Chłopiec miał urodzić się ze śmiertelną wadą. Cud?

Wada genetyczna chłopca zniknęła po porodzie – cud czy wielka pomyłka lekarzy?

To prawdziwy cud! Synek państwa Schnarrów miał nie przeżyć porodu. Rodzice wiedzieli, że ich dziecko urodzi się tylko na chwilę, a potem odejdzie. Stało się inaczej. Cud czy pomyłka lekarzy?

Badania prenatalne to wyspecjalizowana grupa badań skierowanych do kobiet w ciąży, które dostarczają cennych informacji na temat zdrowia matki i dziecka. Należą do nich badania USG, echokardiografia, badania specjalistyczne i genetyczne. Pozwalają one na wczesne wykrycie wad dziecka oraz podjęcie kroków w celu ich leczenia. Często właśnie na tym etapie i dzięki tym badaniom rodzice dowiadują się o chorobach, które będą musiały być szybko leczone zaraz po urodzeniu dziecka, ale także – to najtragiczniejsza diagnoza – o wadach śmiertelnych, które, według prawa, dają kobiecie możliwość dokonania aborcji. 

Urodzę i pożegnam…

Dla Nicka i Brooklyn Schnarrów ciąża nie była czasem radosnego oczekiwania. Ich dziecko, według wszelkich badań i możliwej diagnostyki lekarzy, miało urodzić się właśnie z poważną wadą wodogłowia, która nie dawała najmniejszych szans na to, by chłopczyk przeżył dłużej niż kila godzin. Mimo to zdecydowali się na donoszenie ciąży i urodzenie śmiertelnie chorego maluszka.

„Przez ostatnie miesiące moja żona i ja wiedzieliśmy, że spodziewamy się bardzo chorego dziecka. Nasz synek miał cierpieć na poważną postać wodogłowia. Krótko rzecz ujmując, synek miał mieć nadmiar płynu mózgowo – rdzeniowego. Opinie innych lekarzy potwierdziły wstępną diagnozę. Usłyszeliśmy też, że jest 90% prawdopodobieństwa, że synek umrze tuż po porodzie. Lekarze opowiedzieli nam, jak będzie wyglądać ewentualna opieka nad dzieckiem z upośledzoną każdą funkcją życiową. Przeżyliśmy coś, czego nie da opisać się słowami” – napisał Nick.

Stał się jednak cud. Bo gdy nadszedł czas porodu, który odbywał metodą cesarskiego cięcia, wszyscy – łącznie z lekarzami – przeżyli szok. Chłopiec wydał z siebie pierwszy krzyk i… zaczął normalnie płakać, a żadnej wady nie stwierdzono.


Lekarze nie potrafią tego wyjaśnić i pewnie przypadek państwa Schnarrów jeszcze długo będzie dla nich przedmiotem badań i trudną zagadką medyczną.


Mały Charlie, choć ma przerośnięte komory serca, będzie żył, a wada nie zagraża bezpośrednio jego życiu. Rodzice wierzą, że to jakaś nadprzyrodzona siła sprawiła, że ich dziecko żyje.

„Tyle osób modliło się o zdrowie dla naszego synka, rodzina, przyjaciele, koledzy z pracy, a nawet obcy ludzie… Ich modlitwy zostały wysłuchane” – tak tłumaczą to, co się stało.

Ta historia skończyła się happy endem, ale wiele kobiet niestety nie miało takiego szczęścia. Coraz więcej kobiet decyduje się na urodzenie dziecka z wadami genetycznymi, w tym tymi śmiertelnymi. To właśnie z myślą o nich powstają specjalne sale porodowe, gdzie w atmosferze intymności i spokoju kobiety mogą urodzić i pożegnać się ze swoim dzieckiem. W Polsce istnieją dwie takie porodówki: we Wrocławiu oraz w Łodzi.

Ta historia pokazuje jednak, że wiary i nadziei nie można tracić do ostatniego momentu, a lekarze są tylko ludźmi – i oni także mogą się bardzo pomylić. I oby mylili się tylko w tę stronę. 


PRZECZYTAJ TAKŻE:

7 lat walki i znikoma szansa na ciążę. Oni znaleźli sposób i są rodzicami

Źródło: Facebook/Polubione.pl
reklama

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *