Depresja poadopcyjna - temat tabu

„Żałuję, że adoptowałam…” Depresja poadopcyjna – temat tabu

Depresja poadopcyjna, choć jest zjawiskiem dość częstym, wciąż nie funkcjonuje w świadomości ludzi tak mocno jak depresja poporodowa. Tymczasem aż 60 procent adopcyjnych mam doświadcza chronicznego smutku i rozmaitych lęków związanych z nową rzeczywistością macierzyńską. Skąd się bierze i czym jest depresja poadopcyjna oraz gdzie szukać wsparcia?

Najgorszy jest wstyd – bo przecież zrobiliśmy to na własne życzenie. Jak można więc w takiej sytuacji tak po prostu przyznać się, że nie jest jednak tak, jak to sobie wymarzyliśmy? A może jestem złą matką, a może lepiej było być niepłodną? Depresja poadopcyjna to wciąż temat tabu, o którym trzeba głośno mówić – mówi Katarzyna, mama adoptowanej Ani.

Ze stresu w stres – najpierw niepłodna, teraz kiepska matka

Gdybym wiedziała, że depresja poadopcyjna jest tak samo naturalnym zjawiskiem jak depresja poporodowa, może byłoby mi łatwiej przejść ten czas – bez szkody dla siebie i mojego adoptowanego dziecka. Zanim jednak trafiłam do psychologa, minęło sporo czasu, a ja nie wiedziałam, co robić, by odzyskać radość z tak wyczekanego macierzyństwa. A czekaliśmy na to bardzo długo. Dopiero po sześciu latach nieudanych starań o ciążę – w tym leczenia w klinikach, dwóch nieudanych procedurach in vitro, podjęliśmy decyzję, że zaadoptujemy dziecko. Byliśmy pełni obaw, a może też nieco rozczarowani, że nie udało nam się doczekać swojego biologicznego dziecka. Potem zastanawiałam się – już po zakończonej sukcesem procedurze adopcyjnej, gdy córka była z nami w naszym domu – czy nie był to zwyczajnie akt desperacji.

„Nie spodziewałam się tak trudnych emocji w momencie, w którym spełniło się nasze największe marzenie bycia rodzicami. Teraz jest już dużo lepiej – ale bez pomocy psychologa nie byłoby to możliwe.”

Jestem szczęśliwą mamą, a moje dziecko – mimo że nie jest biologiczne – jest dla mnie całym światem. Codziennie uczę się nowych rzeczy od niej, nowych umiejętności radzenia sobie już nie we dwójkę, ale we trójkę. Wciąż przestawiam się na tryb „jestem mamą”, a nie „będę mamą”. I dziś wiem, że taki sam etap przechodzi każda matka, która rodzi swoje dziecko, zwłaszcza pierwsze. Nie czuję się już gorsza, a takie myśli towarzyszyły mi właściwie od momentu, jak dowiedziałam się, że mam problem z płodnością. Potem lata starań, porażek, łez, frustracji, by w końcu podjąć decyzję, która dla wielu par często staje się ostatnią deską ratunku. Człowiek ma poczcie przegranej, a jednocześnie próbuje sobie tłumaczyć, że adopcja to piękna sprawa i – kto wie – może jeszcze większy dar od losu. W głowie kłębią się myśli, jak to będzie potem – i niekoniecznie chodzi o to, jak będzie wyglądało życie z dzieckiem, które pojawi się „skądś”, ale o to, jak wszyscy inni będą reagować na taką decyzję.

„Ania miał niecałe dwa latka jak ją wzięliśmy do siebie. Trudny moment w rozwoju dziecka – zwłaszcza takiego, które zmienia otoczenie. Był płacz, bunt, reakcje na różne sytuacje, których nie poznaliśmy w czasie trwania procedury i zapoznawania się z dzieckiem. Wiele spraw mnie zaskoczyło – a najbardziej bolało, że czułam się dla niej obca.”

Płakałam i nie wiedziałam, co robić. Przecież jej nie oddam, ale jak żyć w takim poczuciu bezradności. Nie było dziecka – była rozpacz, a teraz – gdy już jest – rozpacz również towarzyszy. Tak źle i tak niedobrze. To naprawdę paraliżujące uczucie. Strach nie tylko przed przyszłością, ale przede wszystkich przed sobą. Takich emocji nie wylewa się na forum, nie pisze w grupie wsparcia – bo wstyd bierze górę. Mimo wielkiej potrzeby opowiedzenia komuś o tym, co się ze mną dzieje, wyobrażałam sobie komentarze w stylu wyrodna matka, nie dorosłaś do macierzyństwa, niepłodność była ci pisana…

Tymczasem powinno się mówić i pisać o tym, czego od strony emocji mogą spodziewać się adopcyjni rodzice. I że nie jest zawsze od razu tak różowo i szczęśliwie i że mogą pojawić się myśli: Po co mi to było? Kobiety, które decydują się na adopcję powinny wiedzieć, że może ich czekać coś takiego jak depresja poadopcyjna, której nie trzeba się wstydzić. I tak samo jak matka biologiczna idzie w takim stanie do psychologa, tak i mama adopcyjna powinna się tam udać. 

Skąd się bierze depresja poadopcyjna

Depresja poadopcyjna, choć jest zjawiskiem dość częstym, wciąż nie funkcjonuje w świadomości ludzi tak mocno jak depresja poporodowa, którą można wytłumaczyć wieloma naturalnymi sytuacjami, np. zmęczeniem po ciąży, szalejącymi hormonami czy notorycznym niewyspaniem. Wydawać więc by się mogło, że adopcja powinna uchronić kobietę przed taką fazą emocjonalną. Tymczasem – co potwierdzają także badania – wiele kobiet doświadcza lęków i stanów depresyjnych właśnie po adopcji.

Prof. Karen J. Foli z Purdue University przeprowadziła 21 rozmów z rodzicami adopcyjnymi, pytając ich o przysposobienie i doświadczenia depresyjne. Rozmowy te skonfrontowała z opiniami 11 ekspertów zajmujących się adopcją. 

– Ludzie często słyszą o depresji poporodowej, kiedy na świat przychodzi dziecko, ale nie mówi się właściwie o stanie emocjonalnym rodziców adopcyjnych, gdy do ich domu trafia wreszcie upragniony maluch. W naszym badaniu większość doświadczających depresji rodziców adopcyjnych wspominała o niespełnionych bądź nierealistycznych oczekiwaniach własnych, dziecka, rodziny i przyjaciół bądź społeczeństwa – wyjaśniała na łamach Science Daily prof. Foli.

Pary, które wzięły udział w jej badaniu, adoptowały dzieci w różnym wieku – od noworodków po nastolatków. Badaczka usłyszała od większości z nich, że nie sądzili, iż proces wzajemnego przywiązywania będzie tak trudny lub że rodzina i przyjaciele nie zapewnią takiego wsparcia, na jakie mogą liczyć rodzice biologiczni oraz że dziecko adoptowane może być nieco inaczej traktowane niż dzieci biologiczne, np. rodzeństwa. Pary opowiadały również, że towarzyszyło im rozczarowanie w związku z tą decyzją i nie sądziły, że mogą pomyśleć o niej jak o pomyłce. Przyznawali także, że nie byli odpowiednio przygotowani i nie zdawali sobie sprawy, jak przytłaczające mogą być potrzeby ich dziecka. W tej jednak sytuacji dużo trudniej mówić otoczeniu o tego typu emocjach i o ile niepłodność, czyli czas przed adopcją również nie należał do łatwych, o tyle mimo wszystko wówczas lżej im było dzielić się przeżyciami i porażkami, zwłaszcza wśród ludzi, którzy to rozumieli.  

Depresja poadopcyjna – to też się leczy

Specjaliści, których o opinię poprosiła prof. Foli, potwierdzają, że rodzice mają spore opory, by przyznać się do problemów i trudnych emocji, jakie towarzyszą nowej roli. Wstydzą się tego, a jednocześnie obwiniają się za ten wstyd i pogrążają w myślach, że wina znów leży po ich stronie. Znów – to znaczy jak wtedy, gdy dowiedzieli się, że mają problem z płodnością i nie mogą mieć dziecka biologicznego. „Coś z nami nie tak…” – myślą. 

Eksperci zauważają, że bardzo duży wpływ na depresję poadopcyjną ma właśnie bardzo długi czas niepłodności i oczekiwania na swoje dziecko.

Pary są fizycznie i psychicznie zmęczone, a mimo to podejmują decyzję o kolejnym męczącym etapie, jakim jest procedura adopcyjna. Dochodzi tu jednak jeszcze inny rodzaj stresu i obaw – tym razem związanych z niewiadomą dotyczącą nowego członka rodziny.

Chroniczny smutek oraz rozmaite lęki dotykają aż 60 proc. adopcyjnych matek. Kobiety te najczęściej nie dają sobie jednak prawa do takich emocji. Nie ułatwia im tego także ogólnie przyjęte społeczne wyobrażenie na temat adopcyjnych rodziców jako ludzi o wielkim sercu, a wręcz bohaterów. Ten rodzaj wizerunku będącego jednocześnie presją nie ułatwia rodzicom adopcyjnym mówienia o trudnych emocjach. Warto jednak  wiedzieć, że depresję poadopcyjną – tak samo jak depresję poporodową, skutecznie leczy się psychiatrycznie i psychologicznie. I warto z takiej pomocy korzystać, pamiętając, że nieleczona długotrwała depresja może prowadzić do zdecydowanie poważniejszych konsekwencji zdrowotnych i życiowych.


POLECAMY TAKŻE:

Adopcja: Czy zdołam je pokochać? – 6 obaw przyszłych rodziców adopcyjnych

Adopcja: Czy zdołam je pokochać? – 6 obaw przyszłych rodziców adopcyjnych

Karolina Wagner

Dziennikarka, redaktorka, absolwentka Polonistyki na UW. Woli słuchać niż mówić, biegać niż siedzieć, medytować niż dywagować.
Komentarze: 1

JAK MAMY O TYM ROZMAWIAĆ JAK ADOPCJA NADAL JEST TEMATEM TABU?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *