Rusza Narodowy Program Prokreacyjny. Minister Zdrowia: Wracamy do korzeni, bez in vitro!

Za kilkanaście dni ma ruszyć Narodowy Program Prokreacyjny, w ramach którego rząd chce kompleksowo zająć się leczeniem niepłodności. Kompleksowo, czyli bez metody in vitro, za to z lekcją stylu życia.

Jak powiedział w Radiu TOK FM Minister Zdrowia Konstanty Radziwiłł: Naszym celem jest całkowite odejście od in vitro. W zamian w ramach Narodowego Programu Prokreacyjnego powstaną ośrodki zdrowia prokreacyjnego oraz Bank Tkanek Germinalnych dla pacjentów chorych na nowotwory. Takie placówki mają docelowo powstać w każdym województwie, na początek będzie ich 16. Minister zdrowia podkreśla, że w ramach programu ośrodki będą miały wsparcie organizacyjne ze strony resortu zdrowia oraz zostaną wyposażone w najnowocześniejszy sprzęt.

Leczenie niepłodności: PiS nauczy stylu życia

Ale i na tym nie koniec, bo kompleksowość będzie także polegała na edukacji uczniów w zakresie zdrowia i płodności. Nauczyciele i edukatorzy przeszkoleni przez ministerstwo będą uczyć młodzież odpowiedniego stylu życia, ubierania się i odżywiania – wszystkiego, co zdaniem PiS ma wpływ na płodność.  Przygotowywane są już materiały edukacyjne dla szkół, a nawet spoty reklamowe. Edukacji poddane będą także położne, ginekolodzy i lekarze pierwszego kontaktu.

Konstanty Radziwiłł: “Wracamy do korzeni”

Strach się bać, zwłaszcza że minister mówi o „powrocie do korzeni wiedzy medycznej”, a jeśli potraktować to dosłownie – in vitro rzeczywiście tam nikt nie znajdzie. Jak tłumaczy:

“Niepłodność to czubek góry lodowej i efekt różnego rodzaju sytuacji zdrowotnych”. Program prokreacyjny minister określa zaś  nie jako rewolucję, ale obalenie mitu, że do leczenia niepłodności prowadzi tylko jedna droga na skróty, czyli in vitro.”

Zdaniem autorów NPP, niepłodność z powodzeniem można wyleczyć za pomocą działań zachowawczych czy chirurgicznych oraz w gabinecie psychologa.

>>> przeczytaj także: Niepłodność to choroba i choć medycyna często nie potrafi znaleźć jej przyczyny, to od ponad 30 lat może pomóc niepłodnym parom dzięki metodzie in vitro – pisze psychoterapeutka Bogda Pawelec.

Specjaliści i lekarze łapią się za głowy. Zdaniem Marka Hoka, posła, ale i ginekologa oraz członka Sejmowej Komisji Zdrowia, “pomysł resortu zdrowia sprowadza leczenie niepłodności tylko do naprotechnologii, a to nic innego, jak stosowane dziś  we wszystkich gabinetach ginekologicznych badanie USG, ocena temperatury ciała, ocena śluzu szyjkowego i monitorowanie owulacji, które wykonuje się u pacjentki w momencie kłopotów z zajściem w ciążę trwającym do 12-18 miesięcy. Szkoda wydawać ponad 100 milionów na coś, co już stosujemy, i to od kilku dekad” – mówi w rozmowie z „Rzeczpospolitą”.

Sprzeciw lekarzy budzi także zapis dotyczący chirurgicznej ingerencji, a konkretnie udrażniania jajowodów. Takiej metody nikt już nie stosuje, głównie dlatego, że jest to zabieg nieskuteczny.

Zdaniem doktora Romualda Dębskiego, szefa Kliniki Położnictwa i Ginekologii Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego i mazowieckiego konsultanta endokrynologii ginekologicznej i medycyny rozrodu – „wmawianie pacjentom, że to [naprotechnologia] pomoże, to oszukiwanie”. [źródło: rp.pl]

Pacjenci załamani

Informacja o wdrożeniu Programu załamała do reszty także pacjentów, którzy nie kryją swojego oburzenia i zarzucają PiS ignorancję i wstecznictwo. Na wielu forach można przeczytać głosy sprzeciwu i krzyk rozpaczy nad “stanem umysłu rządzących”.

„Jeśli moja niepłodność miałaby zależeć od rodzaju gaci, które noszę – dziś miałbym w domu całą gromadkę i mógłbym pozwolić sobie dzięki 500+ na wakacje nad morzem. A może to działanie wymierzone właśnie po to, by kolejka po kolejne 500 nie rosła?” – pyta jeden z internautów.

W ramach Narodowego Programu Prokreacyjnego powstanie także tzw. Bank Tkanek Germinalnych.  To oznacza, że zamiast pobrania i zamrożenia komórki jajowej, chorującej kobiecie zdaniem ministra Radziwiłła, można usunąć tylko fragment tkanki jajnika, zamrozić go i po zakończeniu leczenia onkologicznego ponownie wszczepić, aby mogła odzyskać naturalną płodność.

„I tak pomału zataczamy w Polsce koło w stronę ciemnego średniowiecza, niwecząc m.in. dorobek polityczny oświecenia i współczesnej medycyny…” – pisze jeden z internautów. Inny dodaje: „A może by tak wyciąć coś panu ministrowi…?”

***

Narodowy Program Prokreacyjny to alternatywa dla zakończonej w czerwcu tego roku rządowej refundacji in vitro. Do końca roku NPP ma kosztować państwo 14 milionów złotych, a w 2017 – 75 mln.

Źródło: Tok FM; Rzeczpospolita

 

Agata Daniluk

Dziennikarka, life coach, redaktor naczelna Plodnosc.pl. Pisząc o psychologii i zdrowym stylu życia, pamięta, że szczęściu trzeba trochę pomóc.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *