Pamiętnik Młodej 2

W walce z niepłodnością wtórną: To nie tak miało wyglądać!

Pamiętnik Młodej cz.2

Rodząc pierwsze dziecko, przeżyłam rozczarowanie. Nie tak to planowałam, nie tak miała wyglądać ta wyczekiwana chwila. Jednak to, co miało miejsce już po porodzie, także okazało się dalekie od wyobrażeń… Czy to coś ze mną jest nie tak? Dlaczego nic nie czuję? 

Jestem beznadziejna…

Godz. 14.30. Próbuję karmić, nie było źle, bo 40 minut ssania z jednej, a później 40 minut z drugiej piersi. Młoda usnęła na chwilę. Zrobiłam jej pierwsze zdjęcie. Jest godz. 15:30 – 16 i zaczynają się telefony od męża, rodziców i teściów. Pytają kiedy mogą przyjechać zobaczyć dziecko. Ja mówię, że nie wiem, bo jeszcze nie wstałam. Mąż powiedział, że odwiedziny są tylko w sali odwiedzin i na salę nikt nie może wejść. Ja przerażona tym faktem zastanawiam się „dlaczego?”, „kto mi pomoże wstać”, „kto pomoże mi się wykąpać?”, „jak mam dowieźć dziecko do sali odwiedzin, jak nie jestem w stanie wstać?”…

Mija chwila i wchodzi położna z kroplówką – w końcu coś lepszego – ketonal. Odczułam chwilową ulgę na tyle, że już lepiej wychodziło mi przewracanie się z boku na bok.

Godz.17 malutka znowu płacze, nie kwili – ona od razu wydziera się z niebogłosy jakby ją obdzierali ze skóry. Koleżanka z sali też ma swoją pociechę przy sobie i krzyk mojej budzi jej córeczkę. Przystawiam Młodą do piersi, ale płacze dalej. Nie wiem co robić, ssie 2-3 razy i płacze. Koleżanka radzi, żebym zmieniła pierś. Zmieniam pierś i udało się, ssie, jest chwila ciszy. 

O godz. 18 wpadła ponownie położna, pytając czy się już wypróżniłam samodzielnie? Ja odpowiedziałam, że nie, bo mam jeszcze cewnik. Odłączyła go i kazała mi spróbować wstać samodzielnie i koniecznie się wykąpać. Pamiętam, że zebrałam się do tego jak tylko wyszła i było cholernie ciężko, bo dopiero niemal godzinę później udało mi się wstać na obie nogi

Przede wszystkim łóżka były jeszcze z czasów PRL-u i nie były kompletnie przystosowane dla niskich osób jak ja a już na pewno nie dla kobiet po cesarce. Pamiętam jak bardzo kręciło mi się w głowie i czułam to ciepło na karku, że zaraz zemdleję. Cały czas byłam zgięta w połowie. Zrobiłam krok patrząc w dół i pamiętam ten widok, jak chlusnęło mnóstwo krwi na podłogę, ochlapało wszystko dookoła w tym całe moje nogi i stolik. Przerażona wezwałam pomoc – tym razem słyszeli, bo zdążyłam sobie popić kilka łyków wody, dzięki czemu odzyskałam głos. Przyszła bardzo miła salowa i umyła podłogę pocieszając mnie, że nic się nie stało, że to normalne, nie przejmować się – za co jej podziękowałam. Niestety już teraz nie miałam wyjścia – musiałam doczłapać się do łazienki i iść się wykąpać na tyle, ile mogę.

Położna pomogła mi wyjąć ręcznik i mydło z torby. Zaprowadziła mnie do łazienki. Pokazała gdzie jest przycisk pomocy i wyszła. W życiu nie spodziewałam się, że będzie to wyglądać jak na basenie tj. boksy bez zasłonek. Od kiedy pamiętam jestem bardzo wstydliwa i jak idę się kąpać w domu to zawsze sprawdzam, czy drzwi są zamknięte i czy okna są zasłonięte, żeby przypadkiem ktoś nie widział mnie nago. W dodatku coś, czego nienawidzę – zamiast normalnej słuchawki prysznicowej to były tzw. słoneczka, gdzie woda leje się prosto na włosy, damn!

Znalazłam jakieś krzesło, położyłam na nim ciuchy. Najbardziej cieszyłam się w tej chwili, że miałam związane włosy, bo na pewno nie podniosłabym rąk w górę, żeby je upiąć jakkolwiek. Włączam wodę, jest letnia, nawet przyjemna. Namydliłam się tyle, ile mogłam, czyli sam przód od piersi do połowy ud. Spłukałam się i wzięłam ręcznik. Nie byłam w stanie się wytrzeć i ruszać tak intensywnie rękami, więc stałam tam tak z 10 minut i suszyłam się stojąc. Następnie z ogromnym trudem założyłam koszulę nocną i „popędziłam” do sali, gdyż stojąc w łazience i czekając na cud, że może jednak ktoś się mną zainteresuje – czemu jestem tak długo w łazience – słyszałam ten przeraźliwy krzyk, krzyk mojego dziecka.

A ona wciąż płacze

Wchodzę do sali, koleżanka próbowała uspokoić młodą, ale na marne. Wskoczyłam na łóżko, przysunęłam wózek z Młodą do siebie. Wyciągnęłam ją z wózka i przystawiłam do piersi. Znowu była głodna, a ja nie miałam ani kropli mleka. Dostała mleko modyfikowane w butelce od położnych. Zadzwoniłam do męża, że udało się wstać, ale czas na odwiedziny się już skończył i żeby przywiózł na następny dzień dodatkowo laktator, bo muszę pobudzać laktację.

Koło godz.20 był obchód, szybkie sprawdzenie blizny i ilości odchodów. Zabierają dziecko koleżance z sali na noc na neonatologię. Spytałam czy moją córkę też mogą wziąć, bo bardzo słabo się czuję, że nie jadłam od 24h i nie spałam ponad 36h. Położna zgasiła nam światło, bardzo się obruszyła i zamykając drzwi powiedziała: „A pani myśli, że my nie mamy co robić? Po pani było jeszcze 5 cesarek”. Zamknęła drzwi i zaczęłam płakać z tej całej bezsilności, a koleżanka obok mnie również. Po chwili zaczęłyśmy rozmawiać i nawet się śmiać, że życie jest bardzo niesprawiedliwe. Ona płakała z powodu zabrania dziecka a ja dlatego, że mi je zostawiono. Ot cała logika. Okazało się, że koleżanka z sali jest tu 11 dzień i ma wysokie ciśnienie przez co nie może karmić piersią, więc zabrali jej dziecko po podaniu leków, żeby odpoczywała. Ja za to męczyłam się podczas przewracania z boku na bok i marzyłam o tym, żeby się choć trochę wyspać – przecież ja kocham spać, a jak się nie wyśpię to jestem wściekła brrrr…

Leżąc tak w ciemności i myśląc o całej sytuacji, o tym całym dniu przykrości, jaki mnie spotkał, przypałętały się jakieś złe myśli:

– Jestem beznadziejna, bo nie potrafiłam urodzić siłami natury.

– Jestem beznadziejna, bo znieczulenie nie zadziałało jak trzeba i musieli mnie usypiać.

– Jestem beznadziejna, bo nie widziałam mojego dziecka podczas porodu, nawet go nie dotknęłam.

– Jestem beznadziejna, bo mój mąż nie mógł przeze mnie przeciąć pępowiny, a na pewno bardzo chciał.

– Jestem beznadziejna, bo nie mam tyle mleka, żeby nakarmić dziecko.

– Jestem beznadziejna, bo chciałam oddać dziecko na noc a sama się wyspać.

– Jestem beznadziejna, bo mam niski próg bólu i powinnam śmigać jak sarenka a nie użalać się nad sobą.

– Jestem beznadziejna, bo przeze mnie nikt z rodziny nie mógł zobaczyć dziecka.

– Jestem beznadziejna, bo nie byłam w tej cholernej szkole rodzenia i NA PEWNO przez to wszystko poszło nie tak.

– Jestem beznadziejna, bo nie wiem jak nazwać córkę, a wszyscy dookoła mi mówili, że jak ją zobaczę, to będę wiedzieć, a nie wiem…

– Jestem beznadziejna, bo nie potrafię uspokoić własnego dziecka.

– Jestem beznadziejna, bo ja chyba nic nie czuję do tego dziecka.

– Ciekawe czy to w ogóle moje dziecko? Ma niebieskie oczy, a po mnie było jeszcze 5 cesarek. A jak się pomylili i ona nie jest moja? Może dlatego ciągle płacze, bo chce do mamy – a ja nią nie jestem?

Zakazy i Nakazy! Baby Blues czy Depresja?

Dnia 15.03.2013r. wychodzimy ze szpitala. Przez ten czas nie odwiedził nas żaden doradca laktacyjny pomimo, że już na tak wczesnym etapie córka była karmiona mieszanie (kp, kpi oraz mm). Nikt nie zainteresował się dlaczego nie karmię samą piersią. Czy był to problem braku laktacji czy może dziecko miało zbyt krótkie wędzidełko? Nikt tego nie sprawdził, nikt nie spytał, a ja czułam się z tym bardzo źle. Podczas wyjścia nie jestem w stanie się wyprostować, brzuch boli nadal bardzo mocno i nadal biorę leki przeciwbólowe.

Jesteśmy w domu, pies obwąchał córkę i od razu zaakceptował nowego członka rodziny.

Mieszkamy z moimi rodzicami. Moja mama dzielnie pomaga mi jak tylko może – przygotowuje posiłki, jest przy kąpieli. Mąż nie bardzo się interesuje, czasem ponosi, czasem nakarmi, przynosi wodę do kąpieli i to by było na tyle z jego pomocy.

Przez pierwszy tydzień musiałam brać jeszcze środki przeciwbólowe, bo nie dawałam rady z bólu. Przychodzą pierwsi goście, są zauroczeni maleństwem, ale ja kompletnie nie czuję nic oprócz bólu i stałego zmęczenia. Przede wszystkim nie czułam żadnego przypływu miłości, o którym tak często czytałam. Po prostu NIC, córka była mi obojętna.

Czułam się tak: obudziłam się ze snu, strasznie mnie bolało do tego stopnia, że nie wiedziałam co ze sobą zrobić, a na dodatek potem dali mi „jakieś” dziecko do opieki w tym wszystkim. Początkowo nie zastanawiałam się nad tym jakoś specjalnie. Po prostu wykonywałam automatycznie swoje obowiązki przy dziecku tj. nakarmić, przewinąć i nosić na rękach– tyle.

Byłam wszystkich bardzo zmęczona, nie myślałam racjonalnie. Córka od początku bardzo płakała, wyła dosłownie w niebogłosy i nikt nie był w stanie nic zrobić, co kompletnie mnie nie cieszyło. Córka nie spała w ogóle, czuwała tylko. Założyłam notatnik, w którym zapisywałam każde karmienie, ile zjadła, kiedy się wypróżniła, temperaturę, sen kiedy i jak długo trwał itd. Ten notatnik miał pomóc w znalezieniu przyczyny. Niestety nie udało się tego ustalić.

Minęły tak 3 tygodnie. Mleko się przelało i poważnym głosem mówię rodzicom, że jest coś nie tak… że ja Jej nie kocham! Tata zabrał mnie do psychiatry, który stwierdził, że to zwykły Baby Blues i potrzebuję odpoczynku. Z perspektywy czasu wiem, że niestety była to zła diagnoza, a depresja tylko z czasem się pogłębiała…

Wspominając ten czas pamiętam tylko same zakazy i nakazy.

Musisz karmić piersią i pobudzać laktację, gdy dziecko odpoczywa.

Musisz ją nosić.

Musisz się w końcu ogarnąć, bez przesady jak długo można w szlafroku chodzić.

Musisz iść z nią na spacer.

Nie możesz być słaba.

Nie możesz jej odkładać do łóżeczka.

Nie możesz jeść tego i tamtego.

MUSISZ i NIE MOŻESZ – tyle tylko pamiętam z pierwszych dni macierzyństwa. Czy to tak miało być?

 

 

POLECAMY TAKŻE:

W walce z niepłodnością wtórną: Jestem szczęściarą…

 


Redaktorka i korektorka językowa. Pisze od kiedy pamięta, a w międzyczasie zajmuje się tropieniem zagubionych przecinków i poprawianiem błędów ortograficznych

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *