Poronienie a ciąża bliźniacza

Obumarcie jednego płodu w ciąży bliźniaczej nie jest wskazaniem do terminacji. Lekarz tłumaczy sprawę Agnieszki z Częstochowy

Komentarz do sprawy śmierci Agnieszki z Częstochowy

Gdy rodzice 37-letniej Agnieszki z Częstochowy, będącej w ciąży bliźniaczej, nagłośnili sprawę jej śmierci i hipotetycznych przyczyn, media zawrzały, a kobiety były oburzone i zdruzgotane. Czyżby powtórzyła się historia Izy z Pszczyny? Czy restrykcyjne przepisy aborcyjne były przyczyną śmierci kobiety? Dr n. med. Maciej W. Socha na łamach OKO.press rzuca inne światło na tę sprawę.

Trudno się dziwić, że kobiety słysząc o martwym płodzie pozostawionym w organizmie ciężarnej, drżą z niepokoju i wyrażają słowa buntu. Niemal nieistniejąca w Polsce legalna aborcja, całe rzesze lekarzy z „sumieniem” i strach, jaki padł na medyków, który kierują się przede wszystkim dobrem pacjentów sprawiają, że kobiety czują lek na myśl staraniach, a panicznie wręcz obawiają się sytuacji, w której ciąża nie będzie przebiegać prawidłowo.

Media o 37-letniej Agnieszce z Częstochowy

Media szeroko opisywały sytuację Agnieszki z Częstochowy, pisaliśmy o tym również my: Nie żyje 37-letnia Agnieszka z Częstochowy. 7 dni nosiła martwy płód jednego z bliźniąt! Lekarze nie chcieli usunąć ciąży!, Nagranie siostry zmarłej Agnieszki z Częstochowy: „Jej mąż błagał lekarzy, by ratowali mu żonę, nawet kosztem ciąży”.

W sprawę zaangażowały się organizacje kobiece i zwolennicy legalnej aborcji, m.in. Aborcyjny Dream, Legalna Aborcja BezKompromisów.

Z czasem pojawiły się komentarze ginekologów, które stały się cennym głosem w dyskusji. Nadal przyczyny śmierci są nieznane, a sprawą zajmuje się prokuratura. Nie wiadomo, czy Agnieszka zmarła w wyniku zaniedbań personelu medycznego, czy przez zator, COVID-19 (pacjentka była pozytywna) lub jeszcze coś innego. Dzięki wypowiedziom ginekologów wiadomo natomiast, że terminacja martwego płodu nie jest standardową procedurą, której w przypadku ciężarnej z Częstochowy, zaniechano.

Obumarcie płodu w ciąży bliźniaczej

Pozostawienie martwego płodu 7 dni w macicy, a następnie wywołanie poronienia po 2 dniach od obumarcia drugiego płodu, choć brzmi przerażająco, nie było zaniechaniem ze strony częstochowskich lekarzy. Wręcz przeciwnie, jak tłumaczy dr Maciej W. Socha, to postępowanie zgodne ze światowymi procedurami.

„Koszmarny wyrok Trybunału Konstytucyjnego w tej sytuacji akurat nie miał na to wpływu, ani związku z tym. Nie można było zakończyć tej ciąży. Też bym jej nie zakończył i według mnie postępowanie lekarskie do końca grudnia, które zostało opisane w komunikacie było w pełni uzasadnione i zgodne z nauką.” tłumaczył dla OKO.press dr n. med. Maciej W. Socha.

Agnieszka z Częstochowy była w ciąży dwujajowej i dwukosmówkowej, tzn. każdy płód miał swój worek owodniowy oraz łożysko. To bliźnięta, które nie mają identycznego kodu genetycznego, mogą różnić się od siebie wizualnie po narodzinach, a ich pokrewieństwo można porównać do typowego rodzeństwa. Ciąża bliźniacza dwujajowa to dwie ciąże, które rozwijają się obok siebie w macicy.

W sytuacji, gdy jeden z płodów obumrze w ciąży bliźniaczej, standardowym postępowaniem, jak wskazuje dr Maciej W. Socha, jest postawa wyczekująca. Obumarcie płodu bliźniaczego w 1 trymestrze ciąży (a w takim była pacjentka z Częstochowy) zazwyczaj kończy się nawet w 50% przypadkach ciąży mnogiej.

Fakt, że pacjentka z Częstochowy była w ciąży dwujajowej, jest bardzo istotny. Każdy z płodów miał swój worek owodniowy i łożysko. To sytuacja znacznie bezpieczniejsza niż ciąża mnoga jednojajowa.

Najbardziej bezpieczny model postępowania dla ciężarnej i drugiego płodu to nieusuwanie płodu martwego. Terminacja nie jest potrzebna i mogłaby stanowić niepotrzebne ryzyko. Dr Socha wyjaśnia jednocześnie, że nawet jeśli konieczna jest terminacja jednego z płodu to nigdy nie usuwa się go z macicy. Przeprowadzana jest okluzja pępowiny, na którą zakłada się specjalny zacisk lub koaguluje. Bywa, że podaje się leki.

Przeczytaj także: Prof. Piotr Gałecki: Ciąża i poród niosą ze sobą ryzyko zaostrzenia zaburzeń psychicznych

Czy martwy płód w ciąży bliźniaczej zagraża kobiecie?

Słysząc „martwy płód” pozostawiony w macicy, wyobraźnia od razu podsuwa wizję zakażenia, bakterii, stanów zapalnych, gnicia, sepsy. Tymczasem lekarz uspokaja, że jeśli worek owodniowy nie został przerwany, kobieta jest bezpieczna i nie ma prawa dojść do żadnego zakażenia. Obumarcie płodu w ciąży mnogiej to tzw. martwica jałowa, czyli pozbawiona bakterii i drobnoustrojów chorobotwórczych.

W I trymestrze ciąży martwy płód zazwyczaj „wchłania się”, a nawet jeśli to nie nastąpi, to sytuacja nie jest niebezpieczna:

„Jeżeli płód się nie wchłonie, w tym sensie, że jest dalej widoczny w USG, to w wyniku wzrastania drugiego jaja płodowego może ulec kompresji i przy porodzie widzimy go jako tak zwany płód papierowaty. W trzecim trymestrze ciąży [28-40 tydzień – red.], jeżeli płody są dobrze rozwinięte, a jedno z bliźniąt obumiera, to są rozszerzone wskazania do przyspieszonego porodu. Decydujemy po prostu o indukcji porodu. Ale pacjentka z Częstochowy była w pierwszym trymestrze ciąży dwujajowej, więc ciąża z jednym obumarłym płodem bliźniaczym mogła, powinna zwyczajnie dalej trwać.” wyjaśnia dr n.med. Maciej W. Socha.

Terminacja ciąży a samoistne poronienie

Kolejna zastanawiająca rodzinę zmarłej oraz opinię publiczną decyzja częstochowskich lekarzy dotyczyła potencjalnego zwlekania z terminacją ciąży, po tym jak obumarł drugi płód. Zgodnie z raportem lekarskim ostatni płód obumarł 29 grudnia, a indukcja porodu miała miejsce 31 grudnia. Skąd 2 dni oczekiwania?

Dr Maciej W. Socha zwraca przede wszystkim uwagę, że gdy nie doszło do pęknięcia worka owodniowego, to standardowo w ciążach młodych (I trymestr) oczekuje się na samoistne poronienie. Pacjentki są wysyłane do domów i mają oczekiwać aż rozpocznie się poronienie. Jak podkreśla medyk obumarcie płodu nie wiąże się z natychmiastowym podjęciem działań, choć oczywiście kobieta musi być w pełnej gotowości do udania się w każdej chwili do szpitala. Samoistne poronienie może zająć 2 dni albo nawet 2 tygodnie.

Farmakologiczna terminacja ciąży polega na podaniu tabletek, które mają doprowadzić do skurczów macicy i wydalenia płodu i łożyska. Tabletki, w zależności od rodzaju i wieku ciąży, podaje się w kilku odstępach czasowych.

Dr Socha wyjaśnia:

„Od podania tabletek do pierwszych skurczów mija średnio kilkanaście godzin. I to zależy od zaawansowania ciąży. Szyjka macicy musi dojrzeć, czyli tkanki muszą się uwodnić, skrócić i rozmiękczyć. To jest ciało, a nie gąbka. To zajmuje dobę lub dwie. Dopiero jeżeli okazuje się, że nie zaczęły się skurcze, to wtedy kierujemy pacjentkę do opróżnienia macicy.”

Inne jest postępowanie, jeśli doszło do przedwczesnego opłynięcia płynu owodniowego, co miało miejsce w przypadku Izy z Pszczyny. Wtedy gwałtownie rośnie ryzyko wystąpienia infekcji, więc indukcję porodu przeprowadza się niezwłocznie.

Wysoki CPR to nie zawsze sepsa

Rodzice Agnieszki z Częstochowy wskazywali wyraźnie na podejrzenie zarażenia córki sepsą, choć brak tej informacji w dokumentacji medycznej pacjentki. Rodzice zmarłej pisali w oświadczeniu: „Kiedy trafiła do szpitala badanie CRP (świadczy o stanie zapalnym) wskazywało na siedem jednostek. Dzień przed śmiercią, było to już 157,31H (norma 5)”.

Dr Socha spieszy z wyjaśnieniem, tłumacząc że wynik CPR to za mało, aby diagnozować zakażenie septyczne:

„Tymczasem CRP to tylko białko C-reaktywne. U kobiet w ciąży norma to nie jest 5 tylko 20. Po drugie CRP może mówić o procesie zapalnym, ale nie musi. Może wskazywać na przykład na uraz tkankowy związany z operacją czy zabiegiem. Nawet zdrowa pacjentka po operacji będzie miała podwyższone CRP. Wysokie CRP ma również pacjentka po porodzie. Nie możemy na podstawie tych wyników stwierdzić, czy pacjentka miała sepsę, czy nie. Bez wnikliwego zbadania tego przypadku nikt nie jest w stanie tego przesądzić, w tym wszyscy ci, którzy tak jednoznacznie komentują sprawę.”

Co było przyczyną śmierci Agnieszki z Częstochowy?

Dopóki nie zakończy się śledztwo prokuratury, wszelkie teorie są jedynie spekulacjami. Lekarze, nie tylko dr Socha, ale też wielu specjalistów, którzy wypowiedzieli się w temacie śmierci pacjentki z Częstochowy, podkreśla że tym razem brak terminacji ciąży (w domyśle przez restrykcyjne prawo aborcyjne) nie jest przyczyną zgonu. Co wydarzyło się po 31 grudnia, po przeniesieniu pacjentki na odział neurologiczny, pozostaje w strefie domysłów. Czy doszło do uchybień personelu medycznego, a może pacjentka zmarła w wyniku zarażenia COVID-19 (test pokazał wynik dodatni) lub udaru?

Warto też zaznaczyć, że dr Socha od początku strajków kobiet po skandalicznym wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie zawężenia przesłanek do aborcji, wypowiadał się po stronie kobiet.

 

Dr n. med. Maciej W. Socha – lekarz specjalista położnictwa i ginekologii, ginekologii onkologicznej, perinatologii. Kierownik Oddziału Położniczo-Ginekologicznego Szpitala Św. Wojciecha w Gdańsku na Zaspie. Dyrektor kliniki LEKARZE Mostowa 4 w Bydgoszczy. 

Źródło:

https://oko.press/dr-socha-rodzina-myslala-ze-wydobycie-martwego-plodu-uratuje-zycie-agnieszki-ale-to-nieprawda https://federa.org.pl/aborcja_fakty/
https://federa.org.pl/farmakologiczna/

POLECAMY TAKŻE:

Kobieta w ciąży zdana na łaskę i niełaskę systemu? Ani jednej więcej!

 


Redaktorka i korektorka językowa. Pisze od kiedy pamięta, a w międzyczasie zajmuje się tropieniem zagubionych przecinków i poprawianiem błędów ortograficznych

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.