Niepłodność

Niepłodność i… druzgocąca diagnoza. Ula: „Jeszcze wiele łez przed nami. Ale wiem, że nie wolno się poddawać”

Dziesiątki badań, lata walki, wreszcie upragniona ciąża, a wkrótce po zobaczeniu dwóch kresek na teście… druzgocąca diagnoza. Historia Urszuli i Piotra łamie serce, ale jeszcze się nie skończyła! W nadesłanym do naszej redakcji liście Urszula opisuje swoją historię, ale też wskazuje innym parom, gdzie szukać wsparcia i jak odbudować w sobie nadzieję nawet w ekstremalnie trudnych okolicznościach.

„Nasza historia nie jest z happy endem. O dziecko staraliśmy się 7 lat. Na początku nie przywiązywałam jakoś szczególnie wagi do naszych starań. Po 3 latach nie było efektu, więc zaczęliśmy się martwić. Pierwsza wizyta u lekarza, lista badań dla mnie i dla męża. Oczywiście wszystkie wyszły prawidłowo. Kolejnym etapem było sprawdzenie drożności jajowodów – też było ok. Po drodze zmienialiśmy lekarzy, ponieważ trafić na lekarza z powołania to też jakiś cud. 

W końcu trafiliśmy do kliniki niepłodności…

I tam znowu lista badań. Stwierdzono u nas niepłodność idiopatyczną. Zaproponowano in vitro. Zdecydowaliśmy się. Ruszyła cała procedura. Badania, zastrzyki hormonalne, na które dobrze reagowałam. W końcu transfer. Myśleliśmy pozytywnie. Wiedziałam, że musi się udać. Niestety test nie pokazał dwóch kresek. Byłam zła, wkurzona, jak to się mógł nie udać?? Przecież to in vitro! Szybko się zregenerowałam i po dwóch miesiącach przystąpiliśmy do drugiego transferu. I tym razem się nie udało. Jak to? Kolejny raz? Przecież jesteśmy zdrowi, młodzi. Wszystkim się udaje, tylko nie nam!

Moja frustracja sięgała zenitu. Byłam zła na wszystkich i na wszystko. A nie pomagały koleżanki, które wkoło zachodziły w ciąże. Na każdym rogu ulicy widziałam kobietę w ciąży. Czułam się prześladowana.

Po kilku miesiącach wróciliśmy do kliniki. Pani doktor zaproponowała wizytę u immunologa. On skierował na kolejne badania, które nic nie wniosły, bo wyszły książkowo. Po 6 miesiącach przygotowywałam się do kolejnego transferu. Oboje z mężem nie nastawialiśmy się ani pozytywnie, ani negatywnie. Robiliśmy wszystko co Pani doktor kazała. Co będzie, to będzie.

Zaplanowaliśmy wakacje i tydzień po transferze wyjechaliśmy nad jezioro. Dzień przed wyjazdem zrobiłam test i ku naszemu zdziwieniu DWIE KRESKI! Niemożliwe! Szok! Uczucie, jakie mi wtedy towarzyszyło… ciężkie do opisania. Radość mieszała się ze strachem. To uczucie jest tak niesamowite po tak długim czasie oczekiwań, że nawet teraz to opisując, czuję to samo co wtedy. Serce mocniej bije, całe ciało drży. Na tamten moment wiedzieliśmy, że już wszystko co złe minęło i teraz będzie tylko dobrze, radość i szczęście.

Niestety, nasza radość trwała tylko krótką chwilę…

W 12 tygodniu ciąży (pierwsze badania prenatalne) wiadomość o diagnozie naszego Bąbla zdeptała nas jak jakiegoś robala. Wada letalna, przepuklina mózgowa. Wada, która ma bardzo złe rokowania, kończy się wczesnym porodem lub śmiercią noworodka zaraz po porodzie.

Niewiele pamiętam z tego badania. Był ze mną mąż, więc on o wszystko pytał. Ja tylko leżałam na łóżku ginekologicznym, nie słyszałam, nie myślałam, mam wrażenie, że nawet nie oddychałam. Łzy samoistnie spływały po moim policzku. Jak to możliwe, że tyle badań wykonanych i to właśnie nas dotyka wada, która jest wadą nieuleczalną, która jest rzadką wadą.

Długo dochodziłam do siebie. Wykonaliśmy kilka badań, ale tylko po to, aby podczas wczesnego porodu żaden lekarz nie miał wątpliwości, co to za wada, a my żebyśmy mogli przejść przez poród bezpiecznie.

Nie dawałam sobie rady…

Częsty płacz. Zamykanie się w sobie. W końcu dobry anioł podsunął wizytę u psychologa. Żałuję, że tak późno się zdecydowałam. Mogłoby się wydawać – co taka rozmowa z psychologiem daje! Proszę uwierzcie, że daje bardzo dużo! Dobrze dobrane pytania, profesjonalnie przeprowadzona rozmowa i zmieniasz myślenie.

Z pretensji do całego świata, robi się nadzieja, że jeszcze dużo mogę. Często z Panią psycholog rozmawiamy na zupełnie inne tematy niż ciąża i wada, z którą się zmagamy. Polecam wizytę u psychologa nie tylko przy stracie, albo chorobie jak u nas, ale i w trakcie długoletnich starań.

Walczę, aby ta ciąża zakończyła się jak najlepiej dla mnie, żebym mogła mieć jeszcze dzieci. Bo chcę być znowu w ciąży. Ale w zdrowej ciąży. I chyba to mi najbardziej pomaga być silną, walka o kolejną ciąże. Pragnę tego jeszcze bardziej niż wcześniej. Są chwile załamania, są nadal łzy i myślę, że jeszcze wiele łez przed nami. Ale wiem też, że nie wolno się poddawać. Co nas nie zabije to nas wzmocni, jak mówi mój mąż. Kto ma tyle sił do walki co my kobiety. Za każdą z nas trzymam mocno kciuki!”

                                                                                          Powodzenia! Damy Radę!

                                                                                                  Urszula i Piotr

 

ZOBACZ TAKŻE:

Niepłodność wtórna: „Najtrudniejsze jest niezrozumienie”. Historia Beaty

 


Dziennikarka i redaktorka. Z wykształcenia filolożka, z pasji – miłośniczka polskich jezior i amatorka Nordic Walking. W rzadkich chwilach między pracą a rodziną pochłania literaturę XIX-wieczną i norweskie kryminały. W serwisie plodnosc.pl jest odpowiedzialna za obszar niepłodność, starania – dofinansowanie do in vitro, dieta propłodnościowa, dziecko, ciąża. Email: anna.kruk@brubenpolska.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *