z pamietnika edyty nieplodnosc zmiany nieplodnirazem

Z pamiętnika Edyty: Czy potrafię być dobra mimo niepłodności? (odc. 23)

Piszę więc. Podłączona do kroplówki w trakcie leczenia immunologicznego. – A tfu, szarlataństwo – powiedzieliby pewnie niektórzy ginekolodzy. Ale ja już mało przejmuję się tym, co mówią inni. 

Zapraszamy na kolejny wpis z cyklu: „Z pamiętnika Edyty”Nasza bohaterka opisuje swoją drogę niepłodności. Będzie o wzlotach i upadkach, związku, walce, małych radościach i wielkich smutkach. Aż w końcu – będzie o in vitro i staraniach o ukochanego malucha. Czy im się uda?

<<< Ostatni wpis


Gdańsk, 02.2018 r., Gdy po długiej przerwie znowu chce pisać…

Miałam nie pisać „Pamiętnika…” już w ogóle. Cały ambaras polega na tym, że kilka osób wie, że ja to ja. Wnikliwy opis moich przeżyć, relacji międzyludzkich, bardzo trudne emocje związane z niepłodnością – to wszystko wylazło na zewnątrz i straszyło jak potwór.

Przez chwilę pomyślałam, że faktycznie trzeba było trzymać potwora w szafie zamiast puszczać go luzem po internetach, żeby straszył Bogu ducha winnych ludzi. Niezręcznie było się potem tłumaczyć za niego, kiedy kogoś przypadkiem pogryzł. Edyta z „Pamiętnika…” i Edyta w rzeczywistości byli jak jakiś dr Jekyll i Mr. Hyde. Kilka tygodni później uświadomiłam sobie, że jednak to pisanie ma też jedną, bardzo ważną funkcję – funkcję terapeutyczną! Może się to nie podobać, ale jak tak się ten mój potwór wyhasa po klawiaturze, to potem w szafie śpi spokojniej. Pewnie dlatego mi go brakowało. No i wrócił – w nieco ugrzecznionej formie, ale jest.

Trochę zmian. Zmian na lepsze

Piszę więc. Podłączona do kroplówki w trakcie leczenia immunologicznego. – A tfu, szarlataństwo – powiedzieliby pewnie niektórzy ginekolodzy. Ale ja już mało przejmuję się tym, co mówią inni. Mam wersję „oszczędną”, czyli kupuję wlew w aptece i podaje mi go znajoma pielęgniarka. Tym samym za miesięczną kurację płacę 70 zł zamiast 500zł + koszt ciastek dla mnie i pielęgniarki do 3-4 godzinnej kawki. Gdyby nie fora internetowe nie wiedziałabym, że tak można, a można.

Natomiast przygodę z forami na razie zakończyłam. Pomógł mi w tym sam portal, ustalając opłaty za korzystanie z ich „kalendarza miesięcznego”. Nie wchodzę już tam, żeby zaznaczać dni cyklu, więc i na forum też przestałam wchodzić.

Mam jedynie kontakt z 2 dziewczynami, które dzięki forum poznałam „w realu”. Obie leczą się dłużej ode mnie. Weteranki. To z nimi wymieniam się wiedzą, jeśli potrzebuję.

Dodatkowo, szykuje się więcej prawdziwych znajomości dzięki spotkaniom „Obudź w sobie życie”. Wahałam się, czy się zapisać na tegoroczną edycję – a jak spotkam kogoś znajomego? A jak będzie niezręcznie? W końcu wysłałam e-mail, było tyle pozytywnych opinii… sama się przekonam.


 >>> Nieważne, na jakim etapie starań jesteś – czekamy na ciebie! Zapisz się już teraz:

03.03 – KATOWICE / 17.03 – POZNAŃ  / 07.04 – WARSZAWA / 14.04 – GDYNIA / 21.04 – WROCŁAW 


Dbam o siebie. Wreszcie!

Ostatnio poszłam na randkę sama ze sobą. Mąż wyjechał na weekend w delegację, a ja zaszalałam: detoks sokowy w sobotę, kąpiele, maseczki, na koniec kino z romantyczną komedią i zakupy. Było super – wyciszyłam się i zregenerowałam. Jakoś tak rozsądniej ostatnio – być może okres burzy i naporu już za nami?

Jakiś czas temu wzięłam męża na rozmowę. Posadziłam przy stole. Pokazałam cykle w kalendarzu, datę do kiedy mamy ważne „wirusówki” i mówię do niego: – Tu i tu staramy się naturalnie, jak do tego czasu nie wyjdzie, rozpoczynamy drugą procedurę, ok? Odpowiedział: – Ok.

No i super. Ale planu nie traktuję śmiertelnie poważnie, wiem już, że po drodze zawsze może się coś „wysypać”. Najlepiej by było, jakby się ciąża posypała. 

Pielęgniarce zapowiedziałam, że pewnie czeka nas jeszcze kilka/naście urokliwych wieczorów razem. Tylko ona, ja i „piesek” jak mówimy o kroplówce. Ona mówi, że mam myśleć pozytywnie.

Kiedyś bym się obruszyła: – Co ona może wiedzieć, jak myśleć pozytywnie po 3 latach przejść…? Teraz myślę, a w zasadzie dlaczego nie? Ona ma dobre serducho, nie chce zapłaty za te moje kroplówki, robi mi kawki i herbatki, czasem przyjmuje mnie po całej nocce w szpitalu i nie zmruży oka, bo o mnie dba. Zastanawiam się czy ja też jestem dobra?

Przypominam sobie artykuł na NiepłodniRazem.pl: „Twoja niepłodność nie boli tak jak moja” i aż zakuło. Autorko, trafiłaś w punkt. Ta zazdrość, kiedy innym spełniają się twoje marzenia i ogromne poczucie winy, że ją czujemy – zwłaszcza w stosunku do najbliższych (siostra, przyjaciółka). Oczekujemy zrozumienia i jednoczenie na każde „rozumiem”, mamy swoją ripostę: – A co Ty możesz o tym wiedzieć.

To pewnie dlatego zastanawiam się, czy jestem dobra, czy potrafię być dobra mimo niepłodności… Jeszcze nie wiem, ale spróbuję.


Polecamy także:

Przełom w leczeniu! Wyhodowano komórki jajowe gotowe do zapłodnienia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *