Pamiętnik Młodej - w walce z niepłodnością wtórną

W walce z niepłodnością wtórną: cień nadziei

Po okropnych przeżyciach z poprzednią ciążą, dochodziłam powoli do siebie, wciąż wierząc, że zostanę ponownie mamą. Byłam zdeterminowana jak nigdy. Zapisałam się do grupy wsparcia, robiłam badania, dużo czytałam o mutacji MTHFR. Dostaliśmy zielone światło od ginekologa… możemy zacząć ponowne starania. 

 


Chcesz być na bieżąco z historią Młodej, opowieściami o pierwszej ciąży i trudnymi staraniami o drugie dziecko? Przeczytaj Pamiętnik Młodej cz.1Pamiętnik Młodej cz.2Pamiętnik Młodej cz.3., Pamiętnik Młodej cz.4., Pamiętnik Młodej cz. 5, Pamiętnik Młodej cz. 6, Pamiętnik Młodej cz.7


Poprzedni odcinek: W walce z niepłodnością wtórną: fatum

Siła wsparcia i nowa energia

Niedługo po pierwszym poronieniu zapisałam się do grupy wsparcia na Facebooku „Mamy po poronieniach”.
Było mi tam niezwykle miło i pierwszy raz czułam, że ktoś mnie rozumie w pełni. Zżyłam się z dziewczynami, które przeżywały to samo, wspierałyśmy się i wymieniałyśmy doświadczeniami. Była to moja druga rodzina, często pisałam z dziewczynami i aktywnie się udzielałam.

Dzięki nim moje samopoczucie było dużo lepsze. Miałam poczucie, że jestem potrzebna im tak samo, jak one mnie. Wspaniałe uczucie być komuś potrzebnym… Warto się zapisać do takich grup, żeby nie zwariować 🙂

Po pogrzebie mieliśmy wizytę u genetyka w Invicta oraz immunologa z Gdańska. Genetyk zalecił, żebym brała kwas foliowy metylowany w celu uniknięcia kolejnej wady cewy nerwowej. Immunolog widząc badanie histopatologiczne mojego łożyska z pierwszej ciąży (tak, ten o istnieniu którego dowiedziałam się przypadkiem z dokumentacji medycznej), dał skierowanie na badania w kierunku trombofilii oraz subpopulacji limfocytów (komórek NK).

Oprócz tego sporo poczytałam o mutacji MTHFR i będąc w UCK w Gdańsku, wykonałam dodatkowe badania: homocysteiny, kwasu foliowy, b12, witamina D.

Kolejne starania

Zmieniłam również ginekologa, a ten w końcu dał nam zielone światło do starań. Lekarz podpowiedział mi, że powinnam w ciąży zrobić beta hcg z krwi w odstępie 48h i jak będzie odpowiedni przyrost to znaczy, że ciąża rozwija się prawidłowo. Ginekolog zapewniał, że jak będę brała kwas foliowy, to taka wada na pewno się już nie powtórzy, że mieliśmy pecha i jedno poronienie nic nie znaczy… „To się zdarza”. Pomyślałam wtedy, że dwóch ginekologów nie może się mylić. Cieszyłam się, że wreszcie wszystko zaczyna się świetnie układać i jesteśmy gotowi do działania. Poczułam CIEŃ NADZIEI. Wszystko będzie dobrze

Udało się!

02.04 miałam dni płodne i jednocześnie tego dnia mieliśmy mszę świętą za naszą rodzinę. Uwierzyłam, że to dobry znak. Z wynikami badań udałam się do immunologa ponownie. W drodze do lekarza poczułam znane mi dziwne objawy, czyli sporo śluzu i ból kręgosłupa. Pomimo, że do okresu było jeszcze kilka dni (23dc), nie wytrzymałam. Wjechałam do centrum handlowego kupić test Pink super czuły (czułość 10). Wchodzę do toalety, wykonuję test i jest! Jest 2 kreska! Jak dobrze wiedzieć o ciąży przed wizytą…

Szybko piszę do męża smsa i jadę przeszczęśliwa na wizytę. Immunolog patrzy na wyniki, a wynikało z nich, że mam NK 19% oraz obniżone białko S (trombofilia). Wdrożono od razu leki, czyli tzw. ŻELAZNY ZESTAW – heparyna 0,4, acard 75, oraz Encorton 20mg. Witaminki dla ciężarnych plus metylowany kwas foliowy. Dostałam również skierowanie na kolejne badania w celu ustalenia dawki heparyny (badanie anty xa, ddimery, białko S).

Termin miesiączki wypadał mi na święta Wielkanocne. W związku z tym, że wiedzieliśmy już o ciąży, zrobiłam tak, jak ginekolog podpowiedział – beta hcg w ciągu 48h. Wynik był prawidłowy, więc… oznajmiliśmy DOBRĄ nowinę. Niestety nikt nie podzielił naszej radości… Zamiast wsparcia rodziców, odczuliśmy bijący od nich STRACH.

Ciąża przebiegała od początku prawidłowo. Pamiętam pierwsze USG – przerażona patrzałam w ekran, czy dziecko ma całą głowę i czy bije serduszko. Wszystko było dobrze.

Obiecałam sobie, że po każdej wizycie będę kupować dziecięcy ciuszek, pieluszkę, cokolwiek, aby zaprosić to dzieciątko do naszego świata, żeby czuło, że ja go pragnę i aż tak się nie boję… A bałam się bardzo. Każde delikatne wypłynięcie śluzu kończyło się wizytą w toalecie w celu weryfikacji, czy to nie krew. Czułam się bardzo dobrze, moim zdaniem – za dobrze. Miałam pełno energii, zero mdłości, niepohamowany apetyt – wszystko za sprawą sterydu. Czułam się jak nakręcona, jakbym mogła góry przenosić.

Po kolejnej wizycie u immunologa otrzymałam większą dawkę heparyny, czyli 0,6 (tak wynikało z wyniku anty xa). Mój immunolog uważał, że mam brać tylko oryginalny clexane, gdyż jest przebadany na kobietach w ciąży. Miałam na niego refundację ze względu na trombofilię, więc zawsze go szukałam w aptekach – robiłam wszystko dla naszego przyszłego maluszka, starałam się…

To dzieje się naprawdę!

Pojechałam na pierwsze prenatalne USG prywatne. Badanie wyszło idealne, dziecko od początku ciąży było o 3 dni większe z USG niż z OM. Był to 11+0, a już było widać kość nosową i płeć – prawdopodobnie będzie to dziewczynka! Pamiętam, że poczułam wtedy delikatny zawód. Myślałam, że skoro się tak cudownie czuję, to będzie chłopak… patrząc na mdłości i bardzo słabe samopoczucie w poprzednich ciążach. Byłam niemal pewna, że będzie chłopiec, no ale… to był 11 tc, więc jeszcze się może coś zmienić. Nie przejmowałam się tym do czasu kolejnego prenatalnego USG w ramach NFZ (przysługuje mi darmowe, gdyż w poprzedniej ciąży dziecko miało wadę). W tym czasie po encortonie miałam dziwne objawy – do tachykardii, którą miałam od początku ciąży, doszło nadciśnienie.

12t 4d: na USG prenatalnym NFZ dziecko wydawało się dosyć ściśnięte, nie miało wyprostowanej głowy. Niewiele się ruszało – lekarz twierdził, że śpi. Zauważyłam, że jest dosyć mało wód, ale usłyszałam, że to w granicach normy. CRL wynosiło niewiele więcej niż ostatnio, co mnie bardzo zmartwiło, gdyż wcześniej dziecko było o 3 dni w przód a teraz jakby 7 dni w tył, co daje razem 10 dni w tył – to były moje obliczenia. Wiedziałam, że nie przyrosło tyle, ile trzeba.

Kolejna rzecz, jaka się nam nie spodobała, to kość udowa dziecka – była o 2 tygodnie do tyłu. Reszta nie odbiegała od normy. Lekarz zapewnił mnie, że wszystko jest w granicach norm i że nie ma się czym przejmować. Spytałam, czy to znaczy, że już się zaczyna hipotrofia, ale lekarz powiedział tylko, że nie ma takiej pewności, ale na pewno nic więcej nie możemy zrobić, bo jestem już dosyć obstawiona lekami. Musimy czekać…

Co do płci, wyrostek raz leżał a raz stał, więc na 100% nie określono, ale „bardziej chłopak” – tak usłyszałam.
Wtedy znowu pojawił się CIEŃ NADZIEI, że będzie mój wymarzony chłopiec… chłopak był moim marzeniem już w pierwszej ciąży… może się w końcu udało? 

Na kolejny dzień umówiłam się na pobranie krwi. 3 tygodnie później miałam mieć wizytę genetyka z wynikami i skorygowanym ryzykiem. Wyniki znalazłam przypadkiem na moim koncie brussa. Obliczyłam szybciutko, że jeden z wyników nie jest prawidłowy, że jest nisko MoM. W czasie oczekiwania udałam się na kolejne prywatne badanie USG do Evimedu. Była tam wspaniała młoda lekarka, która potwierdziła, że faktycznie dziecko ma wody na granicy, jest nadal w pozycji embrionalnej i o tydzień w tył według USG, bo według OM był 14t 5d. Jedyna nieprawidłowość, to tachykardia u dzieciątka (kolejny raz, bo już w 10 tc też miało).

Pomyślałam wtedy, że może najgorsze za nami, gdyż przez te 2 tygodnie jednak dziecko urosło, ile trzeba… może był tylko chwilowy zastój? A tachykardia to jasne, przecież ja sama mam puls 140 po sterydzie, to wiadomo, że dziecku też automatycznie rośnie. Byłam pewna, że już będzie dobrze, kupiłam kolejny mały ciuszek w rozmiarze 50, bo czułam, że będzie powtórka z rozrywki i kolejny hipotrofik się trafi. 

I wtedy nastał ten dzień! Dzień wizyty u genetyka…

Ryzyko skorygowane Zespołu Downa 1:244. Jest to już zaliczane do wysokiego ryzyka i zaproponowano amniopunkcję.
Wychodzę z gabinetu zdezorientowana, pełna myśli, co wybrać, co robić? Wsiadam do samochodu i wyję… nie jestem w stanie prowadzić, bo oczy mam zalane łzami, nic nie widzę… siedzę za kierownicą i płaczę… myślę… Zespół Downa? Jak to? Dlaczego? Lekarze zapewniali, że będzie dobrze…

Wtedy zgasł mój CIEŃ NADZIEI.


Potrzebujesz wsparcia innych kobiet borykających się z niepłodnością? Szukasz bratniej duszy, która wesprze podczas przedłużających się starań? Zapraszamy na naszą grupę na Facebooku: Obudź w sobie życie – grupa dla kobiet starających się o dziecko. 


POLECAMY TAKŻE:

Badania prenatalne to spokój przyszłej mamy. Co zrobić, by dziecko urodziło się zdrowe?

 


Redaktorka i korektorka językowa. Pisze od kiedy pamięta, a w międzyczasie zajmuje się tropieniem zagubionych przecinków i poprawianiem błędów ortograficznych

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *