Pamiętnik Młodej 1

W walce z niepłodnością wtórną: Jestem szczęściarą…

Pamiętnik Młodej cz.1

Opowiem Wam o swojej niepłodności, o walce, którą toczymy nieustannie od kilku lat i nadziei, jaka wciąż tli się w naszych sercach. Mimo że mam już jedno 8-letnie dziecko, o niczym bardziej nie marzę, niż żeby ponownie zostać mamą. Niestety niepłodność wtórna także boli, a każda strata ciąży to dla nas osobista tragedia. 

O ciąży, która pojawiła się w najmniej spodziewanym momencie…

Jestem jedynaczką i zawsze marzyłam o wielkiej rodzinie (5 dzieci jak u Cioci). Byłam energiczną i spontaniczną osobą. Wszędzie było mnie pełno, nie byłam nigdy na 100 % pewna (nadal nie jestem), co chciałabym robić w życiu. Jednak jakaś szkołę trzeba było skończyć, więc studiowałam sobie prawie 4 lata licencjat (zmieniłam w trakcie kierunek i uczelnię) i tak się złożyło, że krótko po tym zaszłam w pierwszą ciążę z moim partnerem, z którym tworzyliśmy parę od 6 lat.

Byłam załamana tym faktem, bo mieliśmy wspólne plany co do podjęcia pracy, życia – oboje byliśmy studentami i nie zdążyliśmy zamieszkać razem. W każdym razie 04.07.2012 r. zrobiłam test ciążowy i poleciałam na beta hcg tego samego dnia (wynik coś koło 120). Od tego dnia wszystko toczyło się bardzo szybko. Tego dnia dowiedzieli się wszyscy o ciąży, a moja mama i babcia zrobiły pierwsze zakupy dla dziecka.

Po 2 dniach była ustalona data ślubu, przygotowania itd. A ja nawet nie byłam jeszcze u ginekologa…

Ciąża zagrożona

Od samego początku czułam się źle, stawiał się brzuch, miałam dziwne skurcze, mdłości nie odpuszczały. Na pierwszej wizycie u ginekologa było wszystko prawidłowo i zgodnie – wiek ciążowy pokrywał z OM i biło serduszko. Po 2 tygodniach na wizycie okazało się, że mam odklejoną kosmówkę w trzech miejscach, a dodatkowo się rozchorowałam. Dostałam luteinę, Nospę i nakaz leżenia.

Myślę sobie: świetnie, a za miesiąc ślub – jak to się odbędzie jak mam leżeć? Wtedy nie zdawałam sobie sprawy, że mogłam poronić, że jest zagrożenie, że mogę stracić dziecko. Myślałam o całkiem innych rzeczach, jakie nas czekają, co jeszcze jest do załatwienia, i że trzeba przejść na L4 na stałe. Lekarz zapewniał, że wszystko będzie dobrze, tylko mam się oszczędzać i tego się trzymałam. Wierzyłam mu, że tak będzie.

Po kolejnych 2 tygodniach na USG wszystko dobrze, 12 tydzień ciąży, dziecko ma wszystko na swoim miejscu, płeć nieznana, kosmówka się dokleiła. Jednak dziwne stawianie się brzucha nie odpuszczały, więc nadal zalecono brać Nospę doraźnie i 1 raz dziennie luteinę.

14 tydzień ciąży: ślub – wszystko się udało, nic się nie działo oprócz normalnego zmęczenia i stresu z tym związanego.

18 tydzień ciąży: miałam sen, że byłam na USG i okazało się, że będzie córka. Rano się obudziłam ze skurczami. Spakowałam torbę i pojechaliśmy na izbę przyjęć. Wtedy pierwszy raz bałam się. Na USG mój sen się potwierdził – będzie córka. Pamiętam jak położne wkurzały się na mnie, że mam za mały brzuch i nie mogą zrobić KTG – jakby to była moja wina! Diagnoza była dla mnie trudna, bo skracała się szyjka macicy, twardniał nadal brzuch i dostałam dwie opcje do wyboru. Zostaje na patologii do końca ciąży albo dostaje leki, nakaz leżenia do końca ciąży i wracam do domu. Wybrałam drugą możliwość.

Łatwo nie było, bo nadal studiowałam magisterkę i jeździłam w weekendy na zjazdy, ale ciągle myślałam, że nic złego nam już nie grozi, bo przecież biorę leki… Pomimo to, torba od 18 tygodnia ciąży leżała spakowana na stałe w rogu pokoju i czekała na godzinę ZERO.

Kolejne wizyty przebiegały prawidłowo aż do 32. tygodnia ciąży, kiedy zauważyłam, że dziecko nie przyrasta tyle, ile powinno. Konsultowałam to z czterema lekarzami i wykonywałam dodatkowe badania USG. Każdy lekarz zapewniał, że jest to spowodowane niskim wzrostem moim i męża. Dziecko nie ma po kim być duże. Nikt wtedy nie podejrzewał, że może być coś nie tak, a my zaufaliśmy lekarzom…

W 38. tygodniu ciąży byłam znowu w szpitalu, bo myślałam, że “to już”, ale po KTG nic się nie wydarzyło i odesłano nas do domu.

11.03.2013 r. – 39 tydzień ciąży, godz. 11 byłam u swojego ginekologa prowadzącego i mówiłam o swoich obawach, że dzisiaj czuje się inaczej, że coś się dzieje. Zbadał mnie i zrobił KTG, nic się według niego nie działo. Szyjka zamknięta i skurczy brak. O godz. 13 w domu miałam pierwsze skurcze co 20 min., następnie co 10 min., aż w końcu o godz. 18 były już co 4-5 minut. Zapadła decyzja, że jedziemy do szpitala.

Dnia 12.03.2013 r. o godz. 9.20 przyszła na świat nasza córeczka Marcelinka.

Dzisiaj to wiem i dopiero dzisiaj to doceniam… Po prostu jestem szczęściarą, bo mam chociaż jedną córkę “ziemską”.

Kolejnych dzieci ziemskich nie było nam dane mieć. Ale jestem tzw. Aniołkową Mamą i to 4 córek.

A miał to być najpiękniejszy dzień w życiu…

Całą drogę (25 km) w samochodzie skurcze co 4-5 minut – więc jako nieświadoma pierworódka myślę sobie “kurde, nie jest tak tragicznie i chyba szybko pójdzie”. 11.03.2013r., wjechaliśmy na izbę przyjęć Gdańsk Zaspa koło 18.30 pełna nadziei, że wybrałam najlepszy szpital w trójmieście i będę na pewno w dobrych rękach.

No i zaczęło się…

– Co się stało?

– Rodzę.

– Czemu do nas przyjechała? Bliżej do Gdyni ma!

– Mam tyle samo kilometrów, co do Gdyni i tutaj byłam już kilka razy na IP, macie moją kartotekę.

– Bez sensu, jedzie się tam gdzie się ma najbliżej, a u nas nie ma miejsca, żeby każdego przyjmować! Co się tak wygina? Skurcze ma? Co ile?

– Co 4-5 minut.

– To gdzie rodzi? Do domu niech jedzie i przejedzie później…

– No najlepiej, żebym przyjechała już z noworodkiem, co!?

– Dobra zrobimy wywiad i położy się pod KTG.

Po wywiadzie, położyłam się pod KTG. Wykonali je z łaską, ale co jest? Położna mówi, że nie piszą się żadne skurcze, ale idziemy rodzić. Ja pytam jak to, przecież chcieliście do domu mnie wysłać?! No jednak trzeba, bo się zapisał spadek tętna dziecka i urodzi pani koło godz. 8-9.

Myślę sobie “ale super trafiłam, położna wie, ile mój poród będzie trwał – to pewnie doświadczona mocno, będę w dobrych rękach”

Nic bardziej mylnego…

 

  • Strony:
  • 1
  • 2
  • 3

Redaktorka i korektorka językowa. Pisze od kiedy pamięta, a w międzyczasie zajmuje się tropieniem zagubionych przecinków i poprawianiem błędów ortograficznych

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *