Ojciec: Mam córkę z in vitro i w trosce o nią mówię – „Precz od macic!”

W ciągu ostatnich  dni wydarzyło się naprawdę wiele. W polityce, ale też w życiu nas wszystkich. Przez pierwsze czytanie w Sejmie przeszły projekty trzech ważnych ustaw, w tym zaostrzający in vitro. Wszystkie dotyczą każdego z nas, ale kobiet w szczególności. I dziś mamy ten moment, kiedy trzeba się zmobilizować. To jest czas protestu społecznego – moment, kiedy każdy powinien zainteresować się polityką. Niepłodni razem, Polki razem, wszyscy, dla których wolność to możliwość wyboru – razem.

Jak powiedział Perykles: ” To, że nie interesujesz się polityką, nie oznacza, że polityka nie zainteresuje się tobą”.

Wczoraj kupowałem dla żony bukiet słoneczników u znajomego kwiaciarza. Od słowa do słowa mówię, że powinienem być dziś na czarno, bo to dzień czarnego protestu (#czarnyprotest). On mi na to, że nie wie, o co chodzi, bo on polityką się ostatnio w ogóle nie interesuje.

Nie interesuje się, podobnie jak mniej więcej połowa społeczeństwa. 44 proc. młodych Polaków deklaruje, że nie interesuje się polityką. 72 proc. młodych Polaków nie potrafi określić swoich poglądów politycznych. Dane te znajdują odzwierciedlenie we frekwencji wyborczej. Wśród kobiet jest nawet nieco gorzej (o 6%) niż wśród mężczyzn. O tyle mniej kobiet odwiedza urny wyborcze.

Źle, gorzej, najgorzej

W ciągu ostatnich  dni wydarzyło się naprawdę wiele. W polityce, ale też w życiu nas wszystkich, nawet jeśli nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę. Przez pierwsze czytanie w Sejmie przeszły projekty trzech ważnych ustaw. Dotyczą każdego z nas, ale kobiet w szczególności.

Pierwsza z ustaw to projekt zaostrzający tzw. ustawę antyaborcyjną. Druga – to obywatelski projekt łagodzący tę samą ustawę. Trzecia ustawa to zmiana do ustawy o in vitro.

Zgodnie z moimi przewidywaniami, na razie realizowany jest najczarniejszy scenariusz. Projekt obywatelski, łagodzący prawo antyaborcyjne przepadł w przedbiegach. Cóż, naiwni ci, który uwierzyli zapewnieniom, że ten Sejm, w przeciwieństwie do poprzedniego, nie wyśle żadnego projektu obywatelskiego od razu do kosza. Takie były deklaracje PiS podczas wyborów.  Miała to być odpowiedź na jeden z zarzutów wobec Sejmu poprzedniej kadencji. Chlubnym wyjątkiem był tu wicemarszałek Ryszard Terlecki (PiS) nawołujący z trybuny sejmowej do opamiętania (i głosujący za przekazaniem projektu do dalszych prac w komisjach, wbrew linii swojej partii), ale pozostał on głosem wołającego na puszczy.

Bez problemu natomiast przez głosowanie w Sejmie przeszedł projekt Ordo Iuris (skrajnie fundamentalistycznej grupy prawników katolickich, przy których Opus Dei to mięczaki), zaostrzający przepisy i zamierzający zmusić kobiety do rodzenia dzieci, niezależnie czy kobieta to przeżyje, czy nie, czy rodzi oczekiwane dziecko, czy dziecko kazirodczego gwałciciela. Jeśli nie urodzi – do więzienia. Jeśli jesteś jej mężem i jej sugerujesz, że może ciążę usunąć – do więzienia. Jeśli jesteś jej lekarzem, matką, wujkiem, ojcem, dziadkiem, stryjem – do więzienia. Jak w Korei Północnej – trzy pokolenia i trzy stopnie powinowactwa – do więzienia.

Trzecia z ustaw praktycznie eliminuje in vitro z Polski. Niby nie zakazuje, ale czyni je kompletnie nieefektywnym, odbierając szansę na dziecko dziesiątkom albo setkom tysięcy par. Jednocześnie in vitro stanie się nieatrakcyjne dla lekarzy. Raz, że nieopłacalne finansowo. Dwa, że za zarodek, który obumarł, lekarz może trafić do pudła. Kto podejmie takie ryzyko, skoro można pracować w normalnych warunkach i za normalne pieniądze w sąsiednich krajach?

Sam przebieg tego głosowania to materiał na oddzielny felieton. Zainteresowanych odsyłam do stenogramów sejmowych lub dostępnych materiałów wideo w sieci. Dość, że poseł wnioskodawca – Jan Klawiter – nie miał pojęcia, o czym mówi, a na dodatek było mu to najwyraźniej obojętne, bo wynik głosowania był przesądzony.

In vitro – cena wygranych wyborów

Strasznie mnie wkurza, kiedy nie mam racji w jakiejś sprawie. Ale chyba jeszcze bardziej mnie wkurza, gdy czarne scenariusze przeze mnie rysowane okazują się prorocze. Jakiś czas temu napisałem, że najważniejsza walka wciąż jest przed nami. Napisałem, że obecnie rządzący mają obywateli za idiotów, którzy nie mają prawa o sobie decydować. Pisałem, jak bardzo podobne są w swej istocie problemy dotyczące aborcji i in vitro, pomimo oczywistych różnic.

Obydwa zagadnienia dotyczą najintymniejszych kwestii. I zasadniczą sprawą jest grzebanie przez polityków w naszych sercach, w naszych duszach, w naszych sumieniach. Wmawianie nam, że wiedzą lepiej, co jest moralne, a co nie jest. Tacy z nich strażnicy moralności jak z wilka pasterz owiec.

Przekopałem naprawdę kawał sieci, żeby jak najszerzej zrozumieć, o co w tym wszystkim chodzi. Można zrozumieć, jak to się stało, że dwa projekty dotyczące aborcji trafiły pod obrady Wysokiej Izby w tym samym terminie. Łatwo nawet zrozumieć, dlaczego jeden z nich przepadł, a drugi trafił do dalszych prac w komisjach. Są oczywiście tacy, który twierdzą, że jest to temat zastępczy, mający zamieść pod dywan problemy budżetowe. To stara taktyka, znana od lat. Taka tania zagrywka polityczna i myślę, że jest w tym trochę racji.

Skąd jednak nagle pojawia się przy tej okazji temat in vitro? Najbardziej przemawia do mnie pogląd – niejednego z nas, co pokazują rozmaite wpisy na blogach, forach czy w opiniotwórczych serwisach,  że PiS, zwyciężając w wyborach dzięki Kościołowi Katolickiemu, zmuszone jest przehandlować sprawy związane z prokreacją Polaków wedle życzenia Kościoła. Tematy prokreacyjne są dwa – aborcja i in vitro.

Ponieważ znaczne zaostrzenie ustawy antyaborcyjnej kosztowałoby PiS zbyt wiele w sondażach – pozostaje in vitro. In vitro jest tym, co partia odda Kościołowi w zamian za poparcie w wyborach.

Czas walki

Protest kobiet

 

Wracając jednak do zainteresowania polityką. Drogie panie, ja czekam. Czekam, kiedy wreszcie wszystkie polityką się zainteresujecie, bo ona wami już się zainteresowała. Czekam, kiedy skończy się wam cierpliwość i wyjdziecie na ulice jak 40 lat temu kobiety w Islandii, pokazując, kto na pewno nie jest słabą płcią. Czekam dnia, kiedy przestaniecie słuchać spokojnie kazań księży, traktujących was jak morderczynie własnych dzieci, jak bezmyślne inkubatory…

Gdzie jesteście lekarze ginekolodzy, dziś zajmujący się in vitro? Czy profesor Dębski jest jedynym lekarzem z tej branży, który ma jaja i potrafi powiedzieć, co myśli w tej sprawie? Dlaczego tak mało was w mediach i na ulicach, jakby nic się nie działo? Dziś pacjenci potrzebują was także poza gabinetami. Szczególnie że już jutro możecie gabinetów nie mieć.

Dziś popołudniu usiadłem na podłodze i bawiłem się z moją półtoraroczną córką – córką z in vitro. Pomyślałem sobie, w jakim smutnym kraju i w jakich smutnych czasach może jej przyjść żyć. Na razie jest radosnym dzieckiem, śmieje się, bawi. Ale przyjdzie dzień, w którym zrozumie, że to kraj, którym rządzą ludzie marzący wyłącznie o dorwaniu się do jej macicy i sprawowaniu nad nią pełnej kontroli.

Co odpowiedziałbym dziś mojej córce, gdyby mnie zapytała: tato, co mam robić? Z bólem serca odpowiedziałbym: spieprzać stąd, moje dziecko, szybko spieprzać. Zanim zajdziesz w ciążę albo odkryjesz, że nie możesz w nią zajść. Bo w Polsce nienawidzi się kobiet. Tych, co mogą rodzić, ale nie chcą, i tych, które rodzić nie mogą.

Dobrze, córeczko, że jeszcze jesteś za mała. Może za kilka lat będę mógł odpowiedzieć ci coś innego. Bardzo bym chciał, aby tak było. Ale to zależy od nas wszystkich. To jest moment, kiedy trzeba się zmobilizować i zjednoczyć. Proszę, pomóżcie w tej walce! To jest czas szerokiego protestu społecznego. To jest czas walki. To jest moment, kiedy każdy powinien zainteresować się polityką. Wszak ona się nami już dawno interesuje.

PRZECZYTAJ TAKŻE:

Los in vitro zależy od pięciu posłów

Wierzę w Boga, wierzę w in vitro

Dorota Wellman: To, co politycy chcą zrobić z in vitro, to zbrodnia!

Vote

PRZYŁĄCZ SIĘ DO NAS NA FACEBOOKU

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *