Lata starań i udało się, mamy syna

W Polsce nikt nie dawał nam już szans. Dzięki zagranicznej klinice mamy dziś wymarzonego synka

Ona. Szczupła, wysoka, mająca coś dostojnego w wyglądzie. Może ten przenikliwy wzrok albo sposób, w jaki się porusza. Nie wygląda na swoje 37 lat, choć daleko jej od młodzieńczej energicznej beztroski. On, jej równolatek, równie wysoki i ze szczerym uśmiechem na ustach, otacza żonę opiekuńczym ramieniem. Razem od 15 lat. W radościach i smutkach, choć tych ostatnich życie im nie szczędziło w ostatnich latach.

Wielka miłość, na dobre i na złe

Poznaliśmy się na studiach, szybko staliśmy się parą i tak kroczymy przez życie razem od 15 lat. Wiedzieliśmy, że chcemy mieć dzieci, ale najpierw musieliśmy zarobić na mieszkanie i podstawowy byt. Nie, żeby się od razu dorobić milionów. To nie klasyczna historia o tym, jak pochłonęła nas praca w korporacji, kolejne zagraniczne wojaże i coraz większe mieszkania, a decyzja o dzieciach była nieustannie odkładana na później. My wchodziliśmy w dorosłe życie „bez posagu” – nie było mieszkania po babci, lokaty od rodziców czy spadku po wujku. Był za to kredyt studencki do spłaty. Na wszystko musieliśmy zapracować sami wspomina Kasia.

O dziecko zaczęliśmy się starać ok. 30-stki. Wielu naszych znajomych wciąż było bezdzietnych. My już od dawna czuliśmy, że chcemy czegoś więcej… pełnej rodziny tłumaczy Michał. – Zaczęliśmy się starać w pewne upalne lato i śmialiśmy się, że musimy wykorzystać je w pełni, bo za rok już będziemy w trójkę. Gdybyśmy wtedy wiedzieli, ile jeszcze lat będziemy mieć „do wykorzystania”. Tyle że my już nie chcieliśmy korzystać. Pragnęliśmy nieprzespanych nocy, kłopotów z kolką, dylematów, jaki wózek kupić i całego spektrum tych cudownych emocji, jakie wnosi w życie maluch.

Czas spojrzeć prawdzie w oczy… to niepłodność

Wszyscy nas pocieszali, że to nie takie proste spłodzić dziecko, że nie ma się co stresować, bo presja nie sprzyja ciąży. Początkowo podchodziliśmy na luzie. Po półtora roku bezustannych starań, poszłam do ginekologa, który polecił mi od razu leczenie w klinice niepłodności. Ta sugestia mnie dobiła… niepłodność to brzmi jak wyrok, jak ostateczność. Ale wyjścia nie było. Jeśli chcieliśmy mieć rodzinę, musieliśmy zacząć działać na różnych polach… nasza miłość to za małoKasi nie przychodzi łatwo wspominanie o tych dniach, bo czas zaakceptowania swojej niepłodności był dla nich niełatwy.

Od początku byłem bardzo zaangażowany w leczenie. Badanie nasienia, szereg innych badań, dieta, suplementy – nie ma problemu. Od niczego się nie wymigiwałem. Zawsze w życiu podchodzę zadaniowo, gdy pojawiają się trudności i tak było też tym razem – mówi Michał.

Kasia wspomina ten czas w oszczędnych słowach: Zaczęliśmy od inseminacji. 3 nieudane próby. Za każdym razem mieliśmy innego lekarza, od którego mieliśmy nieco inne zalecenia. Nie czuliśmy się z tym komfortowo, brakowało poczucia bezpieczeństwa. Nieuchronnie wyczerpywaliśmy kolejne możliwości.

Po latach starań kolejny lekarz orzekł, że ostatnia szansa dla nas to in vitro – mówi Michał – zarodki były hodowane 3 dni, użyto metody PICSI ze względu na gorszej jakości seminogram do selekcji plemników. Pokładaliśmy wielkie nadzieje, niestety nie udało się. Kasia miała dość.

Staraliśmy się już dobrych kilka lat, kolejni lekarze mieli odmienne pomysły na nasze leczenie, my nie wiedzieliśmy, którą drogą iść, komu zaufać… a czas mijał. Poprosiłem żonę, aby dała naszej rodzinie jeszcze jedną, ostatnią szansę. Kolega z pracy przyznał mi się, że ich 5-latka też jest z in vitro i korzystali z usług zagranicznej kliniki. Zależało im na dyskrecji, a klinika miała doskonałe wyniki. To miała być ostatnia szansa. Jak się uda, to będziemy przeszczęśliwi, jeśli nie – zaakceptujemy, że nasza rodzina będzie składać się z dwóch osób. Dzisiaj mam ochotę nosić kolegę na rękach.

Klinika w Czechach robiła dobre pierwsze wrażenie… nie za daleko, nowocześnie, w pełni profesjonalna koordynatorka, która prowadziła nas za rękę jak dzieci. Skrupulatnie odpowiadała na każdego maila, rozmawialiśmy też telefonicznie, wymienialiśmy się dokumentami. Pośredniczyła w kontaktach z lekarzem i to było bezcenne, bo pierwszy raz w całej historii leczenia czuliśmy, że ktoś się nami dobrze zaopiekował – dba o nasze sprawy, pilnuje, żebyśmy przesyłali wyniki badań, wyczerpująco odpowiada na nasze pytania, załatwia nocleg podczas wizyty w klinicewspomina Kasia.

Dalej opowiada Michał: Lekarz prowadzący zdecydował o stymulacji i na podstawie seminogramu zalecił metodę MACS –  najnowocześniejszą metodę selekcji plemników. Przyjechaliśmy do Reprogenesis* w dniu pierwszego pomiaru pęcherzyków. Drugie badanie USG robiliśmy już w Polsce. Pobrane zostały komórki jajowe, które następnie zapłodniono. Użyto metody MACS. W piątym dniu hodowli stwierdzono, że zarodki bardzo dobrze się rozwijają. 2 tygodnie później byliśmy najszczęśliwszymi ludźmi pod słońcem. Test beta hCG wyszedł dodatni! 9 miesięcy później na świat przyszedł Ignaś, nasz wyczekany synek.


*REPROGENESIS – czeska klinika leczenia niepłodności z siedzibą w Brnie. Zorganizowany, profesjonalny zespół specjalistów oraz doskonały sprzęt i technologia odzwierciedlają się w wysokim wskaźniku udanych ciąż na poziomie 68%. Placówka dysponuje unikatowym programem leczenia niepłodności dla zagranicznych pacjentek. ReproGenesis jest jednym z nielicznych ośrodków leczenia niepłodności, gdzie specjalny system kamer stale monitoruje rozwój zarodka. Klinika posiada certyfikat ISO 9001:2008 i jest nadzorowana przez Państwowy Instytut Kontroli Leków. Klinika została również wyróżniona przez pacjentów, otrzymując 5 gwiazdek w rankingu Customer Services Award. Strona internetowa dla polskich pacjentów: www.reprogenesis.pl

Więcej o Klinice Reprogenesis można piszemy tutaj: Leczenie niepłodności za granicą na odległość – czy to możliwe? Jak to wygląda?

Opinie pacjentów znajdują się TUTAJ

Co wyróżnia Klinikę Reprogenesis?

  • Najnowocześniejszą metodę selekcji plemników MACS (więcej TUTAJ)
  • Hodowla zarodków przez 5 dni
  • Możliwość „half donor”- w razie gorszego nasienia część komórek może być zapłodniona nasieniem partnera, a część nasieniem dawcy. Rozwój zarodków zdecyduje, które zostaną transferowane
  • Możliwość skorzystania z akupunktury przed transferem
  • Bardzo duża baza dawczyń i dawców
  • Możliwość przeprowadzenia testu EndomeTRIO, który zawiera badania: ERA test, ALICE (detekcja patogenicznych bakterii, EMMA (badanie mikrobiomu endometrium)
  • Badania genetyczne PGD
  • Embrioglue – medium używane podczas transferu zwiększające szanse na ciążę
  • Indywidualne podejście do pacjentów – każdą parą opiekuje się jeden lekarz i jedna koordynatorka.

POLECAMY TAKŻE:

Jak poprawić jakość nasienia? Oto pułapka, w którą łatwo dziś wpaść

 

Agnieszka Woźniak

Redaktorka i korektorka językowa. Pisze od kiedy pamięta, a w międzyczasie zajmuje się tropieniem zagubionych przecinków i poprawianiem błędów ortograficznych

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *