Moment porodu uwieczniony na zdjęciach

Łzy z bólu, łzy ze szczęścia – tak rodzi się dziecko. Te zdjęcia zapierają dech

Te zdjęcia zapierają dech – to, co piękne, rodzi się w bólach. „Kobiety, które starają się długo o dziecko, nie lubią takich zdjęć, choć oglądają je w samotności, gdy nikt nie patrzy” – mówi nam Alina, która przez sześć lat nie mogła spojrzeć na kobietę w ciąży, a śmiech dziecka wywoływał łzy i złość. Wszystko się jednak zmieniło…  Publikowane zdjęcia to najlepsze prace fotografów  narodzin 2017 według Międzynarodowego Stowarzyszenia Profesjonalnych Fotografów Narodzin (IAPBP).

O tym momencie marzy każda kobieta, która czuje w sobie powołanie do macierzyństwa. Bez względu na nieopisany ból, który towarzyszy porodowi, wszystkie mówią, że to najpiękniejszy moment w życiu. Że ból jest niczym w porównaniu ze szczęściem, jakie uwalnia się wraz z momentem, gdy główka dziecka przeciśnie się przez kanał rodny, a maluch – połączony jeszcze pępowiną – trafia w objęcia matki.

“Chwilo trwaj. Witaj na świecie, tak długo na ciebie czekałam…”

Alina (33 lata): Kobiety, które starają się długo o dziecko nie lubią takich zdjęć. W ogóle nie znoszą w pewnym momencie widoku kobiet w ciąży, dzieci w wózkach, śmiechu ani płaczu noworodka. Chciałyby być głuche i ślepe, dlatego tak często zamykają się w czterech ścianach, zapatrzone w wyniki badań, w kolejny negatywny test, który po kilka razy prześwietlały negatywem, żeby sprawdzić, czy aby na pewno nie ma tam gdzieś drugiej kreski. Z drugiej strony, w samotności, gdy nikt nie patrzy, podglądają zdjęcia koleżanek, które chwalą się na Facebooku, rosnącym brzuchem, a potem maleństwem: tymi paluszkami z ostrymi pazurkami, tym meszkiem albo czupryną na głowie, tymi niespójnymi odruchami buzi, która układa się od razu w uśmiech.

 

Takie zdjęcia ogląda się w tym czasie ze łzami w oczach – ale nie łzami szczęścia, ale ze łzami rozpaczy. Nikt nie zrozumie, co czuje kobieta pragnąca dziecka, a która go mieć nie może. Nikt nie zrozumie, jakie emocje nią szarpią, jak bardzo czuje się nierozumiana i samotna. Zrozpaczona, niesprawiedliwie potraktowana przez los, przez Boga, przez wszystkich. Ja to przeszłam. Ja to czuję do dziś: ten ból, tę złość, ten wewnętrzny krzyk rozpaczy wymieszany z zawiścią, której człowiek sam przed sobą się potem wstydzi.

 

Wiem, czym jest czekanie, wiem, czym jest wściekłość, bo kolejny miesiąc nie przyniósł niczego dobrego. Wiem, czym jest widok kobiet, które latem spokojnie spacerują po parku, pchając wózek albo uczące pierwszych kroków swoje dzieci. Wiele razy przysiadałam na ławce, by popatrzeć na te maluchy. Uśmiechałam się, wyobrażając sobie, że to ja. 

Nie trać nadziei – nie daj sobie wmówić, że to sztampa

Sześć lat – sześć długich lat czekałam, by doświadczyć tego, co widać tu na zdjęciach. Przeszłam wszystkie możliwe procedury leczenia. Dwa nieudane in vitro, trzecie udane, ale z poronieniem. A potem nic… Blokada emocjonalna, pustka. Odpuściliśmy na rok – nie dlatego, że nie chcieliśmy już przechodzić przez te wszystkie zastrzyki, stymulacje, badania, ale dlatego, że na leczenie wydaliśmy wszystkie oszczędności, sprzedaliśmy samochód, wzięliśmy niewielki kredyt. Zostaliśmy z ratami, a wciąż bez dziecka. I te napięcie między mną, a mężem. Brak bliskości, brak czułości – smutek wyzierał i z niego, i ze mnie. Snuliśmy się ja dwa cienie po pustym mieszkaniu. Bez życia, bez celu, bez marzeń, które jak gliniany dzban nam się rozsypały. 

Wydawało nam się, że już nic nie będzie w stanie nas z tego podnieść. Aż pewnego razu – był to początek zeszłego maja, zaczynała się prawdziwa wiosna, bzy nam pięknie obrodziły przed blokiem, wszędzie ten upajający zapach rodzącego się życia, zrobiłam test – bez przekonania, ale z pewnym dziwnym uczuciem, jakby coś miało się wydarzyć. Nie, nie mogłam uwierzyć w to, co zobaczyłam. Dwie pełne wyraźne kreski! 

[Przepraszam, ja do tej pory czuję to, co wówczas – te łzy to same tak płyną] 

Miesiąc temu urodziłam Oleńkę. Moje największe szczęście – mój cud. I znów – nikt nie zrozumie, jak magiczny to moment, jak bardzo odczarowuje rzeczywistość niepłodnych ludzi. Patrzę na te zdjęcia i czuję to – ból, męki wręcz, ale i ekscytację, że oto rodzi się życie: to piękno wyjdzie ze mnie i ze mną zostanie. I zostało.  I nie masz pojęcia, ile światła wpadło do naszego domu, a za chwilę znów wiosna – i znów wszystko zacznie się budzić do życia. Ja już obudziłam je w sobie, a raczej ta mała kulka szczęścia z kudłatą czuprynką obudziła we mnie życie. Bogu dziękuję za ten dar, opatrzności, losowi – wszystkiemu temu, co sprawiło, że pojawiła się, mimo że tak bardzo zwątpiłam, tracąc tyle czasu na łzy, na rozpacz, na poruszanie się w ciemności. 

Ja wiem, że to brzmi jak sztampa – rozumiem. Ale muszę to powiedzieć – nie traćcie nadziei, nawet jeśli trudno uwierzyć, że los się do was jeszcze uśmiechnie. On się zawsze uśmiecha do tych, którzy mają serce tak pełne miłości i mają w sobie takie pragnienie. Bądźcie dobre dla siebie – wyrozumiałe i cierpliwe. I gdy kiedyś spotkacie w parku mamę z dzieckiem – uśmiechnijcie się same do siebie, bo to właśnie widok, który jest jak iskierka z przyszłości. Tak jak kiedyś widziałam te kobiety z brzuchami, tak teraz zauważam te siedzące na ławce i obserwujące przechodniów – w każdej widzę siebie sprzed kilku miesięcy. I szczerze – mam ochotę podejść i powiedzieć: nie martw się, wstań i dalej idź do celu. Wszystkie jesteśmy bohaterkami i możemy być z siebie dumne.

Uchwycić piękno narodzin…

Międzynarodowe Stowarzyszenie Profesjonalnych Fotografów Narodzin (IAPBP) ogłosiło wyniki plebiscytu na najlepszą fotografię ukazującą piękno narodzin. Zdjęcia zapierają dech – to, co piękne, rodzi się w bólach.
Konkurs podzielono na trzy kategorie, w których zaprezentowano fotografie dokumentujące przygotowanie do porodu, jego przebieg i finał. Właśnie ogłoszono wyniki. Obrazy są fantastyczne, wzruszają, budzą zachwyt, czułość i szacunek dla cudu, jakim jest nowe życie. 

A ty? Wierzysz w cuda?

Alina: Nie traćcie nadziei, nawet jeśli trudno uwierzyć, że los się do was jeszcze uśmiechnie. On się zawsze uśmiecha do tych, którzy mają serce tak pełne miłości i mają w sobie takie pragnienie. Bądźcie dobre dla siebie – wyrozumiałe i cierpliwe. I gdy kiedyś spotkacie w parku mamę z dzieckiem – uśmiechnijcie się same do siebie, bo to właśnie widok, który jest jak iskierka z przyszłości.

Więcej nagrodzonych i zgłoszonych zdjęć można obejrzeć na stronie IAPBP (kliknij).

Źródło: Birthphotographers.com

POLECAMY TAKŻE: 9 miesięcy w 4 minuty – wzruszający film o rodzącym się życiu w łonie matki

 

Karolina Wagner

Dziennikarka, redaktorka, absolwentka Polonistyki na UW. Woli słuchać niż mówić, biegać niż siedzieć, medytować niż dywagować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *