Powołani do niepłodności? Historia starań Bernadetty i Krzysztofa Franków

Powołani do niepłodności? Historia starań Bernadetty i Krzysztofa Franków

Bernadetta i Krzysztof Frankowie to jedna z 1,5 miliona par w Polsce, które doskonale wiedzą, czym jest niepłodność. Nie są jedynym wierzącym niepłodnym małżeństwem, które stało przed decyzją o drodze leczenia. Mimo pokus i wyników badań, które jednoznacznie wskazywały na in vitro, zdecydowali się na inne rozwiązanie, które sprawiło, że dziś są szczęśliwymi rodzicami.

Trudności z poczęciem i długie oczekiwanie na upragnione dziecko mogą dotknąć każde małżeństwo – bez względu na status majątkowy, wyznanie czy światopogląd. Dla każdej pary, która snuła plany związane z powiększeniem rodziny, to zawsze wielki cios, ale i sprawdzian. Początkowa chęć walki, leczenie i rozbudzona nadzieja, że w końcu się uda, bardzo często gasną, gdy kolejny i kolejny miesiąc, a potem rok nie przynoszą efektu w postaci ciąży.

Niepłodność zaczyna być w życiu nie tylko biologicznym problemem, ale także skutecznie wdziera się w obszar emocji, relacji, wiary. Wystawia na próbę zarówno kobietę, jak i mężczyznę. Jak potwierdza wielu psychologów, niepłodność nierzadko powoduje rozpad związku czy rodzi poważne konflikty i wzajemne oskarżania, obniża samoocenę, powoduje niechęć do ludzi, którym się udało zostać rodzicami. Tymczasem, by z nią wygrać, potrzeba siły obu małżonków – nie ważne, po czyjej stronie leży problem. I tylko razem mogą ruszyć do przodu – bez względu na to, jaką drogę obiorą.

Nie każdy chce in vitro

Dla wielu niepłodnych par rozwiązaniem okazuje się in vitro – wyniki badań nie pozostawiają złudzeń, a lekarze nie mają wątpliwości, że tylko w ten sposób może pojawić się dziecko. Dla wielu jednak par metoda wspomaganego rozrodu to ostateczna ostateczność – ostatnia deska ratunku, po którą przez wiele lat są w stanie nie sięgać.

Sposoby leczenia i radzenia sobie z niepłodnością są różne – i nie wynikają tylko z przyczyny, ale także bardzo często z przekonań, wiary i światopoglądu samych niepłodnych. – Jestem wierzący i podczas starań o dziecko miało to dla mnie i mojej żony znaczenie – mówi Krzysztof Franek, inżynier kontraktu w branży deweloperskiej we Wrocławiu, a także wspólnie z żoną pomysłodawca rekolekcji dla niepłodnych małżeństw „Powołani do niepłodności?”.

Dodaje jednak, że w jego życiu nie zabrakło momentu wątpliwości związanego z metodą leczenia. – Przyczyny niepłodności leżały w naszym przypadku po obu stronach, a nawet bardziej po mojej. Jako wierzący podjęliśmy z żoną różne sposoby poradzenia sobie z tym problemem – od naprotechnologii, terapii hormonalnych, po antybiotyki. I choć wyniki zauważalnie się poprawiały, wciąż nie były na tyle dobre, by można było mówić o jakichś szansach na naturalne poczęcie.

I tak, to prawda – i mnie, jako wierzącemu, przez myśl przeszedł pomysł in vitro. Nie wiem, czy gdyby nie żona, która stanowczo odmówiła takiego rozwiązania, nie skończyło by się na nim. Pragnienie dziecka w którymś momencie jest tak wielkie, że wszystko inne – także wiara i związane z nią pewne decyzje – schodzi na dalszy plan – opowiada Krzysztof.

Wiele dróg do macierzyństwa

Krzysztof i Bernadetta zdecydowali jednak o innej drodze. Stała się nią dla nich adopcja. I choć jak mówi Krzysztof – to droga dla ryzykantów, dziś są szczęśliwymi rodzicami niespełna trzyletniej Łucji, a w trakcie procedowania jest kolejna adopcja. – W naszym przypadku podjęcie takiej decyzji odbyło się dość szybko. To za sprawą mojego kolegi, który na leczenie niepłodności – w tym nieudane in vitro – poświęcił z żoną 5 lat. Oni także zdecydowali się na adopcję. Licząc jednak lata leczenia, a potem kolejne trzy związane z różnego rodzaju sytuacjami związanymi z procedurą adopcyjną, dało to prawie 8 lat oczekiwania. Nie chcieliśmy marnować czasu na dalsze naturalne starania. W pewnym sensie pogodziliśmy się z faktem, że możemy nigdy nie zajść w ciążę razem – mówi Krzysztof.

Łucja trafiła do ich domu, gdy miała cztery miesiące, odmieniając zupełnie życie państwa Franków. Dziś nie mają wątpliwości, że to właśnie ich droga do macierzyństwa i że szczęście, jakie ich spotkało, musiało najwyraźniej poprowadzić przez niepłodność i problem z naturalnym poczęciem. – Jeśli zdarzy się, że jakimś cudem pojawi się w naszym życiu naturalna ciąża, będziemy szczęśliwi, jednak zaprzestaliśmy celowych działań. Mamy wszystko, czego pragnęliśmy – mówi Krzysztof.

Powołani do niepłodności?

Dla małżeństw, które tak jak oni, mają problem z poczęciem, a wiara jest istotnym aspektem w życiu i walce z niepłodnością, Krzysztof i Bernadetta postanowili zorganizować rekolekcje „Powołani do niepłodności?”. Choć warunkiem, jaki stawiają uczestnikom takiego spotkania, jest wiara i życie w związku sakramentalnym, zapraszają także te małżeństwa, które mają za sobą decyzję o in vitro oraz nieudane procedury.

– Dla wierzących to trudna decyzja i nie chcemy oceniać takich działań. Nie będziemy tego robić, choć z drugiej strony z pewnością podczas spotkania nie będziemy zachęcać do takich rozwiązań. Nasze rekolekcje to również nie jest reklama adopcji – nie zamierzamy nikogo przekonywać, że to jedyna słuszna decyzja w sytuacji porażki ze staraniami naturalnymi i nieinwazyjnym leczeniem, które nie przyniosło efektów – zapewnia Krzysztof Franek.

I jak pisze z żoną w zaproszeniu do niepłodnych: „To naturalne, że każdy z nas snuje plany. To naturalne, że małżeństwo planuje dzieci. Niektórym udaje się to szybko, inni starają się dłużej. W pewnym momencie z niepokojem zauważamy, że coś jest nie tak, że to za długo trwa, że ten aspekt naszego życia nie idzie według planu. Zaczynamy się stresować. Wszystkie pary dookoła zachodzą w ciążę, a my ciągle czekamy na te upragnione „dwie kreski” na teście ciążowym. Próbujemy działać na własną rękę: diety, aktywność fizyczna, wakacje – żeby się odprężyć, zrelaksować. Jeśli jednak to nic nie daje, sięgamy po poradę lekarską i zaczynamy serię badań, częste wizyty w gabinetach, monitorujemy cykl. To bardzo czasochłonne, ale chcemy wiedzieć co jest nie tak.

No i następuje diagnoza: niepłodność. A po niej często w pierwszej chwili szok, załamanie, zwątpienie. Po pewnym czasie pojawia się gotowość do podjęcia konkretnego działania. Leczenie może trwać krótko i być skuteczne. Może też ciągnąć się w nieskończoność i być powodem do kolejnej frustracji, depresji, kłótni z małżonkiem i z Bogiem. Dlaczego my? Dlaczego nas dotykasz tym cierpieniem? Czyż nie byliśmy Ci wierni cały ten czas? Boże, czy nie zasługujemy na dzieci? Czy nie chcesz, żebyśmy byli rodzicami?”

 

Choć niepłodności nie należy traktować jako kary Boskiej, wiele par przechodzi w tym czasie poważny kryzys wiary, zarzucając Bogu niesprawiedliwość i okrutność. Inne – powierzają mu swoją chorobę i modlą się o cud rodzicielstwa.

Rekolekcje, które organizują Frankowie, w założeniu pomysłodawców, mają pomóc odpowiedzieć na takie pytania jak: Czy Bóg chce naszego cierpienia? Dlaczego to nas spotkało? Jaki jest Boży plan dla naszego małżeństwa? Niepłodność i co dalej?

Rekolekcje odbędą się w dniach 18-20 maja w Kluczborku, w Domu Rekolekcyjnym Księży Sercanów. Prowadzone będą przez Krzysztofa i Bernadettę, którzy opowiedzą o swojej niepłodności i staraniach, oraz ks. Gabriela Pisarka – sercanina, który od początku swojej kapłańskiej posługi związany jest z małżonkami i nastawiony na pracę z nimi. Udział w spotkaniu mogą wziąć małżeństwa, które są na każdym z możliwych etapów trudności z naturalnym poczęciem. Plan rekolekcji przewiduje miejsce i czas na konferencje, świadectwo i dialog małżonków oraz modlitwę.

Informacje o zgłoszeniach można znaleźć TUTAJ.

POLECAMY TAKŻE:

Wymodlone dzieci. Trzy historie, trzy modlitwy i… ciąże po latach starań!

Karolina Wagner

Dziennikarka, redaktorka, absolwentka Polonistyki na UW. Woli słuchać niż mówić, biegać niż siedzieć, medytować niż dywagować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *