Pierwsza Polka urodzona metodą in vitro: chcę spłacić dług [WYWIAD]

Agnieszka Ziółkowska, pierwsza Polka urodzona metodą in vitro, ma dziś 29 lat i pewnie nie przyszłaby na świat, gdyby nie to, że jej rodzice mieszkali we Włoszech – w kraju, w którym refundacja zabiegów in vitro już wtedy nie była problemem. W wywiadzie, jakiego niedawno udzieliła w Pudelek.tv, szczerze opowiada o tym, co czuje mieszkając w Polsce, w której dla sporej części społeczeństwa jest  jedynie „produktem”, „genetycznym eksperymentem”, „Franknsteinem”.

Choć Agnieszka to silna psychicznie młoda kobieta, która ma kochającą się rodzinę, przyjaciół i tysiące przychylnych i życzliwych jej osób, mówi, że takie słowa pod adresem ludzi, którzy przyszli na świat metodą in vitro – nie tylko są niesprawiedliwe i wynikają z niewiedzy, ale przede wszystkim  są bolesne i raniące.

Ziółkowska zaangażowała się w pomoc parom mającym problem niepłodności – chciałaby, by mogli skorzystać z in vitro bezpłatnie także w Polsce. – Rozmawiam z ludźmi, którzy borykają się z problemem niepłodności, a jeśli pochodzą z mniejszych miejscowości, to nie mówią o tym w rodzinie. Doświadczenie niepłodności i starania się o dziecko jest strasznie trudne. Nie ma takiej siły, która by sprawiła, że rodzina pragnąca mieć dziecko tego nie zrobi – mówi kobieta.

Podkreśla, że choć przez całe lata chodziła do katolickich szkół, dziś jest niewierząca, ale wartości chrześcijańskie są jej bliskie.

Źródło: Pudelek.tv

 

Agata Daniluk

Dziennikarka, life coach, redaktor naczelna Plodnosc.pl. Pisząc o psychologii i zdrowym stylu życia, pamięta, że szczęściu trzeba trochę pomóc.
Komentarze: 2

Zuzia – sama prawda!! Mam takie samo zdanie na ten temat.

Ja chcę żyć w społeczeństwie ludzi z in vitro. Dlaczego? Dzieci z in vitro są potomkami ludzi, którzy ich pragną, wyczekują a do tego ludźmi pracującymi,ambitnymi, świadomymi, konsekwentnymi, dążącymi do wyznaczonych celów. To ludzie zatrudnieni na etatach, uczciwie płacący podatki. To ludzie którzy nie wyciągają reki po „łatwe” pieniądze jak rodzina 500+ a którym z kolei rozmnażanie przychodzi z łatwością. Dzieci z in vitro, wyczekiwane w dorosłym życiu funkcjonują jak ich rodzice: pracują, odprowadzają podatki itd a dzieci z rodzin 500+ niejednokrotnie przychodzące na świat bo za każdym z nich idzie pieniądz i chwilowa satysfakcja seksualna ojców. W większości są to dzieci chore, upośledzone z wieloma dysfunkcjami oraz naznaczone chorobą alkoholową swoich rodziców. Niejednokrotnie odbierane rodzicom do placówek opiekuńczo-wychowawczych łącznie z gromadką swojego rodzeństwa i to my uczciwi ludzie płacący podatki, żyjący w stresie, walczący o swoją pozycję na rynku pracy musimy z niemocą poddawać się w ostateczności takim zabiegom jak in vitro. Chcę żyć w kraju ludzi in vitro ( mądrych) a nie w kraju ludzi 500+ gdzie na jedno wyczekiwane dziecko z in vitro przypada wieloosobowa niejednokrotnie, upośledzona rodzina 500+.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *