Leczenie niepłodności

„Dlaczego się nie udaje?” O psychologicznych i embriologicznych aspektach leczenia niepłodności

Rozmowa z dr. Marcinem Kucią, mgr Anetą Filipiak i psycholog Eweliną Gawlik-Liberą

Nieudane, przedłużające się leczenie niepłodności rodzi smutek i poczucie zawodu, ale też lęk i obawę przed kolejnymi krokami w staraniach o dziecko. Dla wielu par jest to początek emocjonalnych problemów, a nawet depresji. Dlaczego leczenie tak często się nie udaje? Czy winna jest niewystarczająca diagnostyka, czynniki zewnętrzne, a może problem tkwi w naszych głowach? Aby znaleźć odpowiedzi na te pytania, w naszym studiu gościliśmy aż troje specjalistów z Kliniki Medistica Ginekologia + Płodność: psycholog Ewelinę Gawlik-Liberę oraz embriologów mgr Anetę Filipiak oraz dr-a Marcina Kucię.

Kiedy można powiedzieć, że leczenie niepłodności się nie udaje?

Pary podchodzące do in vitro zwykle mają już ze sobą spory bagaż różnego rodzaju doświadczeń związanych z leczeniem niepłodności. Niepowodzenia stają się ich codziennością. Zapłodnienie pozaustrojowe często traktują jako ostatnią deskę ratunku – coś, co musi się udać.

Odpowiedź na pytanie, co to znaczy, że leczenie niepłodności się nie udaje, jest dość skomplikowana. W psychologii mówimy, że całe leczenie niepłodności, cały proces zachodzenia w ciążę przy takich problemach jest emocjonalnym rollercoasterem. Momentów, kiedy się nie udaje, jest bardzo dużo. Jest czas na oczekiwanie, na nadzieję, na szansę, że wszystko będzie dobrze – to pewien etap w leczeniu. A potem przychodzi etap, kiedy te oczekiwania są weryfikowane negatywnie. Wtedy para konfrontuje się z tym, że się nie udało. Takich mikro momentów w skali globalnego leczenia jest bardzo dużo – mówi psycholog Ewelina Gawlik- Libera.

Dlaczego dobrze rokujący zarodek nie zawsze się zagnieżdża?

Z punktu widzenia embriologa zarodek, który rozwija się prawidłowo i w 5. dobie od zapłodnienia osiąga stadium blastocysty, daje bardzo duże szanse na ciążę. Niestety, czym lepiej rokujący zarodek, tym większe rozczarowanie starającej się pary, gdy jednak się nie udaje.

Wpływ na powodzenie ma nie tylko dobrze rokujący zarodek, ale też odpowiednie przygotowanie endometrium. To przede wszystkim, ale jeszcze jest kwestia np. występowania przeciwciał u pacjentki, podwyższonego progesteronu i wielu innych czynników – tłumaczy mgr Aneta Filipiak.   

Jakie są szanse na implantację adoptowanego zarodka?

In vitro z adoptowanym zarodkiem to dla wielu par jedyna szansa na upragnione potomstwo. Takie zarodki pochodzą od par po udanym zapłodnieniu pozaustrojowym.

Jeśli zarodek został zamrożony, to jest to zarodek rokujący. Każdy taki zarodek może być podany i z każdego może być ciąża. Prawdopodobieństwo zajścia w ciążę w przypadku adoptowanego zarodka jest podobna jak przy standardowej procedurze. Oczywiście w grę wchodzi też wiele innych czynników, ale jak najbardziej są to zarodki dobrze rokujące – przekonuje dr Marcin Kucia.

W wielu przypadkach jest to po prostu najlepsze rozwiązanie. To takie pójście obojga partnerów na kompromis – dodaje mgr Aneta Filipiak.

 

 

POLECAMY TAKŻE: Autoterapia w niepłodności – psycholog o technikach samopomocy

Autoterapia w niepłodności – psycholog o technikach samopomocy

 


Dziennikarka i redaktorka. Z wykształcenia filolożka, z pasji - miłośniczka polskich jezior i amatorka Nordic Walking. W rzadkich chwilach między pracą a rodziną pochłania literaturę XIX-wieczną i norweskie kryminały.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *