In vitro w Polsce

Procedury, które zrewolucjonizowały in vitro w Polsce

W roku 1978 na świat przyszło pierwsze dziecko poczęte metodą in vitro. W Polsce zapłodnienie pozaustrojowe daje rodzicom szansę na upragnione potomstwo od 1987 roku. Choć procedura jako taka pozostaje niezmienna, wprowadzono szereg technik, które zwiększają jej skuteczność. O tym, jak zmieniło się in vitro na przestrzeni ostatnich lat, co zrewolucjonizowało tę metodę leczenia i jak to wszystko wpływa na zainteresowanie par zapłodnieniem pozaustrojowym, opowiedział nam dr n. med. Piotr Głodek – specjalista ginekologii i położnictwa z Kliniki Leczenia Niepłodności INVICTA.

In vitro w Polsce – jak zmieniło się w ostatnich latach?

W ostatnim dziesięcioleciu znacząco zwiększyła się liczba par decydujących się na leczenie niepłodności metodą in vitro. Przyczyniły się do tego w głównej mierze dofinansowania w latach 2013-2018, ale też wzrost świadomości oraz większa skuteczność zapłodnienia pozaustrojowego.

Najważniejszym czynnikiem, jaki przyczynił się do rozpropagowania in vitro, jest mówienie o leczeniu niepłodności. To zawsze był w naszym kraju temat tabu. Gdy zaczęliśmy mówić, że niepłodność to nie tylko problem dwojga ludzi, ale też problem społeczny, coś się zmieniło. Dziś więcej możemy i więcej robimy jako lekarze – w zakresie informowania pacjentów, przekonywania ich, że in vitro jest jedną z głównych metod leczenia niepłodności. To była zmiana, która zrewolucjonizowała podejście do procesu zapłodnienia pozaustrojowego w naszym kraju – mówi doktor Piotr Głodek.

Procedury zwiększające skuteczność in vitro – czynnik męski

Klasyczne in vitro polega na doprowadzeniu do połączenia komórki jajowej i plemnika w warunkach laboratoryjnych. Na płytce, na której znajduje się komórka jajkowa umieszcza się plemniki. W ciągu kolejnych godzin i dni płytki z komórkami/zarodkami są oglądane w celu sprawowania kontroli nad przebiegiem procesu zapłodnienia i dalszego rozwoju zarodków. Niestety, w przeszłości ograniczało to skuteczność leczenia u par, u których występował poważny czynnik męski. Jedną z procedur, które zrewolucjonizowały in vitro, jest selekcja plemników.

Zapłodnienie metodą ICSI, czyli docytoplazmatyczne podanie plemnika, wprowadziło in vitro na kolejny poziom. Dzięki temu pomogliśmy znacznie większej liczbie par. Na przykład możemy uzyskać plemniki w drodze biopsji jądra czy pozyskać je, nawet gdy występują pojedynczo w nasieniu. Dziś możemy wykorzystać ten materiał do zapłodnienia komórki jajowej – wyjaśnia doktor Głodek.

Skuteczność leczenia czynnika męskiego zwiększyła też możliwość wykonania biopsji jądra czy zabiegów na otwartym jądrze, gdzie pod mikroskopem lekarz poszukuje i oddziela plemniki. Zwiększona możliwość pozyskania materiału jako gamety znacząco ułatwiła leczenie par, u których występuje czynnik męski.

Hodowla zarodków do stadium blastocysty

Kolejnym bardzo ważnym czynnikiem, który przyczynił się do zwiększenia skuteczności zapłodnienia pozaustrojowego i rozszerzył jego zasięg, jest technologia hodowli zarodków do 5-6 doby. Początki in vitro wyglądały zupełnie inaczej – zarodki w 2 dobie miały mniejsze szanse zagnieżdżenia i prawidłowego rozwoju. Hodowla zarodków do stadium blastocysty okazała się kamieniem milowym w in vitro.

Diagnostyka przedimplantacyjna

Nowoczesne technologie pozwalają rozróżnić zarodki, które wyglądają na prawidłowe od tych, które takie nie są. Pozwala to m.in. ograniczyć ilość transferów, skrócić proces leczenia, a co za tym idzie skrócić czas od uzyskania ciąży, ograniczyć koszty i związane z tym wszystkim emocje.

Nie jesteśmy w stanie rozróżnić zarodków pod mikroskopem. Czynnik genetyczny pozwala nam zajrzeć w głąb zarodka i stwierdzić, który jest prawidłowy. Zarodek nieprawidłowy nie da ciąży lub da ciążę, która przestanie się rozwijać na wczesnym czy późniejszym etapie. Zarodek prawidłowy oczywiście też nie daje 100% szans na ciążę, ale znacząco je zwiększa.

Dzięki tym technologiom w naszej klinice średnia skuteczność in vitro przekracza 50%. U pacjentów młodszych nawet ponad 70%. To wszystko w latach ’80 było niemożliwe do osiągnięcia – przekonuje specjalista. 

Mrożenie komórek jajowych i zarodków

Współczesne in vitro pozwala nie tylko na mrożenie zarodków do kolejnych transferów, ale też na kriokonserwację nasienia i komórek jajowych. Pozwala to zachować płodność u pacjentów, którzy w danym momencie nie mogą starać się o ciążę.

Duża część kobiet poddawanych w młodym wieku chemio- albo radioterapii, nie miałaby szans na ciążę w przyszłości, gdyby nie procedura stymulacji i zamrożenia komórek jajowych. Potem takie pacjentki zgłaszają się do nas około 30. roku życia – po wyzdrowieniu lub remisji – i mają szansę być genetycznie matkami swojego dziecka. Kiedyś skazane były już tylko na adopcję. Obecnie zwiększyło się też bardzo przeżycie komórek mówi doktor Piotr Głodek.

Przyszłość in vitro

Mimo tak zaawansowanych metod zwiększania skuteczności zapłodnienia pozaustrojowego, prace naukowców nad tą techniką leczenia wciąż trwają. Kwestie mechanizmów implantacyjnych, mikrobiomu itp. otwierają pole manewru do odkrycia, czy np. w danym cyklu wykonywać transfer.

Dla in vitro tak naprawdę nie ma alternatywy. Inseminacja jest zupełnie inną techniką wspomaganego rozrodu. Nawet w porównaniu ze staraniami naturalnymi in vitro jest dwa razy skuteczniejsze. Oczywiście nie chodzi o to, by każda para teraz podchodziła do in vitro. Natomiast jeśli zrozumiemy siłę i skuteczność tej metody, to można powiedzieć, iż w pewien sposób wyprzedza ona nawet naturę – mówi doktor Głodek.

Specjaliści nieustannie pracują m.in. nad poszukiwaniem dodatkowych czynników, które wskazywałyby, kiedy najlepiej przystąpić do transferu, nad analizą mechanizmów implantacyjnych itp. Wciąż zwiększająca się skuteczność in vitro zapewne będzie skłaniać coraz większą liczbę par do poddania się leczeniu.

Najważniejszą sprawą jest nieprzedłużanie czasu, który tracimy np. na kolejne monitoringi czy stymulacje, gdy nie do końca jest to właściwe leczenie. Nieraz wyniki wydają się dobre i para słyszy od lekarza, by starać się kolejny rok, podczas gdy starania już trwają 3 lata. Jeśli wszystko jest dobrze, to zdrowa para w ciągu roku powinna być statystycznie 1 lub 2 razy w ciąży. Usilne namawianie na przedłużanie starań naturalnych to tak naprawdę kradzież czasu reprodukcyjnego – przekonuje doktor Piotr Głodek.

 


Piotr Głodek Invictadr n. med. Piotr Głodek – specjalista ginekologii i położnictwa z ponad 10-letnim doświadczeniem zawodowym. Posiada liczne certyfikaty dot. zabiegów laparoskopowych i diagnostyki USG, a także z zakresu operacyjnej ginekologii estetycznej. Jest w trakcie specjalizacji z endokrynologii ginekologicznej i rozrodczości. Przyjmuje w Klinice INVICTA w Gdańsku, także online.

 


 

Sponsorem artykułu jest Ferring Pharmaceuticals Poland  Sp. z o.o.

 

POLECAMY TAKŻE: Od czego zależy SUKCES? Skuteczny transfer zarodków

Od czego zależy SUKCES? Skuteczny transfer zarodków

 


Dziennikarka i redaktorka. Z wykształcenia filolożka, z pasji - miłośniczka polskich jezior i amatorka Nordic Walking. W rzadkich chwilach między pracą a rodziną pochłania literaturę XIX-wieczną i norweskie kryminały.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *