Proście, a będzie wam dane. Po 8 latach niepłodności dostali znacznie więcej

Osiem lat walczyli z niepłodnością, by w końcu dzięki in vitro zostać rodzicami. Jedno dziecko to byłby dla nich wystarczający cud, ale los obdarował ich poczwórną porcją miłości i szczęścia. “Pan nad nami czuwa…” – mówi mama uroczych czworaczek.

Ashley i Tyson Gardnerowie przeszli długą drogę, zanim zapukało do nich szczęście. Przez osiem lat walczyli z niepłodnością – głównie starając się zajść w ciążę naturalnie, choć pod kontrolą lekarza. Zmiana trybu życia, zalecenia dotyczące naturalnych metod wspierających ich płodność nie przyniosły jednak upragnionego finału.

„Na początku po prostu się staraliśmy – bez spięcia, pomału, choć dość szybko zaczęłam czuć, że coś jest nie tak. Potem brak dziecka i niepowodzenia coraz bardziej nas przygniatały – bardzo pragnęliśmy być rodzicami. Przez tych osiem lat nie brakowało chwil załamania, łez, zwątpienia, pytań »dlaczego to właśnie my, skoro się kochamy, jesteśmy dobrzy i nie życzymy nikomu źle«” – mówi Ashley.  

Boże, to nie fair…

Gardnerowie są bardzo wierzący i nie ukrywają, że codziennie modlili się o cud narodzin. “Pan nad nami czuwał, mimo że my wciąż nie dostawaliśmy tego, o co prosiliśmy. Nie zwątpiliśmy jednak, choć nieraz wołałam do Boga, że to nie do końca fair z jego strony. Ale i takie rozmowy z Bogiem mają sens – wierzę w to” – wyznaje.

Po ośmiu latach zdecydowali się na in vitro. Uznali, że jeśli ono zawiedzie, to być może ostateczny znak, że nie jest im pisane zostać biologicznymi rodzicami.

 

„Nie mieliśmy wątpliwości moralnych i etycznych. Uznaliśmy, że jeśli pojawia się na naszej drodze takie rozwiązanie, to ktoś nam je podsuwa. I nie jest to coś złego, skoro dzięki temu na świat przyjdzie nowe życie – tak wyczekane, ukochane, upragnione” – mówią. 

Szczęście razy cztery

I tak też się stało. Ashley zaszła w ciążę dzięki in vitro, a jak się szybko okazało – w jej macicy zagnieździły się aż dwa zarodki. Byli szczęśliwi, uznając to za prawdziwy cud. Podczas pierwszego USG okazało się jednak, że oba zarodki podzieliły się, a w konsekwencji kobieta nosiła w sobie nie bliźnięta, a czworaczki – co niesamowite i niezwykle rzadkie: były to dwie pary bliźniąt jednojajowych. Zarówno rodzice, jak i lekarze nie ukrywali wręcz szoku. Taka ciąża zdarza się raz na 70 milionów ciąż – absolutna niezwykłość. 

 

Proście, a będzie wam dane… nawet więcej, niż się spodziewacie – pisali na swoim profilu Fb, dając nadzieję innym parom, które bezskutecznie starają się o potomstwo.

“Miłość do siebie i wiara czynią cuda” – to zdanie bardzo często pojawia się na stronie internetowej, którą założyli Gardnerowie, a na której dzielą się swoim szczęściem i opisują ich zwykłe-niezwykłe życie z córkami. Dziewczynki mają dziś skończone dwa latka – są zdrowe, piękne, prawidłowo się rozwijają. W domu dzięki ich obecności znów pojawiła się radość, choć – jak śmieją się rodzice – także poczwórny harmider i bałagan. 

Zwykłe niezwykłe życie Gardnerów

Na stronie Gardnerquadsquad.com możecie podejrzeć, jak wygląda życie rodziny – takie obrazki z codzienności dają siłę do walki i podbudowują upadającą nadzieję. Trzeba wierzyć… – to kolejna para, która to podkreśla. 

Źródło: Facebook/A Miracle Unfolding-Gardner Quadruplets, Gardnerquadsquad.com

Polecamy także:

 

Monika, mama uroczych trojaczków: Warto walczyć do końca!

 

 

 

Kasia: Nie wierzyłam w test, dopóki nie zrobiłam badań. To był cud!

 

 

Gdzie ten bocian?! Nie daj się PCOS i zbadaj się, zanim będzie za późno

 

 

 

 


Dziennikarka, redaktorka, absolwentka Polonistyki na UW. Woli słuchać niż mówić, biegać niż siedzieć, medytować niż dywagować.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.