Wychowywanie bez kar i nagród – czy to ma sens?

Bez słowa uznania? Bez lodów w nagrodę? Bez nowego roweru za dobre świadectwo? Bez zakazu bajek za awanturę w markecie? Bez wstrzymania kieszonkowego za uderzenie brata? Czy da się tak wychować dzieci? Alfie Kohn, autor książki „Wychowywanie bez kar i nagród. Rodzicielstwo bezwarunkowe” uważa, że nie tylko jest to możliwe, ale też jest to jedyny właściwy model rodzicielstwa, bo oparty na szacunku do najmłodszych.

Alfie Kohn namawia rodziców do odejścia od zwykle stosowanych strategii wychowawczych, mając przy tym pełną świadomość, że jest to podejście wywrotowe i być może w pierwszym odruchu wzbudzające sprzeciw u rodziców.

Cała jego filozofia rodzicielstwa opiera się na szacunku do małego człowieka, którym jest dziecko.

Miłość bezwarunkowa i warunkowa

Miłość rodzicielska to najważniejsze, w co można wyposażyć dziecko. Jednak istotne też, jak się kocha – za to, co dziecko robi, czy za to, że dziecko jest. Ta pierwsza nazywana jest przez psychologów miłością warunkową i oznacza, że dziecko musi sobie na nią zasłużyć. Maluch musi zachowywać się tak, jak oczekuje sobie tego rodzic. Drugi rodzaj, miłość bezwarunkowa, zakłada, że dziecku należy się miłość za sam fakt istnienia, bez znaczenia czy „jest grzeczne”, czy spełnia oczekiwania rodziców, czy odpowiednio się sprawuje. Co więcej, tym bardziej potrzebuje tej miłości, gdy jest nieposłuszne, „niegrzeczne”. Opierające się na tym dwie metody wychowawcze – wychowywanie warunkowe i wychowanie bezwarunkowe – zostają sobie przeciwstawione i omówione przez autora.

Alfie Kohn podaje przykład ze swojego życia, gdy jego starsza córka urządziła awanturę, budząc młodszego braciszka i celowo krzyczała coraz głośniej, mimo upomnień. Według wychowania warunkowego, rodzic powinien odmówić dziecku cowieczornego miłego rytuału czytania bajek przed snem. Inaczej mogłoby to być potraktowane przez dziecko jako pochwała i nagroda za niedopuszczalne zachowanie. Rodzic miałby w ten sposób nauczyć dziecka ponoszenia konsekwencji za swoje czyny.

„Wychowanie bezwarunkowe bazuje na poglądzie, że rodzina powinna być spokojną przystanią i bezpiecznym schronieniem przed takimi transakcjami [przyp.red. relacją wymienną, gdzie miłość otrzymuje się w zamian za coś]. W szczególności pod żadnym pozorem nie powinno się płacić za miłość rodziców. Ta miłość jest tylko i wyłącznie darem. Jest czymś, do czego wszystkie dzieci mają prawo.”

Miłość i wychowanie bezwarunkowe zakłada, że rodzic kocha bez względu na zachowanie dziecka. W opisanej sytuacji rodzic, jak zawsze, poczyta dziecku na dobranoc, a gdy maluch się uspokoi i emocje opadną, zastanowi się wspólnie z dzieckiem, dlaczego tak się zachowało.

„Podstawowe założenia wychowania bezwarunkowego wymagają, aby postrzegać dziecko jako całość – nie zaś jako sumę zachowań – a myśląc o jego skłonnościach, nie zakładać najgorszego. Trzeba zatem zakwestionować wartość konwencjonalnych metod dyscyplinujących, które przeczą powyższym założeniom”.

Przykład wychowania warunkowego wg Alfiego Kohna: dziecko nabroiło, a rodzic zmusza je by przeprosiło. „No powiedz przepraszam, przeproś kolegę, szybko”. Dziecko ewidentnie nie czuje skruchy, nie wie, co i dlaczego zrobiło źle, ale rodzic naciska na słowo „przepraszam”. Autor wiąże takie zachowanie z postępowaniem behawiorystów i skupianiem się tylko na tym, jak dziecko się zachowa.

Przeczytaj także: Dziecko to mały człowiek, czyli 15 reguł wychowywania według Janusza Korczaka

Gdy dziecko nie boi się kary, chętniej opowie rodzicowi o swoich porażkach i błędach

Dlaczego nagradzanie dzieci nie zdaje egzaminu?

O ile większość rodziców jest w stanie zrozumieć, że nagradzanie dziecka za dobre oceny, właściwe zachowanie lub dobre uczynki, nie jest najlepszym pomysłem, o tyle niechwalenie dziecka wydaje się już niemalże czymś okrutnym.

Ale jak to? Żadnego „świetnie sobie z tym poradziłeś”, „piękny rysunek”, „wspaniale tańczyłaś podczas występu” ? Dlaczego te miłe słowa, które z pewnością ucieszą każde dziecko, nie przynoszą wcale tyle pożytku, ile myślimy?

Autor książki podkreśla, że najszkodliwszą formą pochwały jest ta, która ma zmotywować dziecko do jeszcze większego wysiłku i osiągania lepszych wyników. Dziecko może poczuć wtedy, że zasłuży na pochwałę rodziców tylko wtedy, gdy jego zachowanie bądź działanie przyniesie świetne efekty. A co w sytuacji, gdy odniesie porażkę? Przegra wyścig lub upadnie podczas występu tanecznego?

Chwalenie dziecka może też, według uczonego, przyczynić się do zniżonej samooceny. Dziecko w przyszłości może czuć się wartościowe tylko w obliczu cudzego docenienia i dobrych słów. Czego konsekwencją może być często spotykany u dorosłych problem przykładania zbyt dużej wagi do opinii innych osób i uzależniania od niej swoich poczynań, wyborów oraz dobrego samopoczucia.

Kohn zapewnia, że nie chodzi o to, aby nie być dumnym z osiągnięć dziecka. Wręcz przeciwnie – rodzice, którzy wychowują dziecko w duchu miłości bezwarunkowej, są tak samo dumni, gdy dziecko nie odnosi sukcesów.

Jak doceniać, ale nie nagradzać?

Alfie Kohn podaje szereg przykładów, jak można chwalić dziecko i docenić jego sukces bez robienia tego w konwencjonalny, bezpośredni sposób.

  • Zwracanie uwagi na to, co dziecko robi i zainteresowanie jego aktywnością – samo w sobie stanowi już zachętę do dalszego działania.
  • Opisanie tego, co się widzi, np. zamiast powiedzieć „brawo, piękny strzał”, lepiej stwierdzić „wrzuciłaś piłkę do kosza”. Autor namawia, żeby poinformować dziecko, co widzimy i to jemu pozostawić ocenę sytuacji.
  • Wskazywanie pozytywnych konsekwencji zachowania dziecka w stosunku do innych osób – chodzi tu nie tylko o podkreślenie, że dziecko zachowało się dobrze, troskliwe czy pomocnie, ale bardziej o korzyści z tego zachowania, jakie będzie odczuwać osoba, której ono dotyczyło, np. zamiast powiedzieć „Jak pięknie nakryłeś stół!”, lepiej stwierdzić „Nakryłeś stół. Bardzo ułatwi mi to przygotowanie kolacji”. Zamiast „Jesteś taką dobrą siostrą”, lepiej stwierdzić „Bardzo mi pomagasz, gdy zajmujesz się swoim młodszym bratem. Dzięki temu mogę przygotować Wam przekąskę”.
  • Zadawanie pytań – autor zwraca uwagę, że zainteresowanie pracą/występem/zachowaniem dziecka poprzez zadawanie mu pytań jest zdecydowaniem większym docenieniem dziecka niż krótki zwrot „piękny rysunek/świetny mecz/doskonały występ”. Pytając „Jak sobie poradziłeś z narysowaniem konia?/Skąd wiedziałeś, na kogo grać w tej akcji?/Jak udało ci się nauczyć tak długich kwestii na pamięć?”, okazuje się żywe zainteresowanie i chęć poznania szczegółów dziecięcego sukcesu, a jednocześnie – choć nie bezpośrednio – chwali się je.

Przeczytaj także: Brudne, mokre i nieuważne – tu się tak wychowuje szczęśliwe dzieci. Co na to polska matka?

6 powodów, dla których kara to zły pomysł

Alfie Kohn uważa, że konwencjonalne kary, jakie zwykle stosują rodzice, a nawet do jakich zachęcają niektórzy pedagodzy, nie przynoszą spodziewanych rezultatów. Pozornie może się tak wydawać, bo po otrzymaniu kary, dziecko przez chwilę zdaje się być uspokojone i pokorne, jednak w rzeczywistości absolutnie nie przynoszą takich korzyści, jakich spodziewają się opiekunowie.

Autor przekonuje, że kary dla dzieci mają szereg negatywnych skutków:

  • Niszczą relacje dziecko-rodzic – dla małych dzieci zachowanie rodziców, którzy zamieniają się w stanowczych i zdenerwowanych egzekutorów kary, wydaje się zupełnie niepojęte. Nie rozumieją, jak mama może tulić w ramionach i całować, a jednocześnie skazywać dziecko na cierpienie. Dla 2-latka kara tak bowiem właśnie jest odbierana. Tracą zaufanie do rodzica i nie chcą przyznać się do niewłaściwego, w oczach rodziców, zachowania.
  • Kara szybko traci swoją skuteczność – karząc dziecko, rodzic korzysta ze swojej siły. Jednak z każdym rokiem staje się ona mniejsza. Wkrótce na dziecku kolejne kary nie będą robiły większego wrażenia. Nie z powodu nieustępliwego charakteru potomka, ale dlatego że karanie od początku nie było dobrym pomysłem. Rodzic, który nie tłumaczy, nie kocha bezwarunkowo, nie omawia z dzieckiem sytuacji problematycznych, w końcu zostanie bez argumentów.
  • Kara pokazuje, jak wykorzystać swoją siłę – gdy przełożony nie przyzna dorosłemu premii, ten nie idzie postawić szefa do kąta lub zbić go pasem, ale zwykle konfrontuje się z problemem w formie rozmowy. Jaki jest powód nieprzyznania premii? Co mogę zrobić, aby w kolejnym kwartale ja otrzymać? Itp. Jasne, pracownik może być rozzłoszczony, rozczarowany i nie zgadzać się ze stanowiskiem przełożonego, ale zwykle sprawy rozwiązywane są pokojowo. Dlaczego więc ten sam dorosły, najdroższej osobie w swoim życiu – dziecku – pokazuje, że on rządzi, bo jest silniejszy? I może ukarać, nakrzyczeć, odebrać przywileje, skarcić? Dlaczego by nie spróbować tej samej taktyki, co z szefem – rozmowy? Alfie Kohn w swojej książce przekonuje, że kary nie tylko wywołują złość u dziecka, ale też uczą jak uzewnętrznić swoją wrogość i złość – poprzez siłę i dominację.
  • Kara sprawia, że dziecko jest rozwścieczone – każda forma kontroli wywołuje złość w osobie, która jej doświadcza, czy jest to dziecko, czy dorosły.
  • Kary to silna motywacja do kłamstwa – Alfie Kohn rozprawia się z mitem kary w postaci odosobnienia czasowego (time-out). Według niego nie ma szans, aby wściekłe dziecko, które np. uderzyło siostrę, przemyślało sobie swój postępek w samotności i samodzielnie doszło do wniosku, że używanie siły jest złe i więcej tak nie zrobi. Prędzej będzie czuło ogromną złość na rodziców – bo ukarali i na rodzeństwo – bo było przyczyną kary. W takiej sytuacji maluch uczy się raczej, jak być bardziej przebiegłym, aby na przyszłość jego przestępstwa się nie wydały.
  • Kary czynią z dzieci egocentryków – rodzice lubią podkreślać, że dzieci muszą ponosić konsekwencję swoich czynów. Słowa „kara” zyskało nowy eufemizm – „konsekwencja”. Jednak autor zauważa, że kary uczą dzieci skupiania się wyłącznie na sobie: Co się ZE MNĄ stanie w wyniku danego zachowania? Badacze podkreślają, że kara zakłóca rozwój moralny dzieci, bo sprawia, że skupiają się tylko na swoim zachowaniu. Dziecko uczy się, jak kalkulować ryzyko, jak nie dać się przyłapać na „przestępstwie”, jak nie ponieść „konsekwencji”. Nie bierze pod uwagę, jak ktoś inny poczuje się w wyniku jego działania, np. rodzeństwo, które uderzy.

Alfie Kohn jest głęboko przekonany, że kary zwyczajnie nie przynoszą takich rezultatów, jakich życzyliby sobie rodzice. Dziecko nie przestanie postępować niewłaściwie, a jedynie nauczy się, że najbliższe mu osoby w pewnych sytuacjach będą sprawiać mu ból. Jednocześnie przekonuje rodziców:

„Dzieci rosną i z czasem potrafią już powiedzieć, dlaczego są nieszczęśliwe albo dlaczego się złoszczą. Pytanie tylko, czy czują się przy nas wystarczająco bezpieczne, żeby to robić? To my musimy dać im poczucie bezpieczeństwa, słuchać ich bez osądzania, zapewnić, że nie popadną w kłopoty, jeśli przyznają się, że coś zrobiły, i nie będą potępiane za to, co czują.”

Na koniec rada przewodnia od autora: drodzy rodzice, zastanówcie się, jakimi chcielibyście widzieć wasze dzieci w przyszłości? Mało który rodzic odpowie, że chciałby, aby jego dziecko było uległe, o niskiej samoocenie, ustępujące w każdej sytuacji społecznej itp. Rodzice marzą raczej, aby ich potomek miał dobre życie, wierzył w siebie i siebie cenił, miał otwarty umysł, zwracał uwagę na innych, potrafił wchodzić w zdrowe relacje i związki. Aby tak mogło być, należy pracować na to już w dzieciństwie. To wtedy tworzą się podwaliny nowego człowieka i od tych dwojga najważniejszych osób – rodziców – w dużej mierze zależy, jakim dorosłym stanie się dziecko. Wielka to odpowiedzialność, ale i wielki zaszczyt.

 

Źródła cytatów: „Wychowywanie bez kar i nagród. Rodzicielstwo bezwarunkowe” Alfie Kohn

POLECAMY TAKŻE:

Zazdrość między rodzeństwem – jak sobie z tym radzić?

 

Agnieszka Woźniak

Redaktorka i korektorka językowa. Pisze od kiedy pamięta, a w międzyczasie zajmuje się tropieniem zagubionych przecinków i poprawianiem błędów ortograficznych

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *