David Dutchman - tuli chore dzieci

Od 13 lat przychodzi do szpitala, by tulić i kołysać do snu chore niemowlęta. Teraz jest o nim książka

W życiu nie ma przypadków – mówi David Deutchman, emerytowany nauczyciel, który od 13 lat jako wolontariusz odwiedza i tuli chore dzieci na oddziale intensywnej terapii w szpitalu w Atlancie. Jego historia wzrusza do łez, ale także uczy, czym jest bezinteresowność oraz prawdziwa miłość oraz potrzeba dotyku. Właśnie ukazała się książka „Pokój kołysanek”, która powstała na podstawie historii Davida Deutchmana.

Ta historia początek ma w 2005 roku, gdy pan David raz w tygodniu przychodził do szpitala w Atlancie na rehabilitację nóg. Był już od pięciu lat emerytowanym nauczycielem i wykładowcą, jednak od czasu do czasu pojawiał się na zajęciach ze studentami, co bardzo lubił, stąd troska o swoją kondycję i sprawność fizyczną – zwłaszcza nóg.

Któregoś razu, wracając z ćwiczeń z rehabilitantem, zatrzymał się na oddziale dziecięcym, który mijał po drodze. Z zachwytem przyglądał się nowo narodzonym dzieciom, co zauważyła jedna z pielęgniarek, która pozwoliła mu na chwilę wejść na salę. Zakochał się w tym widoku i poczuł, że chciałby bywać tu częściej. – Te dzieci, choć bezbronne, dają nadzieję, są nowym życiem i naszym przedłużeniem… – mówił w  jednym z wywiadów z CNN.

Deutchman zapytał pielęgniarkę, czy nie znalazłby się jakiś wolontariat dla niego i czy nie mógłby w jakiś sposób zaangażować się w pomoc tym maluchom. W ten sposób pan David trafił do biura, które zajmuje się przydziałem tego typu pracy i niemal od razu wzbudził zaufanie pracowników szpitala.

Zaproponowano mu wolontariat na oddziale intensywnej terapii najmłodszych, gdzie miał wpierać rodziców chorych dzieci i rozmawiać z ich starszym rodzeństwem. Zaczął niemal z dnia na dzień i tak samo szybko zdobył zaufanie rodzin.

Jak wspominał, pewnego dnia jedna z matek opowiedziała mu szczegółową historię choroby swojego dziecka, mimo że się nie znali. –  Płakała, że los bywa okrutny, a ona, by zapewnić opiekę pozostałym dzieciom, nie może być cały czas przy swoim maleństwie – opowiadał Deutchman.

Pan David poszedł na oddział, na którym leżało to dziecko. Poruszył go widok, jaki zastał i fakt, że tak wiele jest tu płaczu i smutku. Szczególnie zwrócił jednak uwagę na dziecko, które mimo prób pielęgniarek, nie dało się uspokoić. Zapytał, czy nie mógłby przez chwilę potrzymać go na rękach. Ku zdumieniu personelu dziecko zostało ukołysane przez Davida tak, że spokojnie zasnęło. Deutchman zdał sobie wówczas sprawę, że to właśnie tu mógłby pomóc najwięcej i że to właśnie te dzieci potrzebują go najbardziej.

Ponad 13 lat bezinteresownej pomocy

Od czasu zakończenia swojej rehabilitacji David nadal przychodzi na oddział intensywnej terapii i przytula, kołysze, tuli najmłodszych pacjentów podczas nieobecności rodziców. – Jesteś promyczkiem, moim jedynym promyczkiem – śpiewa dzieciom, które wyraźnie czują się bezpieczne w ramionach przyszywanego dziadka.

– Koledzy mnie pytają: co ty tam robisz, a ja odpowiadam: no cóż – tulę bobasy, czasem jestem obsikany, czasem któryś na mnie zwymiotuje – życie – opowiada. – Nie wszyscy rozumieją, jak wiele może dać trzymanie niemowląt. Pytają mnie: po co to robisz. A ja im mówię: Przytulanie ich daje mi wiele radości i sensu. To ja więcej dostaję od tych dzieci – mówi David.

Pod filmikiem, który opublikował szpital, codziennie przybywa kolejnych wzruszających podziękowań dla „dziadka Davida” – głównie są to podziękowania od rodziców malutkich pacjentów, którzy  z różnych względów nie mogą być obecni całą dobę w szpitalu, a dzieci potrzebują bliskości non stop.

Pracownicy szpitala mówią o Davidzie: Nasz bohater – nieoceniony dar dla dzieci w najtrudniejszym momencie. Jedna z pielęgniarek mówi: – David sprawia, że pożegnania z rodzicami przestają być bolesną tragedią, te dzieci czują się przy tym człowieku jak przy kimś bliskim, wyczuwają, że mogą czuć się bezpieczne – każdy szpital chciałby mieć takiego „dziadka Davida”.

Tul, kołysz, noś – nie słuchaj, że rozpieścisz dziecko

O tym, że dla noworodka i niemowlęcia bliskość drugiego człowieka, przytulenie, kołysanie czy ciche śpiewanie do ucha ma nieopisany wpływ na jego rozwój  i jest wsparciem podczas różnego rodzaju leczenia czy terapii, mówi wielu psychologów, ale także lekarzy.

Okazuje się, że nieprawdą jest, iż noszenie czy usypianie maleńkiego dziecka na rękach to czynności, których potem rodzice będą żałować, bo np. przyzwyczają dziecko, rozpieszczą, uzależnią od siebie. Najnowsze badanie, które zostało przeprowadzone w Ogólnopolskim Szpitalu Dziecięcym w Ohio, potwierdza to i zadaje kłam powszechnie powtarzanym radom typu: połóż w końcu to dziecko.

Naukowcy podczas badania skupili się na 125 przedwcześnie urodzonych i terminowych noworodkach. Chcieli zobaczyć, jak dzieci reagują na delikatny dotyk. Odkryli, że wcześniaki, które doświadczyły zwiększonej ilości delikatnego dotyku od rodziców lub personelu, zareagowały silniej na delikatne dotykanie niż dzieci, które były trzymane lub dotykane rzadziej.

–  Ten wzrost reaktywności pokazuje, że delikatne dotykanie (jak kołysanie i kontakt skóra-skóra) może pomóc w rozwoju mózgu – twierdzi główny badacz, dr Nathalie Maitre. – Pokazuje również, że jeśli nie masz już maksymalnego czasu kontaktu z dzieckiem, to i tak nie jest za późno, aby zacząć ponownie ten kontakt budować – dodaje.

Naukowczyni apeluje również, by szpitale angażowały się właśnie w takie terapeutyczne działania. Doskonałym przykładem tego jest szpital w Atlancie i pan David Deutchman.

– Kiedy rodzice nie mogą z jakiegoś powodu zapewnić swojemu dziecku bliskości i dotyku, szpitale powinny móc zaproponować im tego typu terapeutów, którzy zapewnią starannie zaplanowane wrażenia dotykowe, których bardzo często brakuje w szpitalu – powiedziała dr Maitre.

Promowanie bliskości i dotyku między noworodkami i rodzicami staje się coraz bardziej powszechne w szpitalach i oddziałach intensywnej opieki medycznej na całym świecie. I warto z takiej pomocy korzystać, jeśli różne okoliczności nie pozwalają, byśmy sami zapewnili dziecku taki kontakt. Na co dzień z kolei nie unikajmy takiej bliskości – tzw. zimny chów nie wpłynie dobrze ani na nasze relacje z dzieckiem, ani na jego rozwój.

„Pokój kołysanek” – historia z życia przeniesiona

„Pokój kołysanek”, książka Nataszy Sochy, która właśnie ukazała się w Polsce,  jest inspirowana tą właśnie historią.

Joachim ma osiemdziesiąt pięć lat i pracuje w jednym ze szpitali położniczych jako wolontariusz. Pomaga wcześniakom przetrwać najtrudniejsze chwile, tuląc, głaszcząc i opowiadając im historie swojego życia. Najczęściej pojawia się w nich jego największa miłość, którą zawiódł bardziej niż siebie samego.

Joachim i Helena, Marysia i Maria, Marta i jej mąż, który nie radzi sobie z rzeczywistością – wszyscy oni w „pokoju kołysanek” będą szukać odpowiedzi na pytania, czy można odzyskać stracone marzenia i oswoić tęsknotę za tym, co było? Co w życiu jest najważniejsze i jak cenne potrafią być wspomnienia? Czy miłość ma wiek? Czy kiedykolwiek się kończy? Dwadzieścia cztery dni grudnia mogą zmienić wszystko. A cudem nie zawsze jest prezent pod choinką. [z noty wydawcy]

Polecamy.

Źródło: simplemost.com/CNN

POLECAMY TAKŻE: Relacja tylko z matką może być niebezpieczna dla dziecka

Po co jest ojciec? Relacja tylko z matką może być niebezpieczna dla dziecka…

Karolina Wagner

Dziennikarka, redaktorka, absolwentka Polonistyki na UW. Woli słuchać niż mówić, biegać niż siedzieć, medytować niż dywagować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *