6 lat starań. Opowieść o podwójnym szczęściu, czyli o bliźniakach z in vitro

6 trudnych lat starań, 5 nieudanych in vitro i… zagrożona ciąża. Te bliźniaki to cud!

Z niepłodnością walczyli 6 lat. Długo nie mogli mieć dzieci, jednak gdy dzięki in vitro udało się zajść w ciążę, doświadczyli podwójnego szczęścia. Historia Renaty udowadnia, że nie można tracić nadziei! Szczęście, które nadchodzi, może wynagrodzić cały trud starań i oczekiwania na upragnione dziecko. 

Zaszłaś w ciążę dzięki in vitro i teraz jesteś mamą bliźniąt – Franciszka i Aleksandra.

Renata: Zgadza się, jestem mamą dwóch cudownych chłopaków. Aktualnie mają 1,5 roku. Wszędzie ich pełno, tryskają energią i mają coraz ciekawsze pomysły na zabawę. Ostatnio bardzo mnie zaskoczyli, jak po usłyszeniu piosenki zaczęli tańczyć trzymając się razem za rączki. Dwa słodziaki.

Jednak na początku nie było tak kolorowo. Ciąża była trudna i zagrożona – chłopcy urodzili się w 33. tygodniu ciąży. Od 23 tygodnia krążyłam między szpitalem a domem i oczywiście leżenie było moją jedyną, właściwą pozycją. Jednak byłam bardzo zdeterminowana, chciałam, aby siedzieli w moim brzuchu jak najdłużej. Ustaliłam z nimi termin, że przed Bożym Ciałem nie mają prawa wychodzić na świat. O 23 w dniu Bożego Ciała odeszły mi wody i o 4:16 następnego dnia poprzez cesarskie cięcie powitałam na świecie Franciszka. Ważył 2080 gram i dostał 9 pkt. Dwie minuty później dołączył Aleksander, mniejszy 1920 gram i słabszy – 7 pkt. Razem ważyli równo 4 kg.

Dotrzymali umowy i nie zawiedli mamy. Jako wcześniaki musieli pozostać dłużej w szpitalu?

Właściwie nie. Bardzo szybko wyszli ze szpitala, ładnie przybierali na wadze i super się rozwijali. Jedynie mięli problem ze wzmożonym napięciem mięśniowym, ale dzięki rehabilitacji dogonili rówieśników urodzonych o czasie.

Po 6 latach walki z niepłodnością, ciąża bliźniacza to wspaniały prezent. Byłaś zaskoczona?

Taka wygrana z niepłodnością jest prawdziwym cudem. Kocham ich na zabój mimo, że często tak dają popalić, że padam z wyczerpania. Jednak wystarczy jeden całus, przytulenie i rozpływam się. Bycie mamą bliźniąt jest dwa razy cięższe, ale i daje dwa razy więcej cudownych wrażeń.

Marzyłam o dwójce dzieci, a nie mogłam mieć ani jednego. Aż tu nagle taka niespodzianka.

Oczywiście wiedziałam, że szanse są, bo był transfer dwóch zarodków, ale na 2 pierwszych USG był tylko jeden dzidziuś i tylko jedno serduszko. Gdzieś tam z tyłu głowy byłam trochę zawiedziona, że drugiego maluszka nie ma, ale cieszyłam się, że jest chociaż ten jeden. Od 6 tygodnia miałam okropne mdłości, byłam wycieńczona i w 13 tygodniu jadąc rano do pracy myślała jaka szkoda, że nie jestem w ciąży z bliźniakami.

Dlaczego tak bardzo pragnęłaś bliźniaków?

Nie musiałabym znowu przechodzić przez to w kolejnej ciąży. Tego samego dnia miałam USG i okazało się, że w brzuszku są dwa maluchy. Doktor był zszokowany, jakim cudem ten drugi wcześniej się schował, a my z mężem przeszczęśliwi. Uśmiechaliśmy się do siebie jak dzieci przez kilka następnych dni. Nie mogliśmy uwierzyć w nasze szczęście.

A rodzina podzielała waszą radość?

Nie rozumieli naszej radości. Martwili się tym, jak sobie poradzimy z dwójką dzieci.

Macie problemy z ich odróżnieniem?

Nie, są zupełni inni. Nie tylko z wyglądu, ale i charakteru. Franek urodził się pierwszy i był większy, teraz jest mniejszy i drobniejszy od brata. Ma brązowe oczy i proste włosy. Jest stanowczy i dyryguje Olkiem w zabawach. Olek był taki malutki po urodzeniu, a teraz to mały mężczyzna. Niebieskie oczka i główka pełna loczków. Mały pomocnik mamusi. Podzieli się z Frankiem wszystkim i wykonuje każde jego polecenie. Uzupełniają się wzajemnie.

Masz za sobą długą i trudną walkę. 4 pełne programy in vitro, w tym 6 transferów. Jak to wytrzymałaś, nie chciałaś się poddać i to wszystko zostawić?

Prawda jest taka, że po każdym nieudanym podejściu musiałam długo się zbierać, aby stawiać czoła dalszej walce. Najbardziej załamywały wieści o ciążach koleżanek. Z jednej strony się cieszyłam, a w sercu czułam okropny żal. To był koszmar. Mnóstwo przepłakanych nocy i ta okropna bezsilność. Każdy mi powtarzał, że muszę trochę odpuścić, gdzieś wyjechać i nie myśleć cały czas o ciąży.

Łatwo powiedzieć, gorzej zrobić.

To tak jak dla alkoholika powiedzieć: „Przestań pić. Już dziś.” Ja poddałam się po 5 transferze. To był marzec 2014 roku. Stwierdziłam, że najwidoczniej tak ma być i czas się pogodzić z rzeczywistością.

Chciałam jakoś pogodzić się z myślą, że nigdy nie będziemy mieć własnych dzieci. Zaczęłam myśleć o adopcji, ale mój mąż nie był na to gotowy.

Chciałam dać mu tyle czasu ile potrzebuje, bo sama jeszcze do niedawna nie dopuszczałam takiego rozwiązania. Pojechaliśmy z mężem na wakacje do Turcji, bo w końcu mieliśmy pieniądze, a nie wydawaliśmy ich na kolejne leczenie. Całe lato robiliśmy wypady rowerowe i wyjazdy poza miasto, odzyskałam radość życia. Znajomi z dziećmi zaczęli nam zazdrościć takiej swobody, a ja zaczęłam się nią cieszyć chyba pierwszy raz od 5 lat.

Co skłoniło was do kolejnej próby?

Przyszła jesień. Rozmowa z mężem i decyzja, że spróbujemy jeszcze raz. Ostatnie podejście z programu rządowego. Zrobiłam to dla niego, bardzo ciężko przeszłam ostatnią punkcję i nie tęskniłam za tymi doznaniami. Zaczęły się wizyty i leki. Myślami byłam już w maju i planowałam wycieczkę do Paryża. Bo przecież i tym razem się nie uda, nie ma co się łudzić. Miałam już wszystko obmyślone, przeloty, hotele, co zobaczymy. Tak się cieszyłam tym planowaniem, że zapominałam o trudach in vitro. Kolejna punkcja była najgorsza. Czułam się okropnie, bardzo bolał mnie brzuch. W ciągu 1,5 miesiąca od czasu rozpoczęcia leczenia przytyłam 10 kg. Jak można się tym cieszyć. Jednak tym razem się udało. Wiem tylko, że to był cud.

Kto, a może co dawało Ci siłę do dalszej walki?

Mój kochany mąż, on nigdy nie wątpił w to, że nam się uda, nawet jak ja już straciłam nadzieję. Bardzo mnie wspierał. To bardzo trudny czas dla par, nas ta próba bardzo zjednoczyła, wzmocniła naszą miłość. Żadne z nas nie wytykało drugiemu, że to jego wina. Byliśmy w tym razem.

Wspomniałaś, że przyczynę niepłodności u ciebie stanowi endometrioza. Mąż ma z kolei żylaki powrózka nasiennego. Co to za choroba i jaki ma wpływ na płodność?

Żylaki powrózka nasiennego to choroba, która tak naprawdę dotyka mężczyzn, ale nikt o niej nie mówi. Bardzo mało o niej wiedzieliśmy. Jednym z rozwiązań jest operacja. My się nie zdecydowaliśmy. Może dlatego, że profesor, u którego wtedy się leczyliśmy powiedział, że ta operacja mało zmieni w naszym przypadku. Bardzo pomogło nam chodzenie na basen. Po 3 miesiącach regularnego chodzenia, wyniki u męża poprawiły się dwukrotnie.

Ciąża bliźniacza to ciąża wysokiego ryzyka z wielu powodów. Jak to wyglądało u ciebie?

Na początku wszystko było dobrze. Dzieci ładnie przybierały na masie, nie odbiegali od siebie wagowo. W 21 tygodniu na wizycie kontrolnej dowiedziałam się, że jest problem z szyjką, niewydolność ciśnieniowa. Dzieci rosły bardzo szybko i moja macica nie nadążała się rozciągać. Przeleżałam w łóżku do 33 tygodnia ciąży. Ciągle leki rozkurczowe i modlitwa, oby siedzieli w brzuszku jak najdłużej. Dwa razy miałam podawane sterydy na rozwój płuc u chłopaków, aby byli bardziej wydolni oddechowo jak się urodzą. Naprawdę mięli dużo szczęścia. Po urodzeniu spędzili dobę na obserwacji w inkubatorach, a potem łóżeczka. Zero problemów z oddechem, prawie żadnych powikłań wcześniaczych.

Jak wyglądały wasze pierwsze, wspólne dni, wspólne karmienie, przewijanie?

Na początku było ciężko, ale dzielnie pomagał mi mąż. Ja się uparłam i karmiłam dzieciaki swoim mlekiem do 11 miesiąca. Utrudnienie polegało na tym, że musiałam cały czas ściągać mleko laktatorem, bo nie chcieli ssać piersi. Karmiłam jednocześnie. Kładłam na poduszki jeden obok drugiego i dwie butle w obie ręce. Ten, który pierwszy zjadł lądował u mnie na ramieniu do odbicia, a drugiemu nadal przytrzymywałam butelkę.

Największy problem miałam na początku z podwójnym płaczem, bo strasznie szkoda mi było jak obaj płakali.

Wówczas robiłam cuda, woziłam w wózku (co uwielbiali), nosiłam na rączkach na zmianę lub lądowali w bujaczkach.

Myślicie jeszcze o rodzeństwie, czy na chwilę obecną macie już komplet?

Cały czas myślę. Mamy zamrożony jeszcze jeden zarodek i jak patrzę na tych łobuzów, to nie wyobrażam sobie, aby nie wrócić po niego. Bardzo bym chciała córeczkę. Może za rok spróbujemy. Czas pokaże, jak dalej potoczy się nasza historia.

W jaki sposób mogłabyś dodać otuchy innym parom?

Wydaje mi się, że najważniejsze, to nie robić nic na siłę i nie stawiać wszystkiego na jedną kartę. Czasami warto trochę odpuścić, cieszyć się aktualnych stanem, a życie i tak ułoży za nas scenariusz. Powinniśmy cieszyć się z tego, co mamy.

Rozmawiała: Paulina Ryglowska-Stopka

Polecamy także:

Mniej niż 1 proc. szans na ciążę. Efekt? Dwójka z in vitro, trzecie naturalnie!

Sprawdź, jak przebiega ciąża po in vitro. Czy jest inna i trudniejsza?

Grypa w ciąży lub przed in vitro. 5 sposobów, by zwalczyć wirusa

Paulina Ryglowska-Stopka

Autorka książki (jako Laura Lis) "Moje in vitro. Historia prawdziwa", w której pisze, że cuda się zdarzają i nigdy nie należy tracić nadziei.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *