Gdy pomocna dłoń żony to za mało, by pomóc niepłodnemu mężczyźnie

Jak pomóc niepłodnemu mężczyźnie? Bo to, że lepiej znoszą problem niepłodności, nie oznacza wcale, że nie potrzebują wsparcia i pomocy. Kiedy wystarczy pomocna dłoń partnerki, a kiedy pomoc terapeuty – spytaliśmy Aurelię Kurczyńską, psychoterapeutę i psychologa z kliniki Invicta.

 

Spotyka się Pani z niepłodnymi parami leczącymi się w klinice…

To prawda, jednak nie zawsze są to oboje partnerzy. W przeważającej części przychodzą same panie.

A zdarzają się przypadki, że przychodzą również sami panowie?

Owszem, jednak niestety bardzo rzadko. Jeśli już zjawiają się panowie, to raczej w obecności swoich partnerek.

Z czego to może wynikać?

To zależy – chociażby od tego, u którego z partnerów zdiagnozowano przyczynę niepłodności. Jeżeli  przyczyna niepłodności leży po stronie partnera, wówczas panowie mogą mieć trudność, aby skorzystać z pomocy specjalisty.

Mężczyźni mniej otwarcie wyrażają swoje uczucia w związku z diagnozą i leczeniem. Czasem sprawiają wrażenie mniej przejętych perspektywą bezdzietności niż ich partnerki, co jednak nie oznacza, że nic nie czują. Ich przeżycia są równie głębokie, poza tym oczekują od swoich partnerek emocjonalnego wsparcia.

 Uważają, że pomoc specjalisty będzie uznawana za mało męską?

 Sądzę, że w wielu przypadkach tak właśnie może być. W klinice Invicta mamy zespół współpracujących ze sobą specjalistów z różnych dziedzin. I każdy z lekarzy zachęca swoich pacjentów do korzystania z pomocy psychologa, psychoterapeuty. Specjalistyczna pomoc psychologiczna jest zatem stałym elementem leczenia – począwszy od etapu przeddiagnostycznego (gdzie para dopiero trafia do kliniki), przez etap diagnostyczny i etap leczenia, a skończywszy na etapie rozwiązań.

Są jednak panowie, którzy uważają, iż korzystanie z pomocy psychologicznej jest równoznaczne z okazaniem słabości, nie mając świadomości, iż zwrócenie się po fachową pomoc jest właśnie oznaką radzenia sobie i pokazuje jak dużo wewnętrznych zasobów ma mężczyzna, który z tej pomocy korzysta.  To właśnie świadczy o tym, iż szuka rozwiązania. Nie jest przecież żadnym problemem być silnym wtedy, kiedy wszystko jest wspaniale.

Większa część panów rzeczywiście uważa, że z pomocy psychologicznej powinny korzystać bardziej ich partnerki niż oni sami. Zdarza się, że nie radzą sobie ze swoimi partnerkami: ich labilnością emocjonalną, czasem niezgodą co do wyboru dalszej metody leczenia i wówczas, gdy to kobieta w sytuacji kryzysowej uzyska właściwą pomoc – mają poczucie, iż pomagając im – pośrednio pomagają  też samym sobie.

Załóżmy, że para przyjdzie razem na takie spotkanie. Jak wówczas wygląda komunikacja – czy kobieta przejmuje inicjatywę, a partner siedzi cicho…

Dużo zależy od tego, po czyjej stronie leży przyczyna choroby. Jeżeli przyczyna niepłodności leży po stronie partnera, to w większości przypadków jest tak, że panowie są mniej aktywni, a panie wiodą prym w rozmowie. Często także chcą po prostu chronić swojego partnera i biorą całą odpowiedzialność na siebie. Zdarza się i tak, że w poczekalni siedzą oboje, ale do gabinetu już wchodzi już tylko jedno z nich [sama kobieta], a mężczyzna zostaje na poczekalni.

Może to oznaczać, że panowie gorzej sobie radzą z problemem niepłodności?

 Wręcz przeciwnie. To właśnie panowie generalnie zdecydowanie lepiej sobie radzą z niepłodnością. W większości przypadków podchodzą do problemu bardziej zadaniowo i to pomaga im szybciej poradzić sobie z diagnozą. Chociaż i tutaj też są wyjątki.

Nawet jeśli podczas terapii, dochodzi do sytuacji, w której to partnerki oskarżają swoich partnerów winą o brak dziecka?

 Owszem, zdarzają się takie sytuacje, ale najczęściej wtedy, gdy wcześniej to sami panowie obarczali je odpowiedzialnością za trudności z zajściem w ciążę. Jeśli partner nie wspiera, krytykuje, obwinia – musi liczyć się z tym, iż jeśli sytuacja się odwróci – jego nasienie na dalszym etapie leczenia okaże się nieprawidłowe – to partnerka może mu to niejako „oddać z nawiązką”.

Jest Pani często świadkiem kłótni małżeńskich podczas spotkania terapeutycznego?

Tak,  i to wcale nie tak rzadko. Spory zaczynają się zazwyczaj wtedy, gdy małżonkowie nie słuchają siebie nawzajem: nie słyszą co druga strona do nich mówi, co jest „pod spodem” –  czyli jaki jest prawdziwy przekaz wypowiedzianych przez partnerkę/partnera słów. Bardzo często zamieniają uczucia: lęk, żal czy wstyd  – na złość, a potem odreagowują.

Łatwiej jest na przykład mężczyźnie zareagować złością niż powiedzieć, że boję się, co dalej z nami będzie, jak będzie wyglądał nasz związek.

O co kobiety mają pretensje do swoich partnerów?

O to na przykład, że wcześniej nie chciał mieć dzieci, a teraz już jest za późno, ponieważ rezerwa jajnikowa jest za niska.

Jak Pani reaguje na taką kłótnię?

Krótką chwilę się temu przyglądam, potem pokazuję sposób, w jaki się ze sobą komunikują, konfrontuję parę, po czym pytam, co byłoby, gdyby teraz w ich związku pojawiło się dziecko? Czy uważają,  że skoro sami nie potrafią się ze sobą komunikować i porozumieć, to dziecko byłoby z nimi szczęśliwe?

I jaka pada zazwyczaj odpowiedź?

Odpowiadają, że nie. Czasem tylko jedno z partnerów mówi, że nie. Są wówczas zdziwieni brakiem spójności pomiędzy nimi w tak ważnej kwestii, co oznacza, że zupełnie inaczej postrzegają siebie samych, widzą w inny sposób swój związek, który ma stanowić podwalinę do powiększenia rodziny.  Oboje są świadomi tego, że jeśli pojawi się dziecko, to i tak  najprawdopodobniej nic się pomiędzy nimi nie zmieni.

Oczywiste jest również, że jak na świat przychodzi potomstwo, to oprócz radości, czasem też pojawiają się smutki, zmartwienia, codzienne kłopoty. Wówczas taka para zamiast się do siebie przybliżać – oddala się. I związek może się rozpaść.

I co im Pani wtedy radzi?

Sugeruję, żeby najpierw popracowali nad tym, co dzieje się w ich związku, a dopiero później zaczęli myśleć o dziecku.

A z jakim problemami najczęściej przychodzą mężczyźni?

Może dziwnie to zabrzmi, ale zazwyczaj problem, z jakim przychodzą, to ich partnerka. I nie chodzi o to, że to sama kobieta stanowi problem – tylko jej nie radzenie sobie z emocjami.

Panowie nie radzą sobie z huśtawką emocjonalną swoich partnerek: od radości, poprzez płacz, agresję, czasem aż do wybuchów złości. Panowie przychodzą po wskazówki, jak sobie radzić ze stresem, ze swoimi partnerkami, z napięciem.

Kiedy pojawiają się takie problemy, na jakim etapie leczenia?

U kobiet pojawiają się zazwyczaj na samym początku leczenia. U panów trochę później. W momencie, gdy para jest diagnozowana w klinice, część par już jest w kryzysie. U kobiet mogą się pojawić zaburzenia nastroju, częściej odczuwają: lęk, zaburzenia nastroju, niepokój, drażliwość, rozpacz, poczucie winy i krzywdy. To kobiety dostają leki, częściej poddawane są powtarzającym się badaniom usg i innym procedurom ginekologicznym.

U panów z kolei na późniejszym etapie leczenia może pojawić się obwinianie się i obniżenie samooceny, mniejsze poczucie własnej wartości (izolacja) utożsamianie płodności ze sprawnością seksualną – zachwianie wiary w sprawność własnego ciała. Konsekwencją czego może być okresowa impotencja bądź pogorszenie się lub zmniejszenie częstości współżycia seksualnego oraz wzrost sytuacji konfliktowych w związku.

Warto pamiętać, że dla wielu par niepłodność okazuje się jednoznacznym kryzysem i klęską życiową!

 Kiedy Pani zdaniem mężczyzn „dopada” największy kryzys w trakcie leczenia niepłodności?

Już samo przyjście pacjentów do kliniki wskazuje na fakt, że ich możliwości zostały wyczerpane i sami nie radzą sobie z problemem. U części z nich wzajemne relacje mogą już być nadwątlone długim okresem starań. Jeżeli diagnoza na samym początku leczenia pokaże, że przyczyną niepłodności jest czynnik męski, to ten kryzys może się pojawić już w tym momencie. Jeśli z kolei niepłodność jest idiopatyczna (nie ma jednoznacznej przyczyny niepłodności) lub leży ona po stronie partnerki, to takie problemy mogą pojawić się na późniejszym etapie leczenia.

W zupełnie innej sytuacji jest mężczyzna, który już w momencie związania się ze swoją aktualną partnerką wiedział, że może mieć problem z płodnością (np. poprzez przebyte choroby czy urazy w młodości) i wiedzę tę posiadała również jego partnerka. A co innego, gdy ten problem powstaje  niespodziewanie. Wówczas może pojawić się kryzys.

Panowie traktują pewnie swoją niepłodność jako ujmę na męskim honorze.

Generalnie tak. Dużo zależy od gotowości i dojrzałości spojrzenia na problem niepłodności. Dla większości panów płodność to jednak męskość. Złe wyniki odbierają jako oznakę niepełnowartościowości, braku męskości. Interpretują jako kompromitację wobec kobiety, wobec siebie samego, wobec całego męskiego świata. Jest jednak też wielu panów, którzy, mając wsparcie swojej partnerki, bardzo dobrze sobie z tym radzą. Duże znaczenie ma również społeczeństwo.

O ile kobiety niepłodne słyszą od koleżanek słowa: „przykro mi, że nie możesz zajść w ciążę, wierzę,  wiem, co przeżywasz, ponieważ sama przez to przechodziłam”, o tyle panowie w podobnej sytuacji stają się obiektem drwin wśród kolegów, np. padają niezbyt fajne „pocieszenia” w stylu: „jak sam nie możesz, to mogę ci pomóc”, co tylko u niepłodnego mężczyzny wzmaga wstyd i poczucie winy.

Często także słyszę od pań, że ich partner miał tylko jedno zadanie – oddać nasienie i nie dał rady.  I co w takiej sytuacji?

Panowie często muszą oddać nasienie w nietypowej sytuacji (np. w klinice) i wówczas mogą mieć kłopot z potencją. Panie się wówczas irytują. Pojawia się żal, złość. Jedyne przecież, co ma zrobić mężczyzna, aby począć dziecko – to oddać nasienie, cała reszta spoczywa na kobiecie, tym bardziej, więc informacja o słabej jakości nasienia jest dla niego bolesna. Cały „ciężar” spoczywa na kobiecie – to ona zachodzi w ciążę, to w jej ciele dziecko rozwija się, to ciało kobiety ulega zmianom. To kobieta rodzi i karmi piersią. Mężczyzna ma „tylko” oddać nasienie. No i czasem w sytuacji stresowej nie może.

Jeżeli dochodzi do takiej sytuacji tuż przed zabiegiem, jak można pomóc takiemu parterowi?

Myślę, że dobrze byłoby, aby także kobiety dawały swoim partnerom wsparcie.  Jak nie ma dobrej relacji w związku, to partnerowi trudniej jest przejść przez cały proces leczenia niepłodności i oddać nasienie w kluczowym momencie.

Kobieta mogłaby okazać swojemu partnerowi więcej zrozumienia, mówiąc mu chociażby: „no trudno zdarza się, podejdziemy po raz kolejny do procedury”. Ważne jest, aby nie naciskać na partnera i nie wywierać na niego presji, ponieważ im większa presja, tym większa trudność dla mężczyzny.

Czy w trakcie leczenia panowie często narzekają na brak wsparcia ze strony partnerki i rozpadający się związek?

Zdarza się. Panowie raczej jednak nie narzekają, oni mówią o swoich obawach lub się złoszczą. To panowie głównie dają wsparcie swoim partnerkom, ale nie zawsze je od nich otrzymują. Dużo zależy od tego, jak było na początku związku, czy przed samym rozpoczęciem leczenia, jak układały się ich relacje wcześniej – czy potrafili ze sobą rozmawiać i komunikować się, a to ma bez wątpienia wpływ na to, jak przechodzą razem przez cały ten proces.

Czy stosuje Pani jakieś specjalne techniki pracy podczas terapii?

Rozmawiam z parą, przyglądam się ich relacji, sposobie komunikowania się. Uczę patrzenia z perspektywy tej drugiej strony: partnera, partnerki. Pytam, co myślą, co czują, co robią. Przyglądamy się oczekiwaniom, potrzebom pary. Uczę komunikacji: jak ze sobą rozmawiać, aby się wzajemnie nie atakować, tylko dać sobie wsparcie, jak dać sobie więcej zrozumienia, a podczas nieporozumień koncentrować się na faktach,  a nie wyobrażeniach i nie wracać do spraw, które nie mają związku z aktualnie omawianym problemem.

A jakie emocje  najczęściej towarzyszą leczącym się mężczyznom? Złość, zagubienie, wina, niezrozumienie, czy może buta, arogancja, obwinianie świata za zaistniałą sytuację?

Myślę, że przede wszystkim towarzyszy im wstyd, poczucie winy, że to przez nich partnerka nie może mieć dziecka. Czasem mają obawy, że ich związek się rozpadnie, że oboje tego nie udźwigną. Podłoże stanowi najczęściej wstyd albo lęk, a na wierzch wychodzi złość.

Niepłodność siedzi w głowie?

Jeśli para leczy się  z powodu niepłodności, to tzw. blokada w głowie jest skutkiem, a nie przyczyną. Samo pragnienie posiadania dziecka nie jest czymś złym, wręcz przeciwnie. To coś pięknego. Trudność stanowi negatywny ładunek emocjonalny, który temu towarzyszy. Skrajne emocje – to, co przeżywamy: frustrację wynikająca z niezaspokojenia potrzeb, złość, rozczarowanie, rozpacz, smutek, powodują, że zamiast zwiększyć prawdopodobieństwo zajścia w ciążę – oddalamy się od niej. Im lepiej się czuję –  tym większe szanse na zagnieżdżenie się zarodka, a nie: im gorzej tym lepiej.

Czy z każdym mężczyzną pracuje się w ten sam sposób? W końcu cel jest ten sam – dziecko.

Mimo że cel jest ten sam i jest nim dziecko, to z każdym panem pracuje się zupełnie inaczej. Każdy jest po prostu inny, chociaż czasem mamy podobne doświadczenia.  Ważne jest, aby partner był w zgodzie sam ze sobą, aby był po prostu ze sobą szczęśliwy. Jeśli on będzie szczęśliwy, to są większe szanse, iż jego partnerka także będzie z nim szczęśliwa – nawet jeśli nie będzie miała z nimi dziecka. Jeżeli jako para będą szczęśliwi, to wtedy, kiedy pojawi się dziecko, ono ma również szanse na to, aby być radosne i szczęśliwe.

Do każdego  pacjenta podchodzę inaczej. To do niego dostosowuję narzędzia, które mam, a nie odwrotnie. Wybieram to, co dla tej osoby w tym momencie jest dobre. Nie mam jednej ramki, do której dopasowuję pacjenta i nie pracuję według jednego szablonu. Dla mnie celem przy pracy terapeutycznej z parą nie jest dziecko, ponieważ nie zawsze uda się to zrealizować. Myślę, że celem samym w sobie powinno być to, aby taki pan nauczył się trochę innego sposobu funkcjonowania i dobrej relacji z samym sobą – by mógł czerpać radość bez względu na to, co się wokół niego dzieje.

Dlatego tak ważna jest współpraca ginekologa z psychologiem?

 To bardzo ważne, ponieważ nie da się oddzielić umysłu od ciała. Jeżeli pacjentka z góry zakłada, że się nie uda, ma tendencję do straszenia się, to jej ciało zaczyna się niejako do tego fizjologicznie dostosowywać, ponieważ rośnie poziom kortyzolu, a spada poziom serotoniny i wówczas szanse na to, że jednak się uda, maleją.

To, co się dzieje w głowie, ma wpływ na to, jak reaguje ciało i odwrotnie. Dlatego współpraca psychologa, psychoterapeuty z ginekologiem jest ogromnie ważna.

Polecamy również:

Trudne starania o dziecko: 5 listów mężów do żon

Dziecko nie jest ci pisane?

Niepłodność: jeden problem, dwa różne spojrzenia


Aurelia Kurczyńska, psychoterapeutka i psycholożka z kliniki Invicta. Konsultacja psychologiczna:

Aurelia Kurczyńska,

psychoterapeuta i psycholog kliniki Invicta.

 

Paulina Ryglowska-Stopka

Autorka książki (jako Laura Lis) "Moje in vitro. Historia prawdziwa", w której pisze, że cuda się zdarzają i nigdy nie należy tracić nadziei.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *