Badania i zdrowie w ciąży
20.01.2026
Agnieszka Woźniak

Zamykanie porodówek i spór o przyszłość opieki okołoporodowej w Polsce

Od stycznia 2026 r. wszedł w życie nowy standard opieki położniczej nad kobietą ciężarną i rodzącą w Polsce, który wywołał lawinę komentarzy i głosów krytyki. Przyszłe matki z niepokojem patrzą na kolejne zamykane porodówki, obawiając się dojeżdżania kilkadziesiąt kilometrów do najbliższej placówki z oddziałem położniczym.

Pokój narodzin w miejsce sali porodowej

System ochrony zdrowia w Polsce wdraża nowy model opieki, który ma odpowiadać na malejącą liczbę porodów oraz trudną sytuację finansową wielu szpitali. W placówkach, w których dotychczas funkcjonowały nierentowne oddziały położnicze, planowane jest tworzenie tzw. pokoi narodzin. Są to pomieszczenia wyposażone podobnie jak sale porodowe, w których położna będzie mogła przyjąć nagły poród. Rozwiązanie to ma być stosowane w sytuacjach, gdy rodząca nie zdąży dojechać do najbliższego szpitala z oddziałem położniczym, a szybka pomoc okaże się niezbędna.

W szpitalach, w których działać będzie pokój narodzin, położna ma mieć do dyspozycji karetkę pogotowia wraz z ratownikiem medycznym. W razie wystąpienia komplikacji pacjentka zostanie przetransportowana do szpitala z pełnym zapleczem położniczym. Problem polega jednak na tym, że w wielu regionach Polski objętych tymi zmianami kobiety rodzące będą zmuszone pokonywać odległości rzędu 60–100 kilometrów. Tak długi transport może w krytyczny sposób wpłynąć na przebieg porodu oraz stan zdrowia i życie matki oraz dziecka.

Jednym z takich miejsc jest SP ZOZ w Lesku – ta ostatnia porodówka w Bieszczadach została formalnie zlikwidowana z końcem 2025 r., a to oznacza dla pacjentek konieczność dojazdu na poród ponad 100 km do najbliższego szpitala położniczego (np. do Rzeszowa).

Prof. P. Kosiński: Nic nie zastąpi tradycyjnej porodówki

Na istotne luki w proponowanych rozwiązaniach zwraca uwagę prof. Przemysław Kosiński, kierownik Oddziału Klinicznego Położnictwa, Perinatologii, Ginekologii i Rozrodczości Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego WUM. W rozmowie z PAP podkreślił on, że poród odbywający się poza pełnoprawnym oddziałem — nawet w odpowiednio wyposażonym pokoju narodzin — nie jest w stanie w pełni zastąpić standardowej porodówki z zespołem neonatologicznym i chirurgicznym. Jego zdaniem to właśnie kobiety z regionów peryferyjnych będą najbardziej narażone na ograniczony dostęp do specjalistycznej opieki.

Do krytycznych głosów odniósł się wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski, który podczas konferencji bronił rozwiązań proponowanych przez rząd:

— Chcielibyśmy jasno zakomunikować i przeciąć dezinformację pojawiającą się w mediach, jakoby nasze działania miały narażać kobiety rodzące w Polsce na jakiekolwiek niebezpieczeństwo. Od stycznia tego roku obowiązuje nowy standard opieki położniczej nad kobietą ciężarną i rodzącą. Precyzyjnie określa on kompetencje zespołów oraz zadania poszczególnych stopni referencyjności w opiece nad kobietą ciężarną — podkreślił.

Rządzący wskazują na wysokiej klasy i wykfalifikowane położne, które mają na stałe zostać zatrudnione w pokojach narodzin oraz na możliwość niezwłocznego transportu do szpitala z oddziałem położniczym.

Nasze położne są wykształcone w sposób jeden z szerszych na świecie. Ukończenie studiów już na poziomie licencjackim pozwala im samodzielnie przyjmować porody fizjologiczne. Ukończenie studiów jest równoznaczne z tym, że każda studentka powinna przyjąć co najmniej 40 porodów. Jest to efekt, który musi być zaliczony już na etapie studiów, jeśli chodzi o studia pierwszego stopnia — zaznaczyła wiceminister zdrowia Katarzyna Kęcka.

Jednak prof. Kosiński polemizuje z tym argumentem, podkreślając, że dla rodzącej pacjentki bezpieczny poród musi odbywać się w profesjonalnym otoczeniu z zespołem specjalistów, nie tylko położnej, ale dodatkowo również anestezjologa, neonatologa, ginekologa.

Ciąża i poród to procesy, w których fizjologia może w ułamku sekundy zamienić się w patologię. Może dojść do masywnego krwotoku, oddzielenia się łożyska, rzucawki, nagłego pogorszenia stanu płodu. Podczas porodu może wystąpić dystocja barkowa – podkreśla prof. Kosiński.

Zmiany demograficzne wymagają zmian w opiece zdrowia

Rządzący tłumaczą zmiany chęcią wyrównania wszelkich ograniczeń dostępu do opieki położniczej oraz potrzebą zapewnienia bezpieczeństwa rodzącym.

— Pamiętajmy o tym, że demografia od lat jest taka, jaka jest w Europie i w świecie. Coraz mniej dzieci niestety przychodzi na świat w tej chwili i od wielu, wielu lat powoli zamykają się kolejne oddziały położnicze, najczęściej przekształcając się również w oddziały ginekologii, planowych działań, bo też w związku ze zmianą wiekową społeczeństwa potrzebujemy coraz więcej świadczeń ginekologicznych, a coraz mniej położniczych. Najczęściej w miejscach, gdzie został zamknięty oddział położniczy, pozostaje oddział ginekologii, planowych działań ginekologicznych — podkreślił Tomasz Maciejewski, wiceminister zdrowia.

Profesor Kosiński przyznaje w rozmowie z PAP, że utrzymywanie porodówek, w których personel nie ma możliwości wykorzystywać swoich umiejętności w praktyce również nie ma sensu – nie tylko ze względów finansowych (o czym myślą dyrektorzy szpitali), ale też ze względu bezpieczeństwa. Sytuacje krytyczne na oddziałach położniczych wymagają „natychmiastowych, precyzyjnych manewrów położniczych, które cały zespół musi znać i mieć wielokrotnie przećwiczone”.

Konsultant krajowy ds. perinatologii prof. Mirosław Wielgoś również podkreślił podczas konferencji, jak istotnym priorytetem przy tworzeniu nowych przepisów było bezpieczeństwo pacjentek.

Powinniśmy wszyscy mieć świadomość, że nie można zapewnić odpowiedniego bezpieczeństwa okołoporodowego w miejscach, gdzie poród jest incydentalnym wydarzeniem. A są miejsca, gdzie odbywa się mniej niż 300 porodów rocznie, czyli mniej niż jeden dziennie – tłumaczył prof. Wielgoś.

Które regiony najbardziej odczują brak porodówek?

Małe miejscowości i mniej zurbanizowane regiony, jak Bieszczady, Podlasie, Suwalszczyzna czy Warmia i Mazury, dotkliwie odczują brak oddziałów położniczych w szpitalach.

Zamknięta placówka w Lesku w Bieszczadach, gdzie pacjentki muszą jechać 100 km na poród, to tylko jedna z licznej listy nierentownych oddziałów. Równie dramatyczna sytuacja jest w Przeworsku w woj. Podkarpackim, gdzie zawieszono działalność oddziału położniczego oraz w Nisku, Sanoku oraz Ustrzykach Dolnych, gdzie oddziały położnicze zostały zamknięte. Malejąca liczba urodzeń wymusza również zmiany w opiece okołoporodowej w województwie śląskim – w ubiegłym roku Żory zamknęły porodówkę, a Siemianowice Śląskie rozpoczęły jej wygaszanie i przekształcanie.

Resort zdrowia poinformował, że w 2025 r. zamkniętych zostało 26 oddziałów położniczych w całym kraju, a decyzja należała do właścicieli placówek (np. samorządów), a nie Ministerstwa Zdrowia.

Zmiany w opiece położniczej wprowadzone od stycznia 2026 r. są odpowiedzią na spadek liczby urodzeń, problemy kadrowe i finansowe szpitali, jednak w praktyce prowadzą do zamykania kolejnych porodówek, głównie w mniejszych miejscowościach. Dla wielu kobiet oznacza to konieczność dojazdu nawet kilkudziesięciu lub ponad stu kilometrów do najbliższego szpitala z oddziałem położniczym, co budzi obawy o bezpieczeństwo porodu. Choć rząd podkreśla rolę wykwalifikowanych położnych i dostępności ambulansów ratowniczych, lekarze wskazują, że rozwiązania te nie zastępują pełnego zaplecza specjalistycznego, co potęguje konflikt i obawy pacjentek.

Fot. pexels.com/MART PRODUCTION
Źródło: https://stronazdrowia.pl/w-poloznictwie-licza-sie-sekundy-transport-nie-powinien-trwac-dluzej-niz-20-minut/ar/c14p2-28648425

Zaufali nam

Okienko zamknie się za: 5 s.