Justyna choruje już 15 lat: “Tak, mam Hashimoto, ale wiem, jak z nim żyć”

Czy Hashimoto da się okiełznać? 15 lat choroby – odstawienie nabiału, regularna aktywność i wiele innych zmian w codziennym życiu – to daje efekty. Dowiedz się więcej, jak z chorobą radzi sobie Justyna Marszałkowska-Jakubik, dietetyk i hashimotka. 

Masz Hashimoto od 15 lat. Jak doszłaś do tego, że to ta choroba?

Justyna Marszałkowska-Jakubik: Pierwszą, „roboczą diagnozę” postawiła mi moja kosmetyczka, która zauważyła, że mam powiększoną tarczycę i znacznie bardziej wysuszoną skórę niż jeszcze kilka miesięcy wcześniej. Zauważyła to, bo znała mnie od lat. Zasugerowała, abym jak najszybciej zrobiła badania w tym kierunku. Pewnie bym je zrobiła kilka tygodni albo i miesięcy później, gdyby nie to, że dosłownie kilka dni po tym usłyszałam od przypadkowo spotkanej znajomej: „Czy Ty masz Hashimoto??” Dopiero ten niesamowity zbieg okoliczności spowodował, że dosłownie tego samego dnia zrobiłam badania.

I jak się okazało bardzo słusznie – moje wyniki wielokrotnie przekraczały normy! Dopiero z nimi w ręku czytałam, czym jest Hashimoto… i wtedy objaw po objawie zaczęły mi się układać w całość moje ostatnie miesiące.

Co zrobiłaś, gdy się dowiedziałaś? Od razu wiedziałaś, że trzeba zmienić dietę i to wdrożyłaś zmiany żywieniowe?

Zostałam zdiagnozowana już po studiach, więc miałam już wtedy pewną wiedzę dietetyczną. Warto jednak podkreślić, że 15 lat temu żywieniowe leczenie chorób autoimmunologicznych nie było jeszcze aż tak popularne. Dlatego też i o samym Hashimoto wiedziałam niewiele – ta wiedza przyszła dopiero z czasem.

Wtedy zaufałam lekarzowi i skupiłam się na leczeniu farmakologicznym oraz pielęgnacji od zewnątrz, ponieważ jednym z moich bardzo dokuczliwych objawów była suchość skóry. Z kolei żywieniowo starałam się opanować wypadające garściami włosy.

A czy cierpisz jeszcze na inne choroby autoimmunologiczne?

Nie. Na szczęście Hashimoto jest moją jedyną chorobą autoimmunologiczną.

Jak wyglądało twoje leczenie kiedyś, a jak wygląda teraz – czy coś się zmieniło?

Leczenie farmakologiczne wygląda tak samo. Pojawiam się na kontroli raz na kwartał lub co pół roku. Jeśli to konieczne zmieniam dawkę leku. Dodatkowo – na własną rękę wdrożyłam dietę eliminacyjną i pilnuję suplementacji.

Podczas Hashimoto często odstawia się gluten i nabiał. Czy u ciebie to pomogło? Co ogólnie myślisz o tych założeniach?

Dieta eliminacyjna może pomóc w opanowaniu wielu dokuczliwych objawów tej choroby. Tarczyca rządzi naszym organizmem – jej nieprawidłowa praca wpływa na metabolizm – może powodować tycie lub chudnięcie, biegunki lub zaparcia, problemy z koncentracją, nadmierną senność, zaburzenia w miesiączkowaniu itd.

Wielokrotnie w swojej praktyce zawodowej przekonałam się, że część z tych objawów można załagodzić wykluczając z diety niektóre produkty. Jednak trzeba to zrobić umiejętnie – obserwując reakcje organizmu, a nie czytając w internecie, co jest teraz „najmodniejsze do eliminowania”. 

W moim przypadku pomogło odstawienie nabiału – poza serem żółtym, które sporadycznie jadam – wyeliminowałam go całkowicie.

Czy uważasz, że istnieje sposób na idealną dietę dla Hashimotek w stylu: jesz to i to, a tego unikasz?

Niestety, póki co wciąż nie ma jednoznacznych zaleceń dotyczących diety w Hashimoto. Dietę należy rozpatrywać indywidualnie, pod kątem objawów. Dopiero po przetestowaniu na sobie poszczególnych konfiguracji czy eliminacji, można odetchnąć z ulgą i powiedzieć: “Znalazłam dietę idealną dla siebie!”

Jak zatem spersonalizowałaś swoją dietę?

Mi bardzo pomogło odstawienie nabiału. Przyznam, że już następnego dnia poczułam zdecydowaną ulgę. Co ważne, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zniknęły również moje problemy skórne! Nie wykluczyłam glutenu, ale ograniczam do minimum pszenicę.

Testowałam też na sobie śniadania białkowo-tłuszczowe, które jakiś czas temu stały się bardzo popularne, ale muszę przyznać, że ten „wynalazek” zupełnie się u mnie nie sprawdził. Dlatego wciąż jestem wierna nieśmiertelnej owsiance na wodzie z tysiącem rożnych dodatków. Zamiennie, czasami na śniadanie sięgam po jaglankę bądź jajecznicę.

Czyli jak według ciebie-dietetyka powinna wyglądać dieta chorej na Hashimoto?

Powinna być dobrana indywidualnie, wiem, że to brzmi jak zdarta płyta, ale to podstawa w przypadku leczenia żywieniowego każdej choroby. Tym bardziej, że brak jest oficjalnych i w 100% potwierdzonych zaleceń dotyczących tej choroby.

Ponad, objawy Hashimoto są mało specyficzne i subiektywne. Takie choroby ciężko się leczy, gdyż musimy polegać tylko i wyłącznie na subiektywnym odczuciu pacjenta i jego opinii odnośnie poprawy samopoczucia.

Nie jestem zwolennikiem restrykcyjnych diet, w ogóle nie lubię słowa dieta. Wolę wprowadzać delikatne i stopniowe, ale długotrwałe zmiany w życiu pacjenta niż robić w nim rewolucję. Jednak w przypadku bardzo uciążliwych objawów zalecam kategoryczne odstawienie nabiału, cukru i pszenicy – obserwacje i następnie powolne włączanie pojedynczych produktów do diety, aby sprawdzić, co powodowało u nas problemy.

Wiem nie tylko po sobie, że odstawienie nabiału pomaga, ale nie u każdego ta eliminacja da tak spektakularną poprawę jak u mnie. U niektórych produktem zapalnym będzie żyto, inni będą musieli wyeliminować płatki owsiane.

Osoby mające Hashimoto często mają problem z nadprogramowymi kilogramami – masz sposób na nadwagę i otyłość u tych osób?

Tym sposobem jest cierpliwość. Niestety, nie ma i nie będzie diety cud, która magicznie zlikwiduje nadprogramowe kilogramy. W przypadku problemów hormonalnych jest to wyjątkowo uciążliwe, ale możliwe – mam na to wiele dowodów.

Dieta odchudzająca w przypadku Hashimoto nie różni się bardzo mocno od diety odchudzającej, jaką stosuję u pacjentów w wielu innych przypadkach. Dieta musi bazować na warzywach, do tego produkty zbożowe z pełnego ziarna, oleje roślinne oraz pełnowartościowe źródła białka (przede wszystkim pochodzenia roślinnego, rzadziej zwierzęcego – jestem orędowniczką maksymalnej eliminacji mięsa z naszej codziennej diety).

Do ogólnych zaleceń dorzucam także bezdyskusyjnie ograniczenie cukru i soli oraz eliminację bardzo powszechnego syropu glukozowo-fruktozowego, jak również wzmacniaczy smaku (glutaminian sodu) – czyli na zakupach dokładnie czytamy etykiety.

A co z kalorycznością diety? Należy zmniejszyć liczbę kalorii i jeść kilka małych posiłków?

Ilość posiłków jest kwestią bardzo indywidualną. Ja muszę mieć 5 a nawet 6 posiłków dziennie, jednak mam wielu pacjentów, u których styl życia czy pracy wymusza 3 posiłki. Nie zmieniam im tego, bo wiem, że nie dadzą rady wyłuskać dodatkowego kwadransa na przekąskę w pracy. Tu najważniejsze są odstępy między posiłkami oraz nie omijanie ich.

Kaloryczność także ustalamy pod konkretny przypadek – mając pracę biurową będzie ona nieco niższa niż przy pracy fizycznej, czy w dni treningowe. Istotne jest, aby nie obcinać zbyt mocno kaloryczności, gdyż może się to skończyć zupełnie inaczej niż byśmy oczekiwali.

Zbyt niska kaloryczność diety może powodować niedożywienie (proszę nie mylić z wychudzeniem), a to jest często powiązane z gorszą pracą tarczycy i odbija się między innymi na TSH, które znowu rośnie zamiast spadać. Między innymi dlatego należy unikać niskokalorycznych diet. Poza tym, że tarczyca ich nie lubi, także i my nie najlepiej czujemy się z pustym żołądkiem, wciąż myśląc o jedzeniu. Nie na tym polega zdrowe odchudzanie.

To po kolei: co z węglowodanami, białkiem i tłuszczami?

W kwestii proporcji poszczególnych składników odżywczych wygląda to podobnie, jak w przypadku diety osób zdrowych. Z jedną tylko małą zmianą, mianowicie: musimy uważać na białko, którego powinno być nieco więcej. Białko powinno pokrywać od 15 do 25% całodziennej energii, tłuszcze 25-30%, natomiast węglowodany 45-55% całodziennego zapotrzebowania na energię.

Poza białkiem zwracam uwagę na tłuszcze, których często boimy się wiedząc, że są najbardziej kalorycznymi składnikami odżywczymi. Z tego powodu wiele osób rezygnuje z produktów tłuszczowych, eliminuje oleje, unika orzechów, czy omija szerokim łukiem awokado. To duży błąd, który może spowalniać proces zdrowienia i pogłębiać np. problem wypadających włosów czy suchej skóry.

>>> czytaj też: Marek Zaremba: Ponad 17 lat żyję z Hashimoto. Ta choroba to nie wyrok

A co sądzisz o tym, że w obawie przed jodem, Hashimotki ograniczają spożycie go do zera?

Jest to bardzo niebezpieczne. W przypadku jodu każda skrajność może się źle dla nas skończyć. Zalecam tu ogromną ostrożność i konsultację z lekarzem.

Jod jest niezbędny do syntezy hormonów tarczycy, a jego niedobór prowadzi do obniżenia stężenia T3 i T4 oraz wzrostu TSH. W perspektywie czasu może też powodować powiększenie gruczołu tarczowego i powstawania wola.

Nie oznacza to oczywiście, że jesteśmy skazani na suplementację jodu (jego nadmiar u osób z chorobą Hashimoto może prowadzić do zaostrzenia choroby), jednak nie obcinajmy go z naszym codziennym pożywieniem. Bez obaw można czasem sięgnąć po rybę czy nabiał. A jeśli jesteśmy na diecie bezmięsnej i bez nabiału, używajmy soli jodowanej i korzystajmy z uroków morza.

Na co zwrócić uwagę w diecie – czy zalecasz suplementację witamin, czy przy Hashimoto należy zwrócić uwagę na konkretne pierwiastki bądź substancje?

Do składników, które polecam suplementować zaliczam witaminę D3 – należy ją zażywać od września do kwietnia, a w przypadku niektórych osób także i latem.

Często poruszanym tematem jest także suplementacja selenem. Niemal każdego dnia słyszę, że ktoś zażywa selen, bo wyczytał, że w Hashimoto to konieczne, jednak nie zawsze jest to dobre rozwiązanie. Długotrwały nadmiar selenu, o który bardzo łatwo w przypadku suplementacji zwiększa ryzyko m.in. cukrzycy czy insuliooporności. A jakby tego było mało, wciąż nie ma wiarygodnych badań, które potwierdziłyby rolę suplementów selenu w leczeniu choroby Hashimoto.

Także w tym przypadku zalecam raczej zadbanie o odpowiednią dawkę selenu dostarczanego wraz z dietą. Do najlepszych źródeł selenu należą: orzechy brazylijskie, wieprzowina i jagnięcina (szczególnie podroby), musztarda, białko jaja, ostrygi, dorsz, tuńczyk, ziarna słonecznika czy małże.

W kwestii diety polecam także zwrócenie uwagi na przyprawy, które za często stosujemy po macoszemu – ograniczając się jedynie do soli i pieprzu (albo co gorsza kostek rosołowych). Przyprawy np. korzenne (goździki, cynamon czy imbir) działają doskonale na organizm – to antyoksydanty, które przy okazji regulują stężenie cukru we krwi. Dodatkowo warto sięgać po czarnuszkę, która ma udowodnione korzystne działanie na tarczycę (zmniejsza zarówno stężenie przeciwciał aTPO, jak i TSH).

Jak teraz wygląda twoje zdrowie i samopoczucie? Czy po wdrożeniu tych zaleceń czujesz się dobrze i nie masz problemów z wagą?

Hormony tarczycy mam unormowane od dobrych kilku lat. Oczywiście są momenty, kiedy wahają się i mój organizm daje mi wyraźny znak, że coś jest nie tak. Jednak zazwyczaj bardzo szybko wyłapuję te objawy i jestem w stanie nad tym zapanować.

Odnośnie wagi – tu, w gronie chorych na Hashimoto jestem szczęściarą, bo nie miałam z nią nigdy problemów. Dieta plus treningi wystarczają i oby tak już zostało! Jedynym problemem jest jeszcze suchość skóry, która szczególnie zimą daje mi się we znaki, ale przyzwyczaiłam się do tego i również wiem, jak nad tym zapanować. 

Rozmawiała: Sonia Młodzianowska


justyna hashimoto nieplodnirazemJustyna Marszałkowska-Jakubik – dietetyk, wykładowca, ogrodniczka, miłośniczka nocnego pieczenia.

Od blisko 13 lat z powodzeniem i niezmiennym zapałem prowadzi swoją firmę Centrum Dietetyczne Prolinea, której misją jest zarażanie ludzi do zmian i zdrowego stylu życia. Jako wykładowca akademicki z pasją edukuje kolejne pokolenia „fit freaków”. Od roku 2015 prowadzi bloga zdrowonajedzeni.pl.


Polecamy także:

https://plodnosc.pl/pokonaj-hashimoto-w-90-dni-oto-nowa-skuteczna-terapia/

 

Komentarze: 2

Według mnie eliminacja (wszystkich!) zbóż i nabiału to absolutna podstawa w odniesieniu do choroby Hashimoto. U mnie dopiero dieta Paleo i Keto dała efekt w postaci całkowitej remisji choroby i regeneracji tarczycy. Ciężko uwierzyć, że jedząc owsiankę na śniadanie ktoś jest w stanie utrzymać w ryzach tarczycę i Hashimoto.

Mega artykuł .

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *