akcja społeczna JestemN97

„JestemN97” – ważny głos w ważnej sprawie

Niepłodność nie jest powodem do wstydu. Niepłodność nie może być źródłem poczucia winy i społecznej stygmatyzacji. Niepłodność to choroba, która dotyka co 6 z nas, która zmienia życie na zawsze, która niesie ze sobą mnóstwo bólu i cierpienia, idącego w parze z ciągle tlącą się nadzieją. Kilka dni temu ruszyła kapania społeczna #jestemN97. Na czym polega? Opowiada nam o niej inicjatorka Narine Szostak @the_missisboss oraz Sebastian Nowak, męska twarz kampanii. 

Jak podaje Światowa Organizacja Zdrowia, problem niepłodności dotyka miliony ludzi w wieku rozrodczym na całym świecie. Co bezpośrednio wpływa na życie ich, ich rodzin oraz całe społeczności. Szacunkowo na świecie z niepłodnością zmaga się od 48 do 186 milionów osób. Przenosząc te statystyki na Polskie realia, problem niepłodności może dotykać nawet 20% par. Te ogromne liczby pokazują, jak wielka jest skala problemu. Na szczęście w przestrzeni publicznej, w mediach społecznościowych coraz więcej i coraz głośniej poruszany jest ten ważny temat. Temat, który dotychczas nosił piętno tabu. Temat, który wciąż jeszcze dla wielu kobiet i mężczyzn jest zbyt wstydliwy, aby otwarcie się do tego przyznać. Niepłodność nie jest powodem do wstydu. Niepłodność nie może być źródłem poczucia winy i społecznej stygmatyzacji. Niepłodność to choroba, która dotyka co 6 z nas, która zmienia życie na zawsze, która niesie ze sobą mnóstwo bólu i cierpienia, idącego w parze z ciągle tlącą się nadzieją.

Akcja społeczna #JestemN97

Kilka dni temu ruszyła kapania społeczna #jestemN97 zainicjowana przez Narine Szostak @the_missisboss. Celem jest oswojenie tematu niepłodności, przerwanie tabu na jej temat. Kampania ma na celu wspieranie kobiet i mężczyzn, którzy doświadczają całego wachlarza emocji, wiążących się z walką o upragnione potomstwo. Kiedy ból i cierpienie miesza się z niegasnącą nadzieją, człowiek bardzo potrzebuje wsparcia, aby to przetrwać. To ogromne obciążenie dla psychiki, ale też dla całego organizmu, jakim jest rodzina. Ludzie latami nie dzielą się z najbliższymi swoimi problemami zdrowotnymi, w obawie przed oceną, krytyką czy bagatelizowaniem problemu. Kampania #jestemN97 jest szansą i nadzieją na uświadomienie społeczeństwa, przełamanie tabu zbudowanego wokół niepłodności, ale przede wszystkim na wsparcie osób chorych.

#JestemN97 – wyznanie przynoszące ulgę

„Lata walki o upragnione potomstwo zburzyło wiele fundamentów mojego życia. To lata przeżyte w poczuciu samotności, wstydu i braku zrozumienia.” @Aniołkowe MAMY

„(…) z niepłodnością nie da się wygrać. Ona odciska piętno w duszy i sercu na zawsze. (…).I właśnie dlatego trzeba mówić głośno o walce z niepłodnością. Dlatego trzeba uświadamiać innych, że to wcale nie jest takie proste, jak się niektórym wydaje. #weźniepytaj” – @Ciążooporna

„Wydawało mi się, że żaden mężczyzna nie zabiera w tej sprawie głosu. Nie powinno tak być. Niepłodność dotyka coraz większej liczby osób. Mężczyzn również. Ja cholernie potrzebowałem tego poczucia solidarności, usłyszenia głosu innego gościa, który też się z tym mierzy. Dlatego zdecydowałem się przemówić jako facet. Głośno, bez wstydu, po swojemu. Może jako jedyny.” –  @corpocore

To tylko kilka fragmentów historii osób, które w swoich mediach społecznościowych odważyły się opowiedzieć swoją historię. Historię swojego N97 lub N46, bo tym symbolem oznaczana jest niepłodność męska.

Tych historii jest znacznie więcej, osób, które każdego dnia zmagają się ze wstydem, bólem, bezradnością, które każdego dnia walczą o swoje marzenia, jednocześnie odpierając oceniające komentarze często najbliższych osób. Brak zrozumienia, wsparcia, fundamentalnej wiedzy społeczeństwa na temat problemu niepłodności, a także konsekwencje wpływające na całe życie osób chorych to wystarczający powód do tego, żeby w końcu coś zmienić. Akcja społeczna „JestemN97” zainicjowana przez Narine Szostak to olbrzymi krok w kierunku bardzo ważnych, dobrych i potrzebnych zmian.

O niepłodności bez wstydu

Na temat akcji #jestemN97 porozmawiałam z jej inicjatorką Narine Szostak, a także Sebastianem Nowakiem, będącym jedną z twarzy kampanii. Narine, od wielu lat zmaga się z niepłodnością i rozumie jak nikt inny istotę problemu. Jak sama mówi, akcja powstała, ponieważ poczuła pewną potrzebę mówienia o niepłodności w trochę szerszym kontekście, nie tylko w kontekście tego, co sami przeżywamy. Celem akcji jest obudzenie odwagi w innych, którzy zmagają się z podobnymi problemami, a w Polsce jest ich ponad 1,5 miliona.

„Uważam, że, to kluczowa rzecz, jeśli mówimy o postrzeganiu niepłodności – zarówno przez społeczeństwo, przez nasz rząd, wchodzi masę takich aspektów, które, aby zostały w ogóle brane pod uwagę, osoby borykające się bezpośrednio z daną chorobą, z danym problemem po prostu powinny odważyć się mówić o tym. Tylko to da nam narzędzia i możliwości, abyśmy byli słyszalni, widoczni i dostrzegalni” – podkreśla Narine.

Kampania realizowana jest za pośrednictwem spotów inicjujących pewnego rodzaju ruch, ruch #jestemN97. Przekaz i forma kampanii ma kluczowe znaczenie, ponieważ jest dostosowana do potrzeb i niejako obaw osób chorujących na niepłodność. Wiele z nich wstydzi się otwarcie mówić o niepłodności, boi się w ogóle wypowiadać słowo niepłodność. W założeniu akcji, osoby, które decydują się ujawnić ze swoją chorobą, wrzucają swoje zdjęcia otagowane hasztagiem #jestemN97, pokazując na palcach pewną liczbę. Liczba ta dla każdej z tych osób znaczy coś innego. Może to być liczba poronień, nieudanych zapłodnień in vitro, czy ilość lat, które dana osoba walczy z niepłodnością. Każdy może tutaj wyrazić coś innego, nie musząc mówić, czy pisać wprost o niepłodności. Sam przekaz ma skłonić odbiorców do zatrzymania się, zastanowienia nad tym, co te niezrozumiałe symbole mogą oznaczać.

#jestemn97

Foto: Patrycja Toczyńska.

Choroba, o której trzeba mówić głośno

Nagłaśnianie i normalizowanie choroby niepłodności ma na celu wsparcie tych wszystkich osób, które na co dzień borykają się z bólem, cierpieniem, stratą i bezradnością w obliczu niepłodności, ale nie mają odwagi, mówić o tym głośno.

„Bardzo często porównuję psychologię niepłodności do psychologii onkologii. Spotkałam się z badaniami, które pokazują, że trauma jest porównywalna przy przeżywaniu niepłodności do przeżywania choroby nowotworowej”. – mówi Narine.

Oprócz normalizowania i wsparcia osób chorych, jest jeszcze jeden bardzo istotny cel kampanii. Osoby chorujące na niepłodność niemal każdego dnia spotykają się z niewybrednymi komentarzami, „dobrymi” radami, czy oskarżeniami. W dużej mierze wynikają one z braku elementarnej wiedzy na temat choroby i jej leczenia. Tego typu komentarze i rady nie tylko nie pomagają, ale w znacznej większości ranią i pogarszają samopoczucie osoby chorej. Z tego właśnie powodu musimy nauczyć się stawiać granice, a także egzekwować swoje prawa. Aby inni je respektowali, muszą zrozumieć, aby zrozumieli, musimy o nich mówić.

Jak podkreśla Narine – „Nasz interes jest w tym, żebyśmy o tym mówili. Skoro nie chcemy tych durnych porad, skoro nie chcemy, żeby ktoś nas postrzegał przez pryzmat czegoś „złego , bo dokonujemy wyboru, że jedziemy na leczenie metodą in vitro albo że jesteśmy w jakiś sposób stygmatyzowani, to, w jaki sposób społeczeństwo ma nas postrzegać inaczej, skoro my sami pozwalamy im, żeby oni nakładali nas te ograniczenia.”

Męska strona niepłodności

Niepłodność nie jest problemem jednostronnym. Niepłodność dotyka mężczyzn już niemal w takim samym stopniu jak kobiet. Niestety głęboko wyryte w społeczeństwie stereotypy sprawiają, że w stygmatyzacja męskiej niepłodności jest jeszcze głębsza niż w przypadku kobiet.

#JestemN46

Foto: Patrycja Toczyńska.

Sebastian Nowak, męska twarz kampanii #jestemN97 jeszcze przed jej startem na własną rękę rozpoczął oddolną edukację społeczną w zakresie niepłodności mężczyzn. Nie znajdując w sieci miejsca, gdzie mógłby znaleźć wsparcie, wymienić doświadczenia i przeżycia z innymi chorymi na niepłodność mężczyznami, sam zaczął budować takie miejsce. Na swoim profilu na Instagramie @corpocore, Sebastian opowiada historie swojej niepłodności. Pokazuje tę trudną i bolesną drogę oczami mężczyzny. Opowiada o swoich przeżyciach, dzieli się doświadczeniem i toruje drogę innym, pokazując, że męska niepłodność nie jest powodem do wstydu.

Jak słusznie zauważył Sebastian podczas naszej rozmowy, mężczyźni powinni się otworzyć i zacząć mówić na głos o swoich problemach i przeżyciach dla własnego dobra. Duszenie w sobie jakichkolwiek problemów, a zwłaszcza takiego kalibru nie jest zdrowe.

Wstyd się przyznać

Okazuje się, że w zdecydowanej większości obserwatorami konta Sebastiana są kobiety. I to one piszą, pytają bardzo często w imieniu, lub zamiast swoich mężczyzn, tłumacząc, że oni sami nigdy by nie poszli do lekarza, że nie potrafią rozmawiać o takich sprawach, o emocjach. Tutaj bardzo mocno obnaża się kwestia, ile jeszcze jest do zrobienia, jeśli chodzi o oswajanie męskiej niepłodności. Jak wielu mężczyzn boi się nawet o niej myśleć, a co dopiero mówić. To bardzo ważne, aby takich osób jak Sebastian było więcej, żeby mężczyźni zrozumieli, że mają prawo się bać, mają prawo cierpieć, przeżywać i głośno mówić o swojej chorobie. Konieczna jest radykalna, elementarna zmiana podejścia do stereotypowej męskości. Wyzbycie się przekonania, że prawdziwy facet musi być taki czy taki, że musi komukolwiek udowadniać w jakiś określony sposób swoją męskość.

Niepłodność – dlaczego trzeba o niej mówić?

Mówienie o niepłodności to niezbędny i bardzo ważny krok, który ma szansę nie tylko uświadomić społeczeństwo, ale przede wszystkim uwrażliwić na problem, z którym mogą zmagać się nasi najbliżsi. Musimy jako społeczeństwo nauczyć się wspierać nie oceniać, rozumieć, nie krytykować, chronić, zamiast atakować.

Osoby walczące z niepłodnością, przez lata cierpią z powodu nieudanych prób, wielokrotnych poronień, czy nieskutecznych zabiegów in vitro. Każdego dnia spotykają się one z głosami niezrozumienia. Narażone są na pogardliwe spojrzenia, „złote” rady czy wręcz wyrzuty sugerujące, że brak potomstwa to ich wina, a może nawet kara boska za popełnione grzechy.

Te zarzuty rodem ze średniowiecza są niesamowicie okrutne i krzywdzące. Jeżeli dzięki akcji #jestemN97, chociaż garstka osób zrozumie, przemyśli i zmieni swoje zachowanie, to już będzie ogromny sukces. Jednak społeczna ocena i podejście do niepłodności, to nie jedyny powód, dla którego trzeba o niej mówić głośno.

Młodzi i niepłodni

Wielu osobom wydaje się, że problemy z zajściem w ciąże to domena osób po 40. Tymczasem, problem jest znacznie bardziej skomplikowany i dotyczy znacznie młodszej grupy wiekowej. Schorzenia prowadzące do niepłodności rozwijają się często latami, nie dając żadnych objawów. Obecnie możemy zauważyć tendencję do coraz późniejszego rodzicielstwa. Kiedy para podejmuje dojrzałą decyzję o rozpoczęciu starań o dziecko, a często jest to już po trzydziestce, okazuje się, że to nie takie proste. Po kilku nieudanych próbach zaczyna się diagnostyka, a następnie leczenie, które może trwać latami. Niestety często wtedy pozostaje bardzo mało czasu na zastosowanie niektórych metod leczenia, pozwalających na naturalną ciążę.

Profilaktyka niepłodności szansą na skuteczne leczenie

Niezwykle istotna jest więc profilaktyka niepłodności połączona z edukacją na temat wspierania płodności. Jak słusznie podkreśla Narine:

„Edukacja na temat płodności musi iść równolegle z edukacją seksualną. Młodzi ludzie muszą się uczyć, jak uniknąć ciąży niechcianej, ale muszą też być świadomi, że za jakiś czas będą chcieli zostać rodzicami. Ich sposób życia, postrzegania własnego zdrowia, poczucie sprawczości nad swoim zdrowiem, kontrola tego to kluczowe czynniki, aby oni wyrastali na ludzi świadomych, tego, co mogą robić sobie i swojemu ciału”.

Profilaktyczne badanie płodności kobiet i mężczyzn w wieku prokreacyjnym, wykonane znacznie wcześniej dają szansę na wczesne wdrożenie leczenia, a co za tym idzie, znacznie zwiększają szansę na naturalne poczęcie. Niektóre przyczyny niepłodności, można w łatwy sposób niwelować, chociażby przez zmianę diety, odpowiednią suplementację, czy prosty zabieg. Aby jednak mieć na to szansę trzeba wiedzieć wcześniej.

Wiedzieć wcześniej – Leczenie i profilaktyka niepłodności w Polsce

Niestety pomoc dla osób nią dotkniętych jest nieproporcjonalnie mała. Jak podkreślił podczas naszej rozmowy Sebastian:

„Na poziomie funduszu zdrowia nie ma żadnego programu wsparcia, nie ma opłaconej diagnostyki, nie ma wsparcia w metodach zapłodnienia pozaustrojowego”.

O marginalnym podejściu rządu do tak ważnych kwestii świadczy chociażby fakt, że finansowanie leczenia niepłodności zniknęło z wykazu celu operacyjnych Narodowego Programu Zdrowia na lata 2021-2025. Oznacza to, że pary mające problemy z płodnością zostały na lodzie. Małą deską ratunku są niektóre programy samorządowe oferujące wsparcie finansowe, np. w procedurze zapłodnienie in vitro, jednak nie we wszystkich miastach takie programy funkcjonują. W skali całego kraju jest to niestety kropla w morzu potrzeb. Aby wiedzieć wcześniej i leczyć wcześniej konieczne jest wykonywanie wielu często kosztownych badań. Niewielu młodych ludzi na nie stać. Niewielu ludzi też o nich wie. Z tego też powodu tak ważne jest edukowanie i uświadamianie młodych kobiet i mężczyzn, czym jest niepłodność.

Mówiąc głośno #jestemN97, setki, a może tysiące kobiet i mężczyzn wykazują ogromną odwagę, ale też wielką solidarność, która jest równocześnie szansą dla innych. Głosem, który zwraca uwagę na problem i daje impuls do działania, do zadbania o własną przyszłość.

 

Tekst: Judyta Kolbusz

 

Problem niepłodności jest Ci bliski? Potrzebujesz wsparcia, wiedzy, porad Ekspertów? Wejdź na stronę Fundacji poMOC dla Płodności i sprawdź, z czego możesz korzystać za darmo. www.pomocdlaplodnosc.pl  

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *