To tylko klaps… nie zostawia śladu

…nigdy nie uderzyłabym własnego dziecka. Bicie to przemoc, klaps to środek wychowawczy”. Ilu świadomych, wykształconych, obytych rodziców ma podobne zdanie. Bicie utożsamiają z patologią, jednocześnie nie widząc nic złego w klapsie. Ot… nieszkodliwe pacnięcie. Taka rozmowa wychowawcza, tyle że natychmiastowa i bez słów. Szokujące, że z tego samego założenia wychodzi Mikołaj Pawlak – Rzecznik Praw Dziecka w Polsce.

30 kwietnia obchodzony był Światowy Dzień Sprzeciwu Wobec Bicia Dzieci. Bicia, czyli także dawania klapsów, bo fakt, że klaps nie zostawia czerwonych pręg na ciele, nie oznacza, że nie jest biciem. Innego zdania jest jednak Mikołaj Pawlak, Rzecznik Praw Dziecka. W szokującej zarówno rodziców, ale także polityków rozmowie z Magdaleną Rigamonti dla “Dziennika Gazety Prawnej” mówi: 

“(…) Klaps nie zostawia wielkiego śladu (…) Trzeba rozróżnić, czym jest klaps, a czym jest bicie (…) Wiele osób nawet podniesienie głosu może uznać za przemoc….”*

Rzecznik  w tym samym wywiadzie wyznaje, że sam nigdy nie uderzył swoich synów, choć „z estymą wspomina”, że od swojego ojca „dostał po tyłku”. 

„Mnie bili i wyszedłem na ludzi”

To chyba ulubione i jednocześnie najpopularniejsze zdanie, na jakie można trafić we wszystkich dyskusjach dotyczących klapsów. Część dorosłych uważa, że skoro oni skończyli studia, mają rodzinę, nie zeszli na złą drogę, a byli przez rodziców bici (i to nawet więcej niż „klaps”) to sprowadzanie „niewinnego klapsa” do przemocy jest dalece niestosowne. I w tym momencie najczęściej występuje krytyka obecnych modeli wychowywania dzieci: „bezstresowe wychowanie”, „wchodzą na głowy dorosłym”, „matka i ojciec już nic nie mogą”, „rozpuszczone bachory, którym wszystko wolno”.

Szkodliwość widzenia świata w zero-jedynkowy sposób, gdzie coś jest albo definitywnie złe, albo zdecydowanie dobre, jest powszechna. Osoby krytykujące sprzeciw wobec klapsów, utożsamiają wychowanie bezprzemocowe z absolutną niemocą rodziców i rozpuszczeniem dzieci. Tymczasem – jak to zwykle bywa – nic bardziej mylnego.

Warto zatrzymać się chwilę i zastanowić się, jak wygląda życie tych bitych za dziecka dorosłych, którzy „wyszli na ludzi”. Czy potrafią mówić o emocjach? Budować dobre, zdrowe związki? Czy mają właściwą samoocenę? Czy są asertywni i pewni siebie? Czy korzystają z dobrodziejstw terapii i pomocy psychologicznej?

Przeczytaj także: Wychowywanie bez kar i nagród – czy to ma sens?

Kotłujące się dziecięce emocje

Mama po raz setny mówi, żeby dziecko nie rzucało zabawkami, a ono zdaje się tego nie słyszeć. Kolejna zabawka zepsuta do wyrzucenia. Gniew matki sięga zenitu, brakuje jej już sił do tłumaczenia, w przypływie zdenerwowania przypisuje maluchowi złośliwość i ręka spada na pupę dziecka, wymierzając klapsa.

Tymczasem te „złośliwe” zachowania dziecka najczęściej wynikają z natłoku emocji, których ten mały człowiek nie jest w stanie zrozumieć i nazwać.

My dorośli też miewamy dni, kiedy wszystko idzie nie tak jak powinno, drobne sprawy urastają do rangi życiowych problemów, jesteśmy rozdrażnieni, a w zdenerwowaniu trzaskamy głośno drzwiami i szafkami. My – w przeciwieństwie do dzieci – wiemy, co czujemy, wiemy jak nazwać te emocje, znamy też techniki radzenia sobie ze złością. Dziecko nie jest w stanie samo zatrzymać się, zrozumieć swoich nerwów, wziąć 3 głębokich oddechów i policzyć do 10. A nawet my, wiedząc o tym wszystkich, często i tak nie potrafimy okiełznać nerwów.

Dlatego ważne jest, aby od małego uczyć dziecka swoich emocji, a także tego, że żadna emocja nie jest zła, złe może być zachowanie w wyniku tych emocji.

Dziecko to mały człowiek, który jeszcze tak niewiele wie o świecie, że czasami go to przytłacza. Rodzic, który zamiast tłumaczenia, uderza (nawet lekko w pupę), nie jest dziecku przewodnikiem po świecie, a kolejnym przyczynkiem, dla którego świat jest niezrozumiały.

Nie wolno bić innych dzieci, czyli jak klaps ogłupia

Dziecko uderzy rówieśnika w szkole, a zezłoszczony rodzic krzyczy, że tak nie wolno i daje klapsa. Czyli bijąc dziecko, tłumaczy, że nie wolni bić. Ta pokrętna logika najlepiej pokazuje, jak rodzice wymagają od dziecka zachowywania się bez używania przemocy, jednocześnie własne bicie dziecka nie definiując jako przemoc.

Klaps jest dla nich elementem wychowania, a nawet wyrazem miłości. Gdy maluch z impetem wpada na ulicę niemal pod koła auta, gdy wyciąga rękę do gorącej kuchenki, gdy wchodzi na wysoki płot – klaps jest pojmowany jako ostrzeżenie, dbałość o bezpieczeństwo malucha, gwałtowne przypomnienie mu o tym, że dana czynność jest groźna i żeby jej zaniechał.

„Klapsy wywołują strach, a strach ogłupia. Oczywiście, klapsy powstrzymują dzieci przed robieniem czegoś, czego nie wolno im robić, ale nie skłaniają ich do właściwych zachowań. Uderzone dziecko poddaje się, a przynajmniej przestaje zachowywać się „niegrzecznie” w danej chwili, lecz nie uczy się, jak powinno postępować. Doświadcza tego, że silniejsi osiągają swoje cele siłą. Co więcej, czuje się upokorzone, ma zranioną godność. Te uczucia tkwią w nim jeszcze długo po tym, jak policzek przestaje piec, znikają czerwone ślady po uderzeniu, ustaje ból pośladków. Dziecko bite doznaje krzywdy od najbliższych, na których polega najbardziej na świecie. Uważa więc, że jest złe i bezwartościowe. Z jakiego innego powodu mama i tata traktowaliby je w ten sposób? Po jakimś czasie dziecko obojętnieje na klapsy i uderzenia, bo inaczej poczucie zranienia stałoby się nie do zniesienia.” (Zamiast klapsów. Jak z szacunkiem i miłością wyznaczać dziecku granice)

Klaps z bezsilnej złości, czyli o niezaspokojonych potrzebach dorosłych

Rodzice, którym zdarzyło się dać klapsa (a którzy co do zasady nie chcieliby tego robić), często przyznają, że powodowała nimi bezsilna złość. Tłumaczą „już nie wiem co robić, mam dość, to mnie przytłacza”.

Gdyby na spokojnie zastanowić się, co się stało w chwili, gdy maluch dostał od nich klapsa, okaże się, że to nie tylko niedopuszczalne zachowanie dziecka było przyczyną. Rodzic był zwykle wzburzony, zezłoszczony, w niedoczasie, zestresowany, niewyspany, rozkojarzony, zasmucony problemami. Klaps był wtedy najłatwiejszym rozwiązaniem. Dużo prostszym niż rozmowa, szukanie rozwiązań itp.

Matka i ojciec to też ludzie, mają swoje emocje i złe dni. Jednak niezmiernie ważne jest, aby rodzice mieli zaspokojone swoje podstawowe potrzeby, aby normalnie funkcjonować, także w relacji rodzic-dziecko. Głodna, niewyspana, smutna matka zareaguje inaczej niż mama, która zjadła śniadanie, zdążyła się ubrać i wyszykować, ma dobry humor i nie martwi się niczym specjalnym. Problemów się nie pozbędzie z dnia na dzień, ale bardzo ważne jest, aby dbać o możliwe zaspokojenie swoich – często bardzo podstawowych – potrzeb.

Drzemka z dzieckiem (trudno, będzie obiad na telefon), wizyta u psychologa, czas dla siebie (choćby kwadrans), porozmawianie z mężem o konflikcie – gdy uda się opanować swoje emocje, łatwiej będzie pracować nad emocjami dziecka.

Nie bez znaczenia, w samolocie w razie problemów najpierw rodzic ma założyć maskę sobie, a potem dopiero nakłada ją dziecku. Rodzic, który sam o siebie nie zadba, na niewiele się zda dziecku.

Przeczytaj także: Brudne, mokre i nieuważne – tu się tak wychowuje szczęśliwe dzieci. Co na to polska matka?

Co zamiast klapsa?

Dziecko nie tylko ma przestać zachowywać się „niegrzecznie”, czyli nie tak jak życzą sobie tego rodzice. Ono ma przede wszystkim zrozumieć, co zrobiło źle, dlaczego dane zachowanie jest niewłaściwe i co może być alternatywą.

Np. Dziecko zachlapało kuchnię, bo bawiło się pod bieżącym strumieniem wody w pirata. Podłoga jest cała mokra, podobnie jak szafki i sprzęty. Matka jest zezłoszczona, bo zamierzała odpocząć, a teraz musi sprzątać kuchnię. Klaps nie będzie dla malucha żadnym komunikatem. Poczuje się źle, odczuje ból fizyczny i psychiczny, w duchu będzie zły na mamę, ale dalej nie będzie dla niego jasne, co zrobiło nie tak.

To, że mama się rozzłościła jest naturalną emocją, ale to co należy zrobić to dać dziecku jasny komunikat:

Jestem zła (jak czuje się matka w wyniku zachowania dziecka), bo zachlapałeś całą kuchnię i wszędzie jest mokro a ja muszę to teraz sprzątnąć (opis sytuacji i dlaczego zachowanie było niewłaściwe). Wiem, że lubisz się bawić w piratów, ale jedynym odpowiednim do tego miejscem jest wanna (wskazanie dziecku właściwego rozwiązania). Umawiamy się, że będziesz się od dziś wcielał w pirata tylko podczas kąpieli w wannie?**

Propozycje zachowań w sytuacjach kryzysowych 

  • Powiedz, co czujesz – „jestem zła, jest mi smutno, jestem rozczarowany, jest mi przykro”. Rodzic powinien wychodzić od tego, jak się czuje w związku z zachowaniem dziecka, a nie oceniać jego charakteru, np. „Jestem zła, że twoje zeszyty do szkoły są pogniecione i podarte” zamiast „Jesteś bałaganiarzem, zawsze masz wszystko zniszczone”. Skoro dziecko dostanie etykietkę bałaganiarza to po co ma sprzątać i się starać, przecież takie już jest.
  • Wskazuj właściwe zachowanie – to, że powiemy dziecku, aby czegoś nie robiło to za mało. Musi ono wiedzieć, jak wygląda przeciwieństwo tego złego zachowania, np. zamiast „Nie rzucaj piłki w domu”, powiedź „W domu piłkę można turlać, a rzucać tylko na dworze”.
  • Wskaż dziecku konsekwencję i pozwól dokonać wyboru – możesz się bawić wszystkimi zabawkami, ale przed oglądaniem bajki musisz je sprzątnąć. Jeśli tego nie zrobisz, nie będzie też bajki. Zdecyduj sam.
  • Pozwól dziecku zauważyć problem i znaleźć rozwiązanie – zamiast wyzywać dziecko od niezdary, gdy coś wyleje, zauważ tylko, że „mleko jest rozlane”. Jeśli dziecko samo nie wpadnie na to, co dalej, możesz się zapytać, co można z tym zrobić. Oczywiście nie od razu dziecko odpowie „Mamusiu, należy sprzątnąć to mleko, zaraz to zrobię”. Jednak zdecydowanie warto stosować tę technikę. Dodatkowo uczy ona dziecko radzenia sobie z problemami, szukania rozwiązań, odpowiedzialności.

 

*Cały wywiad z Mikołajem Pawlakiem, Rzecznikiem Praw Dziecka (Trzeba rozróżnić, czym jest klaps, a czym jest bicie. Klaps nie zostawia wielkiego śladu) można przeczytać TUTAJ.

**Przykład za: kampaniaprzemoc.pl

Źródło: Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę, „Co zamiast klapsa?” Marlena Trąbińska-Haduch

 

POLECAMY TAKŻE:

Dziecko to mały człowiek, czyli 15 reguł wychowywania według Janusza Korczaka

 

 

Agnieszka Woźniak

Redaktorka i korektorka językowa. Pisze od kiedy pamięta, a w międzyczasie zajmuje się tropieniem zagubionych przecinków i poprawianiem błędów ortograficznych

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *