List na koniec roku: I gdy już chciałam się poddać, dostałam koło ratunkowe

List, który dostaliśmy, jest dla nas najlepszym podsumowaniem tego roku: warto dawać nadzieję. Warto być razem. Warto pisać, dzielić się doświadczeniem, warto… Dziękujemy Wam za cały 2016 rok. Jesteśmy dla Was i z Wami. Niech nam nowy rok obrodzi – w nadzieję, miłość, siłę, spełnione marzenie. Na tej niepłodnej wyspie nie jesteście sami.

Droga Redakcjo, 

Nie udało się w tym roku. Nie udało się! A tak bardzo przekraczając próg 2015 i 2016 roku wierzyłam, że się uda. Sił i wiary starczyło mi jednak do maja. W Dzień Matki się załamałam – kolejne podejście do in vitro zakończyło się porażką. Pojechałam na grób mojej Mamy, by jak co roku od jej śmierci, wstawić świeże kwiaty. Nie wytrzymałam i rozpłakałam się jak… dziecko. Bezbronne, samotne, zgubione gdzieś w tłumie i rozpaczliwie potrzebujące przytulenia. Nie miałam sił już na nic – ani na powrót do domu, ani na kolejne badania, próby, dociekania i nowe metody. Mąż od dłuższego czasu nie wytrzymywał moich stanów rozedrgania – schizofrenicznych stanów radości i skrajnej rozpaczy. Wmawiania sobie – wręcz planowania zakupów pod kątem dziecka – że za miesiąc się uda. Że to już tylko miesiąc, dwa tygodnie, tydzień i… znów nic.

Cholera, od trzech lat to samo – pustka. Z każdym rokiem większa, czarniejsza, coraz bardziej ponura. Jakby ktoś schował słońce, jakby nie było pór innych niż smętna jesień i byle jaka przeszywająca zimnem zima.

I te bolesne radości innych – głos dzieci sąsiadów niosący się po całej klatce schodowej. Kolejna ciąża w rodzinie i kolejna walka z wewnętrzną złością, przyklejanie zdań: „ale fajnie…”. 

Nie udało się – mimo że zrobiłam wszystko, co mogłam. Nie udało się! I co teraz? Załamać się, płakać, usiąść i nie wstać? Wylać znów złość na męża, zadzwonić do ojca i wygarnąć mu, że nic nie rozumie i nigdy nie rozumiał? Nie odpowiedzieć na „dzień dobly” małemu Tomkowi spod 12? Zbesztać sprzedawczynię w sklepie, bo zapytała, czy wszystko ok, bo jakoś słabiej wyglądam? A może powiedzieć lekarce, która płakała razem z nami, że te łzy to może wsadzić sobie w…? 

Złość!!! Tylko tyle czuję – i czuję, jak rozwala mi całe życie. Patrzę w lustro i widzę, jak ktoś złośliwie się ze mnie śmieje. Jakby próbował powiedzieć: ha! nie ma łatwo, nie wygrasz ze mną! Przerażające uczucie!

I gdy już naprawdę miałam wszystkiego dość – gdy naprawdę chciałam powiedzieć: to już koniec, nie będzie kolejnego roku prób, nie chcę… zobaczyłam na Facebooku Was. Ten artykuł o emocjonalnych wrakach, a potem kolejne: o codzienności, która niknie, o poronieniach i dzielnych kobietach, które jak Feniks z popiołów potrafiły się podnieść.

A potem to „Czekamy…” – jeśli szczęście jeszcze nie przyszło, to znaczy, że jest wielkie i idzie małymi krokami. Będziemy na nie czekać w 2017 roku.

Potem uderzył mnie materiał mężczyzny – „Najsmutniejsze Mikołajki”. Pomyślałam: to o mnie, o mojej pustce, złości, moim cierpieniu, o moim upokorzeniu, zniechęceniu. I jeden z listów mężów do żon – jakbym przeczytała kartkę z pamiętnika swojego męża. Płakałam. Przewertowałam całe Optymistyczne SOS – otwierałam w oddzielnych oknach kolejne artykuły. A potem – ten dekalog niepłodnej. Wydrukowałam go! 

„To niesprawiedliwe! – krzyczysz. I masz do tego krzyku prawo. Jednak pomyśl, czy naprawdę chciałabyś przemalować ten kolorowy świat wokół siebie na barwy, które zapanowały w twojej duszy? Czy do takiego świata chciałabyś zaprosić swoje dziecko, które być może lada moment się pojawi – właśnie wtedy, gdy w twoim odczuciu zgaśnie ostatnia iskierka nadziei?” – wstrząsnęły mną te słowa. 

I piszę do Was właśnie na koniec tego roku: dziękuję! Nie wiem, na jak długo tym razem starczy mi nadziei, ale znów jest! I naprawdę czuję się silniejsza – jakby tym razem ktoś zamiast się ze mnie śmiać, pchnął tam, gdzie tacy ludzie, jak ja, trzymają się razem. Rozumieją się i dają pozytywne kopniaki. Jesteście moim odkryciem tego roku – drogowskazem, który pojawił się na totalnej pustyni, na której już niczego się nie spodziewałam.

Niech ten Nowy Rok będzie lepszy – znów wierzę, że tak będzie!

Wasza A.Cz. 

Takie listy dają i nam pozytywnego kopa – dziękujemy. Czekamy na więcej!

droga-redakcjo-730x600

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *