Gdy umiera ostatnia nadzieja… TLC – szczególny rodzaj wsparcia dla par starających się o dziecko

Co to jest TLC i jakie ma znaczenie w terapii par po niepowodzeniu in vitro? – tłumaczy psycholog Aurelia Kurczyńska.

TLC, czyli skrót od Tender Loving Care, w języku polskim oznacza „czułą opiekę”. I tej potrzebujemy wszyscy – w różnych momentach życia, także dorosłego.

TLC – nie tylko dzieci potrzebują czułej opieki

Każdy, kto choć raz doświadczył jakiejś straty, choroby czy chociażby nawet przemijającego jesiennego smutku, doskonale wie, czym jest taka „czuła opieka”, zwłaszcza ze strony kogoś, kto jest nam bardzo bliski. Takiej szczególnej opieki i specjalnej uwagi potrzebują noworodki i niemowlęta. Matki z czułością dotykają ich główek, całują, otaczają miłością i troską. Są obok, nierzadko dwadzieścia cztery godziny na dobę. Karmią własnym mlekiem, przewijają, noszą i tulą w ramionach w dzień i w nocy. Dają im siebie w całości.

Czułości potrzebują też dzieci, nastolatki. To naturalne, ludzkie i prawdziwe, niektórzy mówią wręcz o tym, iż bez dotyku dzieci umierają, okazuje się, jednak, że dorośli też…Takiej czułej opieki potrzebują, bowiem też starcy, ludzie zniedołężnieli, samotni, u schyłku życia, odchodzący z tego świata. Kto choć raz trzymał w swoich dłoniach mocno pomarszczoną dłoń drugiego człowieka, jest w stanie zrozumieć, jak duże znaczenie ma czułość.

Czułej opieki, potrzebujemy również i my – dorośli, zwłaszcza wtedy, kiedy przechodzimy jakiś trudny okres w życiu: kiedy chorujemy nie tylko fizycznie, lecz także wtedy, a może przede wszystkim, kiedy cierpi i choruje nasze serce.

TLC – wsparcie dla par po stracie dziecka

Strata nadziei na dziecko jest jednym z takich momentów, w którym bez wątpienia choruje nasze serce. Jest nam źle. Częstokroć nawet bardzo źle i przydałby się wówczas ktoś, kto pozwoliłby nam na położenie głowy na swoim ramieniu, przytulił, podał dłoń, a nawet i z nami zapłakał. Jak długo? – tyle, ile potrzeba.

Najczęściej jest właśnie tak, że u naszego boku stoi ktoś taki – mąż, żona, partner, partnerka, rodzic, brat, siostra, przyjaciel… I to wspaniale, że są. I byłoby cudownie, gdyby każdy z nas mógł mieć kogoś takiego obok siebie, kto pomoże nam w trudnej, kryzysowej dla nas chwili. Jednak nie zawsze tak jest, bo bywa i tak, że zostajemy z tym zupełnie sami. Czasem nawet pomimo tego, że są inni ludzie wokół nas.

Nawet jeśli ktoś dla nas ważny jest obok nas – to nie zawsze potrafi zrozumieć, wesprzeć, często nie umie, nie wie, jak, nierzadko idzie na skróty, poklepując po przyjacielsku po ramieniu, pocieszając lub dając dobre rady, które choć same w sobie nie są złe – to nam w tym momencie zdecydowanie nie pomagają. I warto mieć świadomość tego, że intencje naszych pocieszycieli z reguły są dobre, a ich nieporadne zachowanie wynika raczej z bezsilności i lęku wobec poczucia naszej straty. Często inni ludzie, nawet bliscy, unikają bolesnego tematu, nie chcą go nawet poruszyć, ponieważ boją się dotknąć bolesnej rany w sercu drugiego człowieka. Sami nie są bowiem pogodzeni ze stratą, nie mają na nią zgody.

Takie psychologiczne wsparcie po niepowodzeniu jest więc być bardzo ważne. Po pierwsze po to, aby zrozumieć samego siebie i dać sobie prawo do przeżycia straty, nawet takiej „niebyłej”, a po drugie, by nauczyć partnera/ partnerkę czy innych członków rodziny, jak nam tego wsparcia udzielić: kiedy, jak się zachować i co powiedzieć, a może nawet przemilczeć. Dać nam przestrzeń.

Odpowiednią osobą do udzielenia takiego wsparcia jest psycholog, psychoterapeuta. Czasem i nawet zdarzy się, że taki psycholog-człowiek, zapłacze razem z nami, może i przytuli, będzie ludzki, będzie człowiekiem.

TLC to coś zdecydowanie więcej niż zwykłe wsparcie, rozmowa. To coś daleko wykraczającego poza to, co dostajemy od przypadkowo spotkanych ludzi. To chęć bycia blisko i otworzenie się na cierpienie drugiego człowieka, bycie nie tylko przy nim, ale też i z nim. To takie współbrzmienie, poczucie bliskości.

Zdecydowanie jednak lepiej jest, jeśli takiego wsparcia, oprócz profesjonalnego specjalisty, udzielą nam ci, których kochamy, ponieważ to właśnie nasze rodziny, przyjaciele są z nami na co dzień, są  bliscy naszym sercom, a nierzadko również i ciału – bo wtedy, kiedy czujemy potrzebę, możemy się tak zwyczajnie po ludzku do nich przytulić.

Każdy człowiek, który otwiera się na drugiego człowieka, nawet jeśli robi to nieporadnie, może w jakiś sposób pomóc, ponieważ robi to z wnętrza siebie, z potrzeby serca. A jeśli pomoc, którą zaoferuje, będzie nieadekwatna do naszych potrzeb, to być może pobudzi to nas samych – być może nawet po raz pierwszy w życiu – do otwartego wyrażenia siebie i zakomunikowania wprost, czego dokładnie nam brakuje.

Rodzina jak psycholog, ale musi wiedzieć….

Taki ktoś wyjątkowo dla nas bliski da nam miłość, zaopiekuje się, czasem nawet jak takim małym dzieckiem, głaszcząc czule po głowie, czy całując w policzek lub czoło, jeśli taka osoba doświadczająca straty, zwłaszcza kobieta, która przeżyła tę stratę fizycznie we własnym ciele, tego właśnie potrzebuje.

Psychologiczne wsparcie można otrzymać tak naprawdę od każdego członka rodziny. Nierzadko jednak zdarza się, że rodzina wcale nie wie o tym, iż para doświadczyła straty i z różnych powodów nie chciała, bądź nadal nie chce się tym z członkami rodziny dzielić. Czasem są to radykalne poglądy religijne rodziców, teściów, rodzeństwa. Sam też temat wspomaganego rozrodu jest na tyle intymną kwestią, że nie mamy potrzeby dzielenia się tym z innymi, nierzadko wstydzimy się, krępujemy.

Niejednokrotnie zdarza się, że partner/partnerka nie są w stanie z nami rozmawiać, mają już dość ciągłego wałkowania tego samego tematu, nie radzą sobie z naszym emocjonalnym bagażem: ciągłym płaczem, smutkiem i żalem, chociaż sami tej straty doświadczyli, jednak ich sposób przeżywania jest zgoła odmienny.  Partnerzy wówczas oddalają się od siebie.

Jeśli zatem nie ma nikogo oprócz partnera, który także doświadcza straty i jest mu równie ciężko jak nam samym, to może dobrze byłoby skorzystać z pomocy specjalisty. I z taką osobą, terapeutą – człowiekiem, możemy doświadczyć razem bólu w sercu, usłyszeć, bądź nie – jakieś dobre słowo (w takich sytuacjach tak naprawdę nie ma  dobrych słów). Możemy zrozumieć, na czym polegają i jak przebiegają fazy przeżywania straty i jak sobie radzić na każdym z jej etapów, a potem jak sobie pomóc, jak myśleć, aby zwiększyć szanse na posiadanie własnego potomstwa. Możemy lepiej zrozumieć siebie, swoje uczucia i dać sobie prawo do „opłakania” tak trudnego doświadczenia, jakim jest strata nadziei na dziecko.

Każdy, kto doświadcza straty, również przy stosowaniu metod wspomaganego rozrodu, nawet przy odrobinie takiej „czułej opieki” może z tego wyjść, podźwignąć się, stanąć na nogi, aby móc zdecydować, co dalej. I byłoby wspaniale, gdyby każdy człowiek, który zetknie się z kimś doświadczającym straty, mógł być po prostu człowiekiem. Takim, który pomoże, będzie życzliwy, będzie sam sobą stanowił źródło takiej „czułej opieki” dla tych, którzy tego potrzebują.

Aurelia Kurczyńska, psycholog z Kliniki Leczenia Niepłodności INVICTA

 

POLECAMY TAKŻE: Jak zwiększyć skuteczność in vitro. Dlaczego czasem leczenie IVF kończy się niepowodzeniem

Jak zwiększyć skuteczność in vitro. Dlaczego czasem leczenie IVF kończy się niepowodzeniem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *