? Pewnie! Jeśli Pokojowy Nobel trafi w ręce Owsiaka, z pewnością się nim podzieli z nami.

Jeszcze do niedawna były to tylko pogłoski, by Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy i jej pomysłodawca Jurek Owsiak mieli być zgłoszeni do Pokojowej Nagrody Nobla. Kandydatury z całego świata napływały do Oslo do końca stycznia 2017 r. Wiemy już, że Norweski Instytut Noblowski potwierdził przyjęcie zgłoszenia, choć nie jest to jeszcze równoznaczne z oficjalną nominacją. O tym, czy WOŚP znajdzie się  w gronie nominowanych do tegorocznej nagrody, dowiemy się niebawem, a na ogłoszenie wyników poczekamy do 10 grudnia.

Jerzy Owsiak w rozmowie z TVN24 mówił: „Jestem realistą, rok temu było kilkaset takich zgłoszeń i to dla ludzi czy organizacji, które walczą o pokój na śmierć i życie. My działamy w fantastycznych warunkach warunkach wolnej Polski, gdzie nic nam nie kapie na głowę. Ale samo to, że ktoś o nas pomyślał, gdzieś nas wysłał, jest mobilizujące, jest czymś niezwykłym. Odbieramy to jako wspaniały, miły stan, realistycznie rzecz biorąc daleki od wisienki na torcie, ale bardzo motywujący do każdego dnia pracy”.

Miłe dobrego początki

Pamiętam początki telewizyjnej aktywności Jurka Owsiaka. Kiedy w telewizyjnej Dwójce w 1991 roku po raz pierwszy zostało wyemitowane „Róbta co chceta, czyli rock’and’rollowa jazda bez trzymanki” jeszcze chodziłem do podstawówki. Nie miałem wcale poczucia, że drzemie we mnie miłość do rocka (choć słuchałem wówczas Kultu i Róż Europy, a czasami Big Cyca). Jurek Owsiak był dla mnie zakręconym i trochę nawiedzonym, jąkającym się panem, który prowadzi audycję dla trochę starszej (ode mnie) młodzieży.

Jako dziecko PRL-u nie byłem przyzwyczajony do tego stylu audycji. Dużo migania, trochę hałasu. Prowadzący jakiś dziwny, nie przypominał za bardzo Orłosia z Telexpressu. Babcia powtarzała, że to nie jest muzyka, sama zasłuchana w Elvisa Presley’a.  Ale babcia Mniej niż zero Lady Panku nazywała darciem ryja. Dopiero z czasem zacząłem dostrzegać w tych audycjach pewien potencjał, coś co i mnie interesowało.

Potem przyszedł rok 1993 i I Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. To było coś niesamowitego. Wielki spontan. Nagle niezorganizowana zbiórka pieniędzy na szczytny cel, jakim było leczenie serduszek małych pacjentów, zmieniła się w wielką imprezę, skupiającą na sobie uwagę całego kraju. Jednocześnie Jurek Owsiak, śmieszny jąkała, prowadzący, niezbyt trafiający do mnie, program w telewizji, stał się kimś wielkim. Urósł do roli Ministra Wolontariatu.

Od tego czasu minęło 25 lat. Działalność Jurka Owsiaka była nieraz poddawana krytyce przez różne środowiska. Jedni zarzucali mu, że hasło róbta co chceta jest nawoływaniem do hedonizmu i anarchii. Inni – że poprzez publiczne zbiórki zwalnia państwo z ustawowego obowiązku ochrony zdrowia swoich obywateli. Jeszcze inni zarzucali mu wielokrotnie, że na WOŚP dorobił się całkiem niezłej fortuny.

Nie będę walczyć z żadnym z powyższych zarzutów. Uważam, że nie warto. Wielu robiło to już znacznie lepiej niż mógłbym to zrobić ja. Jeśli ktoś nadal jest nieprzekonany, to już prawdopodobnie nic go nie przekona. Ani to, że róbta co chceta jest przejawem zaufania i poszanowania wolności wyboru. Ani to, że dzięki WOŚP mamy najlepszy program przesiewowego badania słuchu noworodków na świecie. Dzięki niemu, pomimo wystąpienia czynników ryzyka, już kilka godzin po urodzeniu naszego dziecka wiedzieliśmy, że dobrze słyszy. Ani to, że WOŚP jest absolutnie przejrzysta finansowo za sprawą publikowanych sprawozdań finansowych, a działalność non profit i nie oznacza działalności za darmo.

MON kontra WOŚP? Nierówne starcie

Trudno mi się natomiast powstrzymać od komentarza wobec bardzo zabawnego zamieszanie wokół organizacji konkurencyjnej wobec WOŚP imprezy. Takiego mission imposible podjął się Minister Macierewicz. Można by się zdziwić, cóż wspólnego ma Minister Obrony Narodowej z organizacją publicznej zbiórki pieniędzy, ale trzeba pamiętać, że żyjemy w Polsce A. D. 2017.

Najpierw zatem 10. stycznia MON wraz z Kancelarią Premiera ogłosiło, że w całkiem zapewne przypadkowym 15 stycznia, będzie prowadzić zbiórkę na rzecz chrześcijańskich rodzin w Syrii. Zbiórka prowadzona przez Caritas miała być uzupełnieniem serii imprez organizowanych w całym kraju i związanych z powitaniem amerykańskich żołnierzy, którzy przybyli w ramach sojuszu NATO. Całkiem przypadkowo też transmisję z tych imprez prowadziła TVP, która wcześniej wycofała się ze współpracy z Jurkiem Owsiakiem.

Komunikat MON nie wytrzymał próby czasu. Już następnego dnia dyrektor Caritas Polska oświadczył, że to nie on będzie prowadzić zbiórkę, ale Caritas Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego. Na pierwszy rzut oka może się wydawać: a co to za różnica? Ale różnica jest zasadnicza. Bo oto jak wyjaśnia Caritas Polska, Wojskowa Caritas ma własny statut i jest niezależną organizacją. Na dowód dobrej woli dyrektor Caritas Polska przekazał Jurkowi Owsiakowi lampę oliwną.

Wojskowa Caritas jest wprawdzie niezależna od Caritas Polska, ale jest za to w dużej mierze zależna od MON. Po pierwsze jest wojskową jednostką budżetową, czyli jej funkcjonowanie zależy od dobrej woli MON. Po drugie, na mocy zawartego z MON porozumienia, odpowiada za promocję Wojska Polskiego poprzez produkcję nagrań o charakterze patriotyczno-wojskowo-religijnym, z czego czerpie znaczne profity finansowe.

Innymi słowy – kiedy jest rozkaz, to Wojskowa Caritas go wykona, gdyż jest to dla niej być albo nie być. A że cała akcja miała miejsce w tym samym dniu co WOŚP – narażając, wskutek nasuwającego się porównania, Caritas na śmieszność – nic dziwnego, że Caritas Polska postanowiło odciąć się od tej inicjatywy. Efekt zbiórki? 14 tysięcy złotych – miażdżąca kwota, nieprawdaż?

25 lat później – Wielka Orkiestra jest naprawdę WIELKA

Śledzę na bieżąco poczynania Jurka Owsiaka. Nie jest już dla mnie śmiesznym panem z telewizji i z nie mojej bajki. Jest bohaterem narodowym, któremu należą się podziękowania i szacunek. Jest też dla mnie wzorem nowoczesnego patrioty, który na swój fantastyczny sposób walczy każdego dnia o lepszą Polskę.

Przez te lata Jurek Owsiak zmienił się. Okiełznał swój temperament, dzięki czemu wraz z dobrym sercem w parze idzie wielka klasa i dystans wobec jakichkolwiek ataków na WOŚP. Dzięki temu każda riposta Jerzego Owsiaka jest trafiona. Nie obraża, ale celnie punktuje małostkowość swoich adwersarzy.

Zaryzykowałbym tezę, że tym kim jest Lech Wałęsa dla polskiej demokracji, tym jest Jurek Owsiak dla polskiego wolontariatu. Dlatego też i jeden i drugi dziś muszą odpierać ataki rozwścieczonej i demolującej wszystko władzy.

Z wielką dumą i radością wziąłem udział w kolejnym, jubileuszowym, 25. Finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Nie wyobrażam sobie, abym mógł nie dorzucić się do Jurkowej puszki, jak uczyniłem to już dwadzieścia cztery razy. Jeśli zrobiliście tak samo, będziecie mogli spojrzeć sobie w twarz, z przekonaniem o udziale w czymś naprawdę WIELKIM.

A jeśli ten Pokojowy Nobel trafi w ręce Orkiestry, po kawałku będzie należał on także do wszystkich, dla których słowa wolność, pokój, solidarność to coś więcej niż słowa. Owsiak podzieli się tym z całą pewnością! Bo jak sam powiedział: 

„Nie traktujemy tego jako wyróżnienia dla WOŚP w sensie organizacji, ale dla WOŚP jako ruchu społecznego, który – tak na dobrą sprawę – zrzesza ogromną większość Polaków – w kraju i wielu miejscach na świecie. WOŚP to setki tysięcy osób zaangażowanych w działalność organizacyjną i miliony, które nas wspierają.” 

Polecamy także:

Dla Owsiaka nie ma znaczenia, czy dziecko jest z in vitro, czy nie

Ida Karpińska: Nie mogę być mamą, ale jestem szczęśliwa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *