W badaniu 0% prawidłowych plemników, a ona zaszła w ciążę. I to naturalnie!

Nie ma rzeczy niemożliwych – to myśl, która nasuwa się sama po wysłuchaniu tej historii. Złe wyniki męża nie dawały praktycznie żadnych szans na ciążę Edyty. Po kilku nieudanych próbach inseminacji zaczęli rozważać także in vitro. 

Obecnie jesteś w 12 tygodniu ciąży i jest to ciąża naturalna. Jeszcze kilka tygodni temu byłaś zdecydowana na in vitro.  

Edyta: To prawda, sama długo nie mogłam uwierzyć w to, co się dzieje. Jeśli chodzi o in vitro to zaczęliśmy bardzo poważnie myśleć o tym rozwiązaniu, ponieważ wyniki badań nasienia mojego męża nie dawały nam dużych szans na naturalne zapłodnienie.

W klinice leczenia niepłodności na pytanie, czy kolejna inseminacja może wnieść coś do sprawy, dostaliśmy odpowiedź, że oczywiście nie jest to wykluczone, ale szanse są niewielkie. W związku z tym, że staraliśmy się o dziecko już od dłuższego czasu, mieliśmy za sobą kilka miesięcy monitorowanych cykli oraz wspomniane wcześniej inseminacje, zdecydowaliśmy, że in vitro może być jedynym rozwiązaniem. Szczególnie, że cała ta sytuacja była dla mnie ciężka i bardzo źle to wszystko znosiłam.

Badanie nasienia u męża wykazało 0% prawidłowych plemników. Jak to przyjęliście?

Pierwsze badania wykonaliśmy po roku starań. Wtedy morfologia wynosiła właśnie 0%. W międzyczasie powtórzyliśmy jeszcze badania (były to badania manualno-komputerowe) i tam udało się znaleźć prawidłowe plemniki, niestety większość innych parametrów była mocno obniżona. Ostatnie badanie wykonaliśmy w miesiącu, w którym zaszłam w ciążę – znów wynik 0% prawidłowych plemników.

Zrobiliśmy dodatkowo badanie MSOME, które potwierdziło, że jest bardzo źle.  To była dla nas straszna wiadomość. W klinice dodano nam trochę otuchy, gdy powiedziano nam, że jest szansa uzyskać plemnik zdolny do zapłodnienia. Wiedzieliśmy, że przy takich parametrach możemy skorzystać z dawstwa nasienia, jednak zdecydowaliśmy się na trudniejszą opcję – uzyskanie plemnika z nasienia mojego męża. 

CZYTAJ TEŻ >>> Nasz dietetyk: Probiotyki zwiększają odporność i pomagają zajść w ciążę

Czy udało się poprawić wynik? 

W międzyczasie mąż przeszedł operację żylaków powrózka nasiennego – nasz lekarz prowadzący podejrzewał, że właśnie to może być przyczyną złej morfologii. Staraliśmy się, żeby kolejny wynik był lepszy, dlatego braliśmy suplementy diety wspomagające jakość nasienia. Do tego mąż wprowadził również niewielkie zmiany w swoich nawykach żywieniowych – zrezygnował z cukru, słodkich napoi, jadł więcej owoców i warzyw – był w tym bardzo dzielny.

Co ciekawe, 1,5 roku po pierwszym badaniu, w miesiącu, kiedy się udało, mąż zaczął również brać antyoksydanty w tabletkach – nie wiem jednak, czy w tak krótkim czasie mogło to jakoś wpłynąć na jakość nasienia.

A twoje wyniki badań – wszystkie były w normie?

Na początku lekarz podejrzewał u mnie zespół policystycznych jajników (PCOS), aczkolwiek badania hormonalne nie potwierdziły tej hipotezy. Miałam zły wynik w krzywej insulinowej oraz podwyższony poziom TSH, jednak nie zdążyłam tych wyników skonsultować z endokrynologiem, bo okazało się, że jestem w ciąży.

Byłaś zaskoczona, gdy dowiedziałaś się, że jesteś w ciąży?

Najbardziej dominującym uczuciem było niedowierzanie. Miałam wrażenie jakby to nie mnie dotyczyło, jakby nie działo się naprawdę. Przez pierwsze tygodnie jakbym lewitowała, ciągle myślami byłam gdzie indziej. Bałam się cieszyć…

„No bo niby jak? Przecież dopiero co zdecydowaliśmy, że chcemy podchodzić do in vitro. Nie zdążyliśmy nawet nic w związku z tym załatwić, a okazało się, że jestem w ciąży.”

Właściwie od ostatniego badania upłynęło niewiele czasu, około miesiąca. A staraliśmy się o dziecko prawie 2,5 roku, z czego prawie 1,5 roku pod opieką lekarza.

Co twoim zdaniem było powodem tego, że niemożliwe stało się możliwe?

Szczerze myślę, że to cud. Starając się ocenić tę sytuację racjonalnie, sądzę, że dużo czynników się na to złożyło. Najbardziej stawiałabym na psychikę. Potrafi mocno zblokować. Według mnie przełomem dla mojej głowy mógł być moment, w którym powiedziałam sobie, że nie poczniemy dziecka naturalnie, ale  przecież są jeszcze inne opcje.

Co ciekawe, lekarz, który prowadził nas od początku w ogóle nie był zdziwiony – stwierdził, że najważniejsze jest to, że znalazł się ten jeden, najsilniejszy plemnik. Z kolei myślę, że lekarze z kliniki leczenia niepłodności pewnie byliby zaskoczeni, jednak nie wiem tego na pewno, bo już tam nie wróciliśmy.

Twierdzisz, że nie ma rzeczy niemożliwych. Zawsze byłaś tak pozytywnie nastawiona do życia?

Cały czas starań o dziecko był dla mnie bardzo trudny. Było mnóstwo chwil zwątpienia i rozpaczy. Izolowałam się od ludzi, nie umiałam mówić o tym, przez co przechodzimy. Już nie wierzyłam, że może nam się udać i zostaniemy rodzicami.

Nawet nastąpił taki moment, w którym już wiedziałam, że sama sobie nie poradzę. Dlatego też właśnie wtedy zdecydowałam się skorzystać z pomocy psychologa. Jestem uczestnikiem wielu grup na FB i wiem, że wiele niepłodnych kobiet wstydzi się takiej pomocy bądź nawet uważa, że psycholog nie jest w stanie im pomóc. Również nie do końca byłam do tego przekonana… Co prawda, w moim przypadku zdecydowałam się na to sama, jednak to moja mama czuwała, żebym się nie rozmyśliła.

W pewnym momencie wiedziałam, że potrzebuję pomocy specjalisty. Bez fachowego wsparcia mogłam sobie nie poradzić – myślę, że byłam o krok od depresji. Jak się później okazało terapia polegała na spotkaniach i rozmowie, nie zażywałam żadnych środków farmakologicznych, i była niezwykle pomocna. Dzięki terapii udało mi się to jakoś poskładać i podnieść w tym najgorszym momencie oraz przepracować wszystkie emocje związane z niepłodnością.

„Korzystanie z takiej pomocy uważam za bardzo ważny element radzenia sobie z niemożnością posiadania dziecka. Niepłodność jest bardzo trudnym doświadczeniem, z którym samemu ciężko sobie poradzić.”

Dodatkowo, dużym wsparciem w tych chwilach był dla mnie mąż, mama i najbliższa przyjaciółka. To wszystko dodało mi siły do walki. 

Swoją historię opisałaś na jednej z grup na FB. Co chciałaś przez to przekazać innym?

Moim głównym celem było dać nadzieję, tak bardzo potrzebną w tej trudnej i nierównej walce. Sama kiedyś szukałam takich historii. Śledząc różne grupy wiem, że problem złej morfologii jest coraz bardziej powszechny i myślę, że to, co nam się przydarzyło, może przywrócić komuś innemu nadzieję.

Chciałam poprzez swoją historię powiedzieć wszystkim tym, którzy bezskutecznie starają się o dziecko, że nie ma rzeczy niemożliwych. Życie może nas zaskoczyć w najmniej spodziewanym momencie.

Rozmawiała: Paulina Ryglowska-Stopka


Jeśli długo starasz się o dziecko, to zapraszamy do grupy na FB: Obudź w sobie życie – grupa zamknięta dla kobiet starających się o dziecko. Tutaj oprócz wsparcia osób, które zmierzają w tym samym kierunku, otrzymasz także pomoc ekspercką. Wystarczy zadać pytanie do specjalisty, a serwis NiepłodniRazem.pl postara się uzyskać odpowiedź. 


Polecamy także:

Biceps jest, ale plemników brak? Jak sterydy wpływają na męską płodność

Paulina Ryglowska-Stopka

Autorka książki (jako Laura Lis) "Moje in vitro. Historia prawdziwa", w której pisze, że cuda się zdarzają i nigdy nie należy tracić nadziei.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *