„Zaszłam w ciążę, ale niepłodność to nic dobrego. Chcę ją wymazać z pamięci.”

„Zaszłam w ciążę, ale niepłodność to nic dobrego. Chcę ją wymazać z pamięci.”

Cztery lata starań o dziecko to dla Aleksandry czas, który chciałaby wymazać z pamięci. I mimo że postanowiła zrobić – i zrobiła – wszystko, by dziś nareszcie być mamą, mówi otwarcie, że niepłodność nie dała jej niczego, co dziś mogłaby docenić.

O dziecko staraliście się 4 lata. To długo czy krótko?

Aleksandra: 4 lata dla mnie to długo, ponieważ ja chcę zawsze wszystko na już. Niepłodność uczy jednak cierpliwości. Leczenie  jest niezmiernie trudne i długotrwałe. Końca nie widać.

W jaki sposób rozpoczęłaś drogę leczenia i po jakim czasie postanowiłaś skorzystać z pomocy specjalisty w specjalistycznej klinice?

Po roku bezowocnych starań wybrałam się do ginekologa. Następnie do drugiego, trzeciego, czwartego i piątego. Każdy mówił, że jestem zdrowa. Dopiero po dwóch latach umówiłam się do Invimedu. Zrobiliśmy badanie nasienia i przyczyna braku ciąży nareszcie została poznana.

A było nią?

Beznadziejne wyniki nasienia nie dawały szans na naturalną ciążę. Lekarze od razu zaproponowali in vitro.

Jak mąż przyjął tę informację?

Raczej na chłodno. Nie rozpaczał. Wiedział, że trzeba będzie trochę dłużej poczekać na dziecko, ale nie można się poddać.

Podjął jakieś działania, aby poprawić swoją płodność?

Tak. Zaczął suplementować witaminy i minerały, które pomagają poprawić parametry nasienia. Stosował odżywki białkowe dla sportowców, l-karnitynę, kwas foliowy, koenzym Q10 oraz androvit.

Z tego co mówiłaś, nie przyniosły oczekiwanego skutku i byliście zmuszeni przystąpić do in vitro. Na szczęście udanego. Za którym podejściem?

Jedna stymulacja. Drugi transfer z mrożonych zarodków.

Jak zatem poradziłaś sobie z porażką przy pierwszym podejściu? Była złość, płacz, rozczarowanie…?

Bardzo płakaliśmy. Dodatkowa informacja, że nasze szanse zmniejszyły się, ponieważ do piątej doby dotrwała tylko jedna blastocysta, załamała nas całkowicie.

Ale przyszedł moment, że jednak dowiedziałaś się, że zostaniesz mamą. Jak to wspominasz?

Nie wierzyłam. Szłam na betę w sobotę bez większej nadziei. Wynik mnie jednak zaskoczył. Wielokrotnie go otwierałam i czytałam. Tak samo jak potem maila, którego otrzymałam od lekarza „Ciąża!! Leki bez zmian. Wizyta za dwa tygodnie”. Sprawiało mi to niesamowitą przyjemność.

 Czujesz się spełniona w roli mamy?

Macierzyństwo to piękna rola dla kobiety, ale też bardzo ciężka praca przeplatana zarówno strachem, jak i ogromną radością. Synek skończył roczek. Ma oczy czarne jak węgielki po mnie. Po tacie zaś robi śmieszne miny. Uwielbia koty, zwłaszcza biegać za nimi. Jest ciekawski, uwielbia chodzić na basen. Czas bez niego był innym życiem.

Co się teraz zmieniło?

Dziecko w żaden sposób nas nie ograniczyło – co się słyszy od wielu rodziców. Wręcz przeciwnie, jest dla nas motywacją do dalszego działania. Nadal podróżujemy za granicę i po Polsce – nad morze i w góry. Noszę go w chuście i nosidle. Chodzimy na długie spacery, ćwiczymy na fitnessie, chodzimy na basen, a ostatnio nawet rozpoczęliśmy jazdę na rowerze.

Myślisz, że niepłodność dała Ci coś pozytywnego? Wiele par stara się wyciągnąć z tego czasu jakieś dobre strony…

Niepłodność nie dała mi niczego pozytywnego. To straszna choroba. Musiałam ją pokonać. Bardzo ciężko zniosłam leczenie zarówno pod względem psychicznym, jak  i fizycznym. 

A zmieniła Cię niepłodność?

Według mnie nie. Człowiek dostosowuje się do warunków i sytuacji, w jakiej się znajduje. Musiałam przeżyć leczenie i zrobić wszystko, co było w mojej mocy by zwyciężyć. To nie było dobre doświadczenie.

Jednym z cierpień, które przeżywają niepłodne kobiety jest widok kolejnych ciąż wśród najbliższych koleżanek czy rodziny. Jak radziłaś sobie z takimi emocjami?

 Na początku bardzo przeżywałam ciąże najbliższych. Byłam zwyczajnie o nie zazdrosna. Aż w końcu zaczęłam cieszyć się z każdego brzuszka. Mówiłam sobie, że ja prędzej czy później też będę taki mieć.

Czy twoim zdaniem warto walczyć za wszelką cenę, czy kiedyś jednak należy powiedzieć „stop”?

Nigdy nie należy się poddawać. Myślę, że dopóki każda z nas ma macicę, to może być w ciąży. Wierzę w to, że każdej z nas się to uda – jednym szybciej, drugim później. Zawsze znajdzie się jakieś wyjście z sytuacji.

Co było dla Ciebie siłą napędową do dalszej walki?

 Funkcjonuję zadaniowo. Krok po kroku i do celu. Obrałam sobie drogę i realizowałam jej poszczególne punkty, aż dotarłam do mety.

Rozmawiała: Paulina Ryglowska-Stopka

POLECAMY TAKŻE:

Natalia: Nawet lekarz śmiał się do monitora i mówił: „Niemożliwe, to jakiś cud!”

Paulina Ryglowska-Stopka

Autorka książki (jako Laura Lis) "Moje in vitro. Historia prawdziwa", w której pisze, że cuda się zdarzają i nigdy nie należy tracić nadziei.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *