Walcz albo uciekaj… Niepłodność to dla mężczyzn coś więcej niż temat tabu. Rozmowa z psychologiem

Choć przyczyny niepłodności leżą niemal w równym stopniu po męskiej, jak i po kobiecej stronie, mężczyznom trudniej otworzyć się na ten problem, podjąć odpowiednie działania i zaangażować się, także emocjonalnie, w proces leczenia. Nie chodzi jednak tylko o temat tabu, jakim jest męska niepłodność. O tym, dlaczego mężczyznom trudno mówić o chorobie, oraz  jak interpretować pewne ich zachowania podczas starań o dziecko, rozmawiamy z psycholog Iwoną Wasilewko. 

Czy kobietom łatwiej jest znieść fakt, że przyczyna niepłodności leży po ich stronie niż mężczyznom.

W świadomości społecznej bycie kobietą jest nierozerwalnie związane z rolą matki i stanowi o jej wartości. Zablokowanie możliwości realizowania się w tej roli skutkuje drastycznym obniżeniem samooceny, także w kontekście atrakcyjności seksualnej. Dlatego wydaje się, że to właśnie kobiecie trudniej zaakceptować, że ma ona problem z niepłodnością. Takie wrażenie można odnieść również dlatego, że kobiety chętniej niż mężczyźni dzielą się swoimi negatywnymi emocjami odczuwanymi z tego powodu.

A mężczyźni? Zwłaszcza ci, którzy dowiadują się, że przyczyna braku dziecka leży po ich stronie?

Chęć posiadania dzieci u mężczyzn może nie być tak silna jak u kobiet, bo bycie ojcem nie jest wpisane w jego społeczną rolę. Mężczyźni, inaczej niż kobiety, definiują siebie poprzez pryzmat pracy i osiągnięć, także osobistych. Dużą rolę w postrzeganiu siebie przez mężczyznę odgrywają utrwalone w świadomości społecznej stereotypy. Do typowych cech męskich należą m.in. niezależność, ukrywanie emocji, skłonność do rywalizacji, myślenie logicznie, pewność siebie oraz brak empatii. Stuprocentowy mężczyzna to taki, który potrafi dać kobiecie poczucie bezpieczeństwa, zarówno tego fizycznego, materialnego, jak i psychicznego. Doświadczenie niepłodności zaburza ten obraz na tyle, że godzi w poczucie męskości. Może być stygmatyzujące, jako mężczyzny niepełnowartościowego.

Mężczyzna czuje, że zawiódł, bo nie otoczył opieką, nie ochronił i nie zapewnił szczęścia swojej kobiecie?

Dokładnie, choć pewnie otwarcie się do tego nie przyzna. W tym sensie jest to dla mężczyzny sytuacja niekomfortowa i stresująca. Powoduje, że odbiera on niepłodność jako naznaczenie, co obniża jego poczucie własnej wartości jako mężczyzny. Być może dlatego w badaniach to właśnie u niepłodnych mężczyzn stwierdza się wyższe wyniki w skalach depresji i lęku jako cechy oraz – znacząco częściej niż u kobiet – obserwuje się postrzeganie przez nich życia rodzinnego jako bardziej stresującego. Trzeba podkreślić, że dla osiągnięcia satysfakcji w związku duże znaczenie ma doświadczenia rodzicielstwa. Jest to kolejne zadanie rozwojowe, którego realizacja pozwala przejść do następnych. Zaspakaja też instynktowną potrzebę przekazywania genów i zachowania gatunku, która wynika z uwarunkowań biologicznych i ewolucyjnych. Pragnienie posiadania potomstwa odczuwane jest zresztą przez większość ludzi. Niemożność zrealizowania tego marzenia może doprowadzić do głębokiego kryzysu psychologicznego. Zarówno u kobiet, jak i mężczyzn wzrasta wtedy poziom stresu, pojawiają się stany depresyjne i lękowe. Objawiać się to może również obniżeniem samooceny, zaburzeniem postrzegania siebie – swojej kobiecości czy męskości.

Jak często zdarza się, że partnerzy obwiniają się wzajemnie z powodu niepłodności?

Niepłodność jest utratą marzeń o idealnej rodzinie, dziecku i szczęśliwym życiu. Może wtedy pojawić się żal i rozpacz oraz poczucie straty. Kiedy już do świadomości dotrze ta diagnoza, często pojawia się gniew i złość na lekarza, siebie, partnera i zły los. Przypisywanie sobie lub partnerowi winy za trudności w poczęciu dziecka nie służy wzajemnej relacji i jest obciążające dla obu stron i niestety też zmienia nastawienie i sposób patrzenia na partnera. Badania zespołu Abbey’a wykazały, że zdarzało się, że osoba, u której stwierdzono niepłodność, obwiniała za swój stan partnera.

Kobiety obwiniały mężczyzn za ich niepłodność?

Właśnie nie, bo takie zachowania obserwowane były głównie u niepłodnych mężczyzn, którzy obarczali winą za swoją niepłodność, swoje żony. Stanowi to mechanizm obronny, który ma ułatwić tym osobom poradzenie sobie z  obciążeniem. Kiedy to mężczyzna ma zdiagnozowaną niepłodność, jego partnerka zachowuje poczucie kobiecości i dysponuje zasobami emocjonalnymi wystarczającymi do wspierania partnera. Dlatego też może potraktować niepłodność mężczyzny jak ciężką chorobę i podjąć próby akceptacji tej sytuacji. Wtedy chroni swojego partnera. Nie mówi mu o swoich emocjach, nie żali się. Stara się zrozumieć jego ból i upokorzenie. Może jednak być i tak, że to kobieta potraktuje problem niepłodności swojego partnera jako brak męskości…

I co wówczas?

Wtedy zaczyna albo nadmiernie, wręcz patologicznie go chronić albo oskarżać. Trudno przewidzieć, jaki sposób reakcji na niepłodność partnera zaprezentuje kobieta, ponieważ zależy ona od wielu czynników, m.in. od jej satysfakcji ze związku, osobowości i pełnienia przez nią innych ról społecznych. Jeśli kobieta nie jest skoncentrowana wyłącznie na dziecku, ale realizuje się w innych aktywnościach, chociażby w pracy zawodowej, wtedy łatwiej o jej wyrozumiałość w tym względzie. Badania wskazują, że czynnikiem chroniącym kobietę przed przeżywaniem negatywnych emocji w stosunku do partnera i pomagającym w radzeniu sobie ze stresem, może być także jej inteligencja emocjonalna i wysoka samoocena.

Czy mężczyźni rzadziej rozmawiają o płodności?

Sytuacja mężczyzn we współczesnym świecie nie jest łatwa. Może prowadzić do trudności tożsamościowych. Z jednej strony kobiety pragną mężczyzny o cechach stereotypowych przypisanych płci – silnego i twardego, wspierającego swoją partnerkę, a z drugiej – oczekują zachowań stereotypowo kobiecych – empatii, wyrażania uczuć, koncentracji na emocjach. To może być przyczyną dezorientacji i trudności adaptacyjnych mężczyzny do sprostania oczekiwaniom. Kobiety przychodząc na terapię, skarżą się, że mężowie nie chcą rozmawiać z nimi o trudnościach, nie chcą omawiać w nieskończoność problemu. Tymczasem mężczyźni uważają, że skoro już podjęli jakieś działania, chociażby pójście do lekarza, to sprawa załatwiona i nie ma już o czym rozmawiać. Dlatego często ukrywają swoje uczucia i emocje, sprawiając wrażenie obojętnych.

Jak duży wpływ na to mają kody kulturowe? Wychowanie?

Różnice międzypłciowe, także w wyrażaniu emocji, pojawiły się w toku ewolucji i są wynikiem odmiennych presji, jakim podlegali kobieta i mężczyzna kilka tysięcy lat temu. Wzmacnia je kultura patriarchalna i związana z nią socjalizacja. W procesie wychowania chłopca uczy się, że ma być twardy, nie ma się mazgaić i skarżyć. Ma przyjmować ciosy i zaciskać zęby. To dlatego, jak wynika z badań terapeuty dr Normana, mężczyznom trudno jest mówić o swoich uczuciach, słabościach, i utracie kontroli nad swoim życiem osobistym. Trudno jest się im odkrywać w tak istotnej kwestii. Jest to tym trudniejsze, że świat w oczach mężczyzn nie jest miejscem bezpiecznym i dlatego nie skłania  do dzielenia swoimi odczuciami w myśl zasady: „Im mniej o mnie wiedzą, tym jestem bezpieczniejszy”. Ponadto z doświadczenia wiedzą, że rozmowom zazwyczaj towarzyszą łzy, a mężczyźni wyjątkowo źle znoszą łzy, bo to oznacza kobietę nieszczęśliwą, co wpędza ich w poczucie winy. Czują wtedy, że zawiedli, że nie ochronili i nie uszczęśliwili jej.  

Wiele jednak mężczyzn unika badań nasienia – to też rozczarowujące i unieszczęśliwiające kobietę.

Mężczyzna ogarnięty różnego rodzajami obawami dotyczącymi tej sytuacji często zaprzecza, że problem jest po jego stronie. Ten mechanizm uaktywnia się w odpowiedzi na poczucie zagrożenia własnej wartości jako mężczyzny. Może to być związane z obawami, że słaby wynik badania nasienia, nie będzie dobrze świadczył o jego męskości, że nie będzie traktowany jak pełnowartościowy mężczyzna. Ponadto silny lęk i poczucie skrępowania wyzwala często sama procedura i miejsce pobrania nasienia w klinice. Obawia się on krępujących warunków, spojrzeń ludzi oraz tego, że może spotkać w klinice kogoś znajomego. Niepokoi się, że stres uniemożliwi mu oddanie nasienia i będzie musiał w jakiś sposób wytłumaczyć się z tego personelowi.  Mężczyzna po prostu obawia się niezręczności i wstydu związanego z procedurą i pytaniami dotyczącymi życia seksualnego.

Dlaczego niepłodność wciąż traktowana jest jako powód do wstydu? Tylu ludzi z nią walczy, to nie są pojedyncze przypadki. O innych chorobach mówi się zdecydowanie głośniej…

Niepłodność w większości kultur jest tematem tabu i wiąże się ze stygmatyzacją. Postrzegana jest w kontekście winy za ten stan. Osoby niemające dzieci odbierane są jako nieprzestrzegające norm społecznych i powszechnie ustalonego porządku. Mogą być oceniane jako egoistyczne, dbające o własną wygodę i przyjemności. Brak możliwości realizowania się w roli rodziców jest dla wielu par powodem przeżywania silnego stresu. Zwłaszcza wtedy, gdy rodziny z dziećmi stanowią w danej społeczności normę. Określenie siebie jako osoby niepłodnej skutkuje zakłóceniem relacji społecznych i komunikacji. Osoby bezdzietne mogą być pomijane w zaproszeniach na przyjęcia z dziećmi, czy rozmowach na temat wychowania. Ich opinie na temat dzieci są zazwyczaj lekceważone z powodu „braku kompetencji” w tym zakresie. Świat im daje mimowolnie odczuć, że są inni, niepełnowartościowi. Bezdzietność może więc w pewnym sensie stać się przyczyną poczucia wykluczenia społecznego i braku sensu życia. Staje się przyczyną wstydu, stygmatyzacji i tematem tabu – problemem, o którym się nie rozmawia. 

Jak to zmienić? Da się Pani zdaniem?

Niepłodność jest odmiennie doświadczana przez kobiety i mężczyzn oraz różne są też ich sposoby radzenia sobie z tym problemem. Model reakcji na stres mężczyzny różni się od tego, jaki prezentują kobiety. Kiedy ona w tej sytuacji koncentruje się na swoich emocjach i potrzebuje wsparcia, przegadania problemu i bliskości, mężczyzna podchodzi do sprawy zadaniowo i reaguje według schematu „walcz albo uciekaj”. Podejmuje walkę poprzez koncentrowanie się na poszukiwaniu informacji i zadaniach do wykonania – wizyta u lekarza, wykonanie badań, towarzyszenie partnerce. Ucieka – najczęściej w pracę. Właśnie tak często opisują pacjentki w gabinecie reakcję swojego partnera. Należy jednak zauważyć, że ta ucieczka w pracę, to w pewnym sensie walka – skupienie na zadaniu, co ma zapewnić obojgu środki na leczenie. Jest sposobem na realizację się w roli społecznej żywiciela rodziny.

Jednym słowem ta ucieczka w pracę jest dobra?

Spełnia funkcję niejako terapeutyczną, bo daje mężczyźnie poczucie rozwiązywania problemu, sprawowania kontroli nad sytuacją i sprawczości. Ale we wspieraniu siebie nawzajem dużą rolę odgrywa otwartość i chęć zrozumienia współmałżonka. Najważniejsze, aby nie uszczęśliwiać nikogo na siłę. Dlatego należy prowadzić otwartą komunikację z partnerem. Warto zapytać, czego potrzebuje druga osoba, żeby zachować równowagę emocjonalną, jak można jej pomóc. Dla jednych będzie to zwiększona aktywność fizyczna, ćwiczenia siłowe czy spotkania w gronie przyjaciół, dla innych – wyciszenie i pobycie w samotności.

A psychoterapia?

Większość z dostępnych badań wskazuje na dobroczynne działanie psychoterapii, która obniża poziom stresu, co wyraźnie wspomaga proces leczenia. Takie wsparcie psychologiczne należałoby zapewnić także mężczyznom. Dałoby to im szanse na przyjrzenie się swoim emocjom i nazwanie ich, co zainicjuje proces radzenia sobie z nimi. Pozbycie się mechanizmów wypierania i zaprzeczania sytuacji jest pierwszym krokiem do akceptacji. To powinno przynieść złagodzenie emocji, żalu i poczucia straty. Pozwoli też na poszukanie sposobów adaptacji do realnej sytuacji. Dobrym sposobem jest także z pewnością zorganizowanie sobie życia poza problemem. Zadbanie o swój związek i nie zaniedbywanie realizowania się w innych rolach społecznych. Dostrzeżenie, że poza leczeniem niepłodności jest też życie. Życie pełne zaskakujących barw i nowych, ciekawych ścieżek, którymi również można podążać.

***

Niepłodność to choroba społeczna i według szacunków WHO, boryka się z nią na całym świecie 10-18% par będących w wieku prokreacyjnym. Z danych Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego wynika, że w Polsce z problemem niepłodności zmaga się blisko 1,5 miliona par, co oznacza, że aż 15 na 100 par ma trudności z poczęciem dziecka. Prognozy przewidują wzrost liczby osób doświadczających tego problemu. 

 

Iwona Wasilewko – psycholog z Kliniki Leczenia Niepłodności InviMed w Gdyni.

 

 

 

 

POLECAMY TAKŻE: Dobra kłótnia nie jest zła, czyli jak się kłócić, żeby się dogadać

Dobra kłótnia nie jest zła, czyli jak się kłócić, żeby się dogadać

Karolina Wagner

Dziennikarka, redaktorka, absolwentka Polonistyki na UW. Woli słuchać niż mówić, biegać niż siedzieć, medytować niż dywagować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *