Kryzys emocjonalny podczas starań o ciążę - krok do depresji

„Mam dość! Tak się nie da żyć!”. Kryzys w staraniach o ciążę – ciemna otchłań niepłodności

Nie mam już sił, poddaję się… – to słowa, które bardzo często słyszą psychologowie zajmujący się leczeniem niepłodności. Długie lata starań o upragnione dziecko często niosą ze sobą trudne emocje. Tymczasem poczucie braku sensu, stres, złość to prosta droga do depresji, która nie ułatwi zajścia w ciążę. „Niech niepłodność będzie częścią, a nie treścią waszego życia” – mówi Bogda Pawelec, psycholog kliniczny, specjalizująca się w pomocy psychologicznej i psychoterapii w niepłodności.

– O dziecko staramy się z mężem od kilku lat, nie liczę obsesyjnie, od ilu, bo od początku nie chciałam zbytnio się na tym skupiać. Na starcie nie denerwowałam się, myślałam, co ma być, to będzie… Ale nic nie wychodziło. Ciągła presja otoczenia nie pomagała – opowiada Kornelia Szafran zmagająca się z niepłodnością. – Staraliśmy się dalej,  jednak pytania o potomka nie ustawały, a stres rósł. Było coraz gorzej.

Początek historii zmagań z niepłodnością jest zwykle podobny do historii pani Kornelii. Po początkowym entuzjazmie, zaczynają się pojawiać pierwsze wątpliwości, pytania, czy oby wszystko z nami w porządku? Następuje diagnostyka, zaczyna się leczenie, które niekiedy ciągnie się latami. Towarzyszą temu różne emocje – od poczucia braku sensu, stres, wszechobecna złość na otoczenie czy stany lękowe.

– Niepłodność to bardzo ciężka i zwykle przewleka choroba. Stan psychiczny osób bezskutecznie starających się o dziecko można porównać to choroby nowotworowej – wyjaśnia Bogda Pawelec, psycholog kliniczny, certyfikowana psychoterapeutka Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego specjalizująca się w pomocy psychologicznej i psychoterapii w niepłodności. – Człowiek chorujący na raka boi się śmierci, a osoba zmagająca się z niepłodnością obawia się, że nie przedłuży gatunku, nie pozostawi nikogo po sobie. Takie są prawa biologii. Starając się o ciążę, nie wiemy, jaki będzie finał, stąd ciągły lęk i niepewność. Dodatkowo, cierpienie może trwać wiele lat, bowiem leczenie niepłodności to długotrwały proces  – wyjaśnia.

Kryzys po dwóch latach starań

Kiedy zatem możemy mówić o „kryzysie”? Według opinii psychoterapeutki, taki stan osiąga się zwykle po dwóch latach bezowocnych starań. – Po tym czasie, zwykle u kobiet, pojawia się depresja. Może mieć ciężki przebieg, w którym należy wdrożyć farmakologię lub może przybrać formę dystymii, czyli lekkiej postaci depresji. Objawy są różne, zwykle kobiety zamykają się w sobie, popadają w apatię, nie mają sił rano wstać z łóżka i przestają wierzyć, że kiedykolwiek zostaną mamami. Mężczyźni zwykle reagują inaczej. „Trzymają się”, żeby chronić kobietę, a swoimi smutkami z nikim się nie dzielą. Niepłodność przeżywają inaczej niż kobiety, co nie znaczy, że ten problem nie jest dla nich istotny – mówi Bogda Pawelec.

Jak wyjaśnia psychoterapeutka, kryzys na przestrzeni lat jest taki sam. – Jedyne, co się zmienia, to to, że z biegiem lat para jest bardziej umęczona tym stanem –  dodaje.

Depresja a ciąża

Liczne badania potwierdzają, że depresja nie ułatwia zajścia w ciążę. Czynniki natury psychologicznej mogą nieświadomie blokować funkcjonowanie całego organizmu, a co za tym idzie – obniżać  zdolność do zajścia w ciążę nawet o ok. 30%.

Długotrwały stres, jaki wywołuje niepłodność, wpływa na wyższy poziom prolaktyny, adrenaliny i sterydów nadnerczowych. W konsekwencji funkcje rozrodcze mogą być blokowane.

Jak zatem pomóc sobie w rozładowaniu napięcia? Każdy musi znaleźć swoją drogę – dla jednych będzie to skorzystanie z fachowej pomocy, inni będą się starać pomóc sami sobie.

– Nie każdy musi korzystać z pomocy  psychoterapeuty, nie każdemu jest ona potrzebna  – tłumaczy Bogda Pawelec. – Niektórzy znajdą swoje sposoby na oderwanie myśli od jednego tematu, a inni potrzebują wsparcia. Bez wątpienia, fachowa pomoc przyda się w momencie pojawienia się niebezpiecznej obsesyjności. To stan, kiedy kobieta nieustannie sprawdza kalendarzyk, niecierpliwie wyczekuje na owulację, kocha się z partnerem, nie mogąc oderwać myśli od ciąży. Innymi słowy, całe życie podporządkowuje leczeniu – wyjaśnia.

Wsparcie psychologa

Psychoterapia par w kryzysie ma pomóc w rozładowaniu napięcia związanego z leczeniem. – Podczas terapii staramy się wspólnie szukać sposobu  na skuteczne odwrócenie uwagi  i na akceptację choroby, polepszenie relacji z innymi ludźmi, zwłaszcza z kobietami w ciąży, a w konsekwencji na lepsze znoszenie samego leczenia. Ważne jest odnalezienie swojej tożsamości, tak aby nie stać się niewolnikiem niepłodności. Dla wielu par to bardzo trudne zadanie. Przykładowo miałam pacjentkę, której sukcesem było to, że o poniedziałkowej wizycie w klinice leczenia niepłodności zaczynała myśleć w niedziele, a nie dwa tygodnie wcześniej – wyjaśnia Bogda Pawelec.

Psychoterapeutka wspomina nielicznych pacjentów, którzy zakończyli swoje starania o potomstwo.

– To trudny moment, tym bardziej że rzadko się zdarza, bo medycyna idzie do przodu, jest coraz więcej metod i możliwości posiadania dziecka. Przykładem jest adopcja prenatalna. Jednak zdarzyły się pary, którym pomogłam w  przejściu żałoby w decyzji o bezdzietności. To najgorszy scenariusz, bo podobnie jak w żałobie po śmierci bliskiej osoby, tak i w tym przypadku człowiek chowa się w skorupę, nie chce z nikim rozmawiać. Bardzo ciężko z tego wyjść, ale trzeba starać się żyć swoim życiem – mówi.

Presja rodziny

Na pomoc psychologa podczas starań o ciążę zdecydowała się pani Kornelia. – Szukałam sposobów, aby skutecznie rozładować stres. Na początku sceptycznie podchodziłam do zaleceń mojej pani psycholog, która zaproponowała mi pracę z ciałem metodą A. Lowena. To ćwiczenia, które w prosty sposób łączą naszą psychikę z ciałem, uczą wyrażać emocje i oczyszczają ciało z napięć. Pracujemy poprzez oddech, ruch, głos, ekspresję ciała. Małymi kroczkami uczyłam się żyć w zgodzie ze sobą, ze swoimi emocjami.

Praca z ciałem, oddechem naprawdę bardzo mi w tym pomaga. Daje sobie zgodę na płacz, złość, przestałam kumulować to w sobie i udawać, że jest super, jeśli czuje się fatalnie i mam doła. Kluczowe okazało się też stawianie granic, przestałam pozwalać sobie na wkraczanie w moją intymność, a zdarzały się naprawdę różne, przykre sytuacje związane z brakiem dzieci – mówi.

W takiej sytuacji psychoterapeutka radzi mówić otwarcie o swojej chorobie. Ewentualne pytania rodziny należy uprzedzać. – Przede wszystkim musimy chronić siebie przed wyrządzeniem nam przykrości. Stawiajmy granice. Jeśli koleżanka jest w ciąży, a nas to boli, warto powiedzieć otwarcie, np. cieszę się, że jest w ciąży, ale serce mnie boli, bo ja nie jestem – mówi. 

– Wśród najbliższych nie traktujemy tego tematu jako tabu, mówimy o tym, jak wygląda sytuacja, na jakich etapach jesteśmy, bo wydaje mi się, ze ukrywanie niepłodności nie pomaga… Trzymanie tego w sobie na pewno powoduje kumulacje złych emocji, a jeżeli mówimy głośno, że jest problem rośnie też świadomość społeczeństwa i ludzie przestają zadawać głupie pytania – mówi Kornela.

Metody na pokonanie kryzysu

Niektóre panie starają się rozładować napięcie własnymi metodami. Kasia, udzielająca się na forum in vitro, radzi, aby pisać pamiętnik, znaleźć grupy wsparcia. – Oprócz tego, pomaga mi np. joga płodności. Taka medytacja skutecznie wycisza, uspokaja myśli i poprawia nastrój. Dodatkowo, chodzę na długie spacery kilka razy w tygodniu, jestem aktywna. Staram się remontować dom, maluje trochę olejami. Wszystko po to, aby skutecznie odciągnąć myślenie na inny tor. Chodzi o to, aby starać się żyć normalnie, nie tracić nadziei i znaleźć sens w życiu – relacjonuje.

– Dużo z mężem rozmawiamy, staramy się aktywnie spędzać czas, żeby nie zatracić się w tym wszystkim – tłumaczy Kornelia. – Mąż bardzo mnie wspiera, ja jestem niesamowicie emocjonalna, co czasem nie pomaga, ale cały czas mówię o tym, co czuję, żeby nie było niejasności. Pomaga nam również sport, natura. Chodzimy po górach, aktywnie spędzamy czas, podróżujemy, chociaż teraz sytuacja epidemiologiczna tego nie ułatwia, ale na spacer można wyjść wszędzie!

Nie chcę uzależniać swojego szczęścia tylko od posiadania dziecka, lubię swoje życie mimo wszystko i to chyba klucz – mówi.

Podobnego zdania jest psychoterapeutka Bogda Pawelec, która uważa, że przede wszystkim nie należy ustawiać własnego życia pod leczenie niepłodności. – Dziś jest bardzo wiele metod leczenia, medycyna się wciąż rozwija i daje coraz większe szanse na posiadanie potomstwa. Niech niepłodność będzie częścią, a nie treścią waszego życia – podsumowuje.

 

Tekst: Agata Panas

 

POLECAMY TAKŻE:  5 rodzajów postaw wobec niepłodności. Którą reprezentujesz?

5 rodzajów postaw wobec niepłodności. Którą reprezentujesz?

 

 

Komentarze: 1

Walka z nieplodnościa , wlasnymi emocjami , brakiem stodkow na diagnostyke i leczenie oraz scieranie z oczekiwaniami i presja otoczenia (rodzina) to dopiero czubek problemu. O wiele gorsza jest sytuacja kiedy kolejne cuaze koncza sie poronieniem na róznym etapie ( czasani mocno zaawansowanym) i tak sie dzieje drugi,trzeci i kokejny raz a para jest dalej zostawiona sama sobie , odbija sie od kolejnych soecjakistiw i konsultantow i jedyne co slysza to prubujcie dalej. A kiedy juz brak finansow na kolejne podejscie in vitro a sama mysl o oddziale ginekologii wywoluje atak paniki jedynym wyjsciem zostaje adopcja. I wtedy zaczyna sie najgirsze – przeswietlanie zycia prywatnego, wyszukiwanie na sile jakichkolwiek przeslanek mogacych dyskwalifikowac kandydatow na rodzine adopcyjna. Az na koncu po zmudnym i stresujacym szkoleniu i tak sie dowiadujesz ze na dzieckoniemssz szans bo sa mlodsi, nieobciazeni bagazem zlych psychicznych doswiadczeń. I jak juz to przertwacie i dalej bedziecie razem to dopiero przyjdzie czas na szukanie nowego sensu zycia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *