Szczęście musisz odkryć w sobie, bo nawet dziecko nie jest w stanie Ci go zapewnić, jeśli sama o nie nie zadbasz.

Gdy nie nauczysz się być szczęśliwa sama ze sobą, dziecko nie da Ci szczęścia [wzruszający list od Czytelniczki]

Długo zastanawiałam się czy napisać ten artykuł, czy będę potrafiła przekazać Wam moją wiedzę, obserwacje i doświadczenia w sposób po prostu zwyczajny. W podjęciu decyzji pomogła mi obecność na spotkaniu ,,Obudź w sobie życie”, ale o tym potem.

Jak się domyślacie byłam tam, bo podobnie jak Wy staram się z mężem o upragnione dziecko od kilku lat. Bardzo dobrze znam drogę od początkowego ,,a następnym razem się uda”, poprzez myśli, że może coś jest jednak nie tak, szukanie przyczyn i sposobów na zajście ciążę, co miesięczne rozczarowanie przychodzące wraz z okresem, aż w końcu podjęcie decyzji o wizycie w klinice niepłodności i szereg badań oraz programów dążących do założonego celu.

Wiem, jakie emocje i uczucia temu towarzyszą, wiem co znaczy reakcja na pytania i tzw. dobre rady znajomych. Przechodziłam przez to podobnie jak Wy. Celowo napisałam przechodziłam, bo teraz moje życie wygląda inaczej. I właśnie na tym chce się skupić w tym artykule, a dokładniej na sferze psychologicznej.

Wszystko jest w naszych głowach

Dziewczyny, to wszystko jest w naszych głowach! Nie będę Wam opisywać swojej historii, nie będę się żalić, jak to mi jest źle i niedobrze, co czuję, bo Wy to doskonale znacie z własnego doświadczenia. Nie mam zamiaru również skupić się na radach typu znajdź sobie hobby, wyjedź i zmień klimat, porozmawiaj o tym z partnerem, pozwól sobie płakać itd. Takich rad i historii jak ciężko jest przetrwać starania o dziecko jest pełno w Internecie.

Na wstępnie napiszę mój ulubiony cytat: ,,Boże! Proszę, daj mi siłę, abym pogodziła się z tym, czego zmienić nie mogę; odwagę, abym zmieniła to, co zmienić mogę i mądrość, abym potrafiła odróżnić jedno od drugiego”. Zrozumienie, że nie mam całkowitego wpływu na zajście w ciążę, pozwoliło mi na początki akceptacji sytuacji, w której się znajduję. Wierzyłam, że wszystko zależy ode mnie, że medycyna jest szeroko rozwinięta, że każdy problem da się rozwiązać.

Robiłam wszystko, by zwiększyć szanse na zapłodnienie: liczenie dni płodnych, testy owulacyjne, wzbogacone życie seksualne w okresie owulacyjnym, monitoringi i cykle stymulowane, programy wspomaganego rozrodu, odpowiednia dieta, wizyta u psychologa, osteopaty, zabiegi z akupunktury, aż w końcu zaczęłam pić te obrzydliwe ziółka ojca Klimuszki, do których na początku byłam sceptycznie nastawiona. Wiem, że pewnie dopisałybyście tu jeszcze inne wspomagacze, ale nie o to tutaj chodzi.

,,Boże! Proszę, daj mi siłę, abym pogodziła się z tym, czego zmienić nie mogę; odwagę, abym zmieniła to, co zmienić mogę i mądrość, abym potrafiła odróżnić jedno od drugiego”

Chcę Wam przekazać, że robiłam wszystko co w mojej mocy, gdybym dała radę to ,,stanęłabym na rzęsach”, ale prawda jest taka, że nie mam wpływu na to czy zajdę pomimo to w ciążę. Te wszystkie starania nie sprawią, że ujrzę dwie kreski na teście. I to trzeba zaakceptować! Jest to bardzo ważne, ponieważ tracimy na to wiele naszej cennej życiowej energii. Im mniej to akceptujemy, tym większe rozczarowanie jak przychodzi miesiączka, więcej smutku i frustracji. Walczymy same ze sobą, bo przecież nie mamy na to wpływu!. I proszę, nie odbierzcie tego jako poddanie się w walce o upragnionego malucha.

Akceptacja – złoty środek do szczęścia?

Akceptacja nie jest daniem sobie spokoju ze staraniami. Akceptacja to ukojenie swojej duszy, to dawanie samej sobie wyrozumiałości i wsparcia. Wówczas negatywne emocje maleją, a my stajemy się bardziej cierpliwe. Oczywiście, że pomimo to nadal walczymy o dziecko, nawet teraz, pisząc ten tekst, mam nadzieje, że za tydzień efekt szóstej inseminacji zaowocuje pozytywnym testem. Nadal uczęszczamy do kliniki niepłodności i będziemy robić wszystko, by zwiększyć swoje szanse.

Ale z tyłu głowy mam też akceptację negatywnego scenariusza i on mnie już nie przeraża. Po prostu wiem, że może jest mi pisany inny los niż bycie mamą. Dzięki tej akceptacji skończył się comiesięczny płacz, żal do siebie, zadawanie sobie pytań, czy kiedyś się uda, czy życie bez dzieci mam sens. Zresztą jak same wiecie analizowanie tych pytań było bez sensu, zabierały one tylko cenny czas i energię, bo nikt nie zna na nie odpowiedzi, gdyż nikt nie zna przyszłości.

Przywiązujemy się do pragnienia o dziecku

W pewnym momencie życia chcemy zostać rodzicami. Tworzymy w naszych głowach wizję rodziny. I co wtedy robimy? PRZYWIĄZUJEMY SIĘ do pragnienia o dziecku. Celowo napisałam to drukowanymi literami. Każdy z nas próbuje ogarnąć życie po swojemu. Zazwyczaj młodość, szkoła, studia, praca, miłość, kariera zawodowa, własne mieszkanie, podróże itd. Snujemy mniejsze i większe plany na przyszłość, mamy w swoich głowach marzenia i dążymy do ich realizacji. Dzięki tym wizjom wierzymy, a raczej nasza podświadomość wierzy, że szczęście przyniesie wyłącznie spełnienie tego marzenia. Podobnie z posiadania dziecka. I niby na pierwszy rzut oka nie ma nic w tym złego. Ale teraz popatrz: czasami życie przynosi nam inny scenariusz niż my same sobie zaplanowałyśmy (niekoniecznie gorszy). Poprzez to przywiązanie do pragnienia i brak akceptacji same się unieszczęśliwiamy.

Wyobraź sobie teraz piękną zieloną polanę a na niej drzewo. Podchodzisz do tego drzewa i się do niego przywiązujesz. Wierzysz, że to drzewo może dać Ci Twój skarb i nie odchodzisz od niego dopóki nie dostaniesz tego – drzewa. Mało tego, przywiązując się do Ty próbujesz wymusić ten skarb. A teraz rozejrzyj się co widzisz wokół. Piękna polana, dużo zieleni, w oddali jakaś wioska. Niestety, Ty jesteś przywiązana do swojego pragnienia i nie jesteś wstanie zobaczyć nic poza zasięgiem Twojego wzroku. Mało tego, nie jesteś wstanie cieszyć się tym, co znajduje się wokół Ciebie, bo jesteś przywiązana do drzewa. Gdybyś nie była, mogłabyś położyć się wygodnie na polanie pośród zieleni, popatrzeć w niebo, pójść nad strumyk lub do wioski, żeby porozmawiać i pobyć z ludźmi. Odkryłabyś nowe miejsca, narodziłyby się nowe pomysły, życie znów byłoby ciekawe i inspirujące. Rozumiesz już?

Niestety, Ty jesteś przywiązana do swojego pragnienia i nie jesteś wstanie zobaczyć nic poza zasięgiem Twojego wzroku. Mało tego, nie jesteś wstanie cieszyć się tym, co znajduje się wokół Ciebie.

Oczekujesz, że to symboliczne drzewo ma dać Tobie upragnione dziecko. Bardzo, bardzo mocno Ci na tym zależy, pokazujesz to poprzez emocje i przywiązanie. Mówisz: nie odejdę stąd, póki nie dostanę tego, po co przyszłam.

Teraz pomyśl, ile tracisz? Nie widzisz innych perspektyw, jakie daje Ci życie, bo skupisz się na swoim pragnieniu, sama gasisz swoją radość. A to drzewo może, ale nie musi dać Ci tego skarbu. Jeżeli się od niego odwiążesz i zaczniesz żyć, drzewo nadal może, ale nie musi dać Ci skarb. Jeżeli da Ci ten skarb to z pewnością się zorientujesz, a Ty w tym czasie żyj i ciesz się życiem.

Zielonooki potwór – zazdrość. Czy na pewno taki zły?

W kolejnym akapicie chciałabym poruszyć temat zazdrości. To uczucie znane jest każdemu człowiekowi. Nie lubimy go, ale ono tak naprawdę jest pozytywne. Zazdrość to nic innego jak uczucie pokazujące nam, czego naprawdę pragniemy. Pozwala nam zrozumieć siebie, korzystajmy z tego.

Wielu ludzi tak naprawdę nie wie, czego chce i jest to dla nich problemem. Dziewczyny! Od dzisiaj odbieramy zazdrość jako pozytywne uczucie. Pojawia się, to je akceptujemy i mówimy do siebie: wiem dlaczego przyszłaś zazdrośnico, rozumiem Cię, ale jeszcze musimy poczekać, przyjdzie i nas pora. Ta emocja jest częścią Was. Mówiąc do siebie w ten sposób, wspierasz siebie. Przyjrzyjcie się czasem, co do siebie mówicie: jestem beznadziejna, to się nigdy nie uda, co ze mną jest nie tak? W czym ona jest lepsza, że jest w ciąży, a ja nie mogę. No i gdzie tu wsparcie dla samej siebie? Należy zmienić dialog wewnętrzny. Jeżeli teraz koleżanka, siostra, bratowa zajdzie w ciążę, spróbuj cieszyć się ich szczęściem.

Nie można karać całego świata i innych kobiet poprzez pryzmat swoich niepowodzeń. Przecież większość kobiet zachodzi w ciążę i to normalne, że będziemy słyszeć o takich nowinach. Wiem, że czasami czujemy niesprawiedliwość, że inne zachodzą od razu, a ja muszę tyle czekać i przechodzić przez to wszystko i nie mam pewności, czy się uda. Ale najgorsze, co można zrobić to porównywać się do innych ludzi. Tym bardziej, że nie wiemy, co siedzi w ich umysłach.

Zaakceptuj, że tak – mogę czuć zazdrość, może być mi smutno, ale wiem czemu tak się dzieje i postaram się funkcjonować normalnie. Zobaczysz, że po jakimś czasie nie będziesz odczuwać tego, co odczuwałaś na początku i od czego próbowałaś uciekać.

Dlatego nie unikajcie przyjaciółek tylko dlatego, że są w ciąży albo mają dzieci. Podobnie z wyjazdami rodzinnymi. Ograniczasz się sama i tworzysz sobie klatkę. Myślisz, że w ten sposób unikniesz negatywnych emocji, a to jest iluzja, bo pojawiają się inne negatywne emocje związane z unikaniem miejsc i osób. Zaakceptuj, że tak – mogę czuć zazdrość, może być mi smutno, ale wiem czemu tak się dzieje i postaram się funkcjonować normalnie. Zobaczysz, że po jakimś czasie nie będziesz odczuwać tego, co odczuwałaś na początku i od czego próbowałaś uciekać. My kobiety musimy się wspierać, a siostra czy przyjaciółka, która właśnie urodziła lub jest w ciąży potrzebuje Cię właśnie teraz.

Przeczytaj także: Coaching kryzysowy – co to jest i czy może pomóc w walce z niepłodnością?

Za „dobre rady” dziękujemy!

Omówmy tzw. ,,dobre rady” znajomych i to, jak reagować na pytanie którego najbardziej nie lubimy czyli: A kiedy Wy? Pamiętam sytuację, która miała miejsce tej wiosny. Poszliśmy z mężem na działkę. Po lewej stronie naszym sąsiadem jest nasz kolega. Za każdym razem pytał się, czy planujemy dzieci, kiedy Wasza kolej, opowiadał komu ze znajomych się urodziło. Pewnie się domyślał, że mamy problem, bo jednak byliśmy 5 lat po ślubie. Widocznie szukał ,,taniej sensacji”. Zaznaczę, że nie jest to bliski kolega. Ja nie odpowiadałam, ale mąż miał jeden tekst: my mamy czas. W pewnym momencie zaczynałam unikać chodzenia na działkę i powiedziałam do męża, że jak mu nie odpowie po męsku, to ja to zrobię. I uwierzcie mi, miałam przygotowaną taką wiązankę, że by mu w „pięty poszło”.

W każdym razie tej wiosny, jak szłam przyciąć róże, zobaczyłam go i znieruchomiałam. Po zimie moje emocje opadły i zorientowałam się dlaczego mój organizm tak zareagował. Moja reakcja na niego była automatyczna – wynikała z przekonania, jakie stworzyłam o nim w swojej głowie. Nikt inny nie dopytywał się tak bardzo o nasze plany związane z ciążą jak on. Byłam zła, bo uważałam, że nie ma prawa, nie jest nawet naszym przyjacielem.

W myślach oskarżałam go, że robi to specjalnie. I tak wytworzyłam przekonanie w swojej podświadomości, że on celowo sprawia nam przykrość, że szuka plotek naszym kosztem, spotykanie go na działce sprawiało mi cierpienie. Ale tak naprawdę to ani ja, ani mój mąż od początku nie postawiliśmy granicy. Mąż odpowiadał: ,,mamy czas”, co podsycało jego ciekawość, skąd u nas taka decyzja, przecież mamy swoje lata i dlatego dopytywał.

Nie bój się stawiać granic! Dla własnego dobra

Chcę Wam powiedzieć, że najlepszym odpowiedzią na niechciane pytania i dobre rady jest PRAWDA I STAWIANIE GRANICY. To nie znaczy, że każdemu musimy mówić o aktualnym problemie. Ale gdybyśmy od razu postawili granicę, uniknęlibyśmy kolejnych pytań i tworzenia w głowie niekorzystnych wizji.

Jaki z tego wniosek? Kochane, jeżeli macie zaufaną osobę i chcecie porozmawiać o niepłodności to zróbcie to. W odwrotnym przypadku zalecam mówienie prawdy np. starania trwają, zobaczymy jaki będzie efekt. Nie tłumacz więcej.

Jeżeli na waszej drodze znajdzie się osoba regularnie dopytująca (załóżmy, że wie o problemach z poczęciem), a z którą nie chcecie rozszerzać tematu również odpowiedzcie grzecznie: proszę, byś nie pytała mnie o to, bo jest mi ciężko, nie gniewaj się tylko zrozum i zamknij temat.

Unikaj kłamstw w stylu: mamy czas, chcemy podróżować, nacieszyć się sobą, kariera itd. Każde kłamstwo niesie za sobą negatywne emocje, zaczynamy dusić się tymi kłamstwami, mieć wyrzuty sumienia, ogarnia nas żal i smutek nie z powodu tego, że ktoś zapytał o dziecko, tylko z powodu kolejnego kłamstwa.

Gdybyśmy naszemu koledze od początku powiedzieli: słuchaj, to nasza decyzja, proszę byś nie pytał za każdym razem o tak osobiste sprawy. Damy znać, jeżeli pojawi się maleństwo. W tych dwóch zdaniach nie ma żadnego kłamstwa, nieuprzejmości, czy sugerowania, że mamy problem. Jednocześnie postawiona jest granica. W ten sposób uniknęłabym stresu związanego z kolejnymi niechcianymi pytaniami, wizji ponownego spotkania sąsiada z działki i tracenia czasu na negatywne emocje. Dodam, że być może pojawią się osoby, do których nie dociera grzeczny sposób przekazu. Wtedy macie pełne prawo wyjaśnić to mniej grzecznie i nie powinniście mieć z tego powodu wyrzutów sumienia.

Niepłodność może przytrafić się każdemu

Pamiętajcie, że niepłodność jest chorobą taką, jak każda inna. Żadna czy żaden z nas nie ma na nią wpływu. Może przytrafić się każdemu. Jedyne co możemy zrobić, to ją leczyć. Wiem i zdaje sobie sprawę, że brak posiadania dzieci nadal jest tematem tabu. Jako kobiety czujemy się gorsze od innych kobiet, niezaspokojone, nie mogące dać potomstwa, oceniane przez społeczeństwo. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że ja też tworzę to społeczeństwo i nie zależy mi na ukrywaniu prawdy.

Niepłodność jest chorobą taką, jak każda inna. Żadna czy żaden z nas nie ma na nią wpływu. Może przytrafić się każdemu. Jedyne co możemy zrobić, to ją leczyć.

Zaczęłam otwarcie mówić, że staramy się o dziecko. Mogę również mówić o leczeniu niepłodności, ale rozmawiam o tym tylko z najbliższymi. Dlaczego? Ponieważ ze swoich problemów zwierzam się tylko bliskim osobom, nieważne czy dotyczą one niepłodności czy czegoś innego. Po jakimś czasie zauważyłam, że w moim otoczeniu zaczęły pojawiać się kobiety chętnie mówiące o trudnościach z zajściem w ciążę. Nawet te, które posiadają dzieci opowiadały co przeszły w związku ze staraniem się o potomstwo. W ten sposób uświadomiłam sobie, że nie jestem sama ze swoją bolączką, poczułam wsparcie od innych ludzi, uwierzyłam, że ocenianie kobiety poprzez pryzmat płodności to mit. Tylko słaba kobieta (czasem mężczyzna, ale rzadziej) oceni drugą jako ,,jałową”. Oznacza to, że oprócz posiadania dziecka nie ma nic więcej sobą do zaoferowania. A więc, czy warto przejmować się takimi osobami? Nie!

Żyj i ciesz się życiem!

Moje drogie, zamiast zadręczać się, zacznijcie żyć i cieszyć się życiem. Nie wyklucza to walki o upragnione maleństwo. Nie rezygnuj ze swoich planów, zawsze możesz je zmienić, gdy pojawi się maleństwo. Pozytywne nastawienie i spokój ducha zwiększą Twoją szansę na zajście w ciążę. Już czas, by zmienić swoje myślenie oraz podejście do życia i niepłodności. Pamiętaj, że zmiany myślowe to proces. Nie zrażaj się, gdy znów zaczniesz czuć smutek, zazdrość, bezsens, zamartwianie się z powodu braku dziecka. Nie dziw się sobie, bo w ten sposób myślałaś przez ostatnie miesiące i lata. Takie podejście stało się już Twoim nawykiem i uruchamia się z automatu. Świadomie tłumacz sobie, dlaczego jest to złe. Rób to w sposób cierpliwy i opiekuńczy, tak jakbyś tłumaczyła swojemu małemu dziecku.

Pozytywne nastawienie i spokój ducha zwiększą Twoją szansę na zajście w ciążę. Już czas, by zmienić swoje myślenie oraz podejście do życia i niepłodności. Pamiętaj, że zmiany myślowe to proces.

Na zakończenie życzę Wam i sobie upragnionego maleństwa, ale przede wszystkim wewnętrznego szczęścia, bo tylko wtedy jesteśmy wstanie sprawić, że nasze dziecko również będzie szczęśliwe. Najważniejsza jesteś Ty dla siebie, tu i teraz i tylko to się liczy. Możemy być szczęśliwe z dzieckiem lub bez dziecka. Rozejrzyj się dookoła, zobacz ile kobiet mimo posiadania dzieci jest nieszczęśliwa. Pewnie myślisz, że to dlatego, iż nie wiedzą jak to jest nie móc mieć dziecka. Być może nie wiedzą, ale nieszczęśliwe są z innych powodów. A więc dziecko nie zapewni Ci szczęścia, jeżeli Ty swoim odpowiednim myśleniem i podejściem do życia sama go sobie nie zapewnisz.

Szczęście jest w Tobie!

Małgorzata

POLECAMY TAKŻE:

 
List od niepłodnej
 
 
 

 

Agnieszka Woźniak

Redaktorka i korektorka językowa. Pisze od kiedy pamięta, a w międzyczasie zajmuje się tropieniem zagubionych przecinków i poprawianiem błędów ortograficznych

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *