Zmarnowane 23 miliony złotych! Niepłodni oszukani, a NIK żąda wyjaśnień

Zmarnowane 23 miliony złotych! Niepłodni oszukani, a NIK żąda wyjaśnień

Najwyższa Izba Kontroli oczekuje wyjaśnień na temat Rządowego programu wspierania rozrodczości, który – według raportu NIK – jest porażką. Do tej pory skorzystało z niego zaledwie 107 par.

Rządowy program wspierania rozrodczości to alternatywa dla programu, który do 2016 roku finansował metodę in vitro. Na pomysł Programu kompleksowej ochrony zdrowia prokreacyjnego wpadł minister Konstanty Radziwiłł, który uznał, że in vitro nie jest skuteczną metodą leczenia niepłodności i nie ma potrzeby, by było ono finansowane z budżetu państwa.

Program nic nie kosztuje, bo nikt z niego nie korzysta?

Najwyższa Izba Kontroli zauważa jednak, że podczas realizacji nowego programu doszło do wielu nieprawidłowości. Przede wszystkim, co opisuje w raporcie NIK, program prawie nic nie kosztuje, bo jak może kosztować, skoro do tej pory skorzystało z niego zaledwie 107 par. Dla porównania – do poprzedniego programu refundującego in vitro zgłosiło się 12 tysięcy par.

Jak wynika z kontroli NIK, na zorganizowanie obecnego programu prokreacji wydano 23 miliony złotych, a na zrealizowaną diagnostykę bardzo małe pieniądze w porównaniu z inwestycjami. Jak mówił Piotr Wasilewski z NIK, na diagnostykę wydano niecałe 47 tysięcy złotych, a to niecałe 2 proc. z zaplanowanych pieniędzy.

Wyjaśnień żądają także politycy. Niektórzy, np. Piotr Wasilewski z PO – słusznie zresztą – zauważa, że w miejsce realnej pomocy niepłodnym, Polakom wciśnięto naprotechnologię. – Jaki jest efekt? Zero. 6 tysięcy urodzeń kontra zero – mówi polityk Platformy. – Tym parom daje się wsparcie psychologiczne. To naprawdę nie jest najważniejsze w tym momencie – to z kolei komentarz Moniki Rosy z Nowoczesnej.

Małgorzata Rozenek-Majdan pierwszy raz tak ostro i szczerze mówi o in vitro

To było do przewidzenia…

Fiasko programu obecnego rządu nie jest zaskoczeniem dla specjalistów i lekarzy zajmujących się na co dzień diagnostyką i leczeniem niepłodności. Zdaniem prof. Mariana Szamatowicza z Kliniki Rozrodczości i Endokrynologii Ginekologicznej w Białymstoku, między nauką a ideologią nie było i nie będzie porozumienia, jednak w Polsce wciąż są próby, by właśnie ideologia zastąpiła twarde fakty naukowe.

W ramach Programu kompleksowej ochrony zdrowia prokreacyjnego powstać ma 16 referencyjnych ośrodków leczenia niepłodności – w ostatnim czasie siedem szpitali w Polsce dostało całkiem spore dofinansowanie. Specjaliści – a przede wszystkim pacjenci – zauważają jednak, że to ośrodki diagnostyczne, w których pacjenci nie zostaną poddani specjalistycznemu leczeniu, a na tym im właśnie zależy. – To tak jakby stworzyć program onkologiczny i nie dać możliwości skorzystania z niego pacjentom, którzy już mają stwierdzony nowotwór – zauważa Justyna Bajer ze Stowarzyszenia na Rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji „Nasz Bocian”.

Ministerstwo Zdrowia zaznacza jednak, że Narodowy Program Prokreacji skierowany jest do par jeszcze niezdiagnozowanych – taką informację podało w liście do redakcji „Faktów” TVN. W Polsce zaś problem z niepłodnością ma 1,5 miliona par – znaczna część z nich już dawno została zdiagnozowana. Paradoks jednak polega na tym, że nawet jeśli owe pary skorzystają z obecnego programu i zostaną zdiagnozowane, przyczyny niepłodności zaś nie da się usunąć, odesłane będą do procedury in vitro, która przez państwo nie jest refundowana.

Źródło: Fakty TVN24

PRZECZYTAJ TAKŻE:

Podwójne szczęście – pierwsze dzieci z programu in vitro w Gdańsku

 

Karolina Wagner

Dziennikarka, redaktorka, absolwentka Polonistyki na UW. Woli słuchać niż mówić, biegać niż siedzieć, medytować niż dywagować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *