„Ciąża? U pani to niemożliwe.” I stał się cud: mam dwoje dzieci

Basia przeszła dwie operacje jajników. Torbiel wymusiła usunięcie jednego z nich. Po badaniu rezerwy jajnikowej AMH lekarze mówili, że naturalna ciąża jest w jej przypadku niemożliwa. Teraz ma dzieci. Jedno z in vitro, drugie poczęte naturalnie. To wyjątkowa historia! 

Od dłuższego czasu staraliście się o dziecko. Problem leżał po twojej stronie. Brak jednego jajnika i niskie AMH nie wróżyło sukcesu. Czy przy takich wynikach lekarze dawali wam jakiekolwiek szanse na naturalne poczęcie, czy od razu proponowali in vitro?

Barbara: W połowie 2014 roku trafiłam do Pani ginekolog, która wysłała mnie na szereg różnych badań, między innymi AMH. Wyszło mi wtedy na poziomie 1,05. Ten wynik nie był zadowalający i doktor od razu poradziła mi skorzystanie z zabiegu in vitro. Stwierdziła, że przy takich warunkach szkoda czasu i pieniędzy na inseminacje. Wytłumaczyła mi też, że naturalne zajście w ciążę jest możliwe, ale mało prawdopodobne, ponieważ mój organizm produkuje mało komórek i kiepskiej jakości. Umówiłam się wtedy z mężem na wizytę do kliniki leczenia niepłodności. W listopadzie 2014 roku rozpoczęłam stymulację.

Czytaj także: 30-latki z menopauzą. Jak zatrzymać przedwczesne wygasanie jajników

Jak wspominasz swoje pierwsze podejście do in vitro? Jakie towarzyszyły ci emocje – był strach?

Dzięki temu, że miałam wcześniej zrobionych większość badań, już na pierwszej wizycie zostaliśmy zakwalifikowani do programu in vitro refundowanego przez NFZ. Byłam zdziwiona, ponieważ z tego, co czytałam to pary czekają w kolejce nawet 6 miesięcy, żeby móc skorzystać z refundacji. A nam udało się od razu! Później jak rozmawiałam z lekarzem, który nas przygotowywał do in vitro okazało się, że trafiliśmy do nich w dobrym momencie. Klinika ta dopiero rozpoczynała działalność w tym mieście, więc praktycznie od razu można było zakwalifikować się do programu. Oczywiście należało spełnić wszystkie warunki wskazane w ustawie. Po paru miesiącach okres oczekiwania wydłużył się już do prawie 3 miesięcy. Mieliśmy więc szczęście. Na początku niewiele wiedziałam na temat in vitro, ale na pierwszej wizycie w klinice doktor wszystko nam wytłumaczyła, a po powrocie do domu dużo też czytałam na ten temat w Internecie.

Strach oczywiście był, ale wspólnie jakoś sobie z tym poradziliśmy. Miałam też wsparcie moich przyjaciółek i dzięki temu ten strach był dużo mniejszy.

Jaki był wynik pierwszej stymulacji?

Pobrali mi tylko 3 komórki, a tylko jedna była na tyle silna, żeby ją zapłodnić. Jednak jak się okazało, czasem wystarczy tylko ta jedna, jedyna… W grudniu podeszłam do transferu i udało się nam za pierwszym razem. Nie wierzyłam, że wszystko poszło tak sprawnie. Marzyliśmy o dziecku, moje badania nie wskazywały, że będę matką. A tu taki cud – mamy córeczkę. Ma już 19 miesięcy – w sierpniu będzie miała dwa lata! 

Po dwóch latach postanowiliście zawalczyć o rodzeństwo dla córki. Czy i tym razem poszło tak pięknie?

W listopadzie rozpoczęłam stymulację, pobrali 4 komórki, ale również tylko jedną udało się zapłodnić. W grudniu podeszłam do transferu, ale tym razem nie mieliśmy tyle szczęścia – nie udało się. W styczniu normalnie dostałam miesiączkę, a jak się później okazało – w lutym już nie.

Było to dla mnie bardzo dziwne, obawiałam się choroby. Poszłam zrobić badanie krwi i wyszło że ponownie jestem w ciąży! Udało nam się tym razem począć dziecko w sposób naturalny. Byłam w takim szoku, że bałam się nawet założyć kartę ciąży w przychodni, żeby czasem nie zapeszać. Bo przecież z moją rezerwą jajnikową to raczej niemożliwe. Jednak fakt jest taki, że obecnie jestem w 9 tygodniu ciąży.

Jak to możliwe? Czy jakoś to sobie tłumaczysz – cud, szczęście, a może się po prostu odblokowałaś się po pierwszym dziecku?

Dla mnie jest to cud. Żaden lekarz nie dawał mi zbyt wielkich szans. Poza tym zanim rozpoczęliśmy przygodę z in vitro, staraliśmy się z mężem ponad rok i nic z tego nie wychodziło.

Oczywiście słyszałam o tego typu „cudach”, ale raczej miały miejsce one w przypadku par, które nie miały jasno zdiagnozowanego powodu niepowodzeń. Najczęściej wynikał on z jakieś blokady lub stresującego trybu życia. Dopiero jak przestawali się starać, nagle zaskoczenie. U nas sprawa była jasna. Mój organizm wprawdzie produkuje komórki jajowe, ale jest ich mało i są kiepskiej jakości. Zatem naturalne zajście w ciążę było mało prawdopodobne.

Możliwe, że puściła też jakaś blokada we mnie. Mamy już jedno dziecko, więc nie ma już takiej presji czasu i otoczenia. Tak do końca do tej pory nie potrafię sobie tego jakoś logicznie wytłumaczyć.

W jakim jesteś wieku? Pytam o to, ponieważ zastanawiam się skąd tak niski wynik AMH. Czy lekarz kiedykolwiek powiedział, co może być przyczyną takiej niskiej rezerwy jajnikowej?

Przeczytaj także >>> Badania i normy: AMH – nowoczesna ocena rezerwy jajników

Obecnie mam 34 lata. Przy pierwszym podejściu miałam 32. Mój niski poziom AMH jest spowodowany tym, że w 2012 i 2013 roku przeszłam dwie operacje jajników. Podczas pierwszej operacji usunięto mi torbiel i okazało się, że muszą usunąć również jeden jajnik. Po około roku torbiel pojawiła się na drugim jajniku i znowu trafiłam na stół operacyjny. Na szczęście tym razem drugi jajnik został na swoim miejscu.

Pewnie ten wynik był dla Ciebie szokiem. Jaka była twoja pierwsza reakcja, gdy go zobaczyłaś?

Byłam na to przygotowana. Liczyłam się z tym, że będę miała problemy. Przy okazji drugiej operacji usuwania jajnika lekarz w szpitalu uprzedzał mnie, że mogę mieć problemy z zajściem w ciążę i możliwe, że jedynie in vitro będzie dla mnie możliwością, abym została mamą. Po tych operacjach przez rok staraliśmy się z mężem o dziecko, ale nic z tego nie wychodziło. Byłam u kilku lekarzy, ale żaden nie potrafił na podstawie mojej historii określić przyczyny niepowodzeń.

Dopiero jak trafiłam do młodej Pani ginekolog w przychodni na własnym osiedlu wszystko się wyjaśniło. Zrobiła mi szereg badań i praktycznie po dwóch wizytach postawiła diagnozę. Porozmawiałam z mężem i od razu zdecydowaliśmy się spróbować in vitro.

Jeden jajnik to 50 proc. szans na ciążę. Czy tak właśnie możemy to rozumieć?

Początkowo też tak myślałam, ale po rozmowie z lekarzem dowiedziałam się, że ten jajnik który został, przejmuje pracę tego brakującego i normalnie w każdym cyklu mogę mieć szanse na zapłodnienie.

Czy w przyszłości zamierzacie powiedzieć córce, jak została poczęta? Nie boicie się tego, że będzie szykanowana?

Na razie o tym nie myślę. Oczywiście jest grupa ludzi, która wie o naszych problemach, ale nie opowiadamy o tym wszystkim.

Wydaje mi się, że problem niepłodności dotyczy coraz większej ilości par, więc może się okazać, że temat in vitro za kilka lat nie będzie już taki kontrowersyjny jak teraz. Medycyna cały czas idzie do przodu, więc pewnie będą pojawiać się coraz to nowsze metody diagnostyki i leczenia niepłodności.

Według przeciwników in vitro, dzieci, które zostały poczęte tą metodą są upośledzone i niedorozwinięte. Co czujesz słysząc takie słowa, które bądź, co bądź odnoszą się również do waszego dziecka?

Dzieciom z in vitro brakuje miłości rodziców – to największy absurd, jaki słyszeliśmy

Uważam, że takie osoby nie mają pojęcia o tym, co mówią. Nie słyszałam o jakichkolwiek badaniach, które miałyby potwierdzać takie teorie. Poza tym moje dziecko może być przykładem, że jest to totalna bzdura. Jest zdrowym i dobrze rozwijającym się dzieckiem. Niedawno zapisałam ją do żłobka i nie widzę, żeby w jakikolwiek sposób odróżniała się od innych dzieci pod względem zachowania lub rozwoju.

Osobiście nie miałam bezpośrednio do czynienia z osobą, która negatywnie wypowiadałaby się na temat in vitro. Jak słyszę tego typu wypowiedzi w telewizji lub radiu, zastanawiam się, skąd Ci ludzie biorą takie informacje. Zauważyłam również, że mówią o tym osoby, które często z tematem rodzicielstwa nie mają nic wspólnego.

Czy chciałabyś coś przekazać zagorzałym przeciwnikom in vitro?

Żyjemy w czasach, w których dostęp do informacji jest praktycznie nieograniczony. Jeżeli mam potrzebę dowiedzieć się czegoś na jakikolwiek temat, to szukam informacji z różnych źródeł. Osobom, które publicznie wypowiadają się na ten temat, proponowałabym poczytać więcej zanim kolejny raz podejmą ten temat.

Kilka razy oglądałam debaty na temat in vitro i zauważyłam, że przeciwnicy tej metody najczęściej nie przyjmują do wiadomości, że może być inaczej niż oni twierdzą. Mają swoją teorię na ten temat i żadne argumenty do nich nie trafiają.

Rozmawiała: Paulina Ryglowska-Stopka

Polecamy także:

Dr Mrugacz o wadach wrodzonych: Wiemy, jaki odsetek dzieci z in vitro choruje

 

 

Gdy seks staje się obowiązkiem, czyli „seks na gwizdek” okiem seksuologa

 

 

Gra hormonów, czyli jak redukować stres zgodnie z cyklem menstruacyjnym

 

 

Paulina Ryglowska-Stopka

Autorka książki (jako Laura Lis) "Moje in vitro. Historia prawdziwa", w której pisze, że cuda się zdarzają i nigdy nie należy tracić nadziei.
Komentarze: 1

To naprawde cud i szczescie. Super budujaca historia. Ja tez mam bardzo niskie AMH i profesor powiedzial, ze tylko in vitro z komorka dawczyni. A w innej klinice jednak udalo sie uzyskac zarodki z mojej wlasnej komorki, ale transfer bezowocny. Ale dla mnie to duzo ze jednak moje komorki sa zdolne. I wierze, ze sie nam uda miec dziecko.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *