Położna: "Nie sr*j mi po rękach". Czy za godność wciąż trzeba płacić? Ile kosztuje poród z położną

Położna z przydziału: „Nie sr*j mi po rękach”. Czy za godność wciąż trzeba płacić? Ile kosztuje poród z położną

Mimo że standardy opieki okołoporodowej gwarantują każdej kobiecie dostęp do bezpłatnego porodu w państwowym szpitalu, w tym również opiekę położnej, wiele przyszłych mam – zarówno tych rodzących po raz pierwszy, jak i tych, które mają już za sobą porody, decyduje się na podpisanie umowy z położną. Nie jest to tanie, ale jak przyznaje wiele kobiet – dziś to jak wykupienie dodatkowej gwarancji bezpieczeństwa i godności, która niestety na wielu porodówkach w Polsce wciąż się przydaje.

Anna pierwsze swoje dziecko rodziła 10 lat temu. Nie wspomina tego dobrze, a najchętniej chciałaby zapomnieć. – Wstyd się przyznać, ale to był koszmar, o którym wolałabym nie pamiętać. Niestety, wspomnienia wracają, zwłaszcza gdy po tylu latach, gdy na porodówkach tak wiele miało się zmienić, wciąż czytam historie matek, które opisują sceny, które i ja przeżyłam – mówi.

Położna: „Ty masz rodzić, a nie sr*ć mi po rękach”

– Położna, która podczas mojego porodu akurat miała nocny dyżur wprost powiedziała, że noc jest od spania, a nie ujadania i mogłam siedzieć w domu, jękami strasząc sąsiadów. Do samego rana była obrażona, nie reagowała na moje prośby o pomoc, nie wspierała. A gdy poprosiłam o środek przeciwbólowy, a w zasadzie znieczulenie – powiedziała, że żarty sobie robię chyba i że chciałam przecież urodzić, a nie wypoczywać.

Gdy niemal traciłam przytomność, kazała mi zejść z łóżka i przyjąć pozycję na czworaka, co jej zdaniem miało mi w jakiś sposób pomóc. Nie miałam pojęcia, o co jej chodzi, więc „zażartowała”, że mam przyjąć pozycję na pieska i chyba powinnam wiedzieć, jak to się robi.

Nie miałam sił, by cokolwiek mówić, byłam w takim stanie, że zrobiłabym wszystko, by sobie ulżyć. Gdy nad ranem zaczęły się skurcze parte, krzyczała, że mam dziecko rodzić, a nie srać jej po rękach… – nawet po latach Anna mówi to z zażenowaniem i łzami w oczach.

– Popękałam bardzo, a szyli mnie na żywca. Potem ta sama położna, gdy już urodziłam i leżałam pół martwa na łóżku w szpitalnym korytarzu, podeszła do mnie i nie mówiąc słowa, obiema rękami z nieprawdopodobną siłą nacisnęła mi brzuch. Nie byłam w stanie wydać z siebie słowa…”.

Warto przeczytać: „Pani się nie drze, tylko rodzi to dziecko!” Na porodówkach wciąż są łamane prawa kobiet? RAPORT 

Z porodówki do psychologa

Anna po pierwszym porodzie zarzekła się, że nigdy więcej nie zajdzie w ciążę i nigdy więcej nie będzie rodzić. Po czterech latach jednak zaszła w drugą ciążę i od samego początku bała się tylko jednego – koszmaru na porodówce. Ten lęk był to tego stopnia duży, że kobiecie potrzebna była pomoc psychologa. Tokofobia na tle wtórnym (paniczny strach przed porodem) wywołana traumatyczną przeszłością – tak brzmiała diagnoza. To psycholog poradziła jej, by rozważyła prywatną opiekę okołoporodową, jeśli tylko ją na to stać.

– Przy drugim porodzie miałam opłaconą położną, za ciężkie pieniądze, ale dałabym dwa razy więcej, choćbym miała się zapożyczyć – wspomina Anna. Jej drugie dziecko przyszło na świat w państwowym szpitalu, ale położna była tylko dla niej. – Byłam z nią w kontakcie niemal od połowy ciąży. Bardzo mi zależało, bym mogła jej zaufać i wiedzieć, że na pewno będzie przy mnie i mi pomoże. W szpitalu była szybciej niż my, czekała na nas i od samego początku była mi jak matka. Zupełnie inna atmosfera, inne podejście, inne traktowanie, żarty i autentyczne wsparcie. Bardzo żałuję, że nie wyglądał tak pierwszy poród. Moja położna zrobiła też wszystko, bym nie musiała być nacinana… Dzięki niej mam naprawdę wspaniałe wspomnienia i każdej kobiecie, jeśli ma tylko taką możliwość, szczerze polecam takie rozwiązanie – kończy Anna.

Warto przeczytać: Rodzisz w 2019 r.? Sprawdź obowiązujące od tego roku standardy opieki okołoporodowej w Polsce

Umowa z położną – ile kosztuje poród z położną na wyłączność

To właśnie takie historie, a jest ich niestety znacznie więcej, powodują, że choć standardy opieki okołoporodowej gwarantują Polkom bezpłatny poród w każdym państwowym szpitalu, z opieką położnej, dostępem do znieczulenia zewnątrzoponowego i wszystkich leków uśmierzających ból – wiele kobiet decyduje się jednak na płatną usługę prywatnej położnej. Choć nie wszystkie położne dopuszczają się takich zachowań jak w powyższej historii, a z raportu Fundacji Rodzić po Ludzku wynika, że sytuacja powoli zmienia się na lepsze, wiele kobiet, podobnie jak Anna, mówi wprost: „Prywatna położna to jak kupienie sobie i dziecku gwarancji bezpieczeństwa, wartej każdych pieniędzy.”

Opieka prywatnej położnej nie jest usługą tanią. W zależności od miejscowości czy miasta ceny bardzo się różnią. Ciężarne mieszkające w małych miejscowościach za położną na wyłączność muszą zapłacić od 300 do 700 zł, mieszkanki większych miast – od 1000 nawet do 3 tysięcy złotych.

I tak np. w Warszawie, w zależności od placówki, ale też renomy położnej, rodzące płacą za położną ponad tysiąc złotych, ale średnio 1500 zł (szpital św. Rodziny przy Madalińskiego). Nieco taniej jest w śródmiejskim szpitalu na Solcu, gdzie ceny wahają się od 1200 do 1300 zł. W popularnym wśród rodzących szpitalu przy Żelaznej cena umowy z położną sięga jednak już 2 tys. złotych. Mamy, które chciałyby rodzić ze znanymi położnymi, np. najsłynniejszą chyba w Polsce położną, jaką jest Jeannette Kalyta, muszą być przygotowane na wydatek nawet bliski 3 tys. zł.

WAŻNE – nie wszędzie wszystko za darmo: ukryte koszty porodu

Choć bezpłatny poród i opieka okołoporodowa zapewnione są każdej ciężarnej, nawet tej nieubezpieczonej, warto zdawać sobie sprawę, że jednak nie każdy szpital z chęcią poda rodzącej znieczulenie zewnątrzoponowe bez wyraźnych wskazań (wskazaniami do znieczulenia zo są: cukrzyca, nadciśnienie tętnicze, wady serca, wady wzroku czy też niska tolerancja na ból).

Przed wyborem placówki warto więc dowiedzieć się, jakie zasady panują w danym szpitalu – może bowiem się okazać, że aby mieć pewność „bezpłatnego” znieczulenia (zo) wcześniej będzie należało albo zapłacić od 400 do 800 zł (w zależności od miasta), albo wykupić cegiełkę na rzecz szpitala. W ofercie szpitali można także znaleźć dodatkowe usługi na czas porodu i po porodzie, za które placówka wystawi rachunek, np. poród w wodzie, dodatkowa opieka po porodzie czy rodzinna sala poporodowa.

O zasadach panujących w wybranym przez siebie szpitalu w danym mieście oraz opiniach innych kobiet, można dowiedzieć się na stronie pod patronatem Fundacji Rodzić po Ludzku: www.gdzierodzic.info   

ZOBACZ: Taki poród to koszmar czy piękne wspomnienia na całe życie? Zdjęcia i film z tego porodu obiegły świat

Taki poród to koszmar czy piękne wspomnienia na całe życie? Zdjęcia i film z tego porodu obiegły świat

 

Karolina Wagner

Dziennikarka, redaktorka, absolwentka Polonistyki na UW. Woli słuchać niż mówić, biegać niż siedzieć, medytować niż dywagować.
Komentarze: 3

Nie wiem czy to mnie się trafiło czy może tak bywa, ale miałam fantasyczne położne podczas porodu, niestety sam w sobie był on trudny i nie mam „pięknych wspomnień”. Jak się okazało moja fizjonomia powiedziała, że rodzenie w domu mogę włożyć między bajki chyba, że chce aby mój mąż został wdowcem. Umówmy się, że kobiety podczas porodu mają wielki stres, a tuż po tym taki strzał hormonalny, że nawet najtwardsze zaczynają płakać z byle powodu. Nie usłyszałam od położnych ani jednego złego słowa, wręcz przeciwnie, kiedy poszłam po pomoc bez problemu ją dostałam. To nigdy nie jest tak że jedna osoba jest zła i już… Jeśli mama jest ok to i położna będzie tylko trzeba porozmawiać normalnie

To brzmi jak relacja ofiar obozów koncentracyjnych! Ta położna powinna stanąć przed sądem.

W większości szpitalne nie ma opcji prywatnej położnej. Poza tym mam wrażenie że specjalnie robi się propagande wobec tego zawodu żeby inni mogli zarobić kasę…np doule. Większość porodów wygląda zupełnie normalnie. Takie paskudne historie to pojedyncze przypadki a robi się propagand jakby to było na porządku dziennym. Zresztą.. takie historie lepiej się sprzedają tylko marni „redaktorzy ” nie mają świadomości rangi swoich słów. Kobiety przychodzą negatywnie nastawione, doszukuja się w każdym geście i słowie zla i też muszą mieć traumę jak jakąś mambę…kto nie ma traumy ten jest dziwak… pominę oczywiście takie historie gdzie kobieta została faktycznie zle potraktowana ale przez takie artykuły coraz więcej jest bezsensownych pretensji wynokwhsvych3z negatywnego nastawienia i więcej niepotrzebnego strachu niż radosci z porodu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *