Tych bakterii się nie pozbędziesz! To one mogą być zagrożeniem dla płodności

Bakterie są wszędzie i mimo usilnych starań nie pozbędziemy się ich z naszego życia, nawet w XXI wieku. Czy jednak te, z którymi walczymy na co dzień, są najgroźniejsze? I jak drobnoustroje wpływają na naszą płodność?

Bakterie żyją obok nas

Kiedy byłem dzieckiem (a było to mniej więcej 30 lat temu), w telewizji nie było reklam. Nikt nie wiedział, że istnieją środki zabijające bakterie na śmierć czy pasty do zębów, usuwające do 99% płytki nazębnej. Każdy po prostu wiedział, że zęby trzeba myć, aby jak najmniej chodzić do dentysty (bo dentysta miał wolnoobrotową wiertarkę, a znieczulenie było tylko do usuwania zębów), a ręce, ponieważ można dostać czerwonki (tak, 30 lat temu zdarzała się w szkołach czerwonka, a wszawica była na porządku dziennym).

Trzydzieści lat później popadliśmy w rodzaj schizofrenii. Z jednej strony faszerujemy się probiotykami (które nie są niczym innym niż bakteriami, zasiedlającymi nasz przewód pokarmowy), z drugiej używamy środków chemicznych, które według reklam mają usunąć 99% bakterii z toalety.

Paranoidalny wręcz lęk przed drobnoustrojami sprawia, że wylewamy hektolitry substancji chemicznych, mających wyeliminować niemal wszystkie bakterie z naszego życia.

Używamy past do zębów, których producenci obiecują wybicie w ustach całej flory bakteryjnej bez brania jakichkolwiek jeńców oraz mydeł bakteriobójczych, mających rzekomo działać skuteczniej niż zwykłe mydła.

Jeden krok od katastrofy

Prawdziwym problemem jednak nie jest 99% bakterii, które mogą być eliminowane przez te substancje. Problem stanowi ten 1%, który pozostaje.

Bakterie, które przeżywają starcie z naszymi chemikaliami (nie ważne, czy w toalecie, na rękach, czy w ustach) to nie są zwykłe bakterie i nie przypadek decyduje o ich przetrwaniu. To są bakterie, które są oporne na działanie tych środków. Innymi słowy – pozostają akurat te bakterie, których nie potrafimy pokonać przy użyciu stosowanych powszechnie metod.

Co gorsza – eliminując wszystkie pozostałe, nie pozostawiamy im żadnej konkurencji. A tymczasem natura nie lubi próżni. Najgroźniejsze bakterie mogą się zatem namnażać bez ograniczeń. Choć nie są większym problemem, gdy stanowią 1%, to gdy stanowią większość zmierzamy wprost ku katastrofie. Darwinizm w najczystszej postaci – najsilniejsze bakterie kolonizują całe środowisko.

Być może niektórzy pamiętają, jak jakiś czas temu pisałem o potencjalnym wpływie triklosanu na męską płodność. Triklosan, dodawany często do past do zębów i mydeł bakteriobójczych, wpływa na ruchliwość plemników. Otóż uważane za bardzo liberalne Stany Zjednoczone (w przeciwieństwie do rzekomo bardziej konserwatywnej Europy) postanowiły zakazać dodawania triklosanu do mydeł oraz past do zębów.

Precz z margaryną i triklosanem

USA nie podjęły wprawdzie tej decyzji w oparciu o badania dotyczące wpływu triklosanu na płodność. To jednak bez większego znaczenia – Al Capone trafił przecież do więzienia za podatki. A triklosan za podejrzenie, że może się przyczyniać do rozwoju szczepów bakterii opornych na antybiotyki. Dodatkowo producentom środków higieny z dodatkiem triklosanu nie udało się przez dwa lata wykazać, że takie środki działają skuteczniej od innych, bez dodatku tej substancji.

Wbrew teoriom spiskowym, kreowanym przez choćby proepidemików (pieszczotliwie zwanych antyszczepionkowcami), FDA (amerykańska Agencja Żywności i Żywienia) jest bardziej restrykcyjna (i działająca wbrew korporacjom) niż podobne instytucje na starym kontynencie. Wystarczy przypomnieć, że los triklosanu w USA podzieliły także wszelkie sztucznie utwardzane tłuszcze (czyli margaryny). Miksy do chleba w Stanach Zjednoczonych nie mają racji bytu.

Z całą pewnością nie każda z substancji zakazywanych do stosowania przez FDA stanowi zagrożenie dla naszej płodności, ale warto śledzić poczynania amerykańskiej Agencji Żywności i Żywienia.

Wyprzedzają one niekiedy o lata działania instytucji na Starym Kontynencie. A margaryna jest naprawdę niezdrowa. Triklosan także.


Przeczytaj także:

Nowy raport: Popularne kosmetyki, które zagrażają płodności. Używasz ich!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *